W końcu przyjrzeli się samej wodzie.
— Jest czarna i pływają w niej jakieś drobiny — zauważył Strange.
— Wygląda to na mech — dodał Jeremy Johns. Przez jakiś czas dziwili się, wygłaszali różne teorie, aż wreszcie zmuszeni byli odstąpić od oględzin. Niedługo potem dżentelmeni zabrali żony i sobie poszli.
O piątej Janet Hughes weszła do sypialni swej pani. Zastała ją na łóżku. Arabella nawet nie zdjęła czarnej sukni. Kiedy Janet zapytała ją o samopoczucie, Arabella poskarżyła się na ból rąk. Janet pomogła się jej rozebrać, po czym znalazła Strange’a i powiedziała mu o wszystkim.
Drugiego dnia Arabella narzekała na bóle od czubka głowy przez prawy bok aż do stóp (bo chyba to miała na myśli, mówiąc: „Od korony po koniuszki korzeni”). Zaniepokojony Strange posłał po pana Newtona, medyka z Church Stretton. Pan Newton po południu zajechał do Clun, ale nie znalazł nic niepokojącego, więc niczym się nie martwiąc, odjechał, obiecując Strange’owi, że powróci za dzień lub dwa.
Trzeciego dnia Arabella zmarła.
Współpraca pana Norrella i Jonathana Strange’a to już przeszłość, ale czy stosunki między dwoma dżentelmenami mogą się jeszcze bardziej pogorszyć? Strange wydaje książkę o prawdziwej naturze angielskiej magii, która z pewnością nie przypadnie do gustu konserwatywnemu magowi. Norrella nie zachwyci również wiadomość o tym, że Strange planuje założyć własne pismo i przyjąć na magiczną praktykę kilku uczniów. Mało tego — krążą pogłoski, że mag zadaje się z lordem Byronem!
Słowem, pan Norrell ma powody do zmartwień. Wszystko wymyka się spod kontroli: powstają szkoły dla przyszłych magów, w sklepach sprzedaje się magiczne błyskotki, a pewna dama, którą dobrze znamy, próbuje nieszczęsnego maga zastrzelić. Na szczęście po stronie pana Norrella stanie garstka lojalnych wielbicieli. Problem w tym, że Jonathan Strange również nie może narzekać na brak popularności, a jego wypowiedzi o Królu Kruków odbijają się w Anglii coraz głośniejszym echem…
Nie zapomnijmy o pozostałych bohaterach tej niezwykłej historii. Poczciwy pan Segundus, pożegnawszy się z marzeniem o prowadzeniu szkoły magii, zostanie dyrektorem… przytułku dla obłąkanych. Trzeba przyznać, że zawitają do niego bardzo intrygujący pacjenci. Z kolei Childermass skrywa pewną tajemnicę, a dżentelmen o włosach jak puch ostu nie przestaje snuć swoich intryg…
Drogi czytelniku, finał tej opowieści cię zaskoczy.
Wszystkie tajemnice zostaną odkryte w trzecim tomie powieści Jonathan Strange i pan Norrell.
Tom III
John Uskglass
Pan Norrell z Hanover Square pragnie, aby z magii nowoczesnej usunięto wszystko, co wiąże się z Johnem Uskglassem, tak jak usuwa się mole i kurz z płaszcza. Czy rozumie, do czego to doprowadzi? Jeśli pozbędziemy się Johna Uskgiassa, zostanie nam jedynie powietrze.
Rozdział pierwszy
Prolog Historii i zastosowania angielskiej magii Jonathana Strange’a
Pod koniec roku w północnej Anglii pojawiła się dziwna armia. Najpierw usłyszano o niej w niejakim Penlaw, trzydzieści bądź czterdzieści kilometrów na północny zachód od Newcastle. Nikt nie wiedział, skąd przybywa — powszechnie sądzono, że to inwazja Szkotów, Duńczyków, a nawet Francuzów.
Na początku grudnia armia zajęła zamki w Newcastle i Durham i kontynuowała marsz na zachód. W końcu przybyła do Allendale, niewielkiej kamiennej osady położonej wysoko na wzgórzach Northumbrii. Nocą rozbiła obóz na skraju wrzosowiska, za miasteczkiem. Ludzie w Allendale trudnili się hodowlą owiec, nie wojaczką. Miasteczka nie otaczały mury obronne, a żołnierze stacjonowali ponad pięćdziesiąt kilometrów od nich i zajęci byli przygotowaniami do obrony zamku w Carlisle. Tak więc mieszkańcy Allendale uznali, że należy bezzwłocznie zaprzyjaźnić się z obcą armią. W tym celu wysłano do żołnierzy kilka ładnych dziewcząt — dzielnych Judyt gotowych za wszelką cenę bronić siebie i sąsiadów. Gdy jednak przybyły one do obozu, obleciał je strach.
Obozowisko wydało im się posępne i ciche. Sypał gęsty śnieg. Nieprzyjaciele leżeli na ziemi, otuleni czarnymi pelerynami. Zrazu dziewczęta pomyślały, że mężczyźni nie żyją. Wrażenie to pogłębiała obecność kruków i innych czarnych ptaków, które rozsiadły się w okolicy, oraz fakt, że żołnierze leżeli na brzuchach. Żyli jednak; od czasu do czasu któryś się wzdragał, podnosił i szedł do koni lub odpędzał ptaki, gdy te usiłowały podziobać mu twarz. Jeden z żołnierzy wstał na widok młodych kobiet. Najodważniejsza zebrała się w sobie, podeszła do niego i ucałowała go w usta.
Miał bardzo bladą cerę (opalizowała niczym księżyc) bez najmniejszej skazy. Jego włosy były długie i proste; przypominały kaskady ciemnobrązowej wody. Kości twarzy miał niezwykle delikatne, lecz mocne, minę poważną. Jego niebieskie oczy były przepastne i skośne, a cienkie i ciemne brwi przypominały pociągnięcie piórem zakończone dziwnym zawijasem. Żaden z tych szczegółów ani trochę nie zaniepokoił dziewczyny. Wiedziała przecież, że każdy Duńczyk, Szkot i Francuz, który kiedykolwiek przyszedł na ten świat, jest nieziemsko urodziwy.
Nieznajomy chętnie przyjął całusa i pozwolił ucałować się raz jeszcze. Potem odwzajemnił pieszczotę. Z ziemi podniósł się inny żołnierz i otworzył usta, a z jego gardła popłynęły smutne, melodyjne dźwięki. Pierwszy żołnierz poprosił dziewczynę do tańca. Dotykał, obracał i popychał ją długimi białymi palcami, aż zaczęła się poruszać tak, jak tego pragnął.
Po pewnym czasie dziewczyna rozgrzała się tańcem, więc przystanęła, by ściągnąć pelerynę. Wtedy pozostałe kobiety ujrzały na jej ramionach, twarzy i nogach, perlące się niczym pot, krople krwi, które zaczęły skapywać na śnieg. Widok był przerażający, więc uciekły.
Dziwne wojsko nigdy nie weszło do Allendale. W nocy żołnierze wyruszyli w kierunku Carlisle. Następnego dnia mieszkańcy miasta ostrożnie wspięli się na wzgórza, gdzie uprzednio obozowała armia. Tam znaleźli białą jak płótno i pozbawioną krwi dziewczynę. Śnieg wokół niej zabarwił się szkarłatnie.
Dzięki tym śladom rozpoznali Daoine Sidhe — Elfi Zastęp.
Walczono wszędzie, Anglicy przegrywali na całego. Na Boże Narodzenie Elfi Zastęp był już w Yorku. Elfy zajęły Newcastle, Durham, Carlisle i Lancaster. Poza doprowadzeniem do śmierci dziewczęcia z Allendale nie okazywały okrucieństwa, z którego słynie ich rasa. Ze wszystkich zajętych przez siebie miast i fortyfikacji z dymem puściły jedynie Lancaster. W Thirsku zaś, na północ od Yorku, świnia obraziła jednego z członków zastępu, wpadając pod kopyta jego rumaka. Koń runął na ziemię i skręcił kark. Elfy dopadły świnię i wyłupiły jej ślepia. Zazwyczaj jednak przybycie zastępu budziło wielki entuzjazm wśród zwierząt, zarówno dzikich, jak i udomowionych, gdyż rozpoznawały one w elfach sojuszników w walce ze wspólnym wrogiem — człowiekiem.