Nie mogłam wziąć ślubu z Alexem. Nasz związek, wzajemny pociąg nie został zbudowany w prawdziwym świecie. Miałam uwierzyć, że tych kilka magicznych tygodni pod afrykańskim słońcem usunie różnice między naszymi stylami życia, że wrócę do domu i bez najmniejszych trudności wejdę w połyskliwy hollywoodzki wir?
Ja od zawsze pragnęłam tylko związków z uniwersytetem, stanowiska profesora, ciekawych badań. Nigdy nawet nie wyobrażałam sobie kogoś takiego jak Alex, jak więc mogłam dopasować go do swoich planów? Usiadłam w wysokiej trawie na kompletnym pustkowiu, otoczona białym obłokiem spódnicy.
Może minęło wiele godzin, nie wiem, jako że czas mogłam odmierzać tylko na podstawie tego, że zgubiłam welon, a puder spłynął i zebrał się wokół wykrojonego w serce dekoltu sukni, bez wątpienia odsłaniając siniaki. Kroki Alexa zaszumiały w trawie. Przykucnął koło mnie.
– Cześć – powiedział, zrywając źdźbło i wtykając je między zęby.
Nie mogłam spojrzeć mu w twarz.
– Cześć – odparłam.
Ujął mnie pod brodę i uniósł moją twarz w górę, aż wreszcie go zobaczyłam, olśniewającego w czarnym fraku i śnieżnej koszuli.
– Nerwy? – zapytał.
Wzruszyłam ramionami.
– Można tak to ująć.
Zsunął wzrok na moje gardło. Z poczuciem winy chwyciłam go za rękę.
– Alex – powiedziałam, biorąc głęboki oddech – może to jednak nie jest najlepszy pomysł.
– Masz całkowitą rację.
Oszołomiona, wpatrywałam się w niego, zadając sobie pytanie, czy on też wyskoczył z limuzyny i przez czysty przypadek wylądował w tym samym co ja miejscu. Alex zmrużył oczy w słońcu.
– Nie powinienem był urządzać takiego faisdodo. Takiej hucznej fety. Byłoby lepiej, gdybyśmy wzięli cichy ślub, tylko ty i ja. – Popatrzył na mnie. – Chyba sądziłem, że każda kobieta marzy o takim ślubie, tylko na chwilę zapomniałem, że ty nie jesteś każdą kobietą.
– Myślałam raczej o odwołaniu uroczystości. – Proszę, powiedziałam to. Pochyliłam się i czekałam, aż Alex zerwie się na nogi, zacznie głośno protestować.
– Dlaczego? – zapytał łagodnie, kompletnie zbijając mnie z tropu.
Wiedziałam, że myśli o incydencie w nocy na biwaku, ale o to chodziło tylko częściowo – z całą pewnością nie obwiniałam Alexa, bardziej była to kwestia, że znalazłam się w złym miejscu o złym czasie. Problemy sięgały głębiej. Wcześniej nie wiedziałam, że dręczą go nocne koszmary. Nie miałam pojęcia, co musiał samotnie znosić. Wyczuwałam, że Alex Rivers, którego znam, to tylko czubek góry lodowej, a dziwne prądy i mroczne żądze kryją się gdzieś pod powierzchnią.
– Nic o tobie nie wiem – powiedziałam. – A jeśli ten Alex, który oddaje mi połowę śniadania i odgrywa Marca Polo w jeziorku za zajazdem, to tylko twoja kolejna rola? – Pomiędzy nami zawisło niewypowiedziane zdanie: A jeśli prawdziwy Alex to ten, którego zobaczyłam tamtej nocy?
Alex spojrzał w bok.
– Jak mi się wydaje, sedno tkwi w słowach: Na dobre i na złe. – Wstał i odwrócił się do mnie plecami. – Mówiłem ci już, że nie odgrywam uczucia do ciebie, Cassie. Sądzę, że po prostu musisz mi uwierzyć. Co do reszty, cóż, jak wszyscy składam się z wielu różnych osobowości, nakładających się jedna na drugą. – Wyciągnął do mnie rękę, pomagając mi wstać. – Obawiam się, że niektóre są gorsze od innych.
Spojrzałam na swoją piękną suknię ślubną, którą Alex sprowadził z drugiego końca świata. Koronkowy obrąbek zwisał z jednej strony, ze stanika odpadły paciorki. Na plecach widniały smugi czerwonej ziemi, kontrastującej z satyną jak plamy krwi. Wyobraziłam sobie Alexa wcielającego się w rolę przed mlecznym okiem kamery, Alexa w kałużach za zajazdem grającego w piłkę z tubylczymi dziećmi o okrągłych brzuszkach, Alexa nachylającego się ku mnie nocą, piętnującego mnie swoim przerażeniem.
– Kim ty jesteś? – zapytałam.
Obdarzył mnie uśmiechem, który przedarł się przez moją zbroję. Mogłam go nosić do końca dnia jak amulet.
– Jestem mężczyzną, który przez całe swoje życie czekał na ciebie.
Podał mi ramię, a ja bez wahania je ujęłam. Spóźniliśmy się na własny ślub. Z każdym krokiem w stronę czekającej limuzyny czułam, jak moje obawy maleją. Mogłam myśleć tylko o tym, że kocham Alexa. Kocham go tak bardzo, że to aż boli.
14
Alex tak planował swoje przyjazdy na lotnisko w Los Angeles, żeby wypadały w środku nocy, o drugiej albo trzeciej, kiedy tylko najbardziej wytrwali dziennikarze okupują bramki i miejsca odbioru bagażu. W dniu, w którym opuszczaliśmy Kenię, dokąd pojechaliśmy na miesiąc miodowy, Alex obudził mnie, kładąc mi dłoń na policzku.
– Cassie, chére – powiedział, pocałunkami przywołując mnie do świadomości. – Cassie.
Usiadłam, dostrzegając starannie poukładane stosy ubrań, równiutkie rzędy butów i przyborów toaletowych, które czekały na włożenie do walizek. Nigdy w życiu nie potrafiłam pakować się tak efektywnie jak Alex, i to właściwie mnie dziwiło, jako że sądziłabym raczej, iż przez cały czas ma na każde zawołanie trzech albo czterech służących, którzy się tym zajmują. Potarłam oczy.
– Już czas się zbierać? – zapytałam.
– Za minutkę. – Alex wpatrywał się w zachodzący księżyc, którego poświata oblewała srebrem wzgórza Ngong. – Muszę ci coś powiedzieć.
Cała zesztywniałam. Przecież od początku na to czekałam, prawda? Na puentę, potwierdzenie, że żyłam w kłamstwie. Alex zaraz powie: Niespodzianka, przysięga ślubna była farsą. Ksiądz odprawiający ceremonię to aktor. Odwróciłam wzrok, nie chcąc, by wiedział, że od dawna spodziewałam się takich słów.
– Skoro wracamy, chcę, żebyś niezależnie od wszystkiego zrozumiała jedno. – Ujął moją dłoń i przycisnął do swojej piersi, gdzie jego serce biło mocno i wolno. – To jestem ja. Niewykluczone, że zobaczysz mnie w sytuacjach, w których nigdy mnie nie widziałaś, że usłyszysz ode mnie zdania, których nie słyszałaś, ale wyłącznie dlatego, że muszę robić i mówić to, czego oczekują ode mnie ludzie. To nie jest prawda. – Łagodnie mnie pocałował. – Prawdą jest to.
Kompletnie zbita z tropu, nie wiedziałam, jak zareagować. Oczy Alexa przybrały barwę deszczu. Zacisnął nieznacznie usta, ktoś, kto go nie znał tak dobrze jak ja, nawet by tego nie zauważył. Serce pod moją dłonią zaczęło walić.
Był przerażony. Myślał, że jeśli po powrocie do domu przekonam się, jaki naprawdę jest, odejdę. Nie miał zamiaru rozstawać się ze mną, tylko bał się, że ja tego zechcę.
Nie mógł jednak wiedzieć, że kiedy ostatnio byłam w Los Angeles, dni biegły, jeden podobny do drugiego jak kropla wody. Nie mógł wiedzieć, że moja skóra śpiewała pod jego dotykiem, że nigdy nie myślałam o sobie, iż jestem piękna, dopóki nie spojrzałam na siebie jego oczami. W przeciwieństwie do mnie nie wiedział, że ja jestem antidotum na jego ból, a on koi moje cierpienia niczym balsam uzdrowiciela. Uśmiechnęłam się, ofiarując mu pociechę, której, jak wierzyłam, potrzebował.
– Zobaczysz, wszystko będzie dobrze – zapewniłam.
Alex objął mnie, ja ukryłam twarz na jego piersi, ale nawet zamknąwszy oczy, nie mogłam odgrodzić się od widoku ponad sześćdziesięciu osób, przepychających się przy bramie lotniska, by szarpnąć Alexa za rękaw, wykrzykiwać pytania i robić zdjęcia nowożeńcom. Oddychałam głęboko, czując zapach mydła z motelu w Kenii i ciepłego aromatu skóry mojego męża. Kiedy mocniej wbiłam mu palce w bok, przyciągnął mnie bliżej do siebie.
– Jeszcze dziesięć minut – szepnął, muskając ustami czubek mojej głowy. – Dziesięć minut i będziesz bezpiecznie siedzieć w samochodzie.