To znów Conner. Mówi całkiem dobrze jak na malca w tym wieku.
Zadałem sobie pytanie, jak teraz mówiłaby Tara, i zamknąłem oczy, skryte za okularami. Wyczuwając mój nastrój, Cheryl wyciągnęła rękę, chcąc zabrać chłopca. Nie pozwoliłem jej. – O co chodzi?
– A kupa?
– Co z nią?
Podniósł głowę i w zadumie zamknął jedno oko.
– Czy kupa jest dobra?
Ciekawe pytanie.
– Nie wiem, kolego. A jak myślisz?
Conner myślał tak intensywnie, że wydawało się, że zaraz pęknie.
W końcu odpowiedział: – Lepsza niż biegunka.
Poważnie skinąłem głową. Nasza drużyna zdobyła następną bramkę.
Lenny podniósł obie ręce w górę i krzyknął: – Tak!
O mało nie fiknął koziołka, gratulując strzelcowi bramki, Craigowi (a może raczej powinienem powiedzieć Craigy'emu). Gracze poszli za jego przykładem i zaczęło się powszechne przybijanie sobie piątek. Nie przyłączyłem się do nich. Uznałem, że mam być milczącym towarzyszem Lenny'ego jak Tonto dla Samotnego Jeźdźca, jak Abbott dla Costella, jak Rowan dla Martina lub Kapitan dla Tenille'a. Utrzymywać stan równowagi.
Obserwowałem stojących wokół boiska rodziców. Matki zebrały się w kilka grupek. Rozprawiały o swoich dzieciach, o ich sukcesach i nadzwyczajnych zdolnościach, nie słuchając się wzajemnie, ponieważ opowieści o cudzych dzieciach są nudne. Ojcowie zachowywali się w bardziej zróżnicowany sposób. Jedni filmowali mecz. Inni dopingowali swoje pociechy.
Czasem z zapałem graniczącym z obsesją. Niektórzy rozmawiali przez telefony komórkowe lub nieustannie bawili się jakimiś elektronicznymi gadżetami, odreagowując po tygodniowej harówce.
Dlaczego zawiadomiłem policję?
Od tamtego strasznego dnia niezliczoną ilość razy mówiono mi, że nie ponoszę winy za to, co się stało. W pewnym stopniu zdaję sobie sprawę z tego, że moje zachowanie niczego nie zmieniło.
Prawdopodobnie wcale nie zamierzali oddać mi Tary. Być może już nie żyła, kiedy porywacze zadzwonili po raz pierwszy. Może niechcący ją zabili. Może wpadli w panikę albo byli naćpani. Kto to wie? Ja na pewno nie. No właśnie, w tym rzecz.
Nie mogłem być pewien tego, że nie jestem za to odpowiedzialny.
Podstawowe prawo fizyki: każda akcja wywołuje kontrakcję. Nie śnię o Tarze – albo jeśli śnię, bogowie są dla mnie łaskawi i nie pamiętam snów. Choć zapewne przypisuję im zbytnią wielkoduszność.
Ujmę to inaczej. Może nie śni mi się Tara, ale biała furgonetka ze sfałszowaną tablicą rejestracyjną i skradzionym znakiem firmowym. W tych snach słyszę stłumiony dźwięk, który z pewnością jest płaczem dziecka. We śnie wiem, że Tara jest w furgonetce, ale nie mogę do niej pójść.
Moje nogi tkwią głęboko w gnoju. Nie jestem w stanie się ruszyć.
A kiedy wreszcie się budzę, nie mogę nie zadawać sobie oczywistego pytania: Czy Tara była tak blisko? I ważniejszego:
Czy zdołałbym ją wtedy uratować, gdybym był trochę odważniejszy?
Sędzia, chudy licealista o dobrodusznym uśmiechu, dmuchnął w gwizdek i pomachał ręką nad głową. Koniec meczu. Lenny krzyknął: – Hura!
Ośmiolatkowie niepewnie popatrzyli po sobie. Jeden zapytał kolegę z drużyny: – Kto wygrał?
Zapytany wzruszył ramionami. Ustawili się w dwuszeregu, jak hokeiści w Pucharze Stanleya, żeby uścisnąć sobie dłonie. Cheryl wstała i położyła dłoń na moim ramieniu. – Wspaniałe zwycięstwo, trenerze.
– Tak, dzięki mojej ciężkiej pracy – odparłem.
Uśmiechnęła się. Chłopcy ruszyli w naszym kierunku.
Pogratulowałem im stoickim skinieniem głowy. Matka Craiga kupiła Dunkin Donuts Munchkins, w koszmarnie kolorowym opakowaniu zawierającym pięćdziesiąt sztuk pączków. Mama Dave'a przyniosła kartony z czymś, co nazywało się Yoo-Hoo. Trzeba mieć zboczone poczucie humoru, żeby tak nazwać mleczny napój o smaku kredy.
Pochłonąłem pączka i podziękowałem za napój. Cheryl zapytała:
– O jakim smaku są pączki?
Wzruszyłem ramionami.
– A miewają różne smaki?
Patrzyłem, jak rodzice witają się z dziećmi, i czułem się obco.
Podszedł Lenny. – Wspaniałe zwycięstwo, no nie?
– Taak – odparłem. – Jesteśmy niepokonani.
Odciągnął mnie na bok. Odeszliśmy kilka kroków. Kiedy nikt nie mógł już nas usłyszeć, Lenny powiedział:
– Formalności spadkowe są już prawie zakończone. Teraz to już długo nie potrwa.
– Uhm – mruknąłem, ponieważ wcale mnie to nie obchodziło.
– Ponadto przygotowałem twój testament. Musisz go podpisać.
Ani Monica, ani ja nie sporządziliśmy ostatniej woli. Przez całe lata Lenny karcił mnie za to. Powinieneś pozostawić pisemne dyspozycje, kto otrzyma twoje pieniądze, powtarzał mi, kto ma wychowywać twoją córkę, kto zadbać o twoich rodziców i tak dalej, i tak dalej. Jednak nie słuchaliśmy go. Zamierzaliśmy żyć wiecznie. Takie dyspozycje i testamenty były dobre… no cóż, dla nieboszczyków. Lenny szybko zmienił temat. – Wpadniesz do nas, żeby zagrać w fuzzbol?
Fuzzbol, wyjaśniam tym, którzy mają braki w podstawowym wykształceniu, to stołowa gra zręcznościowa, w której piłkę kopią gracze na obracanych drutach. – Już jestem mistrzem świata – przypomniałem mu.
– To było wczoraj.
– Czy człowiek nie może chwilę cieszyć się swoim tytułem? Jeszcze nie jestem gotowy ci go oddać.
– Rozumiem.
Lenny wrócił do swojej rodziny. Patrzyłem, jak dopada go Marianne, jego córka. Gestykulowała jak szalona. Lenny przygarbił się, wyjął portfel i wygrzebał z niego banknot. Marianne wzięła banknot, pocałowała ojca w policzek i pobiegła. Lenny odprowadził ją spojrzeniem, kręcąc głową. Uśmiechał się. Odwróciłem wzrok.
Najgorsze, a może powinienem powiedzieć najlepsze, było to, że wciąż miałem nadzieję. Oto co znaleźliśmy w domku dziadka: zwłoki mojej siostry, włosy Tary w kojcu (potwierdzone badaniem DNA) oraz należący do niej różowy śpioszek w czarne pingwiny. Czego nie znaleźliśmy do tej pory: pieniędzy z okupu, żadnego ze wspólników Stacy – i Tary. Właśnie. Nie znaleźliśmy mojej córki.
Wiem, że las jest rozległy i gęsty. Grób jest mały i łatwo go ukryć. Mógł zostać zamaskowany głazami. Jakieś zwierzę mogło go rozkopać i porozwłóczyć szczątki po krzakach. Mógł znajdować się wiele kilometrów od domku mojego dziadka. A może w zupełnie innej części stanu.
Albo – chociaż tą myślą nie dzieliłem się z nikim – nie było go wcale. Tak więc widzicie, że wciąż żywiłem nadzieję. Tak jak smutek nadzieja czai się, dopada cię niespodziewanie, drwi z ciebie i nigdy cię nie opuszcza. Nie jestem pewien, które z tych dwóch uczuć jest bardziej bezwzględne. Policja i FBI skłaniały się do teorii, że moja siostra działała wspólnie z jakimiś bardzo złymi ludźmi. Chociaż nikt nie wie, czy ich celem od początku było porwanie i rabunek, niemal wszyscy zgodnie uważają, że ktoś wpadł w panikę. Może myśleli, że Moniki i mnie nie będzie w domu.
Może sądzili, że będą mieli do czynienia tylko z opiekunką do dziecka. Tak czy inaczej sprawcy zobaczyli nas i któryś z nich, działając pod wpływem narkotyków lub alkoholu, strzelił. Ktoś inny poszedł za jego przykładem, dlatego badania balistyczne wykazały, że do Moniki i do mnie strzelano z różnych trzydziestek ósemek. Potem porwali dziecko. W końcu zdradzili Stacy i zabili ją, wstrzykując zbyt dużą dawkę heroiny. Mówię o „nich”, ponieważ policja również uważa, że Stacy miała co najmniej dwóch wspólników. Jednym z nich był opanowany zawodowiec, który wiedział, jak zorganizować odbiór okupu, sfałszować tablice rejestracyjne i zniknąć bez śladu. Drugim był „panikarz”, który strzelił do mnie i zapewne spowodował śmierć Tary. Oczywiście, nie wszyscy wierzą w tę teorię. Niektórzy są przekonani, że wspólnik był tylko jeden – zimny profesjonalista – i to Stacy wpadła w panikę. Według tej teorii to ona oddała pierwszy strzał, zapewne do mnie, ponieważ nie pamiętam huku wystrzałów, a wtedy zawodowiec zabił Monice, naprawiając błąd wspólniczki. Tę teorię popiera jeden z kilku tropów, jakie odkryto po znalezieniu ciała w domku. Oskarżony o inne przestępstwa handlarz narkotyków zawarł z policją ugodę i zeznał, że tydzień przed morderstwem i porwaniem Stacy kupiła od niego broń, trzydziestkę ósemkę. Innym dowodem na poparcie tej teorii jest fakt, że na miejscu zbrodni znaleziono tylko włosy i odciski palców Stacy. Podczas gdy opanowany zawodowiec zachowywał ostrożność i nosił rękawiczki, jego naćpana wspólniczka najwidoczniej tego nie robiła. Jeszcze inni nie wierzą i w tę teorię, tak więc niektórzy pracownicy policji i FBI uparcie szukają dowodów na poparcie trzeciej. Zgodnie z którą ja sam stałem za tym wszystkim.