Выбрать главу

A co z ludźmi, których skrzywdził Drawlight? Jaki był ich pogląd na całą sprawę? Bez wątpienia pan Palgrave — schorowany, kłótliwy staruszek, który życzył sobie żyć wiecznie, zamierzał oskarżyć Drawlighta o oszustwo, ale nie zdążył, gdyż następnego dnia niespodzianie umarł. Dzieci i spadkobierców pana Palgrave’a (znienawidzonego przez wszystkich) właściwie ucieszyła świadomość, że w ostatnich dniach staruszkowi towarzyszyły frustracja, smutek i rozczarowanie. Drawlight nie musiał się również obawiać panny Gray ani pani Bullworth. Przyjaciele i krewni panny Gray nie pozwoliliby jej się wmieszać w żałosną sprawę sądową, a życzenia pani Bullworth były tak niegodziwe, że w ich świetle to właśnie ona mogłaby wydać się winna; miała związane ręce. Pozostawali tylko Gatcombe i Tantony, piwowarzy z hrabstwa Nottingham. Jako człowiek interesu pan Gatcombe przede wszystkim przejął się odzyskaniem pieniędzy i wysłał po nie urzędników sądowych. Niestety, Drawlight nie mógł usatysfakcjonować pana Gatcombe’a, gdyż wszystko wydał znacznie wcześniej.

I tak oto dochodzimy do upadku Drawlighta. Choć uniknął stryczka, ponure przeznaczenie i tak objawiło się na zasnutym chmurami niebie jego egzystencji, by na czarnych skrzydłach sfrunąć ku niemu i go pokonać. Nigdy nie był majętny, wręcz przeciwnie. Zwykle żył na kredyt i z pożyczek. Czasem wygrywał pieniądze w jaskiniach hazardu, ale częściej zachęcał naiwniaków do gry, a kiedy (nieuchronnie) przegrywali, ujmował ich pod ramię i nie zamykając ust, prowadził do tego czy innego znajomego lichwiarza. „Nie mógłbym uczciwie polecić panu nikogo innego — mówił z powagą. — Wszyscy żądają potwornych odsetek, ale pan Buzzard bardzo się od nich różni. To taki sympatyczny staruszek. Nie potrafi spokojnie patrzeć, jak ktoś zmuszony jest do wyrzeczeń, podczas gdy on ma środki na pomoc. Moim zdaniem pożyczanie niewielkich sumek traktuje raczej jako działalność dobroczynną niż interes!” Za tę niezbyt ważną, niemniej istotną rolę we wpędzaniu młodych mężczyzn w długi Drawlight otrzymywał od lichwiarzy zapłatę — zazwyczaj cztery procent od odsetek z pierwszego roku za syna człowieka z ludu, sześć procent za syna wicehrabiego albo baroneta i dziesięć procent za syna earla lub księcia.

Wiadomość o jego hańbie krążyła po mieście. Krawcy, kapelusznicy i rękawicznicy, którym był winien pieniądze, zaczęli z niepokojem żądać zapłaty. Długi, które, jak przypuszczał, miały być odroczone o następne cztery lata albo i pięć, nagle trzeba było natychmiast uregulować. Mężczyźni o grubo ciosanych rysach i uzbrojeni w pałki bębnili mu do drzwi. Kilka osób radziło mu jak najszybciej wyjechać za granicę, ale Drawlight nie mógł uwierzyć, że przyjaciele tak szybko się od niego odsunęli. Sądził, że pan Norrell zmięknie, a Lascelles, jego najdroższy przyjaciel Lascelles, pomoże. Wysłał im obu pełne szacunku listy z prośbą o natychmiastową pożyczkę w wysokości czterystu gwinei. Pan Norrell nie odpowiedział, a Lascelles napisał tylko, że z zasady nigdy nie pożycza pieniędzy. We wtorkowy poranek Drawlighta aresztowano za długi i w piątek był już osadzony w więzieniu Sądu Ławy Królewskiej.

Wieczorem, pod koniec listopada, mniej więcej tydzień po tych wydarzeniach, Strange i Arabella siedzieli w salonie na Soho Square. Arabella pisała list, a Strange z roztargnieniem wyrywał sobie włosy i gapił się przed siebie. Nagle wstał i wyszedł z pokoju.

Wrócił po godzinie z naręczem kartek pokrytych zapiskami.

Arabella uniosła wzrok.

— Myślałam, że skończyłeś artykuł do „Przyjaciół Angielskiej Magii” — zauważyła.

— To nie jest artykuł do „Przyjaciół Angielskiej Magii”. To recenzja książki Portisheada.

— Nie możesz recenzować książki, którą sam pomagałeś napisać. — Arabella zmarszczyła brwi.

— Owszem, mogę. W pewnych okolicznościach.

— Coś podobnego! A cóż to za okoliczności?

— Zamierzam ujawnić, że to odrażająca książka, niegodziwe oszustwo i występek przeciwko narodowi brytyjskiemu.

Arabella spojrzała uważnie na męża.

— Jonathanie — powiedziała w końcu.

— To naprawdę odrażająca książka.

Wręczył jej kartki, a ona zabrała się do lektury. Zegar nad kominkiem wybił dziewiątą, Jeremy przyniósł herbatę i kanapki. Kiedy Arabella skończyła czytać, westchnęła.

— Co zamierzasz zrobić?

— Sam nie wiem. Chyba to opublikuję.

— Ale co z biednym lordem Portisheadem? Gdyby napisał w książce nieprawdę, wtedy rzecz jasna ktoś powinien mu to wytknąć. Ale dobrze wiesz, że napisał to wszystko, bo mu kazałeś. Poczuje się wykorzystany.

— Zgoda! Od początku do końca pomysł był chybiony — oznajmił Strange niefrasobliwie. Upił odrobinę herbaty i ugryzł kawałek tosta. — Ale nie o to chodzi. Czy powinienem pozwalać, by sympatia dla Portisheada powstrzymała mnie od ujawnienia prawdy? Wątpię. A ty jak sądzisz?

— Ale czy to musisz być ty? — zapytała z nieszczęśliwą miną. — Dla tego biedaka to będzie potworny cios.

Strange zmarszczył brwi.

— Naturalnie, że to muszę być ja. A niby kto? Obiecuję ci jednak, że go przeproszę, kiedy tylko nadarzy się odpowiednia okazja.

Arabella musiała się tym zadowolić.

Tymczasem Strange zastanawiał się, do kogo wysłać recenzję. Jego wybór padł na pana Jeffreya, redaktora „The Edinburgh Review” w Szkocji. „The Edinburgh Review”, jak zapewne pamiętasz, czytelniku, to radykalny dziennik pochwalający polityczne reformy, emancypację katolików i żydów oraz wszystkie te rzeczy, których nie akceptował pan Norrell. W konsekwencji pan Jeffrey widział recenzje oraz artykuły na temat odrodzenia angielskiej magii w konkurencyjnych czasopismach, sam jednak nie otrzymywał do druku żadnych tego typu tekstów. Naturalnie z zachwytem przyjął recenzję Strange’a. Wcale się nie przejmował jej zdumiewającą i rewolucyjną treścią, gdyż właśnie takie rzeczy lubił najbardziej. Natychmiast napisał do Strange’a, zapewniając go, że opublikuje jego tekst jak najszybciej. Kilka dni później wysłał mu w prezencie haggis (rodzaj szkockiego puddingu).

Rozdział szesnasty

Z „The Edinburgh Review”

styczeń 1815

ART. XIII.

Rozprawa o niesłychanym odrodzeniu angielskiej magii. Autor JOHN WATERBURY, lord PORTISHEAD. Zawiera również opis magii, odprawianej pod koniec wojny na Półwyspie Iberyjskim: autor JONATHAN STRANGE, mag na służbie u Jaśnie Oświeconego Księcia WELLINGTONA. Londyn, 1814. John Murray.

Jako ceniony i zaufany pomocnik pana NORRELLA oraz przyjaciel pana STRANGE’A, lord PORTISHEAD jest odpowiednią osobą do spisania historii niedawnych magicznych zdarzeń, znajdował się bowiem w samym centrum wielu z nich. Każde z osiągnięć panów NORRELLA oraz STRANGE’A omawiano na łamach gazet i przeglądów, lecz czytelnicy lorda1 PORTISHEADA lepiej pojmą istotę zagadnienia dzięki temu, iż zostanie im ono zaprezentowane w całej złożoności.

Najbardziej entuzjastyczni wielbiciele pana NORRELLA twierdzą, że przybył on do Londynu wiosną 1807 roku jako wszechstronnie wykształcony, największy mag Anglii oraz fenomen epoki, lecz z opisu lorda PORTISHEADA jasno wynika, że zarówno NORRELL, jak i STRANGE zaczynali na o wiele słabszych pozycjach. Lord PORTISHEAD nie ukrywa ani niepowodzeń, ani sukcesów obydwu magów. W rozdziale piątym znajduje się tragikomiczny opis ich długotrwałego sporu z KONNICA, który rozpoczął się w 1810 roku, kiedy to jeden z generałów wpadł na oryginalny pomysł, by konie kawaleryjskie zastąpić jednorożcami. Pomysłodawca liczył na to, że żołnierze dzięki temu będą przeszywali rogami serca Francuzów. Niestety, tego znakomitego planu nie wcielono w życie, panowie NORRELL i STRANGE nie widzieli bowiem na oczy ani jednego jednorożca, nie mówiąc już o takiej ich liczbie, która zaspokoiłaby potrzeby kawalerii.