Wykazałam odpowiednie do wagi chwili zainteresowanie, wydając z siebie chrząknięcie pełne zrozumienia, ale fryzjer dodał natychmiast:
– Zawód jest ważny w małżeństwie.
Moim zdaniem jedyne zawody ważne w małżeństwie to zawody miłosne – co uparcie powtarzam, ale nie o to chodziło fryzjerowi.
– E tam – machnął ręką – trzeba wiedzieć, z kim się żenić.
To zdanie wydało mi się prawie tak samo ważne, jak zdanie „trzeba wiedzieć, za kogo wychodzić za mąż” i ochoczo skinęłam potakująco głową.
– Pani się nie rusza. Pewno się pani ruszała poprzednim razem. – Fryzjer chwycił moją głowę i przytrzymał. – I to są efekty.
Zamarłam.
– Chodzi mi o to, że jak człowiek ma dobry zawód, to wie pani, nie jest źle.
Wiedziałam o tym od dawna.
– A taki taksówkarz, to nie ma lekko.
– Nie ma – zgodziłam się, nie kiwając głową.
Dowiadywałam się, że taksówkarz ma nielekko, a to z prasy, a to z telewizji, ale postanowiłam bardziej słuchać, a mniej mówić.
– Szczególnie, jeśli żonaty. Związku specjalnego między ryzykownym przecież i ciężkim zawodem taksówkarza żonatego i nieżonatego nie widziałam, ale zgodziłam się na wszelki wypadek.
Nożyczki zamarły w powietrzu.
A, to pani wie?
Ale o czym?
Jak to o czym? – zdziwił się. – Pani nie stąd?
– Nie.
– Aaaa, to pani nic nie wie.
Tak mnie zaciekawił, że zaczęłam zadawać dociekliwe pytania, chcąc się dowiedzieć, jakie to niebezpieczeństwa wiążą się z prowadzeniem taksówki z obrączką na serdecznym palcu. Opowiedział mi następującą, wielce pouczającą historię.
Jego szwagier jest taksówkarzem. Ma ładnego nowego seata, zielonego, i pracuje w korporacji X. Otóż ów szwagier zadzwonił do żony, że ma ostatni kurs, będzie w domu po jedenastej, i słuch po nim zaginął. Żona zaginionego o dwunastej w nocy wydzwoniła panie z korporacji X, zawiadamiając, że męża nie ma.
Panie przy telefonach natychmiast rozesłały wiadomość do wszystkich taksówek w mieście i okolicy, że zaginął kierowca wraz z seatem.
Zrobił się tłok w eterze, a taksówkarze zaczęli śledzić zielone seaty, których znowu w Kalinicach nie ma tak dużo. O wpół do drugiej w nocy koledzy namierzyli zielonego seata przed motelem na skraju miasta. Powiadomili policję i siebie nawzajem, wpadli do motelu i zastali kolegę wraz ze świeżo poznaną panią, która wcale, ale to wcale nie miała zamiaru napadać na taksówkarza, tylko wprost przeciwnie.
Żona, a siostra mojego fryzjera, zjawiła się tuż za nimi, pobierając męża wraz z samochodem do domu.
– I widzi pani, do czego to podobne?
Jest nieźle – powiedziałam, patrząc na swoją fryzurę.
Ja nie o tym – zdenerwował się fryzjer. – Ja o siostrze. I niech pani sobie wyobrazi, ona jeszcze chce, żeby on strzelił skruchę!
Milczałam, bo strzelenie skruchy w tym wypadku wydawało mi się rzeczą ze wszech miar właściwą.
– A przecież, gdyby miał inny zawód, w życiu by go nie namierzyli. Tak, tak, lekarz czy jakiś inny ma dużo lepiej w życiu. Takiego mu obciachu narobiła i jeszcze każe się przepraszać… To już chyba nawet ja mam lepiej.
Wyszłam od fryzjera i udałam się prosto na spotkanie z panią Tabłowską, która miała mi opowiedzieć, jak to wszystko się zmieniło na lepsze. Opowiedziała mi, owszem. I dodała, że wyjeżdża do Szczecina, bo tu nie ma perspektyw.
Wieczornego pociągu do stolicy również nie było, musiałam przenocować w miejscowym hotelu. Wracając rano do domu, zastanawiałam się nad niebezpieczeństwami, jakie grożą taksówkarzom. I doszłam do wniosku, że gdybym była mężczyzną, to nie chciałabym być taksówkarzem. A gdybym była taksówkarzem, tobym jednak strzeliła skruchę…
No coś podobnego!
U Mojej Mamy w łazience woda po goleniu Mojego Ojca. Jak weszłam drugi raz, już jej nie było. Nie skomentowałam, ale coś wisi w powietrzu. Rozumiem teraz, że nie chodziło im wszystkim o mnie i o Eksia, tylko o moich rodziców. Pobyt cioci jednak odcisnął niezatarte piętno na naszej rodzinie! Odwaliła kawał dobrej roboty. Ale numer! A jednak są na świecie rzeczy, o których się filozofom nie śniło!
I rzeczywiście, przeczucie mnie nie myliło. W przeddzień Nowego Roku zadzwoniła Moja Mama. – Chciałam cię uprzedzić, moje dziecko – powiedziała – bo tak jakoś reagujesz ostatnio dziwnie, że być może ojciec spędzi u mnie parę dni, bo chce odnowić mieszkanie. Żebyś nie była zdziwiona, jak odbierze u mnie telefon albo jak wpadniesz. Pa.
Następnie zadzwonił do mnie Mój Ojciec.
– Córeczko, chciałem ci powiedzieć, jakbyś dzwoniła, że będę parę dni u twojej matki, bo u mnie wieje od okien i trudno wytrzymać.
Zadzwoniłam do Mojej Mamy i powiedziałam, że podobno u ojca wieje, a nie że będzie odnawiał…
– Właśnie dlatego będzie – powiedziała Moja Mama obrażonym tonem. – Chyba nie posądzasz mnie o kłamstwo, prawda? Może się u mnie zatrzymać, nie muszę ci się z tego tłumaczyć, prawda?
Roześmiałam się w duchu i szybko zadzwoniłam do Mojego Ojca.
Mama mówi, że jednak będziesz odnawiał… – Z przyjemnością słuchałam ciszy po drugiej stronie słuchawki.
No wiesz… tak mówi? Właściwie nawet myślałem o tym… – plątał się Mój Ojciec.
Tatusiu, o co chodzi?
Ale nie mów matce, że ci powiedziałem – jęknął ojciec. – Wiesz, jaka ona jest. Właściwie utrzymanie dwóch mieszkań drogo wychodzi i tak myślimy… – Mój Ojciec jąkał się jak nigdy w życiu.
Na twoim miejscu – powiedziałam poważnie i z satysfakcją – zastanowiłabym się, czy nie zamieszkać z matką na stałe, nie tylko dlatego, że będziesz malował!
Ależ ja nie zamierzam wcale malować! – wyrwało się Mojemu Ojcu.
Ale, oczywiście, zrobisz, jak uważasz… – dokończyłam z jeszcze większą satysfakcją i odłożyłam słuchawkę.
„No, no, no. Co to się na tym świecie wyrabia! W te pędy pobiegłam do Uli i podzieliłam się z nią tą dobrą nowiną. Ula mnie uściskała i również się ucieszyła.
Jak to dobrze, że można do siebie wrócić, prawda? _ pocałowała mnie w policzek.
No jasne! – krzyknęłam radośnie.
Nic lepszego nie mogło mi się przytrafić! Adasiu, mam rodziców!
Okazało się, że w czasie mojego pobytu w Kalinicach przenocował u mnie Eksio, ponieważ Tosia nie mogła do niego pojechać, a on z kolei nie chciał tak jeździć i jeździć, i chyba mi to nie przeszkadza…
Dostałam szału. Krzyczałam w telefon jak za dawnych dobrych lat, Eksio próbował mi coś powiedzieć, ale darłam się na niego, żeby nie śmiał, że to mój dom, że ja go nie zapraszałam itd., itd.
– Nic się nie zmieniłaś – powiedział na końcu rozmowy i trzasnął słuchawką. Mam nadzieję!
Niestety, czekała mnie również przykra rozmowa z Tosią. Usłyszałam, że nie liczę się z jej uczuciami, że obrażam jej ojca, że nigdy jej nie kochałam, że zawsze wszystko było ważniejsze niż ona oraz że chce umrzeć. Nie wiem, jak mądra matka nie poddaje się manipulacjom dziecka. Nie wiem, jak one to robią, bo mnie było przykro, a jednocześnie żal mi ściskał serce. Wyszłam od niej z pokoju wściekła i smutna zarazem. Ale przecież to ja jestem dorosła, nie ona. Wolałabym, żeby było odwrotnie. Tosia płakała, słyszałam, ale nie powinna bez uprzedzenia zapraszać Eksia. Wigilia wystarczyła. Może wtedy nie dość mocno wyraziłam swoje zdanie? I oto skutki. Tym razem muszę zadbać o siebie. Jest biedna, owszem, lepiej mieć dobrą rodzinę niż być dzieckiem rozwiedzionych rodziców, bez wątpienia. Ale chyba lepiej być dzieckiem rozwiedzionych rodziców niż żyć w fatalnej rodzinie? Poza tym przecież nie było nawet takiej możliwości! On zdecydował, a ja teraz ponoszę konsekwencje!