Alex odepchnął krzesło.
– Muszę się spakować. Mam na to niecałą godzinę.
Cassie spojrzała na jego talerz pełen jedzenia, którym się bawił, ale którego prawie nie tknął.
– Zrobię ci kanapkę na drogę – powiedziała, Alex jednak już wyszedł z jadalni.
W ciągu tych trzech lat Cassie stała się ekspertem od schodzenia Alexowi z drogi. W końcu to był wielki dom, wieczorami cała służba wychodziła, więc nie było nikogo, kto by się dziwił, dlaczego Cassie o trzeciej nad ranem idzie do laboratorium albo do wschodu słońca czyta książkę w bibliotece. Tamtego wieczoru jednak intuicja ją zawiodła, zbyt wiele czasu w ciągu dnia poświęciła na snucie słodkich marzeń o chłopczyku ze srebrnymi oczami Alexa. Poszła do sypialni i usiadła na łóżku, skąd mogła obserwować pakującego się męża. Patrząc na niego, mogła wyobrażać sobie dziecko.
– Chcesz, żebym przygotowała ci neseser z przyborami do golenia?
Alex pokręcił głową.
Wzięła sweter, który rzucił na łóżko.
– Poskładam go – zaproponowała, lecz on złapał ją za rękę.
– Powiedziałem, że sam to zrobię – mruknął.
Coś zżerało go od środka, coś, co było w nim na długo przed ich spotkaniem. Właśnie owo coś czyniło z niego doskonałego aktora, choć świat nie zdawał sobie z tego sprawy. Publiczność widziała cierpienie, ale jedynie wówczas, gdy Alex ubierał je w postać swego bohatera. Tylko Cassie była przy nim, gdy jego otwarte oczy zasnuwały się mgłą, tylko Cassie przyciskała dłonie do jego piersi i czuła, jak napina się skóra na sercu nabrzmiałym wściekłością.
Kochała go nade wszystko w świecie. Kochała bardziej niż siebie – czyż tego nie udowodniła? Wiedziała, że jeśli nawet nie będzie w stanie uleczyć go teraz, może uda się jej to następnym razem. Dlatego Alex ją wybrał. Ona jest jedyną osobą na świecie, która potrafi sprawić, by poczuł się lepiej.
Ale to oznaczało impas. Cassie nie tylko była wystarczająco blisko, żeby pomóc Alexowi, ale też by przeszkadzać. To nie jego wina, że wchodziła mu w drogę. Za każdym razem mogła obwiniać jedynie siebie, jemu wybaczyć.
Alex ciężko usiadł obok niej na łóżku.
– Nie chcę jechać do tej pieprzonej Szkocji – powiedział chrapliwie. – Chcę wziąć urlop. Chcę, żeby wyemitowano te wywiady przed rozdaniem Oscarów, a potem mam ochotę zapaść się pod ziemię.
– Więc tak zrób – odparła Cassie, masując mu barki. – Przerwij zdjęcia do „Makbeta” i jedź ze mną do Kenii.
Alex prychnął.
– Do diabła, i co tam będę robił, kiedy ty będziesz się bawić w swojej piaskownicy?
Cassie skrzywiła się.
– Możesz czytać scenariusze. Opalać się.
Alex zaczął wrzucać ubrania do walizki leżącej na podłodze.
– Dzisiaj poznałem szczegóły dotyczące tych wywiadów przed rozdaniem Oscarów, które nagrywała Barbara Walters. – Westchnął. – Zrobiła je ze mną, jakimś komikiem i Noahem Fallonem. – Cassie wpatrywała się w niego pustym spojrzeniem. – Z Noahem Fallonem, na litość boską. On też kandyduje w kategorii najlepszy aktor. – Alex usiadł na podłodze, podciągając kolana do piersi. – Rozmowa ze mną będzie druga. Druga, kurwa. Fallon będzie ostatni.
Cassie uśmiechnęła się do niego.
– Ale przynajmniej będziesz w tym materiale.
Alex odwrócił się do niej plecami.
– Przez ostatnie trzy lata nominowany aktor, którego w swoim programie specjalnym Barbara Walters umieściła jako trzeciego, dostawał nagrodę. To jest jak cholerny barometr, przewidujący głosowanie członków Akademii.
Niepewna, co powiedzieć, Cassie zsunęła się z łóżka i objęła męża.
– Nie wygram – powiedział cicho; jego słowa opadły lekko na jej ramiona.
– Wygrasz – szepnęła żarliwie. – Wygrasz na pewno.
Tak jak zwykle to się działo, Alex w ułamku sekundy całkowicie się zmienił. Wstał, złapał Cassie za przeguby i potrząsnął nią tak mocno, że włosy spadły jej na ramiona, a głowa odskoczyła w tył.
– Skąd wiesz? – krzyknął; na policzku poczuła jego gorący oddech. – Skąd wiesz?
Słowa utknęły Cassie w krtani, te słowa, które zawsze chciała wypowiedzieć w swojej obronie, ale nigdy nie zdołały się przedrzeć przez zaciśnięte gardło. Alex ponownie nią potrząsnął, a potem pchnął na podłogę tak mocno, że padła mu do stóp.
Zawadziła o walizkę i uderzyła głową o otwarte drzwi szafy. Przecięła skórę na czaszce, ale rana nie bolała tak mocno jak wstyd, który ją ogarnął. Zdążyła dostrzec zbliżającą się ku niej stopę Alexa, zamiast jednak zwinąć się w kłębek, jak to zwykle robiła, przetoczyła się na bok. Kopniak trafił ją w plecy, fala bólu powędrowała po kręgosłupie, ale Cassie ochroniła brzuch.
– Moje dziecko – westchnęła, zaraz jednak zakryła usta dłonią, modląc się, by Alex jej nie usłyszał.
Ale on na nią nie patrzył, głowę krył w dłoniach. Ukląkł przy niej i objął ją jak zawsze wtedy, gdy gniew mu mijał. Gładził ją z czułością, siostrą syjamską jego wściekłości.
– Przepraszam – szepnął. – Nie chciałem.
– To nie twoja wina – odparła, ponieważ znała swoją kwestię, choć po raz pierwszy sama w to nie wierzyła. Z pęknięcia gdzieś głęboko w jej wnętrzu, zbyt często łatanego, by gwarantować nieprzepuszczalność, zaczął sączyć się gniew. A niech cię piekło pochłonie, pomyślała.
Wiedziała, że Alex jej potrzebuje, ale równocześnie świadoma była, że nie może zostać. Nie mogła ryzykować bezpieczeństwa tego dziecka, poczętego przez siebie i Alexa. Dla swojego dziecka zrobi więcej, niż przez trzy lata zrobiła dla siebie.
Kiedy dzwonek domofonu obwieścił przyjście Johna, Alex zostawił Cassie i wrzucił do walizki wszystkie swoje ubrania, także garnitury. Wywlókł walizę z sypialni, po czym wrócił, by pocałować Cassie.
– Kocham cię – powiedział przez zduszone gardło. Przykrył dłonią jej dłonie, przyciśnięte do brzucha.
Poczekała, aż z podjazdu dobiegnie chrzęst żwiru miażdżonego kołami samochodu, potem wzięła kurtkę i wyszła z domu. Świat kołysał jej się przed oczyma i przy każdym kroku musiała się przekonywać, że robi to, co powinna zrobić. Mówiła sobie, że jeśli odejdzie teraz, kiedy Alexa nie ma w mieście, może tak bardzo go to nie zaboli.
Szła ulicą, nie mając na myśli żadnego konkretnego celu. Zwróciłaby się do Ophelii, ale od niej Alex zacznie poszukiwania, gdy się zorientuje, że Cassie zaginęła, a poza Ophelią nie miała do kogo się zwrócić. Cała rzecz sprowadzała się do słowa Cassie przeciwko pozłacanemu medialnemu wizerunkowi Alexa i tak jak jej imienniczce, greckiej wieszczce, nikt by nie uwierzył, choć mówiłaby prawdę.
Była tak blisko. Cassie położyła zwinięte w pięści dłonie na kolanach i wybuchnęła płaczem. Pojęła, że tracąc pamięć, zdradziła samą siebie. W przeciwnym wypadku mogłaby o krok wyprzedzać Alexa.
Był troskliwy i uważny, przypuszczalnie dlatego, że nie zaczęła obrzucać go oskarżeniami w obecności dziennikarzy, gdy zobaczyła go na komisariacie. Co nie znaczy, że kiedykolwiek tak by postąpiła, Alex na pewno o tym wiedział. Nie miała zamiaru go skrzywdzić – nigdy tego nie chciała – pragnęła tylko chronić siebie. Nigdy nie pomyślała, że te dwie sprawy wzajemnie się wykluczają.
Alex natomiast doskonale zdawał sobie z tego sprawę i odnalazł ją. Jednakże życie, które rozpościerało się przed nią niczym wachlarz samych atutów, nie było tym, na co wyglądało. Cassie mieszkała we wspaniałych pałacach Alexa, uśmiechała się do jego srebrzystych oczu, kiedy wokół strzelały flesze, nocami rozkwitała pod pieszczotą jego dłoni, ale tamto znowu mogło się powtórzyć.