Nabrałam powietrza i wyprostowałam się, zamierzając przynajmniej odegrać rolę, którą powinna odegrać żona Alexa Riversa: kobiety opanowanej i wyniosłej, a nie więdnącego kwiecia. Odwracając się jednak od osłaniającego mnie ramienia męża, po raz pierwszy pokazałam fotografom swoją twarz. Flesze eksplodowały, przed oczami zaczęły mi tańczyć białe plamy. Alex musiał przystanąć, w przeciwnym razie ryzykował, że upadnę.
– Alex, kiedy się pobraliście?
– Co takiego ma ona, czego nie mają inne?
– Czy ona wie o Marti LeDoux?
Zamrugałam.
– Marti LeDoux? – mruknęłam z uśmiechem.
– Nawet nie pytaj – jęknął Alex.
Odzyskałam zdolność widzenia w samą porę, by zobaczyć dziennikarza napierającego na aksamitną linę, która go od nas odgradzała. Wskazał mój brzuch.
– Czy w najbliższej przyszłości możemy się spodziewać małego Riversa?
Alex wykonał tak błyskawiczny ruch, że nawet kamery nie były w stanie zarejestrować, jak chwycił dziennikarza za kołnierz koszuli. Wyciągnęłam dłoń, próbując przyznać facetowi przywilej wątpliwości w wypadku tego pytania, które mogło być całkowicie niewinne. Zanim jednak zdążyłam otworzyć usta, koło mnie przepchnęła się potężna kobieta o rozczochranych czerwonych włosach, rozsiewająca aromat ciężkich kwiatowych perfum. Odciągnęła Alexa od dziennikarza, mocno ujęła go w pasie, po czym mnie także objęła.
– Graj miło z pozostałymi chłopcami, Alex – mruknęła – albo wcale nie będziesz grał.
Alex obrzucił ją płonącym wzrokiem, zdołał jednak się uśmiechnąć do zaciekawionego tłumu.
– Myślałem, że do prasy wyślesz komunikat, a nie zaproszenia, Michaela – wysyczał przez zaciśnięte zęby.
Kobieta przewróciła oczami.
– Czy to moja wina, że jesteś większym magnesem niż Bóg? – Mrugnęła do mnie. – Skoro Alex zapomniał o dobrych manierach, przedstawię się sama. Jestem Michaela Snow, jego rzeczniczka prasowa. Chociaż na podstawie tego, co widziałaś, przypuszczalnie już wiesz, że jego relacje z prasą nie są najlepsze. – Znowu zwróciła się do Alexa: – A dla twojej informacji, rzeczywiście wysłałam komunikat, musisz jednak przyznać, że małżeństwo najbardziej rozchwytywanego kawalera Ameryki z antropolożką jest skazane na zainteresowanie mediów. Tabloidy miały dzięki tobie prawdziwe używanie. John ma je w samochodzie, gdybyście chcieli zdrowo się uśmiać. – Spojrzała na mnie. – Według „Star” jesteś marsjańską królową, która złapała Alexa na kosmiczne miłosne perwersje. – Popchnęła go kilka kroków do przodu. – Idź, im szybciej to załatwisz, tym szybciej będziesz miał spokój.
Patrzyłam, jak Alex idzie ku dziennikarzom i kamerom, słyszałam szum taśm włączanych w oczekiwaniu na Wielką Wiadomość. Michaela objęła mnie za ramiona.
– Przywykniesz do tego – powiedziała.
Bardzo w to wątpiłam. Nie rozumiałam, dlaczego wszyscy ci ludzie wstali w środku nocy, żeby robić notatki i pytać o rzeczy, które nie były ich sprawą. Nagle pożałowałam, że nie jestem w zakurzonym uniwersyteckim gabinecie, gdzie mogłam siedzieć przez wiele dni i spokoju nie zakłócali mi ani studenci, ani dzwonek telefonu, gdzie byłam po prostu jedną z wielu. Wstrząsnęła mną myśl, że przez sam związek z Alexem będę musiała podróżować bocznymi dróżkami, nosić ciemne okulary i prosić kogoś o przyniesienie mi recept. Mogłam mieć Alexa do końca życia, ale moje życie nigdy nie będzie takie jak dawniej, i to jest cena, jaką muszę zapłacić.
Alex uprawiał miłość z kamerami. Wyglądał tak samo jak wtedy, gdy byliśmy razem w łóżku: czarnym obiektywom prezentował rozanielony wzrok i leniwy uśmiech.
– Najgorętsze miejsce, w jakim kiedykolwiek byłem – mówił w odpowiedzi na pytanie o Tanzanię. Spojrzał na mnie, przesuwając wzrokiem po moim ciele, aż się zarumieniłam. – Oczywiście były dni gorętsze od innych.
– Przedstaw ją nam, Alex! – zawołał ktoś. Inny głos zapytał: – Wasze małżeństwo jest legalne?
Alex wybuchnął śmiechem, ruszając w moją stronę.
– Cóż, ślubu nie udzielił nam zuluski wódz, jeśli to macie na myśli. Będziecie musieli uwierzyć mi na słowo, bo akt ślubu został przesłany mojemu prawnikowi. – Ujął mnie za rękę i przelotnie uścisnął. – Panie i panowie, przedstawiam moją żonę. Cassandra Barrett Rivers.
Błysnęły flesze, ale tym razem byłam na to przygotowana. Uśmiechnęłam się, chociaż nie bardzo wiedziałam, co przewiduje etykieta prowizorycznej konferencji prasowej o trzeciej nad ranem. W moją stronę potoczyły się pytania, strumień splątanych słów.
– Jak się poznaliście?
– Była pani jego wielbicielką?
– Czy jest dobrym kochankiem?
Alex pochylił się ku mnie.
– Teraz cię pocałuję – powiedział. – Odwróć głowę na prawo.
Gapiłam się na niego przestraszona, nie pojmując, dlaczego udziela mi wskazówek do czegoś, co aż do tej chwili było między nami rzeczą naturalną.
– Dlaczego? – zapytałam.
Alex uśmiechnął się i udał, że bierze w usta moje ucho.
– Ponieważ w ten sposób ja będę twarzą do obiektywów – odparł. – Reklama jest dla mnie ważniejsza niż dla ciebie.
Odwrócił mnie tak, że kamery miały najlepszy widok na nasze profile.
– To ostatnia okazja do zrobienia zdjęć – oznajmił tłumowi. – Zapominacie, że wciąż trwa mój miesiąc miodowy. – Nachylił się nade mną; patrzyłam, jak jego usta bezgłośnie wypowiadają dwa słowa, nim dotkną moich: Bądź odważna.
Zamknęłam oczy i udawałam, że nie słyszę oklasków; zaplotłam ręce na karku Alexa, mocno się do niego tuląc. Kiedy się odsunął, zamrugałam zdziwiona. Nie wiedziałam, w którym momencie uniósł mnie nad ziemię i wsunął nogę między moje uda.
– Cudownie – szepnął, odciągając mnie od dziennikarzy. – Hepburn lepiej by tego nie zrobiła.
Odebrało mi mowę. Odwróciłam się od niego. Czy on myślał, że gram?
Michaela wygłaszała listę spraw, które najwyraźniej wymagały natychmiastowej uwagi Alexa i nie mogły zaczekać do rana. Kroczyłam sztywno obok niego, zasłaniając się wielką torbą jak tarczą.
Dziennikarze pozbierali swoje rzeczy, za nimi ruszyli operatorzy i fotografowie. Wyglądało na to, że całe lotnisko opustoszało na dany przez Alexa znak. Szliśmy za Michaelą przez ciche sale w stronę wyjścia, do samochodu mającego zabrać mnie do domu, którego nigdy nie widziałam.
Nie zauważyłam osoby stojącej nam na drodze tylko dlatego, że Michaela była dwa razy szersza od większości ludzi. Ophelia stała jak wryta, nie zamierzając cofnąć się na krok. Oczy miała utkwione nie we mnie, ale w sławnym aktorze przy moim boku.
Nie zadzwoniłam do niej i nie powiedziałam, że wychodzę za mąż, ponieważ czułam wyrzuty sumienia, że nie weźmie udziału w ceremonii. Dopiero po ślubie wysłałam depeszę z przeprosinami, że nie mogłam wcześniej jej zawiadomić. Kiedy pisałam tekst w biurze Western Union, wyobrażałam sobie, jak szeroko otwiera oczy i wygina usta w promiennym uśmiechu. Chciałam napisać, że na pierwszej kolacji z Alexem miałam na sobie jej czarną sukienkę, że Alex odpinał koronkowy stanik, który mi pożyczyła. Zamiast tego zdecydowałam się na dość mglisty przekaz: WYSZŁAM ZA ALEXA RIVERSA STOP WRACAM 14 LISTOPADA STOP CIESZ SIĘ ZE MNĄ.
Oczekiwałam, że Ophelia nie sprawi mi zawodu, zachowa się zgodnie z historyjkami, które o niej opowiadałam Alexowi, i podczas pierwszego spotkania zrobi coś skandalicznego. Znając ją, myślałam, że może się do niego przytulić i pocałować go namiętnie, uznając, że to jej jedyna szansa. Może błagać go o spotkanie z jego agentem albo tak długo nudzić, aż da jej rólkę w jednym ze swoich filmów. Mówiłam Alexowi, że w takich sprawach Ophelia nie ma za grosz wstydu.