Выбрать главу

Gardło bolało ją tak potwornie, że łzy napłynęły jej do oczu.

– Nie, niebezpiecznie zabrać je z sobą.

– Nie masz ich? Wyrzuciłaś? – Twarz Kozaka wykrzywiła się z wściekłości.

– Były takie duże i ciężkie, nie mogłam ich unieść. Mam je tutaj – rzekła, wskazując palcem na głowę.

Kiedy wpatrywali się w nią, nie rozumiejąc, dodała:

– Nauczyłam się ich na pamięć.

Zaległa cisza.

– Kłamiesz! Przecież pewnie były napisane po tatarsku!

Lisa skinęła głową i wykonała błagalny gest, pokazując na gardło.

– Nie zdoła powiedzieć więcej ani słowa – mruknął Fiedia. – No tak, to niezwykłe wieści.

– Łagodnie powiedziane! – wybuchnął starszy Kozak. – Posłuchaj, kobieto, musimy to dokładnie sprawdzić. Zawieziemy cię do obozu Kozaków zaporoskich. Spróbujemy odnaleźć tego Wasyla, o którym mówiłaś. Jeśli on poręczy, że nie jesteś szpiegiem tatarskim, postaramy się, byś przekazała plany samemu atamanowi.

– Powiedzcie mi tylko najpierw, gdzie jesteśmy – wyszeptała z trudem.

– Znajdujemy się dość daleko na północ od Oczakowa. Na wschód stąd płynie rzeka Boh.

Lisa była spokojna i wypoczęta, kiedy po kilku godzinach dotarli konno do niewielkiej osady tatarskiej, zajętej przez Kozaków.

Fiedia okazał się przyjazną duszą i przez całą drogę troskliwie się nią opiekował. Pytał niewiele, by nie musiała wysilać obolałego gardła, ale drobne gesty świadczyły o jego życzliwości.

Był bardzo młody, miał pociągłą twarz i smutne brązowe oczy. Domyśliła się, że marzył jak każdy Kozak zaporoski, by zostać wielkim wojownikiem, ale przeszkodziło mu w tym kalectwo.

– Dziewczyno – mówił z uśmiechem. – Potrafię dostrzec to, czego nie widzą inni. Nie jesteś brzydką staruchą, choć starasz się za taką uchodzić.

Powietrze jeszcze nie rozgrzało się po chłodnej nocy, więc Lisa nie chciała zdejmować ubrań, które chroniły ją przed zimnem.

Nagle usłyszeli hałas. Rżały wierzchowce poganiane przez kogoś głośnym wrzaskiem.

Zadudniły kopyta galopujących zwierząt. Lisa, która siedziała na końskim grzbiecie przed Fiedia, zamknęła oczy, przerażona.

– Oj! – rzekł Fiedia. – Najlepiej będzie poszukać sobie jakiejś kryjówki. Durnego Czarodzieja znów dręczą koszmary.

Durnego Czarodzieja? zdumiała się Lisa. Naraz za domami przemknęła niczym wicher wataha pokrzykujących jeźdźców. Mignęli tylko w szalonym pędzie i zniknęli.

– Znów diabeł go opętał – mruknął starszy Kozak.

– Sam jest diabłem – stwierdził Fiedia. – Wczoraj wyprawiali się na wroga i teraz usiłuje zapomnieć o tym, co się tam wydarzyło.

Dotarli do posterunku, a kiedy Kozacy krótko przedstawili, z czym przybywają, od razu poprowadzono ich do samego komendanta.

Dowódca popatrzył na Lisę lekceważąco. Miał wysoko podgoloną głowę, a kępka włosów, jaka pozostała na czubku głowy, związana była w kosmyk Podobnie jak większość w tym obozowisku pochodził z lewobrzeżnej Ukrainy, gdzie dumnych Zaporożców nazywano teraz Kozakami dońskimi i kubańskimi.

– Kto to jest? Przywykliśmy co prawda do brudu, ale u tej kobiety trudno rozróżnić rysy twarzy! Fiedia najwyraźniej stracił głowę dla tego garbatego stworzenia w łachmanach. Odkrył pokrewną duszę, kaleka!

Prostacki śmiech zadudnił w niskim pomieszczeniu. Jacy oni są okrutni, pomyślała Lisa, która poczuła się dotknięta w imieniu Fiedii.

– A więc przynosisz nam cenne tajemnice w swej brzydkiej głowie? – wycedził komendant. – Nie będziemy cię tu wypytywać, bo, niestety, nie możemy ufać nawet swoim. Podejrzewamy, że ktoś z obozu utrzymuje kontakty z Tatarami, ale nie możemy wytropić kto. Wasyl, powiadasz. Czy myślisz o Wasylu Kurence? – spytał wskazując na niewysokiego krępego mężczyznę.

Lisa potrząsnęła głową.

– Może o Wasylu Afanasjewiczu? Też nie? Sasza, przyprowadź jeszcze tych dwóch o imieniu Wasyl. Pospiesz się. Są prawdopodobnie w sąsiedniej chacie.

Czekając na ich przyjście, Lisa rozejrzała się wokół. Pomieszczenie miało pobielone ściany i nosiło wyraźne znamiona stylu orientalnego. Wśród Kozaków Lisa dostrzegła ku swemu zdziwieniu dorodną dziewczynę w swoim wieku. Wesoła i ożywiona, nie ustępowała w niczym kompanom. Wszyscy spoglądali na Lisę z ciekawością i nieskrywaną pogardą, ale najwyraźniej ich zafrapowała.

Sasza wrócił w towarzystwie dwóch Kozaków. Lisa potrząsnęła głową rozczarowana. Komendant zmarszczył czoło.

– Jesteś pewna, że to Kozak zaporoski? A może tylko wymyśliłaś tę bajeczkę? Marny twój los, jeśli się okaże.,.

Przed chatę zajechali kolejni jeźdźcy.

– Przepastny Jar – rzekł komendant zamyślony. – Tam mamy jednego Wasyla.

– A jaki związek z Tatarką może mieć ten demon?

– Zawołaj go!

Pomieszczenie wypełniło się naraz zakurzonymi, zdrożonymi Kozakami w barwnych koszulach. Ale Lisa patrzyła tylko na jednego. Miał na sobie żółtą rubaszkę z kolorową krajką i złoto-czerwone szarawary wpuszczone w długie buty.

– Wasyl – szepnęła Lisa, ale z jej ust nie wydobył się żaden dźwięk. Jedynie z ruchu warg odczytali, co powiedziała.

– No – odezwał się komendant. – Ten jest, zdaje się, właściwy. Wiesz, Wasia, chyba tracisz gust… No dobrze, słuchaj, o co chodzi.

W krótkich słowach opowiedział o całym zdarzeniu.

– A teraz powiedz, znasz tę kobietę?

Wasia, silny, postawny mężczyzna o twarzy noszącej ślady dawnej urody, teraz jednak bezwzględnej i zimnej, popatrzył na Lisę.

– Widziałem ją przed kilkoma dniami razem z Tatarami, ale nic o niej nie wiem.

Nadzieja zgasła w oczach Lisy.

– A więc nie możesz za nią zaręczyć?

Wasia potarł zakurzoną twarz.

– Przypomina mi kogoś, ale nie mogę sobie uświadomić kogo. Nigdy wcześniej jej nie widziałem, ale ma w sobie coś takiego, co obudziło we mnie bolesne wspomnienie. Dlatego w chwili słabości pozwoliłem jej odejść. Nie potrafię wyjaśnić dlaczego.

– Widziałeś ją tylko ten jeden raz?

– Tak, tylko wtedy. Ale skąd ona wie, jak mam na imię?

Lisa usiłowała uchwycić jego spojrzenie, ale on nie patrzył na nią i nie słyszał, jak powtarza szeptem swoje imię. Może w ogóle zapomniał, że kiedyś znał jakąś Lisę?

A jeśli ich spotkanie w niewielkiej zatoczce nad Dnieprem całkiem już uleciało mu z pamięci? Czy to możliwe, że nie znaczyła dla niego więcej niż ziarenko piasku?

Komendant rozejrzał się wokół.

– Czy można jej wierzyć?

– Skoro utrzymuje, że zna plany wojenne – odezwał się jeden z obecnych – to trzeba odesłać ją do kwatery atamana. Oczywiście w eskorcie kilku Kozaków, żeby nie narobiła głupstw.

– Chyba masz rację. Kto pojedzie? Może Kola, jest mądry i przebiegły jak lis. I jeszcze Wołodia i Dima.

Dwóch mołojców podeszło bliżej, z ciekawością przyglądając się dziwnej istocie. Wzruszyli ramionami.

– Ja chętnie z nią pojadę – powiedział Fiedia swym łagodnym głosem.

– Dobrze. A Wasia? Weźmiesz za nią odpowiedzialność?

– Nie – odrzekł zapytany. – Chcę walczyć, a nie wisieć jakiejś babie u spódnicy.

Dowódca zawołał roześmianą dziewczynę otoczoną gromadą Kozaków.

– Natasza! Weź tę kobietę i pomóż jej się umyć. Nie zniosę dłużej widoku tatarskich łachów. Daj jej jakieś normalne ubranie, o ile cokolwiek będzie pasować na tę pokrakę.

Natasza roześmiała się i chwyciła Lisę za rękę.

– Chodź, zeskrobiemy z ciebie cały brud.

Kiedy ją wyprowadzała, Wasia, obrzuciwszy Lisę spojrzeniem, krzyknął w dzikiej furii:

– Wyprowadźcie stąd to przeklęte babsko! Nie mogę znieść jej spojrzenia. Te oczy mnie palą, rozrywają na strzępy!