Na Boże Narodzenie król Henryk wezwał earlów, biskupów, opatów i wielkich ludzi królestwa na naradę do swej siedziby w Westminsterze. W tamtych czasach elfy można było spotkać łatwiej niż obecnie. Swoje osady miały w wielu miejscach — część była ukryta dzięki magii, a inne chrześcijanie starali się omijać. Doradcy króla Henryka doszli do wniosku, że elfy są niegodziwe z natury — lubieżne, kłamliwe i skłonne do kradzieży. Do tego uwodziły młodzież, mąciły w głowach podróżnym, porywały dzieci, kradły bydło i zboże. Były nieprawdopodobnie leniwe: już przed tysiącem lat opanowały sztukę kamieniarki, ciesielki i rzeźby, ale miast zadać sobie trud budowania domów, wolały mieszkać w miejscach, które nazywały zamkami, a które w istocie były starymi kopcami. Mówiono na nie brugh. Elfy spędzały czas na piciu i tańcach, podczas gdy owies i ziarna gniły na polach, zwierzęta zaś trzęsły się z zimna i padały z chłodu na wzgórzach. Wszyscy doradcy króla Henryka doszli do wniosku, że gdyby nie magia i zdolność przedłużania życia niemal w nieskończoność, cała rasa elfów dawno by wymarła z głodu i pragnienia. Ale te niezaradne i niegospodarne istoty podbiły jednak dobrze strzeżone chrześcijańskie królestwo, wygrywały wszystkie bitwy i przejmowały każdą twierdzę napotkaną na swej drodze. To wszystko świadczyło o pewnej stanowczości, o jaką nikt elfów nie podejrzewał.
Nie wiadqmo było, jak sobie z tym poradzić.
W styczniu Elfi Zastęp opuścił York i ruszył na południe. Zatrzymał się nad Trentem. I to właśnie na brzegu owej rzeki, w Newarku, król Henryk i jego armia starli się z Daoine Sidhe.
Tuż przed bitwą szeregi armii króla Henryka owiał magiczny wiatr i rozbrzmiała wśród nich słodka muzyka wygrywana na flecie. Wiele koni pogalopowało ku elfom, niejednokrotnie unosząc na grzbietach nieszczęsnych jeźdźców. Po chwili zaś żołnierze usłyszeli głosy swych bliskich — matek, ojców, dzieci, kochanek — proszące ich, by wrócili do domu. Stado kruków runęło z nieba, dziobiąc Anglików i oślepiając ich plątaniną czarnych skrzydeł. Żołnierze nie tylko musieli poradzić sobie z umiejętnościami oraz gwałtownością Sidhe, ale i pokonać własny lęk przed ich niesamowitą magią. Trudno się dziwić, że bitwa była krótka i że król Henryk przegrał z kretesem. W chwili gdy zapadła cisza i stało się jasne, że król został pokonany, ptaki rozśpiewały się z radości.
Król i jego doradcy czekali na zjawienie się dowódcy wroga. W końcu szeregi Daoine Sidhe się rozstąpiły i wysunął się przed nie piętnastoletni chłopiec. Podobnie jak reszta Daoine Sidhe, ubrany był w obszarpany strój z szorstkiej czarnej wełny i miał długie, proste, czarne włosy. Tak jak elfy nie mówił ani po angielsku, ani po francusku (były to języki używane wtedy w Anglii), jedynie w dialekcie Faerie. Był blady, przystojny i poważny i nikt nie miał wątpliwości, że to jednak człowiek, nie elf.
Zdaniem normańskich i angielskich earlów i rycerzy, którzy tamtego dnia zobaczyli go po raz pierwszy, zdecydowanie brakowało mu obycia. Nie widział nigdy łyżki ani krzesła, ani żelaznego dzbanka, ani pensa, ani świecy z wosku. W tamtych czasach żaden klan elfów nie miał tak zbytkownych przedmiotów. Kiedy król Henryk i chłopiec przystąpili do podziału Anglii, król, siedząc na drewnianej ławie, popijał wino ze srebrnego kielicha, chłopiec zaś usiadł na podłodze i pił z kamiennego kubka owcze mleko. Kronikarz Orderic Vitalis opisuje około trzydziestu lat później zaskoczenie dworzan, którzy ujrzeli, jak podczas ważnych rokowań żołnierz Daoine Sidhe pochyla się i pieczołowicie wyciąga wszy z brudnych włosów chłopca.
W Elfim Zastępie walczył młody normański żołnierz Thomas Dundale. Choć wiele lat wcześniej został porwany do Faerie, na tyle dobrze pamiętał własny język (francuski), by posłużyć za tłumacza chłopca i króla Henryka.
Król spytał chłopca o imię, ten zaś odparł, że nie ma żadnego. Król Henryk chciał wiedzieć, dlaczego wydał wojnę Anglii. Chłopiec odparł, że jest jedynym żyjącym potomkiem normańskich arystokratów, którym ojciec króla Henryka, Wilhelm Zdobywca, podarował ziemie na północy Anglii. Włości i życia pozbawił rodzinę niegodziwy Hubert de Cotentin. Chłopiec powiedział, że wiele lat temu jego ojciec zwracał się do Wilhelma II (brata i poprzednika króla Henryka) o sprawiedliwość, nie doczekał się jej jednak. Wkrótce ojca chłopca zamordowano. Chłopiec dodał, że jako niemowlę został pojmany przez ludzi Huberta i porzucony w lesie. Znalazł go Daoine Sidhe i zabrał do Faerie. Teraz chłopiec powrócił.
Z młodzieńczą żarliwością wierzył, że to on ma rację, natomiast cała reszta się myli. Wbił sobie do głowy, że część Anglii między rzekami Tweed i Trent będzie sprawiedliwą rekompensatą za niedopełnienie zemsty przez królów normańskich na mordercach jego rodziny. Królowi Henrykowi miała natomiast przypaść południowa część królestwa.
Chłopiec oznajmił, że już jest królem, w Faerie. Wymienił władcę elfów, swojego pana. Nikt nic nie zrozumiał.
Tego dnia rozpoczął ponad trzystuletnie rządy.
W wieku czternastu lat zdążył już stworzyć podwaliny magii, którą stosujemy dzisiaj, a raczej stosowalibyśmy, gdybyśmy mogli. Większość tej wiedzy poszła w zapomnienie. Jego magia była idealną mieszanką magii elfów i ludzkiej organizacji — potęga elfów została sprzężona z jego przerażającą determinacją. Nie potrafimy wyjaśnić, czemu jedno porwane ludzkie dziecko wyrosło na maga wszech czasów. I przed nim, i po nim porywano dzieci do Faerie, ale żadne nie skorzystało na tym doświadczeniu tak jak ono. W porównaniu z jego osiągnięciami nasze wysiłki wydają się trywialne i nic nie znaczące.
Pan Norrell z Hanover Square pragnie, żeby z magii nowoczesnej usunięto wszystko, co wiąże się z Johnem Uskglassem, tak jak usuwa się mole i kurz z płaszcza. Czy rozumie, do czego to doprowadzi? Jeśli pozbędziemy się Johna Uskglassa, zostanie nam jedynie powietrze.
Jonathan Strange, prolog Historii i zastosowania angielskiej magii, tom I, wyd. John Murray, Londyn 1816
Rozdział drugi
„Niebo przemówiło…”
styczeń 1816
Dzień był pochmurny. Lodowaty wiatr zwiewał płatki śniegu na okna biblioteki pana Norrella, gdzie Childermass pisał służbowe listy. Choć dopiero co minęła godzina dziesiąta, świece już się paliły. Słychać było jedynie syk węgielków w palenisku i skrobanie pióra Childermassa.
Hanover Square, 8 stycznia 1816
Do lorda Sidmoutha, ministra spraw wewnętrznych
Wasza Lordowska Mość, Pan Norrell pragnie poinformować Pana, że zaklęcia wstrzymujące wylew rzek w hrabstwie Suffolk są gotowe. Rachunek wyślemy w dniu dzisiejszym do pana Wynne’a z Ministerstwa Skarbu…
Gdzieś, bardzo daleko, bił dzwon — żałobny dźwięk. Ghildermass ledwie zdawał sobie z tego sprawę, ale bicie dzwonu sprawiło, że pokój pociemniał i posmutniał.
…Magia zatrzyma wody w granicach rzecznych koryt. Jednakże pan Leeves, młody inżynier zatrudniony przez reprezentanta korony w Suffolk do oceny wytrzymałości obecnych mostów i innych budowli sąsiadujących z rzekami, wyraził pewne wątpliwości…