Alex pomógł mi wsiąść do dżipa, po czym zajął miejsce za kierownicą. Zapalił papierosa i to mnie zaskoczyło – nie wydawał mi się typem palacza. Ale on tylko kilka razy się zaciągnął i zaraz wyrzucił papierosa przez okno, tak więc zostałam bez żarzącego się koniuszka, który wydobywał z mroku rysy jego twarzy.
Przez całą drogę nie odezwał się słowem. Wiedziałam, że go obraziłam, i w myślach na nowo odtwarzałam wieczór, uznałam jednak, że poza tą sprzeczką na powitanie mogłam go tylko urazić, kiedy uwolniłam dłoń z jego uścisku. Nie chciałam popełnić błędu, to wszystko. Nie znałam gry, która Alexowi przychodziła z taką łatwością. Powtarzałam sobie: „On się z tego otrząśnie. Po prostu nie jest przyzwyczajony do odmowy”.
Kiedy zaparkował przed zajazdem i otworzył przede mną drzwi, zastanawiałam się, jak to zrobić, by pożegnać się z godnością, zamiast uciekać, gdzie pieprz rośnie, ledwie tylko postawię stopy na trawie. A potem się roześmiałam. Przecież to zwykły człowiek. Aktor. Kogo ja się boję?
Siebie samej. Znałam odpowiedź, zanim jeszcze Alex zamknął samochód i uwięził mnie w ramionach. Obawiałam się tego, co jeszcze może mi zrobić, odkąd po południu widziałam, jak gra główną rolę w moich snach. Cofnęłam się, trafiając na bok dżipa. Alex nie odrywał ode mnie wzroku, ponieważ jednak stał w cieniu, widziałam wyłącznie jego niezwykłe srebrne oczy.
– Jesteś piękna – powiedział.
Odwróciłam się od niego.
– Nie kłam. Nie udawaj – odparłam. Opisywano mnie jako inteligentną, ambitną, ale w całym moim życiu nikt nigdy nie powiedział mi, że jestem piękna. Zawsze myślałam, że może zrobiłby to Connor, ale nie miał okazji.
Znowu byłam zła, tak samo zła jak na początku kolacji, ponieważ Alex Rivers zepsuł cudowny wieczór. Jeszcze przed chwilą mogłabym z uśmiechem wspominać, jak jadłam kolację przy świecach w Serengeti. Położyłabym się do łóżka, zamknęła oczy i wzbogaciła obraz błyskotliwą rozmową i subtelną romantycznością, aż wreszcie wszystko potoczyłoby się tak, jak bym pragnęła. Alex jednak przez to bezczelne kłamstwo posunął się za daleko i nagle cały wieczór zaczął wyglądać jak jeden wielki żart ze mnie.
Alex złapał mnie za ramiona.
– Nie kłamię. I z całą pewnością nie udaję. – Potrząsnął mną lekko. – Czemu nie mogę powiedzieć, że jesteś piękna?
– Bo nie jestem – odparłam z całą swobodą, na jaką było mnie stać; miałam nadzieję, że przez to będzie mniej bolało. – Tylko się rozejrzyj. Popatrz na Janet jakąś tam czy każdą inną aktorkę, z którą pracowałeś.
Ujął moją twarz w dłonie.
– Na pustkowiu wkładasz seksowną czarną sukienkę. Słuchasz mnie z taką uwagą, jakbyś myślała, że zdradzam ci tajemnice wszechświata. Nie boisz się powiedzieć mi, że jestem dupkiem, kiedy nim jestem. I opowiadasz mi o zbieraniu czarnych jagód w taki sposób, że widzę plamy na twoich palcach i ustach. Cassie, jeśli to nie jest piękno, to nie wiem, co nim jest.
Zaczął się ku mnie nachylać. Miałam szeroko otwarte oczy, kiedy mnie pocałował, ponieważ chciałam się przekonać, czy mam na niego taki sam wpływ, jaki on ma na mnie. Na ramionach czułam ciężki biały księżyc, który popychał mnie ku Alexowi. Słuchałam regularnego bicia jego serca i cichego szumu wentylatorów w zajeździe, zaczynając wierzyć, że to wszystko jest rzeczywiste.
Odsunął się ode mnie, wciąż trzymając palce na moim gardle. Czułam, jak drżą. Uśmiechnęłam się do niego.
– Słowem nie wspomniałam o plamach na ustach – powiedziałam.
Alex objął mnie w pasie.
– Zaczynam myśleć, że to będzie najlepszy film, jaki dotąd zrobiłem – oznajmił.
Pomógł mi wejść po schodach do domku. W holu było ciemno jak w studni, większość aktorów i ekipy poszła spać, spodziewając się wczesnej pobudki na charakteryzację. Alex poprowadził mnie po schodach do mojego pokoju. Z każdym krokiem czułam, jak się odsuwa. Kiedy doszliśmy do drzwi, zadawałam sobie pytanie, czy wszystkiego sobie nie wyobraziłam.
Odwrócił się, jakby znowu chciał mnie pocałować, zamiast tego jednak zaczął szybko i gorączkowo szeptać:
– Mój ojciec nie był lekarzem. – Głos miał głębszy, gardłowy, oczy płonęły mu tak samo jak wcześniej, kiedy mówił o porażce i strachu. – Najbliżej gabinetu lekarskiego znalazł się, kiedy po piątej szklaneczce szkockiej postrzelił się w stopę. Byłem jego największym rozczarowaniem, ponieważ w niczym nie przypominałem sukinsyna. Często mnie bił po to tylko, żeby mi przypomnieć, o ile jest lepszy ode mnie. Moja maman nie potrafiła odróżnić cieplarnianego kwiatu od plastikowego. Przychodząc na świat, sprawiłem jej ból i nigdy nie pozwoliła mi o tym zapomnieć. Całe dzieciństwo kryłem się przed nimi dwojgiem i szukałem pociechy w udawaniu, że jestem kimś innym. Dom, który zbudowałem w Los Angeles, rzeczywiście istnieje w Nowym Orleanie, ale ja patrzyłem na niego tylko z drzewa w zagajniku, kiedy podglądałem, jak mieszkające tam dziewczynki robią salta na trawniku i zadzierają przy tym spódnice. – Wziął głęboki oddech. – Brednie, które opowiedziałem ci przy kolacji, napisała moja rzeczniczka, kiedy jej powiedziałem, że muszę mieć przeszłość. Ale ciebie nie będę okłamywał i nie będę przy tobie udawał.
Byłam oszołomiona. Chciałam, żeby wiedział, że to mi się podobało – ta mroczna prawda – o wiele bardziej od jego alter ego.
Pragnęłam dotrzeć do niego, opowiedzieć mu o mojej matce, o rodzinie.
Położyłam dłonie na miękkich kędziorach na jego skroniach. Dwukrotnie tej nocy zaufał mi, mówiąc prawdę, i z tego powodu chciałam mu pomóc. Miałam do tego lepsze kwalifikacje, niż mógł sobie wyobrazić. Szepnął moje imię, a ja przytuliłam się do niego, przesuwając dłonie po jego plecach i dziwiąc się, jak cudownie do siebie pasujemy. Nim jego usta spoczęły na moich, zdążyłam jeszcze pomyśleć, że Alex Rivers jest o wiele lepszym aktorem, niż ktokolwiek by przypuszczał.
12
Tydzień po tym, jak zaczęłam spędzać cały swój wolny czas z Alexem Riversem, pojawiły się sny o Connorze. Miałam ciągle ten sam sen. Connor i ja byliśmy dorośli, ale leżeliśmy na plecach na jednym z dryfujących pomostów na jeziorze Moosehead. Connor wskazywał na niebo, palcem obrysowując kształty chmur. „Co widzisz?” – pytał kilkakrotnie, ale dla mnie wszystkie przyjmowały kształt Alexa: jego profilu, rozwianych wiatrem włosów, rzeźbionej szczęki. Mówiłam o tym Connorowi, gestykulowałam dłonią, która blado odcinała się od jaskrawobłękitnego nieba. Ale choć bardzo się starałam, nie potrafiłam sprawić, by Connor zobaczył to co ja.
Sześć dni obserwowałam, jak Alex gra Roba, przeżywającego kryzys wiary po znalezieniu szkieletu. Uświadamia sobie, że ludzka ewolucja podąża tą samą drogą co ewolucja obcej rasy, której przedstawiciela odkrył: niczym meteor pędzi ku zagładzie. Postanawia pogrzebać swoje odkrycie, zamiast na nowo pisać historię.
Zaskoczyło mnie, że scen nie kręcono chronologiczne, aczkolwiek dostrzegałam finansowe korzyści wynikające z filmowania scen według miejsca.
– Jak to robisz? – zapytałam Alexa. – Jak udaje ci się budować napięcie potrzebne w tej ostatniej scenie, a potem się cofać i udawać, że to nigdy się nie zdarzyło? Alex tylko się uśmiechnął i powiedział, że właśnie za to mu płacą.
Angażował się emocjonalnie; w przeciwieństwie do tego, co mówił, nic nie mógł na to poradzić. Zdradził się z tym pewnego wieczoru, kiedy po prostu był sobą. Siedzieliśmy na skraju wąwozu Olduvai; Alex opowiadał, jak miał czternaście lat i ojciec przeganiał go po salonie, trzepiąc w twarz i bok, usiłując sprowokować syna do ciosu. Kiedy Alex w końcu to zrobił, wybijając ojcu kilka zębów, Andrew Riveaux uśmiechnął się, choć z ust ciekła mu krew. „Synu, tak walczy mężczyzna” – powiedział.