Выбрать главу

Cassie odwróciła się do Alexa, który powoli się budził. Trzymał słuchawkę przy uchu, usta miał zaciśnięte w wąską linię, przedzieloną na pół czerwoną raną, która biegła do zagłębienia w brodzie. Pod prawym okiem widniał siniak podobny w kształcie do małego pingwina, żebra pokrywał sznur czarnoniebieskich śladów. Ku zdumieniu Cassie uśmiechnął się.

– Prawdę mówiąc – powiedział do słuchawki – to była ostatnia rzecz, o jakiej myślałem.

Wrócił na swoją część łóżka, zamknął oczy i pokręcił głową.

– Oczywiście – mruknął. – Przecież zawsze spełniam twoje życzenia, no nie?

Z kpiącym uśmiechem upuścił słuchawkę z powrotem na poduszkę i wyciągnął rękę ku Cassie. Wziął w dłonie jej piersi. Cassie nie odrywała wzroku od telefonu. Wciąż słyszała kobietę mówiącą coś wysokim, drżącym głosem, który kojarzył jej się z ksylofonem, a może skrzeczeniem papug.

Alex odsunął od siebie wydarzenia ostatniego wieczoru z taką łatwością, z jaką mógłby zamknąć przeczytaną książkę. Bójka w Le Dóme, późniejsze oskarżenia, odpychające milczenie w sypialni: o wszystkim albo zapomniał, albo uznał za zbyt trywialne, by do tego wracać. To prawdziwy talent, pomyślała ze zdziwieniem Cassie. Wyobraźcie to sobie: świat bez pretensji. Świat wolny od poczucia winy. Świat, w którym nie ponosisz konsekwencji swoich czynów.

A ponieważ sama przez pół nocy usiłowała dojść, dlaczego właściwie Alex tak bardzo się na nią rozgniewał, teraz chętnie godziła się na rozpoczęcie wszystkiego od czystej karty. Przesunęła dłonią po jego boku i biodrze.

Nagle odwrócił się od niej. Złapał telefon i gestem dał znać Cassie, by poszukała czegoś do pisania. Otworzyła szufladę stolika nocnego i po krótkiej chwili znalazła ołówek i rachunek na dwadzieścia dwa dolary i czterdzieści dziewięć centów. Alex zapisał coś na jego odwrocie.

– Aha. Tak. Będę. I wzajemnie.

Rzucił ołówkiem przez pokój i westchnął, przesuwając rachunek na krawędź łóżka. Cassie usiadła i wzięła go.

– Szpital hrabstwa Los Angeles? Dwunasta piętnaście, siódme piętro?

Alex potarł twarz dłonią.

– Wygląda na to, że felieton Liz Smith zacznie się od wzmianki o moim… nieporozumieniu z Nickiem LaRue. – Podszedł nagi do okna i stanął tak, że pierwsze różowe promienie słońca padły przez żaluzje na jego plecy równoległymi, ukośnymi smugami. – Michaela dostała histerii, bo nie prowokuje się negatywnego rozgłosu na miesiąc przed Oscarami. Próbuje to zrównoważyć wiadomościami pozytywnymi. Nie mam pojęcia, jak jej się to udało o szóstej rano, ale umówiła mnie na zdjęcia na oddziale pediatrycznym z dziećmi chorymi na białaczkę.

Alex obszedł łóżko i usiadł koło Cassie, która dotknęła siniaka na jego twarzy.

– Boli?

Pokręcił głową.

– Nie tak bardzo jak konieczność zostawienia cię samej w czasie lunchu. – Spuścił wzrok, rysując kółka na pościeli okrywającej jej udo. – Cassie, jeszcze raz chcę cię przeprosić. Nie chciałem…wiesz, że nie jestem… – Zwinął dłoń w pięść. – Do diabła, czasem po prostu wybucham.

Cassie ujęła jego twarz w obie ręce i delikatnie, żeby go nie urazić, ucałowała w usta.

– Wiem – powiedziała. Czuła, jak w gardle wzbiera jej wielka kula, i musiało minąć kilka sekund, nim sobie uświadomiła, że to nie miłość, tylko ulga.

Kiedy rozległo się pukanie do drzwi, Alex włożył bokserki. W progu stała mała, pulchna kobieta, która wydawała się Cassie bardzo znajoma, choć powodem mógł być jej wygląd babci z opowieści dla dzieci. Miała zwinięte w koczek cienkie brązowe włosy, oczy barwy starego drewna i uśmiech smutny jak deszcz.

– Słyszałam dzwonek telefonu, panie Rivers, więc pomyślałam, że dzisiaj chyba wcześnie zaczyna pan dzień. – Energicznie przesunęła lampę na nocnym stoliku Alexa i postawiła tacę. Były na niej „L. A. Times”, kawa, bułeczki z jabłkiem i pięknie pachnąca, obsypana cukrem pudrem rolada.

Pani Alvarez. Nazwisko kołatało się Cassie po głowie, wreszcie wypowiedziała je na głos.

– Pani Alvarez?

Usiadła tak gwałtownie, że pościel zsunęła jej się do pasa. To była pani Alvarez, która zajmowała się domem w Malibu, kiedy przenosili się do rezydencji w BelAir. Która w swoim pokoju miała więcej świętych obrazków z Jezusem niż fotografii trzech synów. Która nauczyła Cassie piec tarty, a raz, kiedy Alex wyjechał na zdjęcia, przytulała ją w tym łóżku i razem z nią czekała, aż koszmar odejdzie.

– Pani Alvarez – powtórzyła bez tchu, niezmiernie z siebie dumna.

Alex roześmiał się, siadając obok Cassie i otulając ją pościelą.

– Gratulacje – zwrócił się do pani Alvarez. – Jedną roladą udało się pani więcej osiągnąć niż mnie przez dwa dni.

Pani Alvarez zaczerwieniła się, rumieniec rozlewał się od wysokiego kołnierza jej bluzki niczym plama.

– No es verdad – odparła. – Pani Rivers, mam pani pomóc przy pakowaniu?

Cassie spojrzała na Alexa. Zastanawiała się, skąd pani Alvarez wiedziała, żeby dzisiaj przyjść. Sama całkiem zapomniała o Szkocji.

– To zależy od ciebie – powiedział Alex. – Chociaż myślę, że powinnaś wziąć cieplejsze ubrania niż te, które masz tutaj. John odbierze cię o trzeciej i pojedziemy do domu. Wylatujemy dopiero o dziewiątej wieczorem.

Pani Alvarez ze zmarszczonym czołem rozłożyła przed Cassie serwetkę, tak białą, że zlewała się całkiem z pościelą. Gosposia nalała kawy do dwóch filiżanek, do jednej dodała śmietanki i wręczyła ją Alexowi.

– Dobrze – powiedziała – zawołajcie mnie, jeśli zmienicie zdanie.

Uśmiechając się do Cassie, opuściła pokój.

Alex nakarmił Cassie kawałkiem mufinki, po czym mocno pocałował ją w usta.

– No tak – powiedział. – Powrót marnotrawnej pamięci.

– Wraca fragmentami – przyznała Cassie. – Kto wie? Niewykluczone, że kiedy wejdziemy do domu, będę w stanie znaleźć drogę do sypialni.

Alex spojrzał na pierwszą stronę piątkowej gazety, po czym dał ją Cassie.

– Idę pobiegać po plaży. – Wsunął dłoń pod prześcieradła i pogładził ją po nodze. – Ty możesz zostać w łóżku do mojego powrotu.

Kiedy Alex się rozgrzewał, udawała, że czyta wiadomości polityczne, ale zaraz po jego wyjściu przerzuciła strony na kolumnę Liz Smith. Nagłówek głosił: TABUBU. Alex Rivers i Nick LaRue, którzy w ostatnim filmie grają nierozłącznych kumpli, wczoraj wieczorem udowodnili w restauracji Le Dóme, że to, co widzimy na ekranie, z prawdziwym życiem nie ma nic wspólnego. Według wiarygodnego źródła, pobili się z powodu żony Riversa, Cassandry. Czy w wieczór gali oscarowej wszyscy będą myśleć o roli Riversa w „Historii jego życia”, za którą został nominowany, czy raczej o jego wspaniałym prawym sierpowym?

Cassie drżącą ręką odwróciła stronicę. Zamknęła oczy, nie była jednak w stanie usunąć z myśli gniewu, który wczoraj wieczorem ogarnął Alexa.

Nick LaRue w żaden sposób nie sprowokował bójki, Cassie wiedziała o tym równie dobrze, jak dobrze znała Alexa. Pomyślała, że w takiej sytuacji każdy inny nawymyślałby, wygłosił cichą pogróżkę, Alex natomiast posunął się za daleko. Coś w jego wnętrzu potrafiło najmniejszą iskierkę zmienić w wielki, wszechogarniający płomień. Cassie także nie zrobiła nic złego: Alex powiedział tak wieczorem i powtórzył rano. Może miało to związek z presją związaną z Oscarami, może z faktem, że przerwał zdjęcia do „Makbeta”.

Spojrzała na gazetę – była otwarta na dziale filmowym. Przebiegła wzrokiem po reklamach „Tabu” z fotosami takimi samymi jak na billboardzie, który widziała w wieczór, gdy znalazł ją Will. Przeczytała, że ośrodek kultury w Westwood organizuje jednodniowy przegląd filmów z Alexem Riversem, by uczcić jego nominacje do Oscarów.