Выбрать главу

– Uzdrowiciele zabronili ci wstawać, jak się obudzisz. Jeszcze przez tydzień nie wolno ci wstawać, a na pełne wyleczenie potrzeba najmarniej dwóch miesięcy.

– Gdzie jesteśmy?

– W Akademii, a gdzie mamy być? Po twoim idiotycznym poświęceniu nie mieliśmy innego wyjścia, jak iść do Rady.

– I co? Rada tak po prostu mi wszystko wybaczyła i jeszcze kazała leczyć? – prychnęłam sceptycznie. – Co wyście obiecali magom?

Kes tylko spuścił wzrok.

– Co! Obiecaliście! Im! Za! To? – ryknęłam w bezsilnej złości. – Co im powiedzieliście?

– To! Nie! Ja! – odkrzyknął gniewnie.

– Pamiętam około stu podstawowych języków ludzkich. Może byś mówił którymś z nich? – podsunęłam zgryźliwie.

– On niczego nie obiecał, Księżniczko – odparł Pożogar, wchodząc do pokoju i stąpając miękko po podłodze wyłożonej ozdobnymi płytkami. – Zresztą i tak wszelkie obietnice padły po waszym uwolnieniu, a nie w zamian za nie. Zorientowawszy się w waszym stanie, nie mogłem postąpić inaczej.

– Mów! – Próbowałam się rozluźnić, ale mięśnie uporczywie odmawiały podporządkowania się woli swojej nominalnej właścicielki.

– Kiedy wam się trochę poprawi, przewodniczący Rady Akademii chciałby spotkać się z wami i omówić sytuację istniejącą w danym momencie. Doszliśmy do porozumienia obejmującego nie tylko wasze życie i Róg, lecz także przerwanie polowań w zamian za to, że w chwili przerwania Granicy feyry będą walczyć razem ze śmiertelnymi, a Książęta spełnią swój obowiązek i stworzą fundament nowej Granicy. Elmir, Akir, Anni i Kito trzy dni temu rozjechali się do domów. Ja miałem zamiar wyruszyć dzisiaj, jeśli nie rozkażecie inaczej.

– Wybierasz się za Wrota?

– Tak. Mamy cały miesiąc zapasu, do tego czasu nic się nie zmieni, a Książęta muszą się dowiedzieć, jaką umowę zawarł nasz ród.

– Idź. – Z trudem uniosłam rękę i słabo machnęłam nią w stronę drzwi. – Ale pierwszy świt jesieni musi cię zastać przy mnie. Będziemy czekali w Kostriakach.

Odwrócił się w milczeniu i odszedł.

Kes uniósł brew z rozbawionym uśmiechem.

– W Kostriakach? Pewna jesteś?

– W Kostriakach – powtórzyłam. – Nie lubię Wołogrodu i nie zostanę tutaj. Ty możesz robić co chcesz, nie potrzebuję twojej pomocy.

– No wiesz?! Naprawdę myślisz, że cię puszczę samą? – obruszył się. Jego oburzenie spłynęło jak balsam na moją duszę. Troszczy się… – Co ty, zapomniałaś o naszej umowie? Nie zamierzam po tym wszystkim znowu za tobą ganiać.

Jęknęłam. Kes to Kes. Proszę, jest na tym świecie coś, co było, jest i będzie, bez zmian. Mała rzecz, a cieszy.

– Przysiągłem matce, Lina. Matce, ojcu, braciom. Przysiągłem, że ukarzę ich zabójcę. Magiczną przysięgę złożyłem! Przecież rozumiesz! Ja muszę dotrzymać przysięgi!

Jakby mnie kto obuchem zdzielił po głowie. Uszczypnęłam się, mając nadzieję, że to wszystko sen, zaraz się obudzę. To nieprawda. To mi się tylko śni. Kes nie mógł zrobić czegoś aż tak głupiego! Nie mógł dać niezłomnej przysięgi, której nic nie może rozwiązać! Której nie można nie spełnić! Nie mógł!

Ale determinacja w głosie maga starczała za wszelkie dowody. Mówił prawdę.

– W porządku… – To ja powiedziałam? Ten ochrypły głos, pełen dziwnej tęsknoty? – W porządku, Kes, rozumiem. Ja zrobię to, co do mnie należy. Gdy tylko feyrom wróci rozum, spotkamy się i wskutek tego spotkania upadek Granicy zobaczy tylko jedno z nas. I to nie będziesz ty. Rozumiesz, prawda? Dam sobie radę, znajdę inny punkt oparcia, innego podopiecznego, dam radę… – przekonywałam raczej siebie niż jego.

Milczeliśmy długo, starannie udając, że nic się nie stało.

Ale wiedziałam, że wszystko się zmieniło. Teraz nie czułam, że mam prawo zabić Kesa. Był ofiarą tak samo jak ja. Ofiarą swojego nieprzemyślanego czynu. Był niewinny. Ale…

O, Żywioły! I co ja teraz mam począć?

Rozdział X

NIECH ZABRZMI RÓG

31 SIERPNIA – 30 WRZEŚNIA

Co to za hałas? Uniosłam się nieco, sycząc. Ból żeber towarzyszył mi niemal ciągle już od miesiąca. Kes wzdrygnął się i otworzył oczy. Przeciągnął się z chrupotem kości i spojrzał za okno.

– Coś się dzieje – powiedział z namysłem. – Panika na ulicy. Czuję magię, ktoś rzuca bardzo silne zaklęcia. Wygląda na to, że krąg magów pracuje. Tylko nie mam pojęcia, co z tego wszystkiego ma być.

Zakrztusiłam się. Odkaszlnąwszy, próbowałam wstać, ale żebra zareagowały na to tak, że wolałam zostawić to nieszczęsne ciało w spokoju. Pewnie, że moje kości zrosną się całkiem szybko – nie jestem jakimś biednym człowiekiem – ale jeszcze najmarniej przez tydzień takie ataki będą się powtarzać. Mam za swoje, było nie ruszać w drogę nie wyleczywszy się do końca.

Gdybym tak mogła przejść za Wrota! W ziemiach nieśmiertelnych przybrałabym swoje prawdziwe ciało i teraz nawet nie pamiętała, że coś mnie bolało. Ech, marzenia… Rzeczywistość była ponura. Już prawie dwa tygodnie kwitliśmy w Kostriakach. Nie chciałam pomocy magów, uparłam się ruszyć w drogę wierzchem. Ciało protestowało, ale jakoś wywiązywało się ze swoich obowiązków.

W Kostriakach zatrzymaliśmy się w „Czarnym Piątku”. Alik długo kręcił głową i za każdym razem, przychodząc mnie odwiedzić, obrzucał maga złym spojrzeniem. Kes szczerze cierpiał z tego powodu, ja śmiałam się w kułak, kiedy nikt nie widział, Alik zaś ciągle zrzędził, że przecież od początku mówił… że tak będzie… że zostanę kaleką i tak to jest, jak się ktoś zadaje z łapaczami.

– Pożogar jeszcze nie wrócił?

Akir, Elmir i Kito mieli zjawić się na Granicy dziesiątego, natomiast feyr obiecał dołączyć do nas zaraz po zaniesieniu do wiecznych krain wiadomości o zmianie mojego statusu i kopii układu z magami.

Kes zmarszczył czoło, cały czas patrząc na ulicę. Poranna zorza oświetliła jego głowę, nadając włosom rudą barwę, jak sierść lisa.

Nie kombinuj, Rey! Za dużo myślisz! Oni nie mają ze sobą nic wspólnego! Kes w niczym nie jest podobny do Lissiego! W niczym, rozumiesz?

Od prób poradzenia sobie z czarem oderwało mnie stukanie do drzwi. Kes ze zdziwieniem wzruszył ramionami. Nie spodziewaliśmy się żadnych gości o tej porze.

Zapiął część guzików koszuli i, najwidoczniej uznawszy, że wygląda już dostatecznie przyzwoicie, otworzył drzwi.

– To nie wasz piesek? – Chłopiec patrzył na maga z nadzieją. – Całą noc siedział na dole, jakby na kogoś czekał. Szef powiedział, że jak na takiego zwykłego kundla to za mądry, i kazał go wam pokazać, wyście czarodziej, wy często z takimi chodzicie…

Zamilkł pod badawczym spojrzeniem Kesa. Pożogar, bo on to był, szczeknął cicho, dając do zrozumienia, że nie ma się z czym kryć.

– Tak, to mój pies. Dzięki, że go przyprowadziłeś – odpowiedział mag z wymuszonym uśmiechem i podał chłopcu monetę wyciągniętą z powietrza. Dzieciak z lekkim niedowierzaniem ugryzł pieniążek, upewniając się, że to nie iluzja, rozpromienił się, puścił psa i pobiegł na dół, do dużej izby, żeby zanieść szefowi wiadomość o pomyślnym rozwiązaniu problemu dziwnego psa.

– Pozdrawiam was, Pani Jesieni. – Pożogar skłonił głowę i wskoczył na fotel, w którym do tej chwili drzemał Kes. Mag prychnął i usiadł po turecku w powietrzu. – Mam wiadomości, ale obawiam się, że waszej wysokości nie ucieszę.