Выбрать главу

Alex Rivers uniósł głowę i spojrzał wprost na mnie. W jego oczach zobaczyłam siebie. Taki sam wyraz twarzy miałam w owej oszałamiającej chwili, kiedy mnie objął i zupełnie nieoczekiwanie zobaczyłam czaszkę. Rozpoznałam własne zaskoczenie, oddanie pracy, zdumienie.

Zrobiło mi się gorąco. Odsunęłam od ciała luźną bawełnianą koszulkę, odgarnęłam włosy z karku. Zdjęłam czapkę i zaczęłam się wachlować, marząc, by Alex wreszcie odwrócił wzrok.

Odrzucił głowę, patrząc wprost w słońce.

– Mój Boże – szepnął. Wyglądał jak każdy naukowiec, który na dnie serca wie, że dokonał życiowego odkrycia. Wyglądał jak człowiek, który zajmuje się tym od wieków. No cóż, wyglądał jak ja.

Wiele lat pracy poświęciłam na odkrycie, które podniosłoby moją pozycję pośród kolegów. Ciągle od nowa wyobrażałam sobie tę chwilę w taki sposób, w jaki większość kobiet wyobraża sobie dzień ślubu: promienie słońca na plecach, palce wbite w ziemię, gładka kość, ocierająca się o dłoń. Widziałam własną twarz, zwróconą ku niebu, modlitwy ofiarowane w zamian za ten dar. Chociaż z całą pewnością o nikim z tym nie rozmawiałam, a już na pewno nie z Alexem Riversem, odegrał tę scenę dokładnie tak, jak ja to sobie wyobrażałam.

Obrabował mnie z najważniejszego momentu mojego życia, tego, który jeszcze się nie zdarzył. Ta niesprawiedliwość sprawiła, że zerwałam się z krzesła, gdy reżyser zawołał: „Cięcie!”. Ledwo słyszałam oklaski i gwizdy ekipy, tak waliło mi serce. Jak on śmiał! Mówił, że chce tylko zobaczyć mnie przy pracy. Nie wspomniał nic o kopiowaniu wyrazu mojej twarzy i instynktownych zachowań. To było tak, jakby wśliznął się do mojego wnętrza i przesiał moje myśli.

Pobiegłam do namiotu sanitariuszy, w którym stały prycze, elektryczne wentylatory i dzbany zimnej wody. Zanurzyłam papierowy ręcznik w misce i ociekający zarzuciłam sobie na kark. Czułam, jak woda spływa mi między piersiami na brzuch i pasek szortów. Nachyliłam się nad miską i spryskałam sobie twarz.

On tak dobrze mnie poznał. Wie o mnie więcej niż ja sama.

W oddali słyszałam Berniego Rotha, który mówił, że dubla nie będzie, ponieważ Alex lepiej tego nie zagra. Prychnęłam i rzuciłam się na pryczę. Podpisałam umowę i dotrzymam słowa. Pokażę Alexowi Riversowi techniczną stronę wykopalisk, powiem, jakie rekwizyty będą mu potrzebne, zwrócę uwagę na niedokładności scenariusza. Ale nie dopuszczę go do siebie i nigdy nie odsłonię przed nim serca. Zrobiłam to raz, ponieważ mnie zaskoczył, ale to się nie powtórzy.

Zapadłam w drzemkę, z której obudziłam się cała zlana potem. Usiadłam, wzięłam świeży ręcznik, namoczyłam i przyłożyłam go na kark.

Poły namiotu odchyliły się i zobaczyłam młodego mężczyznę o jaskrawoczerwonych włosach zebranych w kucyk. Na imię miał Charlie, wcześniej zamieniłam z nim parę słów.

– Panno Barrett – powiedział – wszędzie pani szukam.

Uśmiechnęłam się do niego miło.

– A ja myślałam, że nikogo nie obchodzę.

Jego jasną skórę zalał rumieniec, oczy uciekły w bok. Pracował jako główny oświetleniowiec.

– Mam dla pani wiadomość – oznajmił, uparcie unikając mojego wzroku.

Skróciłam jego męki i wzięłam od niego kartkę. To był kawałek zwykłego brązowego papieru pakowego. Przeczytałam: „Proszę, zjedz ze mną kolację. Alex”.

Pismo miał staranne, jakby poświęcił wiele godzin na doskonalenie kształtów liter. Ciekawe, czy aufografy składa z taką samą precyzją. Zmięłam papier i spojrzałam na Charliego, który najwyraźniej czekał na odpowiedź.

– A jeśli odmówię? – zapytałam. Charlie wzruszył ramionami.

– Alex cię odnajdzie i skłoni do zmiany zdania.

Potrafił czynić cuda. Stałam w progu pomieszczenia, które kilka godzin temu było planem filmowym – wnętrzem namiotu – i wodziłam wzrokiem po białym lnianym obrusie, wysokich świecach w lichtarzach z kości słoniowej, szampanie chłodzącym się w srebrnym wiaderku. Alex stał na drugim końcu namiotu, ubrany w smoking, czarne spodnie i białą muszkę.

Zamrugałam. Na litość boską, przecież to Afryka. Nie mieszkaliśmy nawet w motelu, tylko w domkach kempingowych, położonych trzydzieści kilometrów od wąwozu Olduvai. Jak mu się to udało?

– To zasługa Johna – powiedział Alex, uśmiechając się do mężczyzny, który przywiózł mnie na plan dżipem. Był bardzo przyjacielski i wielki jak sekwoja.

– Bardzo miły z niego człowiek – odparłam, odprowadzając wzrokiem Johna oddalającego się w czerwonej poświacie pochodni wbitych w ziemię przed namiotem. – Mówił mi, że pracuje u ciebie.

Alex potaknął, ale nie zrobił kroku w moją stronę.

– Oddałby za mnie życie – rzekł poważnie, a ja mimowolnie za dałam sobie pytanie, ile innych osób zrobiłoby to samo.

Miałam na sobie czarną sukienkę bez rękawów, którą dzięki uprzejmości Ophelii dostarczono tamtego popołudnia, i czarne pantofle na niskim obcasie z kilogramem piasku w środku. Ostatnie trzy godziny spędziłam, biorąc prysznic, susząc włosy i wcierając w skórę cytrynowy balsam oraz przez cały ten czas wypróbowując różne kierunki rozmowy, dzięki którym naprowadzę Alexa Riversa na jego grę dzisiaj po południu.

Nie oczekiwałam jednak, że będzie w wieczorowym ubraniu. Nie potrafiłam oderwać od niego wzroku.

– Wyglądasz wspaniale – powiedziałam cicho, choć byłam zła na siebie, zanim jeszcze skończyłam mówić.

Alex wybuchnął śmiechem.

– Wydaje mi się, że to moja kwestia, ale dziękuję. A skoro doceniłaś efekt, czy mogę to zdjąć, zanim całkiem się roztopię? – Nie czekając na moją odpowiedź, zrzucił marynarkę, rozwiązał muszkę i podwinął rękawy koszuli ponad łokcie.

Podsunął mi krzesło, po czym podniósł srebrną pokrywę z talerza z przekąskami.

– No i co sądzisz o swoim pierwszym dniu na planie filmowym?

Zmrużyłam oczy, wietrząc okazję.

– Myślę, że w życiu nie widziałam, żeby marnowano tyle czasu – odparłam. – Myślę też, że to wstyd kraść cudze emocje do swojego przedstawienia.

Zaskoczyło go to, zaraz jednak się opanował. Podniósł porcelanowy talerz.

– Marchew? – zapytał spokojnie.

Patrzyłam na niego.

– Nie masz nic do powiedzenia?

– Mam – odparł z namysłem. – Dlaczego ciągle dochodzi między nami do nieporozumień? Nienawidzisz tylko mnie czy wszystkich aktorów?

– Nikogo nie nienawidzę. – Spojrzałam na sztywne serwetki i delikatne kryształy, myśląc o trudzie, jaki sobie zadał, organizując tę kolację. Nie ulegało wątpliwości, że to była próba przeprosin. – Po prostu czuję się wykorzystana.

Podniósł na mnie wzrok.

– Nie chciałem cię zranić. Próbowałem… cóż, to bez znaczenia, co próbowałem.

– Dla mnie to ważne! – wybuchnęłam.

Przez chwilę Alex milczał. Utkwił wzrok gdzieś ponad moim ramieniem, potem pokręcił głową. Kiedy się wreszcie odezwał, głos miał tak cichy, że musiałam się nachylić, by zrozumieć, co mówi.

– Jeśli należysz do najlepszych aktorów, twój problem polega na tym, że ciągle musisz być lepszy, tylko że rywalizujesz z samym sobą. – Spojrzał na mnie. – Wiesz, co czuję, kiedy kończy się ujęcie i wszyscy poklepują mnie po plecach, mówiąc, że byłem świetny, a ja mam świadomość, że równie dobry muszę być w każdej następnej scenie? – Jego oczy płonęły w świetle świec. – A jeśli nie będę umiał? Jeśli następnym razem mi się nie uda?

Splotłam dłonie na kolanach, nie mając pojęcia, co powiedzieć. Nie ulegało wątpliwości, że dotknęłam czułego punktu – Alex Rivers się nie przechwalał, naprawdę zdawał się szczerze przerażony, że może nie być w stanie dotrzymać kroku obrazowi, który sam stworzył.