Выбрать главу

We wrześniu ministrowie powrócili z prowincji i jak się nietrudno domyślić — jednym z podstawowych tematów poruszanych podczas ich pierwszego zebrania był wybryk pana Norrella.

— Kiedy zatrudnialiśmy pana Norrella do czynienia magii w naszym imieniu — zaczął jeden z ministrów — nie zamierzaliśmy pozwalać mu, by swymi zaklęciami naruszał spokój obywateli i ich własność. Właściwie szkoda, że nie dysponujemy tym magicznym sądem, którego utworzenie sam wielokrotnie postulował. Jak się nazywa ta instytucja?

— Ława Pięciu Smoków — przypomniał sir Walter Pole.

— Zakładam, że Norrell jest winny jakiegoś przestępstwa przeciwko magii, prawda?

— Och, z całą pewnością! Nie mam jednak bladego pojęcia jakiego. Zapewne wie to John Childermass, lecz mocno wątpię, by nam powiedział.

— To bez znaczenia. W sądach powszechnych toczy się przeciwko Norrellowi kilka postępowań. Jest oskarżony o kradzież.

— Kradzież?! — powtórzył inny minister, nie kryjąc zaskoczenia. — To wyjątkowo wstrząsające, że człowiek, który oddał państwu tak znaczące usługi, jest sądzony za pospolite przestępstwo.

— Czemu? — spytał pierwszy. — Sam jest sobie winien.

— Problem polega na tym — zabrał głos sir Walter — że kiedy przyjdzie pora na jego obronę, powie coś o charakterze angielskiej magii, a nikt poza Strange’em nie jest dość kompetentny, by dyskutować z nim na ten temat. Moim zdaniem powinniśmy uzbroić się w cierpliwość. Zaczekajmy do powrotu Strange’a.

— W związku z czym nasuwa się następne pytanie — wtrącił inny minister. — W Anglii mamy tylko dwóch magów. Jak ich oceniać? Kto potrafi ustalić, który mija się z prawdą?

Ministrowie popatrzyli po sobie bezradnie. Tylko lord Liverpool, premier, nie wyglądał na skonfundowanego.

— Poznamy ich po tym samym, po czym poznajemy innych ludzi — ogłosił. — Po owocach ich czynów.

Ministrowie zamilkli, rozmyślając o tym, że owoce obecnych czynów pana Norrella — arogancja, złodziejstwo, zła wola — nie są specjalnie obiecujące.

Ustalono, że minister spraw wewnętrznych porozmawia na osobności z panem Lascellesem i w imieniu premiera oraz wszystkich ministrów poprosi go o przekazanie panu Norrellowi wyrazów głębokiego niezadowolenia z powodu jego wybryku.

Wydawało się, że dyskusja powinna dobiec końca, lecz ministrowie nie potrafili nie podzielić się plotkami. Wszyscy zebrani słyszeli, w jaki sposób lord Portishead odciął się od pana Norrella. Sir Walter opowiedział jednak o tym, jak Childermass, do tej pory uważany za cień swego pana, zdystansował się od niego i przemówił do zebranych przyjaciół Strange’a z perspektywy osoby niezależnej, zapewniając ich, że książka nie została zniszczona. Sir Walter westchnął ciężko.

— Nie mogę przestać myśleć o tym, że pod wieloma względami jest to wyjątkowo zły znak. Norrell zawsze miał kłopoty z oceną wartości ludzi, a teraz opuszczają go najwierniejsi przyjaciele: odszedł Strange, potem John Murray, wreszcie lord Portishead. Jeśli wybuchnie kłótnia między Childermassem i Norrellem, pozostanie mu tylko Henry Lascelles.

Tamtego wieczoru wszyscy przyjaciele Strange’a zasiedli do pisania pełnych oburzenia listów. Wiadomości docierały do Włoch po dwóch tygodniach, lecz Strange przemieszczał się tak pospiesznie, że mógł minąć nawet miesiąc, nim by go dogoniły.

Przyjaciele Strange’a byli przekonani, że natychmiast po otrzymaniu listów, mag wyruszy z powrotem do Anglii, oburzony i gotów do walki z Norrellem w sądach i na łamach gazet. We wrześniu otrzymali jednak wieści, które kazały im myśleć, że być może będą musieli jeszcze na to poczekać.

Dopóki Strange podróżował do Włoch, dopóty dopisywał mu dobry humor. W jego listach roiło się od pogodnych i błahych spostrzeżeń. Kiedy jednak dotarł na miejsce, jego nastrój się zmienił. Po raz pierwszy od śmierci Arabelli Strange nie miał pracy i nic nie odwracało jego uwagi od rozmyślań na temat samotności wdowca. Nie zachwycały go żadne widoki, a przez kilka tygodni ukojenie znajdował tylko w ciągłych zmianach miejsca pobytu. Na początku września dotarł do Genui, która przypadła mu do gustu nieco bardziej niż inne włoskie miasta, więc zabawił w niej prawie tydzień. W tym czasie do hotelu, w którym się zatrzymał, przybyła pewna angielska rodzina. Strange zawarł znajomość z jej członkami, chociaż wcześniej deklarował sir Walterowi, że podczas zagranicznych wojaży ma zamiar unikać towarzystwa rodaków. Wkrótce do Anglii zaczęły docierać listy pełne pochwał dla manier, bystrości umysłu i uprzejmości rodziny Greysteelów. Pod koniec tygodnia mag pojechał do Bolonii, lecz nie przypadła mu do gustu, więc wrócił do Genui, by pozostać tu z Greysteelami do końca miesiąca, kiedy to zaplanowali wspólny wyjazd do Wenecji.

Oczywiście przyjaciele Strange’a byli bardzo zadowoleni, że natrafił na tak przyjemne towarzystwo, lecz bardziej zaintrygowały ich przewijające się w listach wzmianki na temat córki państwa Greysteelów, osoby młodej i niezamężnej. Strange najwyraźniej bardzo zagustował w jej towarzystwie, a jego przyjaciołom przyszła do głowy ta sama interesująca myśclass="underline" co się stanie, jeśli Strange postanowi ponownie się ożenić? Uznali, że ładna i młoda żona szybciej i skuteczniej niż jakiekolwiek inne lekarstwo uleczy jego duszę, a przede wszystkim oderwie go od tej mrocznej, niepokojącej magii, która tak bardzo go pociągała.

Panu Norrellowi doskwierał nie tylko jeden cierń w postaci Strange’a. W Covent Garden przy Henrietta Street pewien dżentelmen o nazwisku Knight założył szkołę dla magów. Pan Knight nie był praktykującym magiem ani się za takiego nie podawał. W ogłoszeniach oferował młodym dżentelmenom „wszechstronną edukację w dziedzinie magii teoretycznej i historii angielskiej magii, opartą na tych samych zasadach, którymi kierował się nasz wiodący mag, pan Norrell, podczas nauczania swojego wybitnego ucznia, Jonathana Strange’a”.

Pan Lascelles wystosował do pana Knighta gniewny list, w którym oświadczył, że szkoła pana Knighta żadną miarą nie może być oparta na wspomnianych zasadach, gdyż są one znane wyłącznie panu Norrellowi oraz panu Strange’owi. Zagroził też panu Knightowi oskarżeniem o oszustwo, jeśli natychmiast nie zlikwiduje swojej szkoły.

Pan Knight odpisał uprzejmie i poprosił pana Lascellesa o polubowne rozwiązanie konfliktu. Wyjaśnił, że stosowany przez pana Norrella system edukacji jest dobrze znany i skierował uwagę adresata na stronę czterdziestą siódmą „Przyjaciół Angielskiej Magii” z jesieni 1810 roku, gdzie lord Portishead oznajmił, że jedynym sposobem szkolenia nowych magów, zaaprobowanym przez pana Norrella, jest system opracowany przez Francisa Suttona-Grove’a. Pan Knight (który zdeklarował się jako szczery admirator pana Norrella) zakupił egzemplarz De Generibus Artium Magicarum Anglorum Suttona-Grove’a i uważnie go przestudiował. Ponadto zastanawiał się, czy pan Norrell nie byłby skłonny go zaszczycić, wyrażając zgodę na przyjęcie tytułu pedagoga dochodzącego, który prowadziłby wykłady, i tak dalej. Pan Knight zamierzał kształcić czterech młodych mężczyzn, lecz został zasypany podaniami o przyjęcie do szkoły, dlatego musiał wynająć jeszcze jeden dom, by pomieścić uczniów, a także zatrudnił dodatkowych nauczycieli. Zachęcony powodzeniem, planował otworzenie następnych szkół w Bath, Chesterze i Newcastle.