Выбрать главу

Ona jednak stała bez ruchu, nawet się ze mną nie przywitała. Wpatrywała się w niego, ale nie z czystym uwielbieniem, jak się spodziewałam, tylko szacująco. Twarz zapłonęła mi z dumy: oto pierwsza osoba, która się zastanawia, czy Alex Rivers jest dość dobry dla mnie, a nie odwrotnie.

Podbiegłam do Ophelii i mocno ją przytuliłam.

– Tak się cieszę, że cię widzę – powiedziałam, ujmując ją za ręce.

Ophelia jak sparaliżowana nie odrywała wzroku od Alexa.

Uśmiechnęłam się; pewnego dnia, kiedy się przekona, że Alex to mój mąż, a nie gwiazdor, będziemy się z tego śmiać.

Kiedy jednak wciąż milczała, uświadomiłam sobie, że pomiędzy nią a Alexem przepływa jakiś prąd, i to sprawiło, że bałam się poruszyć. Przez dziesięć lat naszej znajomości nigdy nie widziałam, żeby Ophelia tak się zachowywała. Szukałam w jej twarzy śladu kobiety, która straciła pracę jako pomoc biurowa, bo założyła się z kolegą, że zdejmie bluzkę i odbije na ksero swoje piersi; kobiety, która poszła na casting w namalowanym keczupem bikini w nadziei, że wstrząśnięty reżyser da jej rolę w reklamie Hunta. Ophelia, z którą mieszkałam, nie znała znaczenia słowa „spokojny”, nigdy nikomu nie dała się zastraszyć.

Spojrzała na moją szyję i wiedziałam, co każe jej milczeć. Pod starannie nałożonym makijażem dostrzegła to, co umknęło dziennikarzom: blaknące żółtawe ślady palców, które wciąż znaczyły moje gardło. Nie chcąc, by wyciągnęła z tego fałszywe wnioski, powiedziałam cicho:

– To Alex Rivers. Alex, to Ophelia Fox, moja współlokatorka.

Alex obdarzył ją swoim najbardziej promiennym uśmiechem.

– Była współlokatorka – uściślił, podając Ophelii rękę.

Sztywno uścisnęła mu dłoń, po czym odwróciła się do mnie i szepnęła tak, bym tylko ja mogła ją słyszeć:

– Nie, jeśli będę miała coś w tej sprawie do powiedzenia.

Nie wspomniała o siniakach, nie musiała. Prawda jest taka, że wątpliwości ogarnęły ją, nim nasz samolot wylądował, i dobrze się przygotowała. Argument miała prosty: uważała, że Alex zastawił na mnie jakąś potworną pułapkę, po co w przeciwnym razie upierałby się przy pośpiesznym ślubie na kompletnym pustkowiu, zamiast urządzić wielkie hollywoodzkie wesele, które wszyscy latami by wspominali.

– Poza tym – syknęła, kiedy Alex i John poszli odebrać bagaże – widziałam ten pocałunek dla kamer. On cię zepchnął na drugi plan, Cassie. Wszyscy wiedzą, że kobieta stoi twarzą do obiektywu.

Roześmiałam się. Ze wszystkich obserwujących nas ludzi Ophelia pewnie jedyna to zauważyła.

– A co z tymi wszystkimi gwiazdami, które uciekają do Vegas? zapytałam. – Boże, popatrz, ilu dziennikarzy przyszło o trzeciej nad ranem, żeby zobaczyć, jak wyglądam. Możesz sobie wyobrazić prywatny mały ślub tutaj?

Ophelia dźgnęła mnie palcem w mostek.

– Właśnie w tym rzecz – odparła, pozostawiając mi rozwikłanie tej pokrętnej logiki. W desperacji przewróciła oczami. – To nie powinien być cichy ślub, tylko wielki medialny show. Każda kobieta w tym kraju chce wiedzieć, z kim się ożenił Alex Rivers. Więc dlaczego bierze ślub w jakiejś pieprzonej Amazonii i ukradkiem ląduje o trzeciej w nocy, jakby nie chciał, żeby ktokolwiek cię zobaczył?

– Może dlatego, że mnie kocha? – podsunęłam. – Ostatnia rzecz, na jakiej by mi zależało, to wielki ślub na parkingu wytwórni.

Ophelia pokręciła głową.

– Ale tak się tego nie robi, w każdym razie nie w Hollywood. Coś tu nie gra. – Zerknęła na mnie spod rzęs i nagle pojęłam, czego Ophelia nie rozumie: naturalnym porządkiem przemysłu filmowego Alex Rivers powinien był ożenić się z kobietą olśniewającą i nietuzinkową, z kobietą, która w żadnym razie nie zgodziłaby się na cichy ślub, która intuicyjnie rozumiałaby, że pocałunek to równocześnie okazja do reklamy. Jednym słowem, Alex Rivers powinien był ożenić się z kimś takim jak Ophelia.

Wcześniej nie miałam niczego, na czym zależałoby Ophelii. Kiedy wychodziłyśmy, to za nią wszyscy się oglądali i o niej ukradkiem szeptali. Jeśli już, to byłam tłem dla jej urody.

Kiedy jednak czekałyśmy, aż Alex i John przyjdą z bagażami, widziałam, jak Ophelia zerka na kilka innych samochodów i limuzyn w nadziei, że ktoś rozpozna samochód z szoferem należący do sławnej osoby, i będzie także na nią patrzył. Przypuszczalnie w moim towarzystwie po raz pierwszy nie była w centrum uwagi, a teraz nie ulegało wątpliwości, że nigdy już nie będzie.

Źle odczytałam reakcję Ophelii. Oceniała Alexa, owszem, a ślady siniaków na moim gardle wstrząsnęły nią, ale jej pierwotna wątpliwość dotyczyła jego wyboru partnerki. Ophelia nie miała zamiaru mnie upokorzyć, nawet jej to nie przyszło do głowy. Nie potrafiła tylko zrozumieć, dlaczego mężczyzna, który mógł wybierać ze stada rajskich ptaków, wybrał mnie, pospolitego wróbelka.

Zacisnęłam dłonie w pięści. Miałam wrażenie, że cały mój świat stanął na głowie. Ophelia, którą uważałam za najlepszą przyjaciółkę, zawistnie burczała o moim małżeństwie. Alex, którego wcześniej brałam za płytkiego, egoistycznego megalomana, ochraniał mnie, zwierzał mi się ze swoich tajemnic i wplótł się w moje serce tak ściśle, że rozpadłoby się na kawałki, gdybym od niego odeszła.

Jakby wezwany przez te rozmyślania, wyszedł teraz na różowy brzask razem z Johnem; obaj nieśli walizki. Alex przesunął wzrokiem po limuzynach, spostrzegł nas i mięśnie jego ramion jakby się rozluźniły. Szukał mnie.

Nie odrywałam od niego wzroku, odpowiadając Ophelii:

– Wszystko w porządku, a on nie jest taki, jak sądzisz. – Zerknęłam na nią, by sprawdzić jej reakcję. – Bardzo wiele nas łączy. – Nic więcej nie dodałam, ponieważ w żadnym razie nie zawiodłabym zaufania Alexa.

– Mam nadzieję. – Ophelia musnęła palcami niknące ślady na mojej szyi; wiedziała, że nie będę o nich rozmawiać. – Bo wchodzisz w zupełnie nowy świat, a on jest jedyną osobą, którą w nim znasz.

Dom Alexa w BelAir znajdował się na ponad dwunastoakrowej ogrodzonej posiadłości i wyglądał dokładnie jak plantacja, którą szkicowałam w myślach, słuchając matczynych opowieści o dzieciństwie na Południu. Przyjechaliśmy na miejsce o piątej rano. Oderwałam się od ramienia Alexa, kiedy samochód jechał długim żwirowanym podjazdem, i żałowałam, że mama nie może zobaczyć, gdzie zamieszkam.

Niewielu aktorów miało takie rezydencje w Los Angeles. Umiar zastąpił przepych złotej ery Hollywood po prostu dlatego, że zapewniał sławom odrobinę samotności. Alex natomiast, który wychował się w przyczepie, pragnął rzucającej się w oczy posiadłości. Gardło mi się ścisnęło, kiedy sobie uświadomiłam, że on, który tak cenił prywatność, gotów był zamienić ją na bogactwo, którego brakowało mu w dzieciństwie. Zastanowiłam się przelotnie, czy to okazało się skuteczne, czy kultywowanie takiego wizerunku dla opinii publicznej wymazało wspomnienia.

Chociaż było wcześnie, koło domu krzątali się ludzie. Ogrodnik obcinał żywopłot biegnący wzdłuż lewej ściany, wąska smuga dymu unosiła się z jednego z małych białych budynków za domem.

– Co o tym myślisz? – zapytał Alex.

Wciągnęłam powietrze.

– Wspaniały dom – odparłam. Nigdy w życiu nie widziałam takiej rezydencji i uświadomiłam sobie, że zrobię wszystko, co w mojej mocy, żeby Alex nie zobaczył mieszkanka, które zajmowałam z Ophelią; chciałam oszczędzić sobie zakłopotania.

Alex pomógł mi wysiąść z samochodu.

– Później cię oprowadzę – obiecał. – Wyobrażam sobie, że teraz marzysz o miękkim materacu.

Uśmiechnęłam się na myśl o nas obojgu, przytulonych w dość szerokim, ale jednak jednoosobowym łóżku. Podążyłam za nim po marmurowych schodach. Zarumieniłam się, kiedy John otworzył przed nami drzwi i powiedział: