Выбрать главу

Nie zatrzymywany dotarł do holu i podszedł do automatów telefonicznych. Wyjął z kieszeni serwetkę i zadzwonił do Helen Rodin. Odebrała po piątym dzwonku. Wyobraził sobie, jak szuka w torebce aparatu, spogląda na wyświetlacz i wciska guziki.

– Jesteś sama? – zapytał.

– Reacher?

– Tak – powiedział. – Jesteś sama?

– Tak – odparła. – A ty masz kłopoty.

– Kto ci powiedział?

– Mój ojciec.

– Wierzysz mu?

– Nie.

– Idę do ciebie.

– W holu jest policjant.

– Przewidziałem to. Wejdę przez parking.

Rozłączył się, wrócił obok recepcji i wyszedł bocznym wyjściem. Wrócił pod estakadę. Trzymał się w jej cieniu, aż znalazł się na tyłach wieżowca z czarnego szkła, naprzeciw wjazdu na parking. Rozejrzał się na boki, po czym poszedł przed siebie. Minął furgonetki NBC, mustanga należącego zapewne do Ann Yanni i dotarł do windy. Nacisnął guzik i czekał. Spojrzał na zegarek. Piąta trzydzieści. Większość ludzi

już opuszczała budynek. Jadąca w dół winda niemal na pewno zatrzyma się na parterze. Jadąca w górę może nie. Przynajmniej taką miał nadzieję.

Kabina zjechała na parking i wysiadły z niej trzy osoby. Odeszły. Reacher wsiadł. Wcisnął czwórkę. Cofnął się. Winda wjechała na parter i stanęła w holu. Drzwi rozsunęły się jak kurtyna w teatrze. Policjant był tam, cztery stopy od drzwi, zwrócony do nich plecami. Stał tak blisko, że Reacher niemal mógłby go dotknąć. Jakiś mężczyzna wsiadł do windy. Nie odezwał się. Tylko skinął głową, pozdrawiając współpasażera. Reacher odpowiedział ukłonem. Facet wcisnął guzik szóstego piętra. Drzwi się nie zamknęły. Policjant obserwował ulicę. Nowy pasażer ponownie nacisnął guzik. Policjant poruszył się. Zdjął czapkę i przygładził palcami włosy. Drzwi zamknęły się. Winda ruszyła w górę.

Reacher wysiadł na trzecim i przecisnął się przez gromadkę ludzi czekających na windę. Drzwi biura Helen Rodin były otwarte na oścież. Wszedł do środka, a ona zamknęła je za nim. Miała na sobie krótką czarną spódniczkę i białą bluzkę. Wyglądała młodo, jak uczennica. I była zaniepokojona jak osoba bijąca się z myślami.

– Powinnam cię wydać – powiedziała.

– Jednak tego nie zrobisz – zauważył Reacher.

– Nie – przyznała. – Powinnam, ale tego nie zrobię.

– Prawdę mówiąc, lubiłem tę dziewczynę – rzekł Reacher. – Słodki dzieciak.

– Wystawiła cię.

– Nie miałem jej tego za złe.

– Ktoś jej nie lubił.

– Trudno powiedzieć. Uczucia nie miały z tym nic wspólnego. Była zbyteczna, to wszystko. Posłużyli się nią.

– Ten manipulator naprawdę nie chce, żebyś się tu kręcił.

Reacher skinął głową.

– To pewne jak diabli. Jednak ma cholernego pecha, ponieważ teraz już nie wyjadę. Sam się o to postarał.

– Czy zostawanie tu w obecnej sytuacji jest bezpieczne?

– Wystarczająco. Jednak ta historia z dziewczyną trochę

ograniczy mi swobodę działania. Dlatego ty będziesz musiała

wykonać większość pracy.

Zaprowadziła go do gabinetu. Usiadła przy biurku. On trzymał się z daleka od okna. Usiadł na podłodze i oparł się plecami o ścianę.

– Już wzięłam się do roboty – oznajmiła Helen. – Rozmawiałam z Rosemary i sąsiadami Barra. Potem wróciłam do szpitala. Myślę, że szukamy faceta o imieniu Charlie. Niski, Sterczące czarne włosy. Interesuje się bronią. Mam wrażenie, że jest skryty. I sądzę, że niełatwo będzie go odnaleźć.

– Kiedy pojawił się na scenie?

– Chyba pięć lub sześć lat temu. To jedyny stary przyjaciel, o jakim ludziom wiadomo. I jedyny, którego pamięta Barr.

Reacher skinął głową.

– To do mnie przemawia.

– Ponadto Barr nie zna Jeba Olivera i nie zażywa narkotyków.

– Wierzysz mu?

– Tak, wierzę – odparła Helen. – Naprawdę. Teraz wierzę we wszystko, co mówi. Twierdzi, że przeżył czternaście lat nowego życia, i nie może uwierzyć, że je przekreślił. Sądzę, że jest z tego powodu równie rozgniewany jak wszyscy.

– Oprócz jego ofiar.

– Odpuść mu trochę, Reacher. Tutaj dzieje się coś dziwnego.

– Czy ten cały Charlie wie o Kuwejcie?

– Barr nie potrafił powiedzieć. Jednak myślę, że wie.

– Gdzie mieszka?

– Tego Barr nie wie.

– Nie wie?

– Spotykał się z nim u siebie. Facet pojawiał się od czasu do czasu. Jak powiedziałam, trudno będzie go znaleźć.

Reacher nic nie powiedział.

– Rozmawiałeś z Eileen Hutton? – spytała Helen.

– Z jej strony nic nam nie grozi. Armia nie chce, żeby to wyszło na jaw.

– Znalazłeś tego faceta, który cię śledził?

– Nie – rzekł Reacher. – Więcej go nie widziałem. Widocznie go odwołali.

– Zatem znaleźliśmy się w punkcie wyjścia.

– Jesteśmy bliżej rozwiązania zagadki. Zaczyna klarować się obraz sytuacji. Mamy co najmniej czterech facetów. Jeden to ten stary w garniturze. Drugi to niejaki Charlie. Trzeci to ktoś duży, bardzo silny i leworęczny.

– Kto taki?

– To on zabił zeszłej nocy dziewczynę. Ten w garniturze jest na to za stary, a wygląda na to, że Charlie jest za mały. Ślady wskazują na to, że zabójca był mańkutem.

– A czwarty to zakulisowy manipulator.

Reacher znów skinął głową.

– Ukryty w cieniu, planuje i pociąga sznurki. Możemy założyć, że nie robi takich rzeczy osobiście.

– Tylko jak mamy do niego dotrzeć? Jeśli odwołał tego, który cię śledził, może również odwołać Charliego. Obaj się przyczają.

– Jest inna droga. Cała autostrada.

– Jaka?

– Nie zauważyliśmy czegoś oczywistego – rzekł Reacher. – Przez cały czas patrzyliśmy na to z niewłaściwej strony. Całą uwagę skupiliśmy na tym, kto strzelał.

– A co powinniśmy robić?

– Zastanowić się.

– Nad czym?

– James Barr strzelił cztery razy w Kuwejcie. I sześć razy tutaj.

– W porządku – powiedziała Helen. – Tutaj oddał dwa strzały więcej. Co z tego?

– Wcale nie – rzekł Reacher. – Niezupełnie. Przynajmniej jeśli spojrzeć na to z innej strony. Tak naprawdę oddał tu cztery strzały mniej.

– To śmieszne. Sześć to o dwa więcej od czterech, a nie cztery mniej.

– W Kuwejcie było straszny upał. W środku dnia po prostu

nie do wytrzymania. Trzeba było być świrem, żeby wychodzić z domu. Ulice były prawie puste.

– I co z tego?

– To, że w Kuwejcie James Barr zabił wszystkich, których miał w polu widzenia. Jeden, drugi, trzeci, czwarty strzał i po zawodach. Oprócz tych czterech facetów na ulicy nie było nikogo. Tylko oni byli tacy głupi, żeby łazić w tym upale. A Barr załatwił ich wszystkich. Rozwalił wszystkie kręgle. Wtedy wydawało się to logiczne. Chciał zobaczyć różową mgiełkę. Pomyślałem, że mógłby zadowolić go widok jednej, ale najwyraźniej tak się nie stało. Tak więc jego zachowanie miało pewien upiorny sens. Skoro nie poprzestał na pierwszym strzale, musiał dalej robić swoje, aż zabraknie mu celów. Tak też było. W Kuwejcie zabrakło mu celów.

Helen Rodin nic nie powiedziała.

– Tutaj jednak celów nie brakowało – ciągnął Reacher. – W tym wąskim przejściu było ze dwanaście osób. Albo piętnaście. Na pewno więcej niż dziesięć. On miał magazynek na dziesięć naboi. Mimo to oddał tylko sześć strzałów. Przestał. W magazynku zostały cztery naboje. Tak wynika z notatek na tej wystawie dla gawiedzi, przygotowanej przez Bellantonia. I właśnie o to mi chodzi. W Kuwejcie Barr zastrzelił wszystkich, których mógł zabić, a tutaj czterech mniej, niż mógł. Zatem czynnik psychologiczny był tutaj zupełnie inny. Tu Barr po-stanowił nie zbijać wszystkich kręgli. Dlaczego?