Выбрать главу

Była najpiękniejszą kobietą, jaką Alex widział.

– Cześć – przywitała go.

– Cześć.

– Odbieram przyjaciółkę – powiedziała, jakby czuła potrzebę wyjaśnienia swojej obecności na posterunku. – A ciebie czemu przykuli do krzesła?

– Oszalałem i udusiłem całą rodzinę – oznajmił Alex bez mrugnięcia okiem. – A w celach nie ma wolnych miejsc.

Prostytutka wybuchnęła śmiechem. Głośnym, hałaśliwym, odsłaniającym białe zęby.

– Słodki jesteś. Ile masz lat? Dziesięć? Jedenaście?

– Piętnaście – skłamał Alex.

Kobieta uśmiechnęła się kpiąco.

– A ja jestem Pat Nixon. Co przeskrobałeś?

– Kradzież w sklepie – mruknął Alex.

– I zatrzymali cię na noc? – Uniosła wysoko brwi.

– Nie – przyznał Alex. – Czekam, aż mnie odbiorą.

Prostytutka uśmiechnęła się.

– Historia mojego życia, dziecinko – rzuciła.

W gruncie rzeczy nic jej nie powiedział; nie wspomniał o rodzinie, o tym, jak długo tu jest, o tym, że wolałby przez rok siedzieć przykuty do tego krzesła niż przyznać, że człowiek, który następnego dnia w południe przyjdzie po niego na posterunek, to istotnie jego ojciec. Wiedział sporo o kurwach, orientował się, że ich atrakcyjność po części polega na tym, że akceptują cię bez zastrzeżeń i sprawiają, iż czujesz się lepszy, niż w rzeczywistości jesteś. Wiedział, że ich zawód polega na udawaniu uczuć, których nie doznają. Mimo to potraktował jako rzecz naturalną, kiedy go objęła i przyciągnęła do siebie, jakby wcale jej nie przeszkadzało, że siedzą na osobnych krzesłach.

Alex oparł policzek o piersi kurwy, myśląc o jasnowłosej kasjerce. Przy tym ruchu poczuł szarpnięcie w przykutej do oparcia ręce, uwięzionej w wolnej przestrzeni między nimi. Po zaledwie piętnastu minutach strażniczka przyprowadziła z celi syczącą i plującą przyjaciółkę. Ale w czasie tych minut Alex z zamkniętymi oczami wdychał ciężki aromat lakieru do włosów i tanich perfum, słuchając starych murzyńskich pieśni spirituals, aż świat się odsunął, aż mógł uwierzyć, że każdy od urodzenia ma prawo do uczucia.

Nieoczekiwanie przerwano zdjęcia na trzy dni, a Alex zniknął. Byłam zbyt zakłopotana, żeby pokazywać się reszcie ekipy, a ponieważ z nikim poza Alexem nie spędzałam za wiele czasu, nie miałam z kim rozmawiać. Siedziałam w pokoju i wychodziłam tylko na posiłki, które zjadałam samotnie. Myślałam, żeby zerwać kontrakt i pojechać do Los Angeles, zanim Alex wróci na plan.

Zamiast tego jednak siedziałam na łóżku i czytałam po kolei romanse, które ze sobą przywiozłam, siebie obsadzając w roli heroiny, a Alexa w roli kochanka. W dialogach słyszałam tembr i kadencję jego głosu. Udawałam i udawałam, aż straciłam rozeznanie i nie wiedziałam, co naprawdę się stało, a co sobie wyobraziłam podczas lektury chłodnymi nocami.

Pewnego wieczoru, kiedy na niebie sadowił się księżyc, gałka w moich drzwiach się poruszyła. W zajeździe nie było zamków, był na to o wiele za stary. Zobaczyłam, jak drzwi kołyszą się na zawiasach, i wstałam z parapetu, by z podziwu godnym spokojem stawić czoło nieznajomemu.

Intuicyjnie musiałam wiedzieć, że to Alex. Patrzyłam, jak wchodzi do mojego pokoju i zamyka za sobą drzwi. Panował mrok, ale mój wzrok zdążył się przyzwyczaić do ciemności, bez trudu dostrzegłam więc cienie pod jego oczami, pogniecione ubranie i dwudniowy zarost. Krew szybciej popłynęła mi w żyłach, w głowie pojawiła się myśl, że może był tak samo nieszczęśliwy jak ja.

Słój w jego dłoniach zauważyłam dopiero wtedy, gdy postawił go na komodzie przy łóżku.

– Przywiozłem to dla ciebie – powiedział po prostu.

To był zwykły szklany słój, w rodzaju tych, w których matka Connora co roku latem zagotowywała dżem z dzikich winogron. Do połowy był napełniony przezroczystym płynem, wyglądającym na mało egzotyczną wodę.

Alex zrobił krok do przodu i położył dłoń na słoju.

– Już nie jest zimny. – Usiadł na łóżku. – Poleciałem do Nowego Jorku, stamtąd do Bangor, ale we wrześniu w górach Maine jest za ciepło. Nie mogłem wrócić z pustymi rękoma, wsiadłem więc w samolot lecący w jedyne miejsce, w którym z całą pewnością mogłem znaleźć to, czego szukałem. Wiesz, znam ludzi uprawiających w sierpniu jazdę na nartach z helikopterem w kanadyjskich Górach Skalistych.

– Alex – powiedziałam cicho. – Co właściwie mi przywiozłeś?

Spojrzał na mnie.

– Śnieg. Przywiozłem ci śnieg.

Wzięłam słój, obracając go w dłoniach. Wyobraziłam sobie, jak Alex na lodowcu nabiera garść śniegu i wrzuca do słoja, żeby dać go mnie, przebywającej tysiące mil dalej. Poczułam, jak moją twarz rozjaśnia uśmiech.

– Przejechałeś pół świata, żeby dać mi słój ze śniegiem?

– W pewnym sensie. Nie przyszedł mi na myśl żaden inny sposób na sprawienie, byś zrozumiała, co stało się tamtego dnia. Nie chciałem… nie… – Urwał, nabierając powietrza w płuca i szukając w myślach odpowiednich słów. – Nigdy nie spotkałem nikogo takiego jak ty, ale nie miałem okazji ci tego powiedzieć przed kręceniem tej cholernej sceny miłosnej. Nie miałem ochoty wyjeżdżać, ale ty i tak byś mnie nie słuchała. Doszedłem więc do wniosku, że czyny przemawiają głośniej niż słowa.

Usiadłam obok niego ze słojem w dłoniach. Pochyliłam się i pocałowałam Alexa w policzek, zastanawiając się, co powinnam teraz zrobić. Splotłam dłonie na kolanach.

– Dziękuję ci – powiedziałam.

Alex odwrócił się.

– To tylko połowa prezentu. – Uśmiechnął się. – Chciałem też dać ci coś, co się nie roztopi. – Z kieszeni wyjął przedmiot, którego w półmroku nie byłam w stanie rozpoznać. Zaraz jednak nad horyzontem pojawiło się słońce, zapalając różowe refleksy w pojedynczym brylancie.

Alex położył mi dłoń na karku i przyciągnął mnie do siebie, tak że nasze czoła zetknęły się nad tym błyszczącym pierścionkiem, jaśniejszym od jego oczu. Słuchałam uważnie słów, szukając aluzji do mojej przyszłości, ale kiedy przemówił, brzmiało to tak, jakby chwytał się liny ratunkowej:

– Boże, proszę, powiedz tak.

13

Zamiast imprezy na zakończenie zdjęć był ślub. Po trzynastu tygodniach Alex stanął na platformie, na której znajdował się niewielki plan, i ogłosił ekipie wiadomość, którą dotąd trzymaliśmy w tajemnicy. Nawet Bernie był zszokowany. Przerwał oszołomione milczenie, wskoczył na platformę i poklepał Alexa po plecach.

– Cholera jasna! – huknął wesoło. – Czemu nic mi nie powiedziałeś?

Alex wybuchnął śmiechem.

– Bo spodziewałem się, że ty, Bernie, pierwszy zawiadomisz tabloidy.

Wszyscy wiedzieli, że się spotykamy, wynikało to wyraźnie ze sposobu, w jaki Alex mnie traktował. Myślę jednak, że ludzi zaskoczyło, iż sprawa okazała się poważniejsza, niż można było przypuszczać. Musiałam uwierzyć, że romanse pomiędzy aktorami i innymi członkami ekipy zdarzają się powszechnie. Małżeństwa to była zupełnie inna historia.

Uwierzyłam Alexowi, kiedy mi powiedział, że warto przystać na ewentualne braki prostej ceremonii w Tanzanii, bo dzięki temu unikniemy koszmaru, jakim byłyby próby utrzymania na dystans niepożądanych dziennikarzy i zwariowanych wielbicielek podczas ślubu w Stanach. Poza tym ja zaprosiłabym tylko Ophelię, kilkoro kolegów i z obowiązku może też ojca. Nigdy godzinami nie marzyłam o sukni z białego atłasu ani kościelnej nawie, wysypanej płatkami róż. Powiedziałam Alexowi, że to dla mnie bez znaczenia, jeśli woli sędziego pokoju.