Выбрать главу

– Wiesz, najlepszy sposób na zapamiętanie miejsc, w których się było, jest pocałowanie ślicznej dziewczyny – powiedział na tyle głośno, by operatorzy zarejestrowali jego słowa. – Myślisz, że możesz mi pomóc?

Sally zarumieniła się jak piwonia i podstawiła policzek, ale w chwili gdy Alex chciał ją cmoknąć, odwróciła głowę i przycisnęła usta do jego ust.

– Ojej – westchnęła, trzymając palce na wargach – muszę zadzwonić do mamy.

Kiedy strzeliły flesze, Alexowi przyszło do głowy, że dla Sally przypuszczalnie był to nie tylko pierwszy, ale i ostatni pocałunek w życiu. Czuł, że oblewa go pot, a sala zaczyna się kołysać, i musiał wziąć kilka głębokich oddechów, by odzyskać panowanie nad sobą. Fizycznie jemu lepiej się udało, fizycznie miał szczęście. Ale dzieciństwo najeżone jest tyloma ukrytymi niebezpieczeństwami, sprawami, które nagle się pojawiają i kradną ci niewinność, zanim dorośniesz na tyle, by z nimi walczyć. Alex zastanawiał się, co jest gorsze: dziecko, którego dusza musi odejść wraz z chorym ciałem, czy – jak w jego wypadku – dorosły człowiek, którego pozornie zdrowe ciało kryje duszę martwą od wielu lat.

– Jezu Chryste, John. – Alex oparł ręce na tylnym siedzeniu range rovera. – Jeśli nie uciekła na spotkanie z innym facetem, to skąd ta wielka tajemnica?

John spojrzał na jego odbicie w tylnym lusterku.

– Nie wiem, panie Rivers. Obiecałem pani, i tyle.

Alex nachylił się z uśmiechem.

– Dziesięć dolarów na tydzień więcej, jeśli podasz mi nazwę miasta, do którego ją zawiozłeś. Dwadzieścia, jeśli zdradzisz wszystkie szczegóły.

John przygryzł górną wargę.

– Ale nie powie jej pan?

Alex skrzyżował palce na piersiach.

– Niech mnie diabli.

– Poszła do kina.

– I to jest ten wielki sekret?

– Poszła na pańskie filmy. – John uśmiechnął się. – Na jakiś przegląd w Westwood.

Alex wybuchnął śmiechem. W zaciszu własnego domu mogła obejrzeć wszystko, co nakręcił, od kopii roboczych do pełnych wersji. Ale z drugiej strony, może nie chciała, żeby wiedział. Może chodziło jej o reakcje widowni na widok Alexa na ekranie.

– Masz dzisiejszą gazetę, John? – Alex wziął „Timesa”, którego John podał mu przez otwartą pleksiglasową przesłonę. Otworzył na repertuarze kin. „Desperado”, „Antoniusz i Kleopatra” oraz naturalnie „Historia jego życia”. Uśmiechnął się. Jeśli Cassie chce go obejrzeć przy pracy, może jej to ułatwić.

Poprosił Johna o wyłączenie radia i zamknął oczy, odcinając się od świata i koncentrując na własnych zmysłach. Przed rozpoczęciem zdjęć zawsze szukał cichego kąta, gdzie mógł wcielić się w postać. Polegało to na właściwym oddechu, na głębokim skupieniu na wzorcu postępowania i poczynieniu w nim drobnych zmian, które odpowiadałyby naturze jego bohatera.

Za oddechami przyszło życie. Antoniusz łykał powietrze, jakby jednym haustem chciał wciągnąć w płuca cały świata. Kiedy otworzył oczy, zobaczył u swoich stóp przestrzeń z zieleni i brązu. Wymienił nazwy zjazdów z autostrady z doskonałym brytyjskim akcentem. Nie zniżył się do spojrzenia na Johna, służący nie jest tego godny. Uchylił okno, wpuszczając powiewy wiatru, które omiatały mu twarz, paliły w oczy. Pogładził gładką skórzaną tapicerkę i pomyślał o krągłościach swojej królowej.

Kiedy przyjechali pod dom w Malibu, Alex pozostał w samochodzie. Wzruszając ramionami, John poszedł po panią Rivers. Był przyzwyczajony do takiego zachowania pracodawcy. Gadatliwość nie leżała w jego naturze, ale czasami zabierał pana Riversa, a do celu dowoził kogoś zupełnie innego.

Cassie śmiała się, wsiadając do samochodu.

– Posuń się – powiedziała – zajmujesz całe siedzenie.

Alex siedział na środku. Patrzył na nią, ale nie wykonał ruchu ani w jedną, ani w drugą stronę. Cassie pomyślała, że to jakaś gra, opadła więc koło niego, przysiadając mu na udzie.

Poczuła na plecach dłoń Alexa, łagodną, a zarazem spiętą, jakby ta pieszczota miała jej przypomnieć, że bez trudu zdobywa nad nią całkowitą władzę. Przymrużyła powieki i odwróciła się ku niemu.

– Na litość boską, co ci zrobili w tym szpitalu?

Zacisnął palce, niemal sprawiając jej ból. Cassie mimowolnie krzyknęła. Alex patrzył wprost na nią, ale odnosiła wrażenie, że widzi kogoś innego. Ogarnięta paniką, chwyciła go za przegub.

– Daj spokój – szepnęła. Nim ponownie zdążyła go zapytać, co się stało, przygwoździł ją całym ciałem do siedzenia i przycisnął usta do jej ust w gwałtownym pocałunku, który wcale nie przypominał Alexa.

On gra.

Wbiła mu paznokcie w ramiona i tak długo gryzła w wargę, aż zebrała dość siły, by go odepchnąć.

– Przestań – poleciła. – Po prostu przestań.

Na moment zamarł, oczy zbielały mu jak arktyczny lód. Powoli wyciekało z nich życie; to, co zostało, było tylko pustą muszlą. Alex zadrżał na całym ciele, coś przesuwało się w górę jak rumieniec, barwiąc jego skórę i sprawiając, że w oczach pojawił się błysk. Znowu był Alexem.

– Nie musiałaś mnie gryźć – powiedział. – Tak sobie pomyślałem, że spodoba ci się przedstawienie z pierwszej ręki.

Wciąż czujna Cassie przesunęła się na koniec siedzenia.

– Kto ci powiedział, dokąd pojechałam? – zapytała, oskarżycielsko zerkając na Johna.

Alex splótł swoje palce z jej palcami.

– Wiem o tobie wszystko – odparł z uśmiechem.

Zaczynała myśleć, że to rzeczywiście jest prawda. Znowu był Alexem, do którego zdążyła się przyzwyczaić w ciągu ostatnich kilku dni, zabawnym, łagodnym i wygodnym jak stary fotel. Cassie zastanawiała się, czy to nie jest kolejna postać, którą odgrywa, ta, którą przez większość czasu trzyma w pogotowiu.

Potrząsnęła głową. Co to za myśli? Widywała Alexa bez maski: kiedy mówił jej o swoich rodzicach, kiedy próbował uczyć ją karate na plaży, kiedy przez sen ją obejmował i szeptał jej imię. Niemożliwością jest grać przez cały czas, idiotyzmem sądzić, że to, co widzi, nie jest rzeczywiste. Ścisnęła jego dłoń.

– Przepraszam, zwykle nie gryzę – powiedziała, a Alex odwrócił się nieznacznie, klepiąc miejsce obok siebie, i Cassie z ochotą przysunęła się do niego. – Ale na litość boską, co skłoniło cię do wybrania „Antoniusza”?

Alex uśmiechnął się.

– Kochałaś Antoniusza, kiedy się pobraliśmy.

Otworzyła usta, by zaprotestować, ale zmieniła zdanie. Alex miał rację. Wiedział o niej wszystko, ona natomiast na razie prawie o niczym nie miała pojęcia. Pozostało jej tylko jedno: uwierzyć mu.

Po kwadransie milczenia pocałował ją w czubek głowy.

– Przypuszczalnie jesteś zdenerwowana spotkaniem ze służbą – powiedział.

Cassie wpatrywała się w okno. Wiedziała, że mijają drzewa, drogi i kwitnące krzewy, ale samochód jechał tak szybko, że świat był tylko wielobarwną smugą; nie potrafiła wyróżnić w nim nic konkretnego.

– Tak – odparła. – Pewnie o to chodzi.

Dom stał na końcu półtorakilometrowego, krętego podjazdu, wspinającego się po wzgórzu w BelAir: biała willa z żeliwnymi ozdobami i łupkowym dachem. Frontowy ganek podtrzymywał werandę na piętrze, gdzie długie do ziemi koronkowe firanki powiewały przez otwarte drzwi balkonowe. Po lewej na kracie pięły się róże, po prawej heliotrop. W oddali Cassie widziała wypielęgnowane ogrody i dwa mniejsze domki, repliki wielkiego. Całość wyglądała jak rezydencja plantatorów z Luizjany.

– Mój Boże – szepnęła, wysiadając z samochodu na chrzęszczący żwir. – Przecież ja nie mogę tu mieszkać.

Alex ujął ją za łokieć i poprowadził po schodach. John otworzył frontowe drzwi ze wspaniałego drewna dębowego, z wyrzeźbioną głową lwa.