Выбрать главу

Faktycznie, przy pracy często bywałem roztargniony; pod byle pretekstem wchodziłem do innych pokojów, gdzie mogłem spotkać Makiko, zaskoczyć ją w chwili, gdy nieskrępowana wykonywała różne domowe czynności. Chociaż częściej natrafiałem na panią Miyagi; i gawędziłem z nią, także dlatego, że sposobności do rozmowy – a także do śmiałych żartów, często zaprawionych nutą goryczy zdarzało się więcej niż z córką.

Wieczorem przy kolacji, kiedy zasiadaliśmy wokół wrzącej sukiyaki, pan Okeda badawczo przyglądał się naszym twarzom, jakby wyczytywał z nich wszystkie sekrety dnia, całą sieć pragnień wprawdzie odrębnych lecz powiązanych pomiędzy sobą, sieć, którą czułem się omotany, choć nie chciałem się z niej uwolnić bez uprzedniego zaspokojenia każdego z tych pragnień. Tak zatem z tygodnia na tydzień odkładałem decyzję, aby pożegnać się z nim i z tą pracą słabo wynagradzaną, a także pozbawioną perspektyw zrobienia kariery, i pojmowałem, że pojedyncze oka tej rozpiętej sieci, która nie dawała mi odejść, zaciska jedno po drugim on, pan Okeda.

Była pogodna jesień. Pewnego popołudnia, tuż przed nadchodzącą listopadową pełnią księżyca, tak się złożyło, że rozmawiałem z Makiko o miejscu, z którego najdogodniej można by było obserwować księżyc w obramowaniu gałęzi drzew. Utrzymywałem, że na trawniku pod drzewem ginkgo światło padające na dywan z liści zamieniłoby księżycowy blask w rozproszoną poświatę. Prowadziłem tę rozmowę w jasno postawionym celu: zamierzałem zaproponować Makiko spotkanie nocą pod drzewem ginkgo. Dziewczyna odparła, że dogodniejsze byłoby jeziorko, ponieważ przy zimnej i suchej pogodzie odbicie księżyca w lustrze wody widać wyraźniej niż latem, kiedy księżyc spowija aureola mgły.

– Dobrze – powiedziałem pospiesznie – nie mogę się wprost doczekać chwili, kiedy znajdę się tam z tobą o wschodzie księżyca. Zwłaszcza dlatego – dodałem – że wspomnienie jeziora budzi we mnie miłe wzruszenie.

Być może w chwili, gdy wymawiałem to zdanie, zbyt żywo przypomniałem sobie dotknięcie piersi Makiko, bo w moim głosie dało się słyszeć wzburzenie, które wprawiło ją w popłoch. W każdym razie Makiko zmarszczyła brwi i przez chwilę milczała. Pragnąc rozproszyć tę atmosferę zakłopotania – nie chciałem, aby zakłóciła miłosne rojenia, którym się oddawałem – pozwoliłem, aby wymknął mi się nierozważny odruch: otworzyłem i zwarłem szczęki, tak jakbym zamierzał coś ugryźć. Makiko bezwiednie rzuciła się do tyłu z nagłym wyrazem bólu na twarzy, jakby naprawdę poczuła ukąszenie w jakimś czułym miejscu. Natychmiast opanowała się i wyszła z pokoju. Ruszyłem za nią.

W sąsiednim pokoju na macie siedziała pani Miyagi, zajęta układaniem w wazonie jesiennych kwiatów i gałęzi. Poruszałem się jak lunatyk, toteż niespodziewanie ujrzałem ją przykucniętą u moich stóp i zatrzymałem się w porę, aby na nią nie wpaść i nie przewrócić gałęzi. Gest Makiko wywołał we mnie nagłe pożądanie i ten mój stan nie umknął uwadze pani Miyagi, zwłaszcza że przez roztargnienie zderzyłem się z nią w ten sposób. W każdym razie pani Miyagi, nie podnosząc oczu, trzepnęła mnie kwiatem kamelii, który wkładała właśnie do wazonu, zupełnie jakby zamierzała mnie uderzyć czy też odepchnąć tę część mojego ciała, która nachylała się nad nią, a może chciała także ze mną poigrać, sprowokować mnie lub pobudzić tym pieszczotliwym smagnięciem. Wysunąłem ręce, starając się ocalić przed zniszczeniem tę kompozycję z kwiatów i liści, tymczasem ona również zręcznie przebierała palcami wśród gałęzi, pochylona do przodu, i doszło do tego, że moja ręka nieumyślnie wsunęła się pomiędzy kimono a nagie ciało pani Miyagi i niespodziewanie ścisnęła miękką i ciepłą pierś o podłużnym kształcie, w tej samej zaś chwili ręka pani wynurzyła się spomiędzy gałęzi keiaki (zwanego w Europie wiązem kaukaskim, przyp. tłum.), dotknęła mojego członka i ujęła go ruchem śmiałym i swobodnym wyłuskując go spomiędzy warstw ubrania, tak jakby dokonywała operacji usuwania z kwiatów zbędnych liści i gałęzi.

Tym, co w piersi pani Miyagi budziło moją ciekawość, był wianuszek wypukłych brodawek, drobno i gruboziarnistych, rozsianych na powierzchni dość znacznej otoczki sutkowej, bardziej zagęszczonych na brzegach, chociaż ich przednia straż dotarła do samego wierzchołka. Prawdopodobnie każda z tych brodawek wysyłała impulsy, które pani Miyagi odbierała raz jako silniejsze, raz jako słabsze, zjawisko to łatwo dawało się sprawdzić, lekko naciskałem brodawki mniej więcej w odstępie jednej sekundy i badałem bezpośrednią reakcję sutki, a zachowanie pani Miyagi informowało mnie o pośredniej reakcji całego ciała, jej reakcje zaś porównywałem z moimi doznaniami, bo pomiędzy jej wrażliwością a moją wytworzyła się już pewna więź. Prowadziłem owo delikatne rozpoznanie dotykowe nie tylko za pośrednictwem opuszek palców, lecz kierowałem też w sposób najbardziej korzystny moim członkiem, który lekko przytknięty do skóry, gładził jej piersi kolistym ruchem, pozycja bowiem, w jakiej oboje się znaleźliśmy, sprzyjała spotkaniu się tych naszych odmiennych miejsc erogennych, pani Miyagi zaś okazywała zadowolenie i towarzyszyła mi, władczo wyznaczając trasę tych przebiegów. Tak się składa, że również mój naskórek posiada wzdłuż linii członka, a zwłaszcza po wypuklejszej stronie jego wierzchołka, punkty i pasaże szczególnie wrażliwe, o skali rozpiętej od uczucia bezmiernej błogości, poprzez doznania przyjemne, do swędzenia, a wreszcie do bólu, na podobieństwo punktów i pasaży nie akcentowanych lub bezdźwięcznych. Owo przypadkowe czy też rozmyślne spotkanie tych naszych odmiennych i wrażliwych, a nawet nadwrażliwych koniuszków stwarzało gamę doznań rozmaicie zestrojonych, choć osiągnięcie rejestru końcowego wymagało od nas jeszcze niemało trudu.

Oddawaliśmy się właśnie tym ćwiczeniom, kiedy we wnęce, którą tworzyły przesuwane drzwi, pojawiła się sylwetka Makiko. Najwyraźniej dziewczyna oczekiwała mojego pościgu i teraz zjawiła się, żeby zobaczyć, co mnie powstrzymało. Zrozumiała od razu i zniknęła, lecz to wystarczyło, bym dostrzegł pewną zmianę w jej ubiorze: obcisły sweter zastąpiła jedwabna domowa suknia, luźna, jakby stworzona, aby ustąpić pod wewnętrznym naporem tego, co w dziewczynie rozkwitało, aby ześlizgnąć się z jej gładkiej skóry przy pierwszym natarciu pożądliwości, której ta gładka skóra nie mogła nie wywołać.

– Makiko! – krzyknąłem, chciałem jej wyjaśnić (chociaż naprawdę nie wiedziałbym, od czego mam zacząć), że pozycja, w której zastała mnie i swoją matkę, jest wyłącznie następstwem przypadkowego zbiegu okoliczności, co pchnęło na boczne tory moje pożądanie, wymierzone niedwuznacznie w nią, w Makiko. Na widok rozchylonej jedwabnej sukni moje pożądanie wzmagało się, stawało się coraz bardziej natarczywe, jawne w całej swej okazałości, toteż z obrazem Makiko w oczach i dotykiem pani Miyagi na skórze czułem, że za chwilę pokona mnie rozkosz.

Pani Miyagi musiała to zauważyć, bo uczepiwszy się moich ramion, pociągnęła mnie na matę i szybkimi wężowymi ruchami całego ciała wślizgnęła swoje wilgotne i chwytliwe łono pod mój członek, który od razu został wchłonięty jak przez przyssawkę, podczas gdy jej chude nogi oplatały się wokół moich bioder. Pani Miyagi była niezwykle zręczna: stopy w białych bawełnianych skarpetkach skrzyżowała na mojej kości krzyżowej, unieruchamiając mnie niczym w uchwycie imadła.