Выбрать главу

– Jeszcze mi mówisz, co mam robić? Chyba nie rozumiesz sytuacji!

– Rozumiem sytuację doskonale, idioto! Płakałeś, że ci zabiliśmy najcenniejszego więźnia, Księcia, nadzieję na pokój! A prawda jest taka, że to twoje psy teraz właśnie niszczą naszą ostatnią szansę! Ta dziewczyna jest dziedziczką Jesiennego Łowca, Władczynią Jesiennego Rodu! To jest Księżniczka, ta sama, której ojca skazaliśmy! Masz pojęcie, co będzie, jeśli ona zginie albo ostatecznie straci wiarę w ludzi? Wtedy wszyscy leżymy!

Hron zmienił się na twarzy. Zbladł jak kreda. Pamięć złośliwie podsunęła mu scenę przesłuchania pewnego zwierzołaka złapanego na ludzkim terytorium…

* * *

Ból. Jakbym stała nago w ogniu tysiąca słońc. Mam wrażenie, że ten ból nie ma początku ani końca. Wieczność w piekle. Ból i strach.

– Rey, wytrzymaj, Rey… Wszystko będzie dobrze, przecież jesteś nieśmiertelna! Nie możesz umrzeć! – Woła mnie czyjś głos. Nie rozumiem słów, nie rozumiem, czego ode mnie chcą, po prostu kąpię się w tych dźwiękach, odpychających ból, ocieniających obnażone ciało. - Lina!

– I ty to nazywasz miłosierdziem? Zobacz, co twoi kochani nauczyciele z nią zrobili! Kim trzeba być, żeby coś takiego zrobić z rozumną formą życia? – Czyjś ryk, też znajomy, nie taki swojski, ale kochany… Nie pamiętam imion, ale wiem, że jestem teraz bezpieczna. Gdzieś tam głęboko w środku kołacze się wiara.

Wszystko będzie dobrze…

* * *

– Czyli ona jest gotowa współpracować z Akademią i skończyć wojnę? Jesteście pewni, że można jej wierzyć?

Mistrz Hron patrzył wyczekująco na starych przyjaciół. Starsi, pies feyr i młodsi magowie zostali w pokoju – uzdrowiciele, którzy badali Księżniczkę, nie zdołali ich wyrzucić. Zachowywali się, jakby z każdej strony spodziewali się podstępu, cały czas z napiętą uwagą, gotowi bronić Księżniczki przy najmniejszych oznakach zagrożenia.

– Jesteśmy pewni – odpowiedział za obydwu Bran. – Całkowicie. Przecież wiesz, że feyry ponoszą ogromne straty. Dla istot nieśmiertelnych to jest za wysoka cena nawet za zemstę. Księżniczka też to rozumie, chociaż nie wie, jak naprawdę sprawy stoją. Mam wrażenie, że ona boi się myśleć o tym, ilu poddanych się nie doliczy po powrocie, ilu zginęło przez to, że chciała się zemścić na ludziach, a nie pomyślała o wszystkich konsekwencjach swojego samobójczego posunięcia. Przecież wiesz, że szukaliśmy jej prawie dwa lata. Sam kazałeś nam sprawdzić, czy to możliwe, że nieuchwytny feyr jest rozumny. Sprawdziliśmy. Początkowo nie spałem po nocach, tak się bałem. A potem, jak ją lepiej poznałem, to zacząłem się zastanawiać, czyśmy się nie pomylili. Hron, to jest dziecko! Na Boga! Zwyczajna zagubiona dziewczynka! Nawet teraz w niej jest dużo więcej z człowieka niż z feyra. A poza tym… jest jeszcze jedna okoliczność, która przekreśla wszelkie podejrzenia.

– Mianowicie? – zaciekawiony Hron pochylił się do przodu.

– Pamiętasz legendę o obrońcach?

– O tym, że feyr zakochuje się w człowieku i wtedy broni go przed wszystkim i wszystkimi i obdarza nieśmiertelnością? To bajki. Sam wiesz, że żadnych dowodów na to nie ma i nie było. Zwyczajna klechda ludowa.

– Niech będzie klechda, ale nie ma dymu bez ognia. Ta legenda ma realne podstawy i nie jest daleka od prawdy. Nie do końca rozumiem istotę tej więzi, ale z tego, co widziałem przez ten czas, to wychodzi, że Rey chroni Kesa. Nazywa go swoim sunner-warrenem, z tego co rozumiem to jest coś w rodzaju podopiecznego. Była gotowa dla niego umrzeć! Rozumiesz, co to znaczy?

– O Boże! To… no po prostu wstrząsające.

– Ale wykorzystywać tę więź dla kontroli – odezwał się nagle Neka, który dotąd słuchał przyjaciela uważnie i w milczeniu – tobym nie radził. To wszystko jest mocno pokręcone. Nie wtykajmy kija w mrowisko. Księżniczka dotrzyma obietnicy, zwróci feyrom rozum, wyprowadzi je za Wrota, ale rządzić sobą nie da. Prędzej umrze, niż będzie wam służyć.

– Wasz przyjaciel dobrze mówi, mistrzu. Rey-line nigdy nie pokłoni się zabójcom jej ojca – odezwał się Pożogar, zjawiając się znikąd. Po prostu pojawił się w pustym miejscu i ułożył na dywanie, z pyskiem na wyciągniętych łapach, obserwując ludzi spode łba.

– A…

– Nazywam się… Mówcie mi Pożogar, tak będzie wygodniej, wy, ludzie, zawsze przekręcacie słowa prawdziwej mowy.

– A…

– Hron, nie przeszkadzaj naszemu gościowi – uśmiechnął się Bran, rozbawiony konfuzją przewodniczącego Rady. – Jestem pewien, że ma nam coś do opowiedzenia.

– Słusznie mówicie, mistrzu. – Pies uprzejmie zastrzygł uszami. – Przyszedłem w konkretnej sprawie. Wiem, że to wygląda na jakieś szaleństwo, ale mam propozycję. W tej chwili jestem kimś w rodzaju… pomocnika Pani Jesieni… jak to powiedzieć… w waszym języku nie ma odpowiedniego słowa. Nie pomocnik… Zastępca? Tak, na pewno, to jest to słowo. A więc: Księżniczka jest chwilowo pozbawiona możliwości działania, a tu trzeba się spieszyć, wobec tego zaryzykowałem i podjąłem decyzję sam.

– Ale do rzeczy…

– Wiecie, że ostatnio ataki koszmarów Chaosu zdarzają się częściej? – Zamilkł na chwilę, aż doczekał się potakującego skinienia głową. – Granica oddzielająca Ład i Chaos osłabła. Zbyt wiele przysiąg złamano, zbyt wiele krwi rozlano, ten świat przegnił. Niedługo się zawali i Chaos pochłonie ziemie śmiertelnych, a być może i nieśmiertelnych. Taka jest prawda.

Bran zbladł. Jego koledzy też nie wyglądali lepiej. Hron zagryzł wargę do krwi. Magowie nie byli niepiśmiennymi chłopami. Wiedzieli wiele i wiele pamiętali, nieśli przez światy pamięć i mądrość. Choć ich wiedza była fragmentaryczna, choć sami czasem wątpili w jej wartość, niezdolni oddzielić ziarna od plew, to przecież oni, kronikarze i obserwatorzy, wiedzieli lepiej niż ktokolwiek inny, że Chaos to nie jest siła, z którą można by się dogadać, ani zagrożenie, wobec którego można dalej zawracać sobie głowę starymi podziałami.

– Co…? – zachrypiał Hron i zamilkł, nie radząc sobie z własnym głosem.

– Co proponujecie? – wyręczył go Neka. – Mówicie w tej chwili w imieniu całego swojego ludu?

– W imieniu Jesiennego Rodu – sprostował Pożogar. – Proponuję wam sojusz. Granica zostanie przerwana w dniu mocy mojej pani, czterdziestego dnia jesieni, o świcie. Jeśli zgodzicie się przerwać polowanie na feyry i zapomnieć o podziałach, jeżeli zwrócicie Róg zagrabiony poprzedniemu władcy, to pierwszego dnia jesieni feyry odzyskają świadomość, a kiedy Granica padnie, cały mój ród stanie ramię w ramię ze śmiertelnymi. Nie mogę mówić w imieniu wszystkich starszych, ale wierzę, że wśród nich także nie znajdą się tchórze, którzy uchylą się od swojego obowiązku. Proponuję wam umowę, ludzie. Decydujcie. Świadomi błędów przeszłości, nie popełnijcie błędu, wybierając dalszą drogę.

* * *

Otworzyłam oczy i próbowałam zorientować się, gdzie się właściwie znajduję. Na pierwszy rzut oka w każdym razie nie wyglądało to na podziemia Akademii. Na salę tortur tym bardziej nie. Dziwne. Czyżby teraz w takich warunkach trzymano więźniów? Czy może magów ruszyło sumienie? No nie, bez żartów.

– Jak się czujesz? – cichy, ale dobrze znajomy głos wyjaśnił sytuację.

– Kes, niech cię szlag najjaśniejszy trafi, co wyście za moimi plecami namotali?

– Jak się czujesz? – powtórzył, całkowicie ignorując moje oburzenie.

– Uhhm…

Spróbowałam się podnieść, ale ból mi nie pozwolił. Łzy pociekły mi z oczu. Kiedy wreszcie złapałam w pewnym stopniu kontakt z rzeczywistością, Kes uśmiechnął się wyrozumiale. O dziwo, nie zaobserwowałam radości na widok mojego opłakanego położenia. Jakby mu było… przykro? Bał się o mnie? Kes? O, Żywioły, czyja umarłam i to dookoła to jest Chaos?