– No trudno – westchnęła Anni. – Nie podoba mi się to wszystko, ale idę z wami…
– Gadaj, dziwko! Co on ci powiedział? Podał ci klucz, kolejność nut?
Stary mag trzymał mnie za podbródek, zmuszając, żebym mu patrzyła w oczy. Wyszczerzyłam zęby, doskonale wiedząc, co będzie dalej, wiedząc, że popełniam błąd. Ludzie wszystkich czasów i światów są tacy sami – wierzą, że cel uświęca środki. Nigdy nie zdawali sobie sprawy, że wyrządzając ból rozumnej istocie zabijają własne dusze, skazując je na wieczne męki po tamtej stronie…
– Będziesz mówić?
– Mistrzu, czemuż się tak cackacie z tą dziwką? – Młody łapacz z nieprzyjemnym uśmiechem pogłaskał górskiego wilka. – Dajcie ją mnie, zaraz zacznie śpiewać…
– Zaproponuj mi jeszcze złoto, chłopczyku. – Z trudem otwarłam zaschnięte usta i próbowałam poruszyć związanymi na plecach rękami, napięłam nadgarstki w beznadziejnej próbie pozbycia się więzów. – A najlepiej rozwiąż mi ręce i powiedz to jeszcze raz.
Łapacz zacisnął pięści i ruszył do mnie. Siarczysty policzek był odpowiedzią na moją bezczelność. Wiem, że uprzejmi żyją dłużej, ale ja już tak mam, złośliwość to moja druga natura.
– Zostaw, Art, nie dotykaj jej. Nie podoba mi się ta najemniczka, jest w niej coś obcego.
– Szpieg starszych, mistrzu? Myślicie, że te tchórze jednak wylazły ze swoich śmierdzących nor? Elfka albo zwierzołak? Bo na driadę w każdym razie nie wygląda…
– Może jeszcze do kompletu wymienisz rusałki, smarkaczu? – przerwałam i kolejny raz szarpnęłam nadgarstkami, ale sznur był zawiązany z użyciem takich czarów, że nawet w najlepszym czasie bym go nie zerwała. – A o tym, żeś mnie uderzył, to jeszcze porozmawiamy, jak się spotkamy i nie będę miała związanych rąk. Masz to u mnie…
– Art! – Stary mag powstrzymał młodszego, który zamierzył się do następnego ciosu. – A ty, mała, przypomnij sobie co prędzej, co feyr powiedział twojemu szefowi. Czego zdrajca od niego chciał?
Odwróciłam głowę i zaśmiałam się chrypliwie. Pokusa, żeby zwalić wszystko na Kesa, była nęcąca. Jego życiu by to nie zagroziło w żaden sposób, a mnie by uratowało – ale poczucie, że tchórzę, że boję się ludzi, rozlało się po żyłach jak trucizna. Oni? Ośmielili się mnie uwięzić? Chcą mnie zmusić do zdrady? Magowie rozkazują mi mówić? Jeszcze czego!
Zagryzłam usta do krwi, ostentacyjnie, rozkoszując się każdą sekundą swojego „triumfu”. Magowie zamarli, nie mogąc uwierzyć własnym oczom. Za dobrze wiedzieli, jaki kolor ma prawdziwa krew. Za dużo jej przelali i bali się, że kiedyś nadejdzie dzień zapłaty. No i… nadszedł. W postaci związanej, bezbronnej Księżniczki, która teraz i muchy by nie skrzywdziła. Śmieszne.
Zaczęłam się śmiać. Nie z nich. Z siebie. Prawidłowo – kiedy gorzej już być nie może, pozostaje tylko cieszyć się, że gorzej już nie będzie.
Weszli do Akademii o świcie. Nie zdejmując rąk z rękojeści broni, przeszli przez główną bramę. Nikt nie śmiał ich zatrzymać.
Wszyscy wiedzieli, że trzej członkowie Rady i jeden młody łowca w nocy próbowali odbić więźnia. Niósł się za nimi szept: „Zdrajcy!”, ale nikt nie próbował ich zatrzymać. Łowcy zbyt dobrze znali swoich byłych kolegów.
– Wiesz, w co się pakujemy? – szepnął Neka do idącego obok niego Kesa. – Coś mi się zdaje, że przychodzić tutaj to nie był dobry pomysł.
– Nie możemy jej zostawić. – Kes potrząsnął głową. – Już nie mówię o tym, że ona się poświęciła, żeby nas uratować, ale sam słyszałeś, tylko ona jest w stanie prawidłowo posłużyć się Rogiem. Tylko ona jest w stanie przywrócić rozum niższym feyrom. Ona jest jedyną szansą dla tego świata.
Neka uśmiechnął się. Skąd wiedział, że otrzyma taką odpowiedź?
Uderzył mnie w twarz. Zamaszyście, mocno. Na ustach pojawiła się krew, ciekła z kącika ust ciężkimi kroplami, cienką strugą płynęła w dół, po szyi, za rozerwany kołnierz…
Jeszcze trochę. I troszeczkę. No, jeszcze odrobinę. Dopóki oszaleli z nienawiści magowie odreagowują, biją potwora, który znienacka znalazł się w ich mocy. Póki nie widzą dymu, nie czują spalenizny. Jeszcze trochę i troszeczkę, a więzy puszczą. A wtedy…
– Dziwka!
Uderzył mnie w brzuch, instynktownie zawyłam i zgięłam się wpół, przyciągając kolana do piersi, odruchowo broniąc się przed dalszymi ciosami. Bolało.
– A tak lubisz? Coś ci teraz mniej wesoło!
– Art, przestań! – Starszy cofnął się, dysząc ciężko. – Jeszcze nie czas.
– Faktycznie, jeszcze nie czas. Jeszcze nie przećwiczyłeś na mnie wszystkich zaklęć ze swojego bogatego repertuaru, co? – Splunęłam. W ślinie było coś złotego. Niedobrze. Krew mi idzie z gardła, czyli coś mam w środku odbite. Lepiej nie stracić tego ciała.
Znów biją. Niech szlag trafi mój długi ozór! Zaklęcia, ciosy, obelgi. I powoli poddające się więzy, powoli słabnące zaklęcie krępujące.
Jest!
– No, chłopaczku, teraz spróbuj powtórzyć to, co wtedy powiedziałeś…
Młody łapacz osłupiał, gdy na jego przegubach zacisnęły się moje palce. Złość skutecznie zastąpiła mu rozum.
– A może masz zwyczaj walczyć tylko z przeciwnikiem bezbronnym i związanym?
– Zgiń, zarazo! – zasyczał, krzywiąc się z bólu. Kątem oka zauważyłam, że z palców mistrza zaraz wystrzeli zaklęcie. Nie miałam czasu ani ochoty zastanawiać się, jakie. Pociągnęłam swojego zakładnika w dół, na siebie, próbując użyć go jako tarczy.
I spóźniłam się.
Setki stalowych igieł leciały w moją stronę. Dziesiątki dotarły do celu. Mag zwyciężył. A ja?
– Jak śmieliście pokazać się tutaj po tym… tym… i jeszcze ze sobą nieludzi przyprowadzać!
Hron, przewodniczący Rady Akademii, nabrał powietrza w płuca, sposobiąc się do kolejnej gniewnej tyrady. W innej sytuacji Kes nie ośmieliłby się mu przerywać, ale teraz… Teraz czuł, jak czas ucieka, wiedział, że Rey go potrzebuje. Mag nie wiedział, czy to więź między nimi wreszcie zaczęła działać z pełną siłą czy też wszystkiemu winien jego niepokój o Księżniczkę.
– Mistrzu, bardzo was proszę, to ważne. Przecież wiecie, że nie przychodzilibyśmy tutaj, gdyby to nie było…
– Pewnie, że byście nie przyszli! Zdradziliście Akademię, związaliście się z wrogami, wy… Czy wy macie pojęcie, do czegoście doprowadzili? Zresztą, co ja tu z wami rozmawiam! Dawno powinienem był wezwać ochronę! Tylko mój sprzeciw sprawił, że Rada was nie osądziła. Obiecałem, że przyjdziecie i się wytłumaczycie. Rozumiecie? Mogliście już dostać karę śmierci! Gdybyście… Neka, Bran, jakim cudem wyście się w to wplątali? O Boże! Toż myśmy od początku razem pracowali, nigdy mnie nie zawiedliście!
– Hron…!
– Mam ochotę was własnoręcznie udusić. Czy wy macie pojęcie, ten Książę to był klucz do wszystkiego! To była nasza jedyna szansa na rozpracowanie działania Rogu. On jeden znał sekwencję nut, która mogła podporządkować nam feyry! A wy… wy…
– Hron! – szczeknął nagle Bran. – Zamknij się na chwilę! Daj nam coś powiedzieć!
– Tłumaczenia nic wam nie pomogą – zauważył tamten już spokojniej.
– Gdzie jest Rey, mistrzu?
– O kim wy mówicie, Kessar? Aha… Pewnie o tej najemniczce? Agon i Art właśnie ją przesłuchują.
– Co?! – zerwał się Neka. – Hron, natychmiast poślij kogoś i niech przerwą przesłuchanie. Natychmiast!