Выбрать главу

— Czytałeś wszystkie księgi o magii? — zapytał Strange’a.

— Co? Nie, skąd! Doskonale wiesz, że nie — odparł Strange. (Myślał o księgach w bibliotece w Hurtfew).

— Czy wiesz, dokąd prowadzą korytarze, które dziś widziałeś? — spytał sir Walter.

— Nie — odparł Strange.

— Wiesz, przez jaką mroczną krainę wiedzie most?

— Nie, ale…

— Stanowczo zatem należałoby postąpić tak, jak sugeruje pani Strange, i przeczytać wszystko na temat tych dróg, nim się na nie wróci, prawda? — zauważył sir Walter.

— Ale informacje w księgach są niedokładne i sprzeczne! Nawet Norrell tak twierdzi, a przeczytał na ich temat wszystko, co jest do przeczytania. Możecie być pewni.

Arabella, Strange i sir Walter spierali się przez kolejne pół godziny, aż wszyscy poczuli irytację i znużenie i zapragnęli jak najszybciej pójść spać. Tylko Strange wydawał się zachwycony opisami dziwacznych, cichych korytarzy, nie kończących się dróg i pustych, rozległych okolic. Arabella była autentycznie przerażona tym, co usłyszała. Nawet sir Walter i pułkownik Grant czuli niepokój. Magia, pozornie tak znajoma jeszcze kilka godzin wcześniej, stała się nagle nieludzka, nieznana, nieziemska.

Strange uznał ich za grono najbardziej irracjonalnych i denerwujących osób w całym kraju. Najwyraźniej nie pojmowali, że uczynił coś niezwykłego. Nie przesadziłby, twierdząc, że było to najważniejsze dokonanie w jego karierze. Od czasów Martina Pale’a żaden mag nie znalazł się na Królewskich Traktach. Zamiast mu jednak gratulować i wychwalać jego zdolności, co byłoby wysoce pożądane, tylko narzekali, całkiem jak Norrell.

Następnego ranka obudził się zdecydowany powrócić na Królewskie Trakty. Radośnie przywitał się z Arabella, rozmawiał z nią na różne obojętne tematy i ogólnie usiłował udawać, że wieczorna kłótnia wybuchła z powodu jej przemęczenia i dziwnej determinacji. Zanim jednak zdołał przez najbliższe lustro wymknąć się na Trakty, Arabella powiedziała mu wprost, że czuje to samo co uprzedniej nocy.

Czy w ostatecznym rozrachunku śledzenie przebiegu kłótni między mężem i żoną nie jest jałowe? Przecież z pewnością tylko jeszcze bardziej gmatwa ona sytuację. Dyskusje tego typu prowadzą do wyciągania argumentów i żalów sprzed lat, całkowicie niezrozumiałych dla wszystkich z wyjątkiem dwojga zainteresowanych. Żadna strona nie potrafi udowodnić swoich racji, a jeśli nawet, cóż z tego?

Chęć życia w harmonii i przyjaźni z małżonkiem jest bardzo silna, a Strange i Arabella nie różnili się pod tym względem od innych. W końcu po dwóch dniach nieustannych swarów złożyli sobie obietnicę. On zobowiązał się nie wracać na Królewskie Trakty dopóty, dopóki ona mu nie pozwoli. W zamian za to ona obiecała mu to pozwolenie, gdy tylko on zdołają przekonać, że wyprawa jest bezpieczna.

Rozdział piętnasty

Ława Pięciu Smoków

listopad 1814

Siedem lat temu dom pana Lascellesa na Bruton Street uważano za jeden z najpiękniejszych w Londynie. Osiągnięcie takiej doskonałości było możliwe jedynie przez bardzo bogatego próżniaka, który poświęca większość życia na zbieranie malowideł i rzeźb, a niemal cały wysiłek intelektualny koncentruje na wyborze mebli oraz tapet. Lascelles miał niezwykle dobry gust i talent do zestawiania barw na nowatorskie, czasem niezwykłe sposoby. Szczególnie upodobał sobie błękity, szarości i ciemny metaliczny brąz. Nigdy jednak nie przywiązywał się zbytnio do swej własności. Sprzedawał obrazy równie często, jak je kupował, tak więc jego dom nie upodobnił się do galerii sztuki, jak to bywa z domami niektórych kolekcjonerów. W każdym z pokojów Lascellesa znajdowało się zaledwie kilka obrazów i objets d’art, niemniej były wśród nich najpiękniejsze i najbardziej niezwykłe przedmioty w całym Londynie.

W ciągu ostatnich siedmiu lat jednak doskonałość domu pana Lascellesa nieco przybladła. Kolory, choć nadal wysmakowane, nie zmieniły się od siedmiu lat. Drogie meble były modne siedem lat wcześniej. W ciągu siedmiu lat kolekcja Lascellesa nie powiększyła się o żaden nowy obraz. Choć w tym czasie do Londynu trafiły niezwykłe antyczne rzeźby z Włoch, Egiptu i Grecji, nie zakupił ich Lascelles, lecz inni dżentelmeni.

Co więcej, wiele wskazywało na to, że właściciel domu znalazł sobie pożyteczne zajęcie, innymi słowy — zaczął pracować. Sprawozdania, manuskrypty, listy i dokumenty rządowe leżały na każdym stole i krześle, egzemplarze „Przyjaciół Angielskiej Magii” i księgi o magii można było znaleźć we wszystkich pokojach.

Działo się tak dlatego, że choć Lascelles wciąż udawał wstręt do pracy, był nią teraz wprost zawalony. Mimo że to właśnie Lascelles przyczynił się do wyboru lorda Portisheada na redaktora „Przyjaciół Angielskiej Magii”, sposób, w jaki jego lordowska mość pełnił redaktorskie obowiązki, niesłychanie go irytował. Lord Portishead podporządkowywał się panu Norrellowi we wszystkim — natychmiast wprowadzał zupełnie niepotrzebne poprawki i w rezultacie z numeru na numer czasopismo stawało się coraz nudniejsze i bardziej ogólnikowe. Na jesieni 1810 roku Lascelles znalazł sposób, by zostać jego współredaktorem. „Przyjaciele Angielskiej Magii” byli w czołówce pism najpowszechniej prenumerowanych w królestwie, co oznaczało sporo pracy. Dodatkowo Lascelles pisał o magii nowoczesnej do innych periodyków i gazet, doradzał rządowi w sprawach polityki magicznej, niemal codziennie składał wizyty panu Norrellowi, a w wolnym czasie studiował historię i teorię magii.

Trzeciego dnia po wizycie Strange’a u pani Bullworth Lascelles ciężko pracował w swojej bibliotece nad najświeższym numerem „Przyjaciół Angielskiej Magii”. Choć minęło już południe, nie znalazł czasu, by się ogolić i ubrać, i siedział teraz w płaszczu kąpielowym wśród stosu książek, papierów, talerzy śniadaniowych i filiżanek. Brakowało mu pewnego listu, więc postanowił go poszukać. Kiedy wszedł do salonu, ze zdumieniem ujrzał, że nie jest sam.

— Och, to ty — powiedział.

Nieszczęsny osobnik, który kulił się na fotelu przy kominku, uniósł głowę.

— Twój sługa poszedł cię szukać, by mnie zaanonsować — oznajmił.

— Ach! — Lascelles zamilkł, najwyraźniej nie wiedząc, co powiedzieć. Usiadł w fotelu naprzeciwko Drawlighta, oparł głowę na rękach i uważnie popatrzył na gościa.

Twarz Drawlighta była blada, oczy wydawały się zapadnięte. Miał na sobie zakurzony frak, byle jak wyczyszczone buty, nawet nieco wymiętą koszulę.

— Uważam, że postąpiłeś bardzo nieuprzejmie, przyjmując zapłatę za wpędzenie mnie w ruinę, kalectwo i szaleństwo — odezwał się w końcu Lascelles. — I to od Marii Bullworth! Zupełnie nie rozumiem, czemu się tak piekli, przecież nic się nie działo bez jej zgody. Nie zmuszałem jej do ślubu z Bullworthem. Po prostu zaproponowałem jej ucieczkę, kiedy już nie mogła znieść jego widoku. Czy rzeczywiście nalegała, by Strange pokarał mnie trądem?

— Och, pewnie tak — westchnął Drawlight. — Sam nie wiem. Ani przez chwilę nic ci nie groziło. Siedzisz tu, bogaty, zdrowy i zadowolony jak zawsze, a ja jestem największym nieszczęśnikiem w całym Londynie. Nie spałem od trzech dni. Tego ranka ręce drżały mi tak bardzo, że ledwie zawiązałem krawat. Nie masz pojęcia, jak upokarza mnie wychodzenie w takim stanie. Chociaż i tak nikt mnie nie przyjmuje, więc co za różnica. Zatrzaśnięto mi przed nosem wszystkie drzwi w Londynie. Ty jeden mnie przyjąłeś. — Umilkł. — Nie powinienem ci tego mówić.