Выбрать главу

– Kradnę reakcje ludzi, masz całkowitą rację. Dzięki temu nie muszę grzebać głębiej we własnym wnętrzu. Chyba się boję, że gdybym ograniczył się wyłącznie do własnych doświadczeń, pewnego dnia przekonałbym się, że nic we mnie nie pozostało. – Uśmiechnął się słabo. – Prawda jest taka, że nie mogę do tego dopuścić. Aktorstwo to jedyna rzecz, w której jestem dobry. Nie mam pojęcia, co innego mógłbym robić. – Nie odrywał ode mnie spojrzenia. – Nie wiem, ile warte są moje przeprosiny, ale przykro mi, że to musiałaś być ty.

Uniosłam dłoń, jakbym chciała go dotknąć, ale zmieniłam zdanie. Alex słabo się zarumienił, kiedy dotarło do niego, do czego się przyznał. Odwróciłam wzrok, zadając sobie pytanie, dlaczego bezbronna czuję się ja, skoro to on się obnażył.

Zgodnie z obowiązującą w Hollywood biografią Alexa Riversa, którą rozpowszechniała Michaela Snow, Alex po ukończeniu wydziału dramatycznego w Tulane przyjechał do Los Angeles i podjął pracę barmana w modnym klubie nocnym. Pewnego wieczoru był świadkiem, jak wielki producent zalał się w trupa. Alex odwiózł go do domu, a nazajutrz producent przeprowadził z nim próby ekranowe do nowego filmu. To był „Desperado”, Alex dostał rolę i ukradł show pozostałym wykonawcom. Ludzie z branży wierzyli, że wszystko przychodzi mu łatwo. Że gdyby nie znalazł się na właściwym miejscu we właściwym czasie, trafiłaby się druga okazja, potem trzecia.

Trudno było oddzielić fakty od fikcji, dlatego Alex w zasadzie nawet nie próbował tego zrobić. Zostawił swoje dzieciństwo na zapleczu wytwórni Paramount i stworzył siebie od początku, tak by to nowe wcielenie pasowało do mitycznych wymiarów, obowiązujących w tej branży. Rzeczywiście stał się pracoholikiem – nie dla pieniędzy czy sławy, ale dlatego że bardziej niż siebie lubił postaci, w które się wcielał. Wmawiał w siebie, że nie pozostało w nim nic z tego bezbronnego chłopca, jakim był w dzieciństwie, i nie pozwalał sobie w tej kwestii na żadne wątpliwości. Prawdą było też to, że w Tulane Alex wychodził na scenę wyłącznie po to, by ją posprzątać, pracował bowiem jako dozorca. Do Los Angeles przyjechał bez fanfar, autostopem, w chłodni z mięsem. I prawdą było to, że nigdy nie opuściłby Luizjany, gdyby nie był przekonany, że zabił swojego ojca.

Był jeden z tych tygodni w Nowym Orleanie, kiedy duchota chwyta cię za wnętrzności i wtłacza cuchnące powietrze w płuca. Andrew Riveaux przez trzy kolejne dni i noce uprawiał hazard w salce na tyłach Bourbon Street, chociaż na początku rodzina tego nie zauważyła. Alex zajęty był pracą na uniwersytecie i zarabianiem pieniędzy wystarczających na pomoc matce i wynajem własnego mieszkania. Rzadko bywał w domu, większość nocy spędzał w akademiku, na wąskich łóżkach córeczek bogatych tatusiów, dla których dzięki swemu posępnemu usposobieniu i gwałtowności obejścia był przygodą, wypadem na niewłaściwą stronę ulicy.

Lila Riveaux także nie zarejestrowała nieobecności męża. Prawie cały czas spała, pogrążona w bezpiecznym oszołomieniu, wywołanym valium, do tego stopnia nieprzytomna, że nie rozpoznawała dni tygodnia, nie mówiąc już o tym, w które z nich Andrew raczył się pojawiać. Kiedy tamtego popołudnia Alex pojechał do przyczepy, żeby sprawdzić, co u matki, była tak blada i nieruchoma, że zmusił się do sprawdzenia jej pulsu.

Kroił w kuchni warzywa, które zamierzał dodać do bulionu z puszki, kiedy usłyszał na dworze śmiech ojca. Ojciec śmiał się na dwa sposoby: złośliwie, przy poniżaniu innych, i sztucznie, gdy się podlizywał. To był ten drugi rodzaj; po krótkiej przerwie, w czasie której przeciął sobie palec, Alex wrócił do swojego zajęcia.

Andrew Riveaux przyprowadził gościa. Alex nasłuchiwał ciężkich kroków, dudniącego głosu. Ojciec otworzył harmonijkowe drzwi do jedynej sypialni w przyczepie i wrzasnął imię żony.

Alex wyszedł z kuchni w samą porę, by zobaczyć, jak ojciec prowadzi tłustego, czerwonego na twarzy mężczyznę ku nieprzytomnej Liii. Zauważył, że ojciec, pożółkły od alkoholu, nie ma na szyi złotego łańcuszka z krzyżykiem. Nieznajomy pogładził się po wydatnym brzuchu, po czym spytał Andrew:

– Czy ona się obudzi?

Wtedy też Alex zrozumiał, jak wiele ojciec przegrał.

Stał niczym świadek oglądający szalejący pożar, wstrząs zahipnotyzował go i odebrał mu zdolność ruchu; wiedział, że powinien coś zrobić, powiedzieć, a równocześnie rozumiał, że te proste czynności są poza jego kontrolą. Oddychał ciężko, nóż wypadł mu z dłoni na podłogę.

Andrew, który zamykał drzwi, zastygł. Spojrzał na Alexa.

– Ona o niczym nie będzie wiedziała – mruknął, jakby dzięki temu wszystko było w porządku.

Po pierwszym ciosie ojciec zgiął się wpół. Drugi złamał mu nos. Drzwi się otworzyły, zaskoczony nieznajomy podniósł się, był już w samych bokserkach. Powiódł spojrzeniem od Alexa do jego ojca i z powrotem, po czym palcem wskazał Andrew.

– Jesteś moim dłużnikiem, ty skurwysynu! – wrzasnął, wciągnął spodnie i wyskoczył z przyczepy.

Trzeci cios Alexa posłał ojca na serwantkę, przedmiot dumy i radości Lily. Andrew Riveaux potylicą uderzył w róg mebla; z rany pociekła krew. Padł nieprzytomny, wpierw jednak uśmiechnął się – uśmiechnął! – do syna. Nic nie powiedział, choć Alex i tak usłyszał jego słowa: „Cholera, więc jednak umiesz się bić”.

Przez uchylone drzwi do sypialni Alex widział matkę. Bluzkę miała odpiętą, podsunięty w górę stanik wrzynał jej się w gardło, odsłaniając sutki, czerwone, sterczące i obsceniczne. Przespała cały incydent.

Z kuchennego stołu zabrał pieniądze, które zostawił dla matki, i schował je do kieszeni. Stał i patrzył na ojca tak długo, aż kałuża krwi sięgnęła mu do butów. Czekał, aż władzę przejmą nad nim jakieś emocje: żal, pogarda, ulga, ale nie czuł zupełnie nic, jakby człowiek, który popełnił ten czyn, w żaden sposób nie był z nim związany.

Chociaż później dowiedział się, że jego ojciec skurwysyn nie umarł, przez wiele lat nie potrafił przyznać nawet sam przez sobą, że z tamtego dnia w pamięci nie pozostał mu odgłos pękającej czaszki czy odór krwi na mokrej wykładzinie, ale to, że kiedy najmniej się o to starał, zmienił się w syna, jakiego zawsze pragnął Andrew Riveaux.

Alex wstał i zaczął zmagać się z korkiem od szampana. Kiedy się poruszał, wyczuwałam, że odgradza się od tej części swej osoby, którą przed chwilę zobaczyłam, i po raz kolejny zmienia się w sławnego człowieka.

– Wiesz, gram od siedmiu lat, kradnąc reakcje i doświadczenia przyjaciołom, krewnym i ludziom, których spotykam na ulicy. Pochlebiłoby im, gdyby się zorientowali. Nikt nigdy nie odważył się o tym wspomnieć, tak jak ty to zrobiłaś. – Głos mu złagodniał; byłam ciekawa, do czego to wszystko prowadzi. – Zaskakujesz mnie – powiedział cicho. – Mało kto jeszcze mnie zaskakuje.

Przyjrzałam mu się uważnie, aż warstwa dobrych manier opadła, odsłaniając człowieka.

– No cóż – przyznałam łagodnie – ty też mnie zaskakujesz.

Korek wyskoczył z butelki, odbił się od miękkiego dachu namiotu i wylądował na moich kolanach. Szampan pociekł Alexowi z dłoni na spodnie.

– Zapłacę spory rachunek za pranie twoich rzeczy – zauważyłam.

Alex z uśmiechem nalał mi szampana.

– Na szczęście te plamy nie są tak trwałe jak po papai. – Uniósł kieliszek i stuknął nim o mój. Odgłos przypominający delikatny dzwoneczek uleciał na wietrze.

– Chyba powinniśmy wznieść toast za film – powiedziałam.

– Nie. – Alex nachylił się tak blisko, że czułam zapach jego płynu po goleniu. – Moim zdaniem, powinniśmy wznieść toast za ciebie.

Patrzyłam, jak przytyka smukły kieliszek do ust, potem zwróciłam wzrok na migoczące płomienie świec. Na pryczy po drugiej stronie namiotu stały nasze zakąski, przykryte srebrnymi pokrywami, a na chybotliwej półce dwie tarty owocowe.