– Absolutnie nic – rzekł Neka. – Po tym, jak elfy się wycofały i zostawiły ludzi w tej wojnie bez pomocy, nie lubią was tak samo jak feyrów. On nie jest w stanie nic zrobić.
– Ale…
– Oddział łuczników też nam nie pomoże. Po prostu będzie więcej trupów po obu stronach.
Spieraliby się jeszcze długo, ale ja wreszcie skończyłam grzebanie w odziedziczonej pamięci.
– Cicho tam! – syknęłam. – Elmir, Neka dobrze mówi, Elgor tu nic nie zdziała. Nikt i nigdy nam nie pomoże. Za pięć minut ci tam – machnęłam w stronę zakrętu – zbiorą się do kupy. Jest tylko jedna szansa, przebić się, póki niegotowi. Nie spodziewają się ataku, bo kto to widział, żeby mysz atakowała kota?
– Rey, ale ich… – zaczął Wittor.
– Nieważne! – zgasiłam go. – Ja też doskonale wiem, co może narobić taki tłum magów w kupie. Doskonale wiem, że nie mamy szans z nimi wygrać. Ale jest pewna mała nadzieja, że się przedrzemy do studni.
Mogłam mówić głośno, wiedząc, że Neka obłożył nas zaklęciem Kurtyny Milczenia.
– Co robimy? – spytała Anni.
– Biegniemy. Nic poza tym. To w szczególności ciebie to dotyczy. Żadnego bohaterstwa, żadnego poświęcania się. Trzasnę ich płomieniem. Wielkiej krzywdy im to nie zrobi, nie ten czas, ale narobi zamieszania, będziemy parę sekund do przodu.
– Rey, oni się szybko pozbierają, nie dolecimy do studni. – Kes pokręcił głową. – Tam jest prosty korytarz, a nikt z nas nie utrzyma Tarczy w biegu. Rzucą za nami parę zaklęć i będą nas mieli na widelcu.
– Tym się nie przejmuj. – Machnęłam ręką z rozdrażnieniem. – Ja idę ostatnia. I jakoś sobie z tym drobnym problemem poradzę.
Wylecieliśmy zza zakrętu prosto w objęcia magów. Byli gotowi na przyjęcie gości. Zebrali się w kręgu i knuli coś wyjątkowo wrednego. Co za chamstwo!
Odepchnąwszy wyrywającego się do przodu Kesa, rozłożyłam ręce. Fala ognia potoczyła się przez korytarz, nadpalając magom odzież i włosy, ale nie wyrządzając im większej szkody. W każdym razie nie wyglądało to tak marnie, jakim było w istocie. Chociaż ludzie wiedzieli, że moja moc w porównaniu z ich mocą jest śmieszna, to instynkty okazały się silniejsze. Ludzie boją się ognia i to działa na poziomie podświadomym. Odruchowo próbując się zasłonić, złamali krąg i nie dokończyli zaklęcia.
Przeszliśmy przez zdezorientowanych magów jak nóż przez masło. W duchu pobłogosławiłam nieznanego architekta, który przewidział tu takie szerokie korytarze. Puściwszy resztę ekipy przodem, zaczęłam osłaniać odwrót.
„Osłaniać odwrót” to brzmi dumnie. Bohaterka, myślałby kto. Prawda jest taka, że miałam wtedy jedno marzenie: wcisnąć się do mysiej dziury i tam, popiskując ze strachu, przeżyć to całe szaleństwo.
– Rey! Szybciej! – Kes złapał mnie za rękę i pociągnął w stronę studni. I wrócił, poczekał, nie rzucił… głupiec.
Odwróciłam się. Powoli, z trudem pokonując krępujące mnie zaklęcia. Łapacze posłali ich za nami nie jedno czy dwa, a kilkadziesiąt. Zdołałam zneutralizować część z nich, ale nawet moc, którą otrzymałam od dziadka, była ograniczona.
– Idź… – Uwolniłam rękę i ruszyłam na niego, pchając go w pierś. – Szybko!
Patrzył na mnie nierozumiejącym wzrokiem.
– No już!
Pchnęłam go z całej siły w stronę zionącej w podłodze dziury. Kes, który nie spodziewał się po mnie czegoś takiego, zamachał rękami i poleciał w głąb. Nie wiem, czy by wrócił – choćby po to, żeby się ze mną policzyć za to, że go uderzyłam – w każdym razie leżąca obok pokrywa okazała się poważnym argumentem na moją korzyść. Zwłaszcza, że poświęciłam sekundę na jej odłożenie na miejsce. Zaklęcia, którymi była obłożona, natychmiast się uaktywniły, i już nic nie wskazywało na to, że tam jest przejście.
Uśmiechnęłam się i stanęłam dla wszelkiej pewności na pokrywie. Od spodu rozległy się dwa głuche uderzenia. No i po co to…? W każdym razie próbowali mnie nie zostawić, uchronić przed popełnieniem największego głupstwa w moim krótkim, a całkiem zwariowanym życiu.
Za późno. Wybrałam już dawno.
Nie ucieklibyśmy daleko, magowie nie są głupi. Na pewno znalazłby się wśród nich jakiś wodniak, który jednym ruchem ręki umiałby zamienić wodę w tunelu w lód. Wiedziałam, że powinnam zostawić swoich towarzyszy, uciekać, ratować siebie, poświęcając ich. Tak by zrobił każdy wyższy feyr na moim miejscu. Taką mamy naturę.
Nie czarujmy się, wcale nie jestem inna. Ten świat mnie potrzebował – tylko moja moc mogła go teraz uratować, powstrzymać wojnę, przywrócić sprawy do normy. I choć wiedziałam to wszystko, zrobiłam to, co zrobiłam. Dlatego, że Kes nigdy by nie zostawił towarzyszy na pewną śmierć. Dlatego, że wszyscy uratować się nie mogli. I musiałam wybrać między jego życiem a własnym. Między uratowaniem Kesa a uratowaniem świata.
I nie miałam innego wyboru.
– Pobawimy się w bohaterów? – spytałam sama siebie.
– A w sumie czemu nie? – odpowiedziałam.
Wyrwana z pochwy Dama zaśpiewała w moich rękach, czując przedsmak rozrywki. Pierwsi łapacze byli już dwa kroki ode mnie.
Nie rozumieją, z kim mają do czynienia. Widzą przed sobą po prostu najemniczkę. Idioci! Nie będę ich wyprowadzać z błędu…
Cios. Zaklęcie. Skok. Powrót. Krzyk.
Śmieję się. Jestem szczęśliwa. Moi są już daleko. Kes jest już daleko, teraz magowie ich nie dogonią. Nieważne, że siły się kończą, że nawet immunitet na magię, który otrzymałam razem z władzą Jesieni, ma swoje granice. Nieważne. Nic nie jest ważne. Jest tylko Dama śpiewająca w mych sztywniejących dłoniach, są tysiące nici drżących w palcach Tkaczki, oczekujących na decyzję, jest walka, od której zależą losy całego świata. Ale dla mnie to się kompletnie nie liczy!
Lecę z nóg. I dalej się śmieję.
– Obłąkana… – szepce ktoś.
Pustka.
Kito przemienił się i podbiegł do wyłażących z tunelu towarzyszy.
– Gdzie Rey?
– Ta kretynka poświęciła się dla nas! – wybuchnął trupio blady Kes. Magowi nie mieściło się w głowie, że Rey mogła tak postąpić.
– Jest tylko jedno wyjście – oświadczył Neka, jednocześnie ruchem głowy dziękując Wittorowi, który wysuszył ich odzież zaklęciem. – Trzeba iść do Akademii.
– O czym ty mówisz?! – rzuciła się na niego Anni. – Ledwośmy z życiem uszli! Rey nie żyje, już nic dla niej nie jesteśmy w stanie zrobić!
– Księżniczka żyje! – szczeknął Pożogar. – Gdyby się pozbyła ciała, tobym poczuł. W każdym razie magowie mogą zniszczyć tylko jej ciało, które się odtworzy za kilkadziesiąt lat. Łowca złapali, kiedy przygotowywał się do odejścia w Chaos i już wykonał połowę rytuału, już zrezygnował z nieśmiertelności. Z Rey-line im tak łatwo nie pójdzie. Jeśli nawet skrępują ją zaklęciami i więzami, ona ma moc. Jest zdolna prawie do wszystkiego. Elmir podszedł do koni.
– Ja idę do Akademii – oświadczył. – Jeżeli brat się dowie, że zostawiłem jego narzeczoną w łapach ludzi, to mnie zabije. Więc już wolę dać się złapać magom niż bratu, wasi kaci są dużo mniej pomysłowi. Idziecie ze mną? Akir? Pożogar? Kito?
– Pewnie – prychnął urażony jednorożec. – On się jeszcze pyta!
Kotołak i feyr po prostu skinęli łbami.
– Ja też – rzucił Kes, wskakując na konia. Neka, Bran i Wittor poszli za jego przykładem.
– My też. Co by nie było, bez nas to nie tylko nie załapiecie się na audiencję u Rady, ale nawet do miasta się nie dostaniecie. Jest noc, straż was nie przepuści, a magom otwierają bramy o każdej porze dnia i nocy.