Выбрать главу

Jeden z kamerzystów pierwszy wykonał polecenie Alexa. Zdjął Tshirt i spodnie, odsłaniając potężny brzuch, zwisający nad bokserkami. LeAnne, asystentka Janet, została w staniku i majtkach.

– To jak bikini – powiedziała, nie zwracając się do nikogo w szczególności.

Ubrania fruwały w powietrzu, tworząc stosy na obrzeżach planu, i teraz Janet Eggar śmiała się już na głos. Alex usiadł na pryczy i coś do niej mówił. Bernie z westchnieniem odpiął szorty, pod którymi miał fioletowe jedwabne bokserki. Tylko ja zostałam w ubraniu.

Wszyscy gapili się na mnie i zadawali sobie pytanie, czym sobie zasłużyłam na specjalne traktowanie, bez namysłu więc chwyciłam za koszulę. Alex złapał mój wzrok i nieznacznie pokręcił głową, ale tylko uśmiechnęłam się do niego. Ściągnęłam koszulę przez głowę i zdjęłam szorty. Wiedziałam, że Alex ani na moment nie odrywa ode mnie oczu.

Kiedy znowu rozpoczęto zdjęcia, Janet wydawała się w o wiele lepszym nastroju. Położyła się, jej włosy rozsypały się na poduszce. Patrzyłam, jak oddech Alexa muska jej skórę. Zastanawiałam się, w które miejsca ją dotyka, ile razy będą musieli powtarzać ujęcie, czy pościel wciąż pachnie nami.

Po szóstym dublu, kiedy Janet i Alex śmiali się, jakby robili to od wieków, zobaczyłam, że paznokcie mam wbite w miękkie drewniane oparcie krzesła. W porażającym upale odgrywana scena ciągle zmieniała się w tę, którą przeżyłam poprzedniego wieczoru. W gardle tak mi zaschło, że nie byłam w stanie przełykać. Obserwowałam Alexa z inną kobietą, którą tulił tak samo jak mnie, i wtedy właśnie uświadomiłam sobie, że się zakochałam.

Wiedziałam, że jak skończą, przyjdzie do mnie, ale nie chciałam go widzieć. Nie chciałam widzieć go nigdy więcej. Próbowałam, naprawdę próbowałam, ale luźny romans nie był w moim stylu.

Całą noc przygotowywałam się na przyjęcie prawdy, mimo to czułam ból. Alex nie doznał, jak cały świat otwiera się przed nim pod dotykiem moich dłoni. Alex nie leżał pod wirującym wentylatorem, modląc się, by czas stanął, nim znowu ruszy. Dla Alexa byłam tylko próbą generalną.

Szłam w kierunku dżipów, zamierzając wsiąść do jednego z nich i odjechać tak daleko z tego miejsca, jak to będzie możliwe, kiedy dogonił mnie Alex i złapał za rękę.

– Poczekaj – powiedział – musisz dać mi szansę.

Okręciłam się na pięcie i obrzuciłam go płonącym spojrzeniem.

– Masz minutę – odparłam.

– Nie wiedziałem, że dzisiaj będziemy kręcić tę scenę, Cassie. Zbieżność w czasie okazała się fatalna. Gdybym wiedział, w żadnym razie nie przywiózłbym cię tutaj wczoraj w nocy. Nie chciałem, żebyś na to patrzyła, ale też nie chciałem, żebyś myślała, że cię odsyłam.

– Sprawiało ci to przyjemność – powiedziałam. – Widziałam wyraźnie.

– Nieprawda! – krzyknął. – To moja praca.

– Zresztą jakie to ma dla ciebie znaczenie! – odkrzyknęłam. – Miałeś mnie. Janet Eggar już zaczęła się ślinić. Dlaczego nie wrócisz i nie skończysz tego teraz, kiedy wszyscy są na lunchu?

Alex cofnął się.

– Tak o mnie myślisz? – zapytał sucho. Dłonie miał zaciśnięte w pięści i zbielałe, oczy mu płonęły i przez chwilę myślałam, że rzuci się na mnie albo odepchnie na bok.

Milczałam, odebrała mi głos siła jego kontrolowanej wściekłości.

– Szkoda, że nie wiem, co o tobie myśleć – szepnęłam. – Ciągle widziałam nas. Ten sam namiot, Alex. To samo łóżko. Wszystko to samo, tylko że tym razem to nie byłam ja. – Jego twarz zaczęła się rozpływać przed moimi oczyma i odwróciłam się. – Proszę, nie każ mi znowu tego oglądać.

Wyminęłam go. Biegłam tak długo, aż walenie serca stłumiło jego głos. Raz po raz powtarzałam sobie, że powinnam była wiedzieć, iż ktoś, kto potrafi kochać tak mocno i głęboko, potrafi z równą mocą nienawidzić i ranić.

Miał dwanaście lat, od dawna kradł w sklepach, teoretycznie więc nie powinien być na tyle głupi, żeby dać się złapać. Ale ostatnio zaczęły mu się okropnie podobać dziewczęta, a blondynka przy kasie z piersiami wielkości mango wciąż na niego zerkała i nim ukrył puszkę pepsi w kieszeni, mięsista łapa zamknęła się na jego przegubie i pociągnęła ku sobie. Alex stwierdził, że po raz drugi w tym tygodniu gapi się na żałosną gębę ochroniarza. Kiedy zerknął w bok, uświadomił sobie, że kasjerka wcale nie patrzy w jego stronę.

– Jesteś taki głupi czy z jakiegoś innego powodu ciągle wracasz do tego sklepu? – zapytał ochroniarz.

Alex otworzył usta, ale zanim zdążył coś powiedzieć, ochroniarz wywlókł go ze sklepu i poprowadził na posterunek.

Na posterunku roiło się od alfonsów, dilerów i wszelkiego pokroju rzezimieszków, a oficer dyżurny nie miał cierpliwości do chłopca, którego oskarżono o kradzież w sklepie. Sierżant powiódł wzrokiem od Alexa do ochroniarza.

– Nie będę marnował miejsca w celi – oznajmił. Poszedł jednak na kompromis i przykuł Alexa do krzesła koło swojego biurka.

Wzięli jego odciski palców i zapisali dane, Alex jednak orientował się, że robią to tylko po to, żeby go przerazić; był małoletni, a w Nowym Orleanie za kradzież w sklepach możesz najwyżej dostać po łapach. Sierżant ponownie przykuł go do krzesła. Alex siedział spokojnie, z kolanami przyciśniętymi do piersi, wolną ręką trzymając się za kostki. Zamknął oczy i wyobrażał sobie, że jedenastą godzinę spędza w celi śmierci.

Po jakimś czasie sierżant przypomniał sobie o jego obecności.

– Cholera, nikt jeszcze po ciebie nie przyszedł?

Alex pokręcił głową. Sierżant zapytał go o numer telefonu, zadzwonił, łokciem opierając się o biurko i szukając czegoś w rejestrze aresztowanych. Spojrzał na Alexa.

– Twoi rodzice są w pracy?

Alex wzruszył ramionami.

– Ktoś powinien być w domu.

– Ale nikogo nie ma.

Godzinę później sierżant znowu zadzwonił. Tym razem odebrał Andrew Riveaux; Alex domyślił się tego ze sposobu, w jaki policjant trzymał słuchawkę kilka centymetrów od ucha, jakby to, co płynie w żyłach jego ojca, mogło być zaraźliwe. Po minucie podał słuchawkę Alexowi.

Kabel napiął się na całej długości. Alex przyłożył słuchawkę do ucha. Nie miał pojęcia, co powiedzieć, „cześć” wydawało się nie całkiem na miejscu. Ojciec wykrzykiwał barwne cajuńskie przekleństwa i skończył obietnicą, że solidnie wygarbuje synowi skórę.

– Będę za kwadrans – oznajmił, po czym przerwał połączenie.

Ale nie przyszedł ani za kwadrans, ani nawet za godzinę. Alex patrzył, jak słońce zachodzi, a na niebie pojawia się księżyc niczym pomarszczona twarz starego ducha. Wiedział, że częścią kary jest współczucie przechodzących policjantów i sekretarek, które udawały, że go nie widzą. Poprawił się zażenowany; musiał iść do toalety, ale nie chciał zwracać na siebie uwagi, prosząc o rozkucie. Sierżant zobaczył go, kiedy po służbie zbierał się do domu.

– Nie dzwoniłeś do domu? – zapytał ze zdziwieniem.

– Ojciec zaraz tu będzie – odparł Alex.

Gdy policjant zaproponował, że ponownie zadzwoni, Alex pokręcił głową. Zaczynał uważać sierżanta za sprzymierzeńca i nie chciał, żeby ten się zorientował, iż problem nie tkwi w tym, że ojciec nie może przyjść po syna, ale w tym, że nie chce.

Zastanawiał się, czy ojciec rozmyślnie postanowił go zostawić na posterunku, czy też znalazł coś lepszego do roboty: sprawdzanie sieci na kraby, piątą partię pokera. Matka mogłaby przyjść, Alex starał się w to wierzyć, ale nawet gdyby była dość trzeźwa, by pojąć, że syn jest na posterunku, zostałaby przy mężu.

Położył głowę na oparciu krzesła i zamknął oczy.

Po trzeciej nad ranem obudził go silny aromat perfum. Na krześle obok siedziała prostytutka. Miała wiśniowe włosy, mahoniową skórę i rzęsy tak długie jak mały palec Alexa. Sznur gagatów otaczał jedną pierś, jakby podkreślając jej kształt. Żuła gumę winogronową i w dłoni trzymała pieniądze.