Herb Silver był agentem Alexa. Przeprowadził się do Los Angeles ponad dwadzieścia lat temu, ale zawsze powtarzał, że chociaż można usunąć Herba Silvera z Brooklynu, nie da się usunąć Brooklynu z Herba Silvera. Kiedy Cassie go objęła, głową sięgał jej do brody.
Herb pocałował ją w usta, po czym delikatnie przesunął dłońmi po jej rękach, jakby sprawdzał, czy nie ma połamanych kości.
– Więc jak, dobrze się czujesz?
Cassie przytaknęła. Alex podał jej połowę owiniętego w papier pasztecika.
– Nic jej nie jest – powiedział z pełnymi ustami.
Herb uniósł brwi.
– Czy ta dziewczyna straciła głos?
– Czuję się dobrze – odparła Cassie,. – Naprawdę. – Wodziła wzrokiem od Alexa do Herba i z powrotem, w duchu dziękując temu niskiemu człowieczkowi, że się do nich wprosił. Z Herbem, którego obecność powiększała zamęt w jej myślach, Alex wydawał się jakby bardziej znajomy.
Teraz zarzucił Herbowi ramię na plecy i poprowadził go na piętro do jadalni.
– Cassie, możesz przynieść talerze? Dobra, Herb, mów, jak Joe radzi sobie w Szkocji.
Cassie przeszła do kuchni, wdzięczna za zajęcie. Jakimś sposobem rzeczy zwyczajne, takie jak szukanie naczyń, gotowanie albo obserwowanie pary z prysznica, sprawiały, że czuła się lepiej, bardziej jak w domu. Alex wydawał się o wiele mniej groźny rano, kiedy wspólnie wykonywali różne zajęcia: on nalewał sok, ona dodawała lód, ramię przy ramieniu kroili papryki do omletu, zbierali gazety, które wiatr zwiał na podłogę. W prostych czynnościach, znanych i będących udziałem każdego, kryła się intymność, która budowała grunt fałszywej wygody i bezpieczeństwa nawet pomiędzy dwoma obcymi sobie osobami.
Herb i Alex rozmawiali w jadalni, do Cassie dobiegały fragmenty strumienia płynących sylab. Zaglądała do szafek, zastanawiając się, gdzie mogą stać naczynia. W pierwszej były obrusy i koszyk na chleb, w następnej kieliszki do wina.
– Joe nakręcił sześć parszywych ujęć, w których nie występujesz: czarownice i scena z Bankiem. Mówi, że mycie rąk w wykonaniu Melanie to prawdziwy majstersztyk. – Herb obserwował, jak Cassie otwiera trzecią i czwartą szafkę, przygryza wargę, poczym zagląda pod zlewozmywak. – Co z jej głową? – szepnął do Alexa. – Wciąż jest trochę meszuge?
Alex wzruszył ramionami.
– Lekarz powiedział jej, że potrwa jakiś czas, zanim sobie przypomni, kim jest i co jej się stało. – Nie odrywał oczu od Cassie, która wreszcie trafiła na szafkę z talerzami. – Myślę, że na razie będę ją trzymał blisko siebie. Bezpieczną. – Uśmiechnął się do agenta. – Cholera. Nie wiem, co będzie w stanie przywrócić jej pamięć, jeśli mnie się to nie uda.
Cassie weszła do jadalni z trzema talerzami i stosem papierowych serwetek. Stanęła niepewnie przy stole, obca w tym gronie.
– Znalazłam tylko kieliszki do wina.
Herb ręką wskazał jej krzesło.
– Usiądź. Napijemy się z butelek. – Odwinął kanapkę z grubym plastrem mięsa; Cassie patrzyła, jak jego usta zamykają się na chlebie. – Mam nadzieję, że podziękowałeś swojej uroczej żonie, Alex, za darmową reklamę. – Herb uszczypnął Cassie w policzek. – Cały kraj widział załamanego Alexa Riversa, osłaniającego żonę, a to jest coś, czego akurat nam potrzeba przed rozdaniem Oscarów. – Trzymał kanapkę tuż przy ustach. – Nie zaszkodzi, jak twoi kumple z Akademii zobaczą cię w roli oddanego męża, zanim oddadzą głosy na najlepszego aktora i najlepszego reżysera. Dzisiaj po południu zadzwonię do Michaeli i przekonam się, czy nie dałoby się wykorzystać tego u Oprah. Wspomnisz o „Tabu”, może też Cassie wystąpi w ostatnich pięciu minutach…
– Nie.
Cassie podskoczyła. Alex nie odezwał się szczególnie głośno, ale trzasnął pięścią w stół z taką siłą, że pękły ręcznie malowane płytki blatu. Cassie patrzyła na strumyczek krwi sączący się z przegubu Alexa, którego on nie próbował nawet wytrzeć. Ze zmrużonymi oczami nachylił się ku Herbowi, potrącając butelkę z napojem.
– Nie będziesz wykorzystywał mojej żony w telewizji, żeby zwiększyć szanse na Oscara.
Herb wytarł usta serwetką, jakby tego rodzaju wybuchy znosił codziennie.
– Dobra, dobra.
Zdumiona Cassie siedziała bez ruchu, przypatrując się sprite’owi spływającemu na dywan. Uniosła wzrok na Alexa.
– Mnie to nie przeszkadza – powiedziała. – Jeśli sądzisz, że to ci pomoże…
– Powiedziałem: nie! – huknął Alex. Jego zbielałe palce, które kurczowo zaciskał na krawędzi stołu, nagle się rozluźniły. – Cassie – powiedział łagodniej. – Sprite.
Cassie odsunęła krzesło i pobiegła do kuchni. Ścierka. Okręciła się na pięcie, intuicyjnie otwierając szafkę, w której były zwykłe ścierki. Sprawnie starła blat stołu, po czym klęcząc między Herbem a Alexem, przycisnęła ścierkę do dywanu. Szorowała przez pełną minutę. W istocie tak była skupiona na uprzątaniu bałaganu, że nie zauważyła ciężkiego milczenia, które osiadło jej na ramionach, zmuszając do schylenia głowy, powstrzymując przed patrzeniem na Alexa.
– Gotowe – mruknęła do siebie zadyszana, kołysząc się na piętach.
Alex pociągnął ją i posadził sobie na kolanach.
– Przepraszam, Herb – powiedział nieśmiało. – Wiesz, co do niej czuję.
– Kto by nie czuł? – Herb wziął drugą połówkę kanapki i zaczął metodycznie usuwać ze środka co drugi płatek wołowiny. – Przeklęty cholesterol.
Cassie patrzyła, jak układa mięso w stosik na brzegu talerza. Poprawiła się niezręcznie, czując pod sobą uda Alexa. Uświadomiła sobie, że cała drży, i niemal w tej samej chwili Alex ją objął.
– Zimno ci? – szepnął jej do ucha. Nim zdążyła odpowiedzieć, wzmocnił uścisk. – W piątek wracam do Szkocji – rzekł. – Zabieram Cassie ze sobą.
– Tak? – Cassie odwróciła się, by na niego spojrzeć.
Herb pokiwał głową.
– Dostanie urlop na uniwersytecie?
Uniwersytet? Cassie uwolniła się z ramion Alexa.
– Co uniwersytet ma z tym wspólnego?
Herb uśmiechnął się pobłażliwie.
– Przypuszczalnie Alex nie miał okazji ci o tym powiedzieć. Wykładasz na uniwersytecie.
– Myślałam, że jestem antropologiem.
– I jesteś – potwierdził Alex. – Wykładasz antropologię. – Uśmiechnął się do niej. – Przekonajmy się, czy dobrze pamiętam twój plan na ten semestr: zasady prowadzenia wykopalisk, australopiteki oraz kurs przygotowawczy do programu Goldena z biologii, społeczeństwa i kultury.
Cassie odwróciła się ku niemu wściekła, gniew wchłonął dzielącą ich odległość i sprawił, że zapomniała o swojej roli cichej obserwatorki. Jak mógł nawet o tym nie wspomnieć? Powiedziała mu o wizycie w bibliotece i odkryciu ręki, co stanowiło pierwszy ślad, prowadzący do ustalenia własnej tożsamości. A kiedy na posterunku potwierdził jej specjalność, Cassie rozpłynęła się z radości. Ktoś tak zajęty własną karierą jak Alex powinien to zrozumieć.
– Dlaczego wcześniej mi nie powiedziałeś? Muszę tam zadzwonić. Może opuściłam jakieś zajęcia. Niewykluczone, że czytali gazety…
– Cassie, uspokój się – powiedział Alex. – Kazałem Jennifer zawiadomić ich, że nic ci się nie stało i że weźmiesz kilka tygodni zwolnienia lekarskiego.
– Do diabła, kim jest Jennifer? – wrzasnęła Cassie.
– Moją asystentką – odparł Alex. Jego głos, cichy i kojący, musnął jej ramiona i plecy. Alex ujął ją za ramiona i zmusił, by spojrzała mu w oczy. – Nie denerwuj się. Ja tylko chcę, żebyś poczuła się lepiej.
– Czuję się dobrze! – wybuchnęła Cassie. – Doskonale! Może nie pamiętam, kim jestem, Alex, ale to nie czyni ze mnie kaleki. Pewnie o wiele więcej bym sobie przypomniała, gdybyś z takim uporem nie podejmował wszystkich decyzji w moim imieniu, i… – Nagle umilkła.