Выбрать главу

– A my już prawie myśleli, że nie przyjdziecie – uśmiechnął się jowialnie Alik. – Ja już dziesięć srebrniki do tego tłuka przegrał. Powiedzcież dla starego, krew sia polała między wami?

– Polała się – burknęłam odruchowo.

Alik chuchnął w dłoń, radosny jak dziecko. Ryży skrzywił się, sięgnął do kieszeni i wyciągnął dukata.

Z westchnieniem oddał monetę roześmianemu zwycięzcy.

* * *

Siedzieliśmy we trójkę w naszym dawnym pokoju. Alik nikomu go nie wynajął, cały mój bagaż leżał, jakbym wyszła z pokoju przed chwilą. Kes pakował się w pośpiechu, więc też wziął tylko najpotrzebniejsze rzeczy.

Usiadłam na tym samym fotelu, machinalnie strącając z poręczy nieco złocistej sierści – pamiątkę po wizycie Pożogara.

– Hele, właściwie dlaczego zostałeś? Myślałem, że wrócisz do Akademii.

– Byłem pewien, że się pojawicie. – Tamten wzruszył ramionami. – Miałem niewykonalne zadanie, nie miałem ani czasu, ani środków, żeby was szukać po całej Rusi, więc postanowiłem liczyć na szczęśliwy los. Jak widać, miałem dobry pomysł.

– Zadanie? – spytałam. Taktyka Helego mało mnie obchodziła, ale to, jak sprawy stoją, bardzo.

– Owszem, mi Sid, zadanie.

– Daruj sobie próby przestrzegania etykiety, zwłaszcza jak masz robić takie głupie błędy – skrzywiłam się. – To jest zwrot dla niższych z Jesiennego Rodu, ale nawet niższe z innych rodów opuszczają zaimek dzierżawczy. Nie jesteś moim poddanym, a ja nie zamierzam być kimkolwiek dla człowieka.

– A on? – uśmiechnął się złośliwie rudzielec. – On też dla was jest nikim?

– Kessar to wyjątek – przyznałam niechętnie. – I nie sądzę, żeby jakikolwiek inny człowiek był w stanie zająć jego miejsce. To nie jest wygodne miejsce. Ale lepiej pomówmy o wzajemnych stosunkach naszych ras w odpowiedniejszym czasie, w tej chwili bardziej mnie obchodzi, co się stało, że magowie wysyłają do mnie kuriera, skoro można było dużo prościej: zwrócić się do mojego… zastępcy, Przewodnik Jesiennej Sfory.

Hele spuścił głowę. Nagle zrozumiałam, dlaczego się tak zmieszał. Ludzie mało się orientowali we wzajemnych stosunkach i hierarchii feyrów. Nie bez znaczenia była tu ziemska postać Pożogara – brali go za towarzysza, ochroniarza, a nie kogoś, kto ma władzę.

– Drugiego września delegacja Akademii, między innymi ja, teleportowała się do Wrót. Powitało nas dwoje Książąt.

– Książąt? – uniosłam ze zdziwieniem brew. – Tak zaraz przy Wrotach Książęta?

– Owszem. Kobieta i mężczyzna. Oświadczyli, że bezpośrednie komunikowanie się z ludźmi jest poniżej ich godności, i odesłali do was, Rey-line.

– Dziwne. Bardzo dziwne. Dwoje Książąt u Wrót, mówicie. Sami byli?

– Sami. Zdziwiło nas to trochę, ale to były feyry, sprawdziliśmy zaklęciami.

– Sprawdziliście? Książęta? Życie wam zbrzydło? Cała ta historia wyglądała jak wyjęta z jakiegoś absurdalnego snu.

Książęta bez obstawy w ziemiach śmiertelnych?

Książęta nie mordują na miejscu ludzi, którzy ośmielili się użyć magii w ich przytomności?

Książęta, którzy doskonale wiedzą o układzie i jak najbardziej są w stanie prowadzić rozmowy z nowymi sojusznikami, odsyłają ich do mnie, a nie do Pożogara, chociaż jego status mojej prawej ręki jest bezdyskusyjny?

Co to za brednie! Czy moi współplemieńcy przez te lata postradali resztki rozumu? Pieśń wywołała nieodwracalne zmiany w ich psychice?

– Rey? – Kes patrzył na mnie pytająco.

– Char szer-rosz! – zaklęłam w jednym ze stepowych dialektów ludzi. – Nic z tego nie rozumiem. To niemożliwe. Układ uznały wszystkie rody i nawet Tkaczka to przyklepała! Kes, zupełnie mi się to wszystko nie podoba. Książęta w życiu by nie poszli we dwoje na ziemie śmiertelnych! Nawet z obstawą niższych! To byłoby jakieś dziwactwo, nie ma takiego zwyczaju i nie ma potrzeby!

Hele spochmurniał.

– Księżniczko, pewniście? Tych dwoje to nie byli ludzie, ale starsi też nie. Nie jesteśmy w stanie ustalić Książąt magią, więc stosowaliśmy metodę eliminacji.

– Ściema. – Potarłam skronie, wzdychając ciężko. – Wyrolowali was, magu. Straciliśmy przez waszą naiwność prawie miesiąc. Nie przemieściliście wojsk nad Granicę?

– Wszyscy łowcy i ściągnięte oddziały wojskowe już są w Północnych Ziemiach – uspokoił mnie rudzielec. – Mistrz Neka i mistrz Bran przekonali Radę, że tak trzeba. Gdy tylko zaczęli się pojawiać starsi, nikt już nie wątpił w to, co mówiliście.

– Starsi? Kto?

– Zwierzołaki, jednorożce i elfy. W każdym razie tydzień temu w Północnych Ziemiach byli tylko oni. Ja mało wiem, tyle co z telepatyków na ogólnej fali, wysyłanych do wszystkich łowców. Ostatnio moi koledzy się nie odzywają, oszczędzają siły, a ja nie jestem mocny w przekazie na duże odległości.

– Rozumiem. Krótko mówiąc, Kito, Akir i Elmir z Elgorem już tam są. Jesteście w stanie teleportować się do Akademii? Trzeba jak najszybciej zrobić porządek ze współpracą ludzi ze starszymi.

Hele pokręcił głową. Nie starczy mu mocy. Jeszcze się nie zregenerował po ostatnim skoku. Kesa nawet nie pytałam.

– Krótko mówiąc, trzeba niezwłocznie jechać do Wołogrodu.

– Do Pschowa – sprostował Hele. – Rada się przeniosła. Bo rozumiem, że chcecie rozmawiać konkretnie z Radą?

– Owszem, z nimi. Skoro kwestionowali to, co mówiłam, muszę potwierdzić umowę.

* * *

Dom łapaczy w Pschowie zupełnie nie przypominał okazałej siedziby Akademii. Taki sobie zwyczajny budynek, niczym się niewyróżniający. Można było przejść obok i nie zwrócić uwagi. Kes i Hele odprowadzili do stajni zmęczone feyry, którym przyszło we dwóch nieść troje jeźdźców. Szczerze współczułam swojemu staremu znajomemu – to właśnie on niósł przez ostatnią godzinę podróży Kesa i mnie. Jesienny koń słaniał się ze zmęczenia. Szczerze mówiąc, wcale nie byłam pewna, czy wytrzyma i doniesie nas do celu.

– Hele, Granica padnie już za pięć dni. Czy Rada jest w stanie zebrać się dzisiaj? Jutro chcę ruszyć na Północne Ziemie.

– Owszem, wasza wysokość. – Mimo naszej dawniejszej znajomości i dziecinnych wzajemnych złośliwości mag nie przeszedł na swobodny ton, podkreślając oficjalny charakter rozmowy. – Uzgodnię, żeby wam wyznaczono pokój, i natychmiast was zaprowadzę do mistrzów. Wszyscy oni powinni być w mieście, więc myślę, że za jakieś trzy godziny będziemy mogli zebrać się w pełnym składzie. Kes, pomożesz?

Podopieczny poczekał na mój aprobujący gest, wziął sakwy i ruszył za rudym magiem.

– Rey, idziesz? – spytał, odwracając się w progu.

– Nie, mam tu umówione jedno spotkanie. Wrócę za dwie godziny, może szybciej.

– Pójść z tobą?

– Nie ma potrzeby. To wizyta u starego znajomego, nic mi nie grozi – skłamałam na poczekaniu. Kes to wyczuł, ale nie spierał się ze mną. Ten nowy Kes zdecydowanie mi się podobał. Jakby wraz z przysięgą pozbył się gorsetu uprzedzeń i nienawiści. Nie, nie zapomniał, nie przebaczył, po prostu otworzył oczy i dotarło do niego, że ktoś pomalował jego czarno-biały świat wszystkimi barwami tęczy.

Poprawiłam Damę i wywołałam z pamięci mapę Wołogrodu. Taaak… To gdzie ta dzielnica artystów?

* * *

– Pięknie wyszło, Leyri. Wierzyć się nie chce, że to byłam ja…

Piłam gorącą herbatę, rozkoszując się widokiem obrazu, do którego pozowałam poprzednim razem. Rudy młodzieniec siedział na ziemi, a dokoła niego krążyły złote liście. Pięknie.