Samolot z Chicago miał opóźnienie z powodu burzy; około dziewiątej zadzwoniłam do Alexa i powiedziałam, że nie wiem, czy zdołam dzisiaj dotrzeć do Los Angeles.
– Idź spać – dodałam. – Jeśli samolot wystartuje, wezmę taksówkę.
Wiedziałam, że czeka go wyczerpujący dzień, bo będzie kręcił scenę, w której Antoniusz uświadamia sobie zdradę Kleopatry, a potem dowiaduje się o jej rzekomym samobójstwie. Poza tym film przysparzał mu więcej problemów. Pokaz przedpremierowy kopii roboczej spotkał się z negatywną reakcją widowni. Alex opowiedział mi o tym przez telefon.
– Śmiali się – mówił wstrząśnięty. – Patrzyli, jak przebijam sobie flaki mieczem, i śmiali się.
Żałowałam, że nie ma mnie przy nim, że nie mogę mu pomóc, znajdując jasne strony w mało pochlebnych opiniach o filmie, które pojawiały się w czasopismach branżowych i plotkarskich. Także w Chicago natknęłam się na krótką notkę w „Tribune”; napisano w niej, że jak głosi plotka, „Antoniusz i Kleopatra” będzie jedną z najdroższych hollywoodzkich klap. Kiedy to przeczytałam przy śniadaniu, musiałam stłumić impuls, by od razu zadzwonić do Alexa. Wiedziałam, że po tygodniu wrzawa w mediach ucichnie. Lepiej pocieszyć go osobiście, zamiast powierzać słowa zimnej, trzeszczącej linii telefonicznej.
Poza tym miałam dla niego nowinę, która całkowicie odwróci jego uwagę od filmu. Jeszcze nie mogłam być stuprocentowo pewna, bo nie miałam czasu pójść do lekarza, a miesiączka spóźniła mi się dopiero o tydzień, ale przeczuwałam, że się nie mylę. W samolocie ciągle o tym myślałam; zdawałam sobie sprawę, że Alex dostanie ataku, kiedy powiem mu o dziecku, i układałam różne scenariusze. W jednym po prostu odebrało mu mowę, w drugim mówiłam, że najlepiej przygotowane plany nie zawsze urzeczywistniają się w sposób, w jaki sobie tego życzymy. W trzecim cierpliwie przypominałam mu, że to on chciał igrać z ogniem. Wszystkie kończyły się jednakowo: siedzieliśmy przytuleni na ławie pod oknem, Alex przyciskał dłoń do mojego brzucha, jakby mógł pomóc mi w noszeniu naszego dziecka.
Postanowiłam, że zostawię walizkę w holu, ponieważ nie powinnam chyba nosić ciężkich rzeczy. Z każdym stopniem wyraźniej słyszałam Alexa powtarzającego kwestię z naciskiem na różne wyrazy:
– „Dla niej tę wojnę toczyłem jedynie… Twa podła pani sprawiła, żem miecz swój oddał wrogowi”.
Uśmiechnęłam się na myśl o kryzysie męskości u Antoniusza i nowinie, jaką miałam dla Alexa. Nabierając głęboko powietrza, weszłam do sypialni.
– Cześć – powiedziałam.
Alex odwrócił się; oczy miał czarne z gniewu.
– „Twa podła pani sprawiła, żem miecz swój oddał wrogowi” – powtórzył wolniej. Zrobił kilka kroków, zatrzymując się o kilka centymetrów przede mną. – Przypuszczam, że się wytłumaczysz – powiedział ostro.
Otworzyłam usta; w ramionach poczułam ból, czekając na powitanie, które nie nastąpiło.
– Uprzedzałam, że się spóźnię – odparłam. – Zadzwoniłam do ciebie, jak tylko się dowiedziałam. – Ostrożnie wyminęłam Alexa i położyłam płaszcz na fotelu. – Myślałam, że się ucieszysz, że jednak udało mi się wrócić dzisiaj do domu.
Alex złapał mnie za ramię i siłą odwrócił.
– Twój samolot nie miał opóźnienia. Dzwoniłem na lotnisko.
– Jasne, że miał – warknęłam. – Osoba, z którą rozmawiałeś, pomyliła się. Na Boga, dlaczego miałabym cię okłamywać?
Alex zacisnął usta.
– Ty mi powiedz.
Potarłam skronie, zastanawiając się, w jakim stresie musi być Alex, skoro wymyśla równie szalone intrygi.
– W głowie mi się nie mieści, że mnie sprawdzałeś.
Kącik jego ust drgnął.
– No cóż, nie ufam ci.
Prostota tego zdania przebiła się przez mój gniew, wysiłek włożony w tydzień pełen publicznych wystąpień dał o sobie znać. Oczy wypełniły mi się łzami. Nie taki wieczór planowałam; nie będzie późnowieczornych przekąsek w łóżku, pieszczot i podziwu dla życia, które stworzyliśmy. Wpatrywałam się w Alexa i zadawałam sobie pytanie, co stało się z mężczyzną, którego kochałam.
Kiedy pierwsze łzy popłynęły mi po policzku, Alex się uśmiechnął. Mocno złapał mnie za ramię.
– Kto to jest, pichouette? – zapytał jedwabiście. – Wyszłaś z łóżka innego mężczyzny? Poderwałaś go w Chicago? Albo włóczyłaś się ulicami, uczepiona swojego tygodnia chwały, na wypadek gdyby porażka okazała się zaraźliwa?
W jego słowach słyszałam, jak bardzo siebie nienawidzi; mimo że cała dygotałam, przytuliłam się do niego, ofiarując mu siebie, jedyną rzecz, jaką miałam. Alex złapał oba moje przeguby w jedną rękę, a drugą wymierzył mi cios w bok, dysząc ciężko z wysiłku. Nie poruszyłam się, nawet nie oddychałam. Po prostu nie potrafiłam uwierzyć w to, co widzę i czuję. Nie, pomyślałam, ale nie potrafiłam nic wykrztusić.
Kiedy mnie odepchnął, uderzyłam w regał z książkami. Upadłam, zasypał mnie grad książek w twardych oprawach i szklanych przycisków do papieru. Cofnęłam się, ale nie zdążyłam uciec. Kopniak trafił mnie w brzuch i sprawił, że przetoczyłam się na bok. Zakryłam twarz, usiłując się skurczyć – tak bardzo, by Alex mnie nie widział, bym mogła o sobie zapomnieć.
Wiedziałam, że jest po wszystkim, ponieważ usłyszałam płacz Alexa. Dotknął mojego ramienia, a ja, niech Bóg ma mnie w opiece, odwróciłam się ku niemu. Ze szlochem ukryłam twarz na jego piersi, szukając pociechy u człowieka, który sprawił mi ból. Kołysał mnie w ramionach i szeptał, jak mu jest przykro.
Kiedy zabrakło mi łez, Alex wstał i poszedł do łazienki. Wrócił z ręcznikiem, którym wytarł mi twarz, szyję, nos i gardło. Otulił mnie pościelą i usiadł na skraju łóżka. Myśląc, że zasnęłam, przemówił.
– Nie chciałem – mruknął i głos mu się załamał. Znowu wybuchnął płaczem; wstał i poszedł do saloniku, gdzie walnął pięścią w ścianę.
Kiedy w nocy zaczęło się krwawienie, powiedziałam sobie, że to po prostu moja miesiączka. Zamknęłam oczy i szeptałam to zdanie jak modlitwę tak długo, aż uwierzyłam, że jest prawdą. Mogło nią być: nie wiedziałam nic o poronieniach i nie czułam wielkiego bólu, choć może dlatego, że byłam cała odrętwiała.
Tylko raz, zanim jeszcze na dworze zrobiło się jasno, pozwoliłam sobie na myśl o możliwej ciąży. Postanowiłam, że nic nie powiem Alexowi. Nie było takiej potrzeby, i bez tego czuł się wystarczająco okropnie. Kiedy się obudził, uniósł pościel. Wodził wzrokiem po puchnących śladach na moich rękach i fioletowym siniaku na brzuchu.
– Przestań – powiedziałam łagodnie i patrzyłam, jak zgięty pod brzemieniem winy wychodzi do studia.
Ale teraz znowu był w domu, a wieczorem mieliśmy iść na premierę. Odwróciłam się ku Alexowi, który po wyjściu Ophelii zasnął obok mnie w łóżku z ramieniem zaborczo zarzuconym na moją talię. Bardzo delikatnie uniosłam jego rękę i poszłam do saloniku.
Rano posprzątałam książki i przyciski do papieru, mimo to wciąż widziałam je rozrzucone. Bezmyślnie usiadłam na kanapie i włączyłam telewizor. Na ekranie pojawiły się dwa rysunkowe, zniekształcone zwierzaki. Jeden drugiego bił po głowie młotem. Bity uśmiechnął się, a potem jego ciało rozpadło się na kawałki i pozostał tylko szkielet.
Więc wszędzie jest tak samo, pomyślałam.
Po kilku minutach z sypialni wyszedł Alex. Usiadł obok i pocałował mnie tak czule, że wyobraziłam sobie swoje serce w postaci tego rysunkowego zwierzaka, z którego pozostało tylko obolałe jądro.
– Pójdziesz ze mną? – zapytał.
Potwierdziłam; chodziłabym po rozżarzonych węglach i połykała ogień, gdyby Alex tego chciał. Oddałabym mu duszę. Kochałam go.