Выбрать главу

George zostawił mnie z zaimprowizowaną umową, nagryzmoloną na tylnej okładce romansu, który czytałam, wobec czego niemal natychmiast zwinęłam namiot i pojechałam do miasta, żeby zadzwonić do Ophelii. Ja na planie filmowym z Alexem Riversem. Osobiście nie spodziewałam się wiele po sławnym człowieku – pobyt w Los Angeles pokazał mi, jak puste i egocentryczne były ich światy – wiedziałam natomiast, że Ophelia uzna to za niezwykle szczęśliwy traf. Pożerała branżowe czasopisma i zawsze dokładnie się orientowała, jaki producent związał się z jakim reżyserem i jaką gwiazdą; kiedy mijałyśmy ekipę kręcącą film na ulicach miasta, gapiła się jak groupie. Mogłam sobie wyobrazić jej reakcję: padnie trupem albo przynajmniej powie, że zaraz to zrobi, ponieważ taka była jej odpowiedź na większość sytuacji, począwszy od zdobycia roli statystki w telewizyjnej reklamie, skończywszy na braku sałaty, kiedy robiła surówkę.

Ophelia Fox była moją współlokatorką od dnia, gdy na pierwszym roku studiów komputer przydzielił nam ten sam pokój. W tamtych czasach nosiła jeszcze niefortunne nazwisko Ophelia Frug i wciąż była blondynką z miseczką B. Ja w pewnym sensie zakotwiczyłam ją w prawdziwym świecie, a ona w zamian chyba mnie rozśmieszała.

Wiedziałam o Ophelii więcej niż ktokolwiek inny. Na pierwsze ferie bożonarodzeniowe zostałam na uniwersytecie, ponieważ nie miałam czego szukać w Maine, i ze zdziwieniem stwierdziłam, że Ophelia także nie jedzie do domu. Na swój beztroski sposób powiedziała wszystkim, że zamierza popracować nad opalenizną. Ale w Wigilię upiłyśmy się butelką glenfiddicha i kiedy Ophelia myślała, że śpię, zaczęła mówić. Opowiadała o ojczymie, który dobierał się do niej, odkąd skończyła dwanaście lat, o zapachu jego płynu do golenia, o bezsenności, do której się zmuszała, żeby usłyszeć najlżejsze skrzypnięcie drzwi. Kiedy wzeszło słońce, nie odpakowałyśmy prezentów, tylko nieśmiało cieszyłyśmy się tym darem nowej przyjaźni.

Z pozoru stanowiłyśmy mało wiarygodną parę przyjaciółek, ale byłyśmy nierozłączne. Kiedy Ophelia zaczęła zmieniać swój wygląd, popierałam ją. W końcu rozumiałam, co tak usilnie próbuje ukryć. Na zakończenie college’u zafundowała sobie implanty piersi i oficjalnie zmieniła nazwisko; kiedy ja zaczynałam studia magisterskie, ona szukała mieszkania położonego blisko wytwórni filmowych i uniwersytetu. Było małe, ale za to z niskim czynszem; mieszkałyśmy tam od ponad siedmiu lat.

– Proszę mówić – poleciła telefonistka.

– Ophelia?

Usłyszałam głębokie westchnienie.

– Dzięki Bogu, że dzwonisz – powiedziała, jakbym była kilometr dalej. – Mam kryzys.

Uśmiechnęłam się.

– Ty zawsze masz kryzys – zauważyłam. – O co chodzi dzisiaj?

– Wiesz, że o czwartej mam spotkanie z terapeutą? – Od dnia, gdy stwierdziła, że sesje z psychoanalitykiem nic nie dają, Ophelia usiłowała podnieść poziom swej asertywności, szukając pomocy u różnych specjalistów. – Teraz chodzę do niego dwa razy w tygodniu, choć wolałabym raz, tylko że nie wiem, jak mu to powiedzieć.

Nie chciałam się roześmiać, nie miałam takiego zamiaru, ale nic nie mogłam na to poradzić. Pokryłam śmiech kaszlem.

– Może po prostu nie pójdę – westchnęła ciężko. – Powiem mu w czwartek. – Po chwili milczenia najwyraźniej sobie przypomniała, gdzie jestem. – Jak tam Afryka? – zapytała regulaminowo.

Ophelia nie pojmowała mojego zamiłowania do antropologii; według niej, był to wyrafinowany sposób brudzenia się, choć wiedziała, ile ten zawód dla mnie znaczy.

– Bardziej interesująca, niż się spodziewałam – odparłam. – Pracuję na czarno.

– Jako przewodniczka safari?

– Jako konsultantka Alexa Riversa w jego nowym filmie.

Usłyszałam trzask w tle.

– O mój Boże, o mój Boże, o mój Boże, jak to się stało?

Kiedy opowiadałam całą historię Ophelii, znowu powróciły wątpliwości.

– Wiem, że będę tego żałować – mówiłam. – Gdyby nie chodziło o pieniądze i okazję do zrobienia w konia uniwersytetu, odmówiłabym. – Wykrzywiłam się. – Założę się, że on nie ma nawet ochoty zabrudzić sobie paluszków. – Odetchnęłam głęboko, rozważając konsekwencje swojej pochopnej decyzji. Nie lubiłam Custera, ale na uniwersytecie mogłam go unikać. Wiedziałam, że nie polubię Alexa Riversa, mimo to zgodziłam się być jego cieniem przez dziesięć godzin dziennie.

– Wysyłam ci ubrania – oznajmiła Ophelia. – Czarną sukienkę bez rękawów, stanik z różowej satyny i…

– Ophelio – przerwałam – jestem jego konsultantką, nie kochanką.

– Nigdy nic nie wiadomo – oznajmiła Ophelia. – Odbierz tę przeklętą przesyłkę, a potem możesz wrzucić ją do bagażnika i zapomnieć o niej. – Westchnęła roztrzęsiona. – To mi się w głowie nie mieści, po prostu się nie mieści. Wiedziałam, że powinnam była zrobić dyplom z antropologii – mówiła, z podniecenia połykając sylaby. – Boże, Cass. Alex Rivers.

Uśmiechnęłam się. Gdybym w tym staniku przeszła w odległości pół kilometra od Alexa Riversa, Ophelia pewnie by go oprawiła w ramki po moim powrocie do domu.

– To tylko człowiek – przypomniałam jej.

– Taa, człowiek, który dostaje cztery miliony za film i którego cała żeńska część populacji obsadza w głównej roli w swoich nocnych fantazjach.

Zastanowiłam się nad tym: Alex Rivers nie występował w żadnych moich fantazjach, ale z drugiej strony, większość śnionych przeze mnie snów dotyczyła kopania w ziemi i odkrywania ludzi, którzy żyli miliony lat temu. Próbowałam sobie przypomnieć, które z jego filmów widziałam. Musiałam na nie chodzić z Ophelia, bo była jedyną osobą, z którą spędzałam wolny czas, a zwykle zmuszała mnie do oglądania wszystkich nowości. Mgliście przypominałam sobie „Desperado”, western zrobiony w czasach, gdy byłyśmy w college’u, oraz „Światło i cienie” z 1987, jeden ze sztandarowych obrazów osiągającego dojrzałość pokolenia wojny wietnamskiej. Było kilka filmów akcji, ale nie pamiętałam tytułów, i „Applewild”, historia miłosna, którą widziałam pół roku temu. Zapomniałam o tym, co mnie zaskoczyło, ponieważ nigdy wcześniej nie oglądałam Alexa Riversa w roli romantycznego bohatera, a w tym filmie mu wierzyłam.

Przesłanie filmu towarzyszyło mi przez całą drogę do domu. Lepiej kochać i utracić niż nigdy nie kochać. Zastanawiałam się, czy to rzeczywiście jest prawda. Zgodnie z moją wiedzą miłość to było po prostu zaplanowane uwiedzenie. W college’u straciłam dziewictwo z pewnym chłopakiem z bractwa, bo chciałam się przekonać, jak to jest. Nie bolało mnie przy tym serce, nie nastąpiło połączenie dusz. Była tylko krew, nasze zmieszane gorące oddechy i prostota aktu seksualnego.

Po tym pierwszym razie nie było wielu następnych, choć nie sądziłam, że coś tracę. Najczęściej tyle miałam zajęć, że nawet tego nie zauważałam. Naturalnie pragnęłam kiedyś mieć dzieci, ale tylko z kimś, kto naprawdę będzie mi bliski, a jak dotąd jedynie raz wyobrażałam sobie, że jestem zakochana – w Connorze.

– Muszę kończyć – powiedziałam. – Ta rozmowa kosztuje fortunę.

– Zadzwoń do mnie w czwartek, po spotkaniu z nim.

– Ophelio…

– W czwartek.

Zamknęłam oczy.

– Zobaczymy – odparłam. – Niczego nie obiecuję.

Nigdy nie widziałam tak wielu osób, którym płacono za to, by nic nie robiły. Ludzie siedzieli na ziemi, na składanych płóciennych krzesełkach, na kamieniach. Kamery wisiały na żurawiach, wszędzie wiły się kable. Mężczyzna ze słuchawkami siedział przed przenośnym rejestratorem dźwięku z kolorowymi dźwigniami i guzikami. Wszyscy mówili. Nigdzie nie było widać George’a i Edwarda, nikt też nie sprawiał wrażenia, że kieruje całością.