Выбрать главу

Usiłowałam przekonać samą siebie, że ta krótka przerwa przyniesie lepsze skutki, niż się spodziewam. Przecież wąwóz Olduvai to miejsce pierwszych wykopalisk, prowadzonych przez Louisa Leakeya we wschodniej Afryce. Może ja też trafię tu na coś wielkiego: odkryję brakujące ogniwo i zmienię panujące obecnie poglądy na ewolucję człowieka. Istniały małe szanse, że to mi się uda, ale byłam młoda, a miliony lat ludzkiej historii czekały na odsłonięcie.

Rekonesans przeprowadzony rano przekonał mnie jednak, że podobnie jak inni antropolodzy, którzy badali to stanowisko przez dziesięciolecia po odkryciach Leakeya, ja też niczego nowego nie znajdę. Nie miałam pojęcia, czym wypełnię sobie te dziesięć tygodni. Przygotowanie stanowiska dla studentów oznaczało ustalenie miejsc, w których istnieją szanse na odkopanie skamielin, ale wyglądało na to, że z równym powodzeniem mogliby kopać w piwnicy wydziału.

Kiedy słońce wzniosło się wyżej, wolno przeszłam przez stanowisko, w wielkiej słomianej torbie szukając książki, którą zaczęłam czytać w samolocie. Zanim ją wyjęłam, sprawdziłam, czy nikt mnie nie widzi.

Idiotyczne. Serce mi waliło, jakby za chwilę ktoś miał przyłapać mnie z działką kokainy. A to przecież był tylko tani romans, mój jedyny nałóg. Nie paliłam, rzadko piłam, nigdy nie ćpałam, ale byłam całkowicie uzależniona od tych głupich książek, które na okładkach miały kobiety o bujnych kształtach w ramionach awanturnika. Tak się wstydziłam, że owijałam je w taki sam brązowy papier, w jaki obkładałam podręczniki w podstawówce. Czytałam je w autobusach i na ławkach przed uniwersytetem, udając, że to książki o antropologii albo nagrodzone Pulitzerem powieści.

Nie potrafiłam nic na to poradzić. Orientowałam się, że psychologiczne wyjaśnienie ma coś wspólnego z brakami w moim życiu, ale powtarzałam sobie, że to bez znaczenia. Wszystko zaczęło się kilka lat wcześniej, kiedy moja współlokatorka Ophelia pozowała do okładki w ramionach szalenie przystojnego mężczyzny. Po przeczytaniu pierwszego romansu musiałam sięgnąć po następny. Była jakaś pociecha w świadomości, że nigdy w żadnym plemieniu czy starożytnej rasie nie istnieli tacy ludzie. To sprawiało, że czułam się… cóż, bardziej normalna.

Przypuszczam jednak, że równocześnie nie zabiło we mnie nadziei, chociaż zdawałam sobie sprawę, że gdyby taki romans miał się urzeczywistnić, to tylko dla kobiety podobnej do Ophelii z tamtej okładki. Była piękna, posągowa i seksowna, a nie zwyczajna i praktyczna jak ja. Byłoby miło należeć do kobiet, z powodu których toczone są wojny, ale nie czekałam na to, wstrzymując oddech. W tamtym czasie żaden rycerz nie nosił mojej szarfy, żaden awanturnik nie przemierzył pół świata, by mnie odnaleźć. Z drugiej strony, z własnego wyboru mieszkałam w Los Angeles, gdzie piękne kobiety są normą, nie wyjątkiem. Z trzeciej natomiast, w tych romansidłach nie było chirurgii plastycznej, kosmetyków kryjących defekty, aerobiku. Myślałam o Helenie trojańskiej, o Laurze Petrarki i zadawałam sobie pytanie, czy naprawdę tak bardzo różniły się ode mnie.

– Proszę wybaczyć – odezwał się ktoś – ale mam pani namiot w obiektywie.

Drgnęłam na dźwięk obcego głosu i instynktownie zagrzebałam książkę w miękkim czerwonym piasku. Przed sobą zobaczyłam dwóch mężczyzn. Stali pod słońce, więc zamiast twarzy widziałam czarne plamy.

– Przepraszam? – Wstałam z leżaka.

Mężczyźni z całą pewnością nie byli tubylcami; czoła mieli spalone i złuszczone, bo zabrakło im rozsądku, żeby chodzić w kapeluszach.

– Mój obiektyw – powtórzył wyższy. – Musi się pani przesunąć.

Zjeżyłam się.

– Przykro mi, ale pan się myli – oznajmiłam. – To miejsce na leży do University of California.

W odpowiedzi z niesmakiem wyrzucił ręce w górę i odwrócił się do mnie plecami.

Jego towarzysz wyciągnął dłoń.

– Jestem George Foley – przedstawił się. – Drugi reżyser. – Dłonią wskazał za siebie. – A Edward jest operatorem.

Uśmiechnęłam się ostrożnie. Filmowcy.

– Cassandra Barrett – odparłam z nadzieją, że to stosowna odpowiedź.

George machnął dłonią ku zboczu wąwozu.

– Kręcimy tu film. Kiedy dzisiaj Edward robił szerokie plany, ciągle natykał się na pani namiot. Wie pani, dano nam do zrozumienia, że o tej porze roku będziemy tu sami.

Film? W głowie się nie mieściło, jak zdołali uzyskać pozwolenie na kręcenie filmu w Tanzanii, choć zaczynałam rozumieć, że zamknięte stanowiska archeologiczne na skraju Serengeti oszczędzą ekipie kosztów budowania scenografii.

– No cóż – oznajmiłam – przykro mi, ale muszę pana rozczarować. Ja też tutaj pracuję.

– Powiedz jej, żeby zwinęła namiot.

Operator nie zadał sobie nawet trudu, żeby na mnie spojrzeć; zacisnęłam dłonie w pięści.

– Obawiam się, że to niemożliwe – oświadczyłam z naciskiem. – Jest za gorąco, żeby pracować bez namiotu.

– Pracować? – Operator odwrócił się ku mnie z uśmiechem. Oczy George’a Farleya błyszczały jak u człowieka, który odkrył złoto. – Jest pani antropologiem?

Wbrew sobie przytaknęłam.

– Ach – westchnął Edward. – Więc Bóg jest.

George poprowadził mnie pod mój mały namiot.

– Jest pani antropologiem z UCLA? Prowadzi pani tutaj wykopaliska?

– Może mi pan wierzyć, to właściwie nie jest stanowisko archeologiczne. – Opowiedziałam o programie zajęć na uniwersytecie, o różnych stanowiskach w całej Afryce, na których praktycznie przygotowuje się studentów do wykopalisk.

– Więc w gruncie rzeczy pani nie pracuje – naciskał George. – Mogłaby pani mieć trochę… wolnego.

– Mogłabym – przyznałam.

– Trzysta dolarów za dzień – zaproponował. – Są pani, jeśli zgodzi się pani zostać konsultantką w naszym filmie.

Na uniwersytecie tyle nie zarabiałam i z całą pewnością oferta była kusząca. Choć nie miałam pojęcia o filmie, uznałam, że miło by było wyciągnąć korzyści z przymusowego urlopu. Pomyślałam o satysfakcji, jaką da mi oszukanie Custera bez narażania mojej przyszłości na uczelni.

Milczałam, więc George rzucił się, by przerwać ciszę.

– To film o antropologu, a grający główną rolę Alex Rivers nalega, żebyśmy znaleźli prawdziwego naukowca, bo chce z pierwszej ręki poznać szczegóły dotyczące wykopalisk.

– Nalega? – wykrzywił się Edward. – On żąda.

Uniosłam brwi.

– Więc nikogo jeszcze nie macie? Zdawać by się mogło, że powinniście pomyśleć o tym przed przyjazdem tutaj, na drugi koniec świata.

George odchrząknął.

– Ma pani rację. Mieliśmy konsultanta, ale tydzień temu nieoczekiwanie musiał wyjechać.

– W środku nocy – mruknął pod nosem Edward. – Przypuszczalnie nie z własnej woli.

George posłał mu mroczne spojrzenie.

– Alex wcale nie jest taki zły – zwrócił się do mnie. – Zadzwoniliśmy do Stanów, ale potrwa, nim kogoś znajdą, a pani… no cóż…

– Pojawiłam się w obiektywie – rzuciłam lekko.

– Trzysta pięćdziesiąt – podbił stawkę George. – I pokój w zajeździe.

To nie było etyczne, Archibald Custer nie wyraziłby zgody. Przyjęcie propozycji oznaczało, że będę niańczyć rozpieszczonego gwiazdora filmowego, który już wylał mojego poprzednika, zamiast przygotowywać wykopaliska dla studentów. Otworzyłam usta, by uprzejmie odmówić, i wtedy pomyślałam o Connorze. Czy ty nigdy nie zastanawiasz się nad tym, co tracisz?

– No to kiedy zaczynamy? – zapytałam z promiennym uśmiechem.