Выбрать главу

MIESIĄC MIODOWY DOBIEGŁ KOŃCA. TAJEMNE ŻYCIE MIŁOSNE ALEXA RIVERSA. DWIE W CENIE JEDNEJ. W myślach już widziałam nagłówki; przycisnęłam palce do oczu, usiłując odgrodzić się od fleszy i świadomości, że moje nazwisko unurzane zostanie w błocie trzy tygodnie po ślubie. Czułam, jak dłoń Alexa twardnieje w moich palcach, i pogłaskałam go po przegubie. Chciałam mu powiedzieć: To był przypadek. Nikt nie mógł tego przewidzieć.

Za późno przypomniałam sobie o Ophelii, która przed minutą ledwo mogła utrzymać się na nogach. Spojrzałam na ziemię, niemal spodziewając się, że straciła przytomność, ale ona stała prosto przy boku Alexa i uśmiechając się pięknie, nie puszczała jego ramienia, choć próbował się od niej uwolnić.

Wtedy też zrozumiałam, że wszystko to zaplanowała.

Wybaczyłam Ophelii, kiedy poszła na premierę w moich perłach i zgubiła je na tylnym siedzeniu limuzyny reżysera. Wybaczyłam, kiedy zostawiła mnie samą u dentysty po leczeniu kanałowym, bo wezwano ją na casting do roli, której nie dostała. Wybaczyłam, że pieniędzmi na czynsz zapłaciła za kurs jogi transcedentalnej dla zestresowanej kadry menedżerskiej, że powiedziała mi, iż jestem za mało trendy, żeby iść do klubu z jej przyjaciółmi aktorami, że prawie zawsze przez lata naszej znajomości zapominała o moich urodzinach. Kiedy jednak patrzyłam na kipiącego gniewem Alexa, który usiłował ochronić mnie przed nieuniknionymi brudnymi plotkami, wiedziałam, że tego nigdy jej nie wybaczę.

Alex mruknął, że musi poszukać Johna i samochodu; gdy odszedł, złapałam Ophelię i odwróciłam ją twarzą ku sobie. Nawet wtedy wzrok miała utkwiony w fotografach, którzy skierowali teraz obiektywy na Alexa.

– Jak mogłaś?

Ophelia uniosła brwi.

– Co jak mogłam?

Zmrużyłam powieki. Przez dziesięć lat, odkąd znałam Ophelię, zawsze byłam jej chłopcem do bicia i nigdy się nie skarżyłam. Ale wtedy nie próbowała rozmyślnie zranić mnie i mojego męża.

– Powiadomiłaś ich o naszym przyjściu. Wykorzystałaś Alexa.

Ophelia zacisnęła usta.

– Cassie, przecież sama mi radziłaś, żebym tak zrobiła.

Jej słowa powstrzymały mój gniew. Tak, chciałam odpowiedzieć, ale nie w ten sposób. Nie mówiłam, żeby go oszukała. Ophelia przewróciła oczami.

– W odwrotnej sytuacji on postąpiłby dokładnie tak samo. Przypuszczalnie kiedyś tak zrobił.

– Nie – powiedziałam stanowczo. – Nie zrobił.

Zobaczyłam, że Alex gniewnym krokiem wraca. Złapał mnie za rękę i nie patrząc nawet na Ophelię, pociągnął do samochodu.

Otworzył przede mną drzwi. Odchyliłam głowę, patrząc na mrugające gwiazdy. Alex usiadł obok mnie i kazał Johnowi jechać.

– No cóż – powiedział, starannie dobierając słowa – zostanę uznany za dwulicowego skurwysyna, a co bardziej wnikliwe sępy zwrócą uwagę na perwersję tkwiącą w fakcie, że pieprzę najlepszą przyjaciółkę żony. – Patrzył w okno, odwrócony ode mnie. – Zdajesz sobie sprawę, że wziąwszy pod uwagę kąt kamery, pewnie nawet nie ma cię na fotografii. Może twoja ręka tak, ale zostanie wyretuszowana. Oczywiście, zgodnie z planem, w centrum jest twoja przyjaciółka Ophelia, którą obejmuję w talii. Delikatnie położyłam dłoń na jego nodze.

– Przykro mi, Alex, nie wiedziałam, że coś takiego zrobi. Ophelia zwykle tak się nie zachowuje.

– Jesteś prawie tak dobrą aktorką jak ona. Niemal ci wierzę. – Spojrzał na mnie; oczy mu pociemniały. – Powiem ci to tylko raz, więc bardzo proszę, zapamiętaj to sobie. Nie lubię, kiedy się mnie traktuje jak cyrkowe zwierzę. Już i tak jest fatalnie, że dwa razy się zastanawiam, zanim wyjdę na miasto w biały dzień, bo tak dobrze wykonuję swoją pracę, że muszę mieszkać w klatce, ale nikomu nie pozwolę się wykorzystywać, Cassie, nawet tobie.

Cała ta katastrofa pośrednio była moją winą i z tego też powodu pozwoliłam, by na mnie wyładował swój gniew.

– Rozumiem – szepnęłam, skupiając się na nocnych cieniach za oknem.

Było dobrze po trzeciej, kiedy się obudziłam i stwierdziłam, że Alexa nie ma w łóżku. Po powrocie do domu zamknął za sobą drzwi biblioteki, dając wyraźnie do zrozumienia, że nie życzy sobie mojego towarzystwa. Poszłam na górę do sypialni, gdzie rozebrałam się do naga, wciąż pełna nadziei. Położyłam się, powtarzając sobie, że w którymś momencie musieliśmy się przecież pokłócić. Zasnęłam z obrazem jego dłoni pieszczących moje ciało.

Kiedy w środku nocy Alexa koło mnie nie było, wpadłam w panikę. Włożyłam cienki jedwabny szlafroczek, który po przyjeździe zastałam w szafie. Nie przypuszczałam, by Alex mógł bez uprzedzenia dokądś się wybrać, nie chciałam wierzyć, że jest z kimś innym. Na palcach poszłam do pokoju gościnnego. Odetchnęłam z ulgą na widok gładko zaścielonego łóżka.

Nie było go w bibliotece, w kuchni ani w gabinecie. Z wahaniem przekroczyłam próg, zostawiając ciężkie drzwi frontowe uchylone, na wypadek gdyby się zatrzasnęły, i zeszłam po marmurowych stopniach.

Posiadłość była dobrze oświetlona ze względu na kamery, bez problemu więc znalazłam krętą ścieżkę, która prowadziła za dom do bukszpanowego labiryntu. Byłam w połowie drogi, kiedy usłyszałam rytmiczne pluskanie dobiegające z basenu.

W intensywnym zapachu chloru wyczuwałam aromat bourbona, może dlatego że Alex dużo wypił, może dlatego że byłam wyczulona na ten zapach, który nieodłącznie kojarzył mi się z matką. Słodkawy i silny, tak jak dawniej uderzył mnie prosto między oczy i przeniósł dwadzieścia lat w przeszłość.

Kiedy jako trzynastolatka nabrałam odrazy do zapachu bourbona, którym tapety w naszym domu wydawały się nasączone, wylałam zawartość wszystkich butelek do zlewu. Matka wpadła w furię. Podarła mi bluzkę na ramieniu i uderzyła mnie w twarz, a potem w moich objęciach płakała jak dziecko. „Gdybyś mnie kochała, nie zrobiłabyś mi tego” – powtarzała. A ponieważ nie zdawałam sobie sprawy, że prawdą jest coś wręcz przeciwnego, przysięgłam, że nigdy więcej tego nie zrobię. Siedziałam przy kuchennym stole i patrzyłam, jak pije z małej buteleczki likier cointreau, którego używała do gotowania. Kiedy dłonie przestały jej się trząść, uśmiechnęła się do mnie, jakby chciała powiedzieć: Widzisz? Wtedy po raz pierwszy zauważyłam, jak bardzo staję się do niej podobna.

Teraz z przewróconej butelki alkohol sączył się do basenu. Alex, który siedział na gładkiej kamiennej ławeczce w basenie, drugą flaszkę trzymał za szyjkę. Widząc mnie w świetle reflektora, uniósł ją w toaście.

– Chcesz drinka, chére? – zapytał przeciągle. Kiedy pokręciłam głową, roześmiał się. – Daj spokój, pichouette. Oboje dobrze wiemy, że mamy to we krwi.

Wyprostowałam się.

– Chodź do łóżka, Alex – powiedziałam, usiłując powstrzymać drżenie w głosie.

– Chyba nie. Jeszcze nie popływałem.

Kiedy wstał, zobaczyłam, że jest całkiem nagi. W jasnoniebieskiej poświacie wyglądał jak grecki bóg. Z doskonale ukształtowanym torsem, z wodą spływającą po udach sprawiał wrażenie wykutego z marmuru. Rozprostował ręce.

– Podoba ci się to, co widzisz, chére? – zapytał. – Wszystkim najwyraźniej się podoba.

Wyszedł z basenu i zbliżył się do mnie. Wstrzymałam oddech, kiedy zatrzymał się o kilka centymetrów, mocząc rąbek mojego białego szlafroka. Złapał mnie, jedną ręką obejmując w talii, drugą chwytając za brodę. Zacisnął palce tak mocno, że zapiekła mnie naciągnięta skóra.

Oczy mu poczerniały. Nie mogłam poruszyć ustami, żeby coś powiedzieć, i z coraz większą trudnością oddychałam. Alex był dwa razy większy ode mnie i pijany, nie mogłam mieć pewności, że wie, kim jestem. Żołądek ścisnął mi się ze strachu i wtedy Alex zaczął dygotać.