Выбрать главу

— Proszę powiedzieć, co pan zrobił — wyszeptał Stephen.

Dżentelmen tylko zamknął oczy.

Stephen przez cały czas klęczał w sali balowej i trzymał go za rękę. Łojowe świece się dopaliły; otoczyła ich ciemność.

Rozdział dwunasty

Czarna wieża

3–4 grudnia 1816

Doktor Greysteel spal. We śnie ktoś do niego wołał i czegoś od niego żądał. Doktor koniecznie pragnął spełnić polecenie, więc poszedł tam, dokąd trzeba, i szukał rozmówcy. Nikogo nie znalazł, ale wciąż słyszał swoje nazwisko. W końcu otworzył oczy.

— Kto tam? — zapytał.

— Ja, proszę pana. Frank.

— O co chodzi?

— Jest tu pan Strange. Pragnie z panem mówić.

— Coście stało?

— Nie chce powiedzieć. Ale sądzę, że tak.

— Gdzie on jest, Frank?

— Nie chce wejść, proszę pana. Uparł się. Jest przed domem.

Doktor Greysteel opuścił nogi i głęboko odetchnął.

— Zimno, Frank! — oznajmił.

— Tak, proszę pana.

Frank pomógł doktorowi Greysteelowi włożyć szlafrok i kapcie. Przemierzyli wiele pogrążonych w mroku pokojów, całe połacie podłogi z ciemnego marmuru.

W westybulu paliła się lampa. Frank popchnął wielkie żelazne drzwi, wziął lampę do ręki i wyszedł przed dom. Doktor Greysteel podążył za nim.

Kamienne schodki niknęły w ciemnościach. Tylko zapach morza, chlupot wody rozbijającej się o kamienie oraz sporadyczne migotanie i wyczuwalny ruch pogrążonej w ciemnościach przestrzeni sugerowały postronnym obserwatorom, że u stóp schodów rozciąga się kanał. W oknach na balkonach kilku okolicznych domów paliły się lampy. Poza tym wszędzie było ciemno i cicho.

— Nikogo tam nie ma! — wykrzyknął doktor Greysteel. — Gdzie jest pan Strange?

W odpowiedzi Frank wyciągnął rękę. Nagle pod mostem zajaśniała lampa, a w jej świetle doktor Greysteel ujrzał gondolę. Gondoliero podpłynął do nich. Doktor Greysteel dostrzegł w łodzi pasażera. Mimo słów Franka nie od razu rozpoznał maga.

— Strange! — wykrzyknął. — Dobry Boże! Co się stało? Nie poznałem pana! Mój… mój., drogi przyjacielu… — Język stanął mu kołkiem, nie mógł znaleźć odpowiedniego słowa. W ostatnich tygodniach przywykł do myśli, że wkrótce jego i Strange’a połączy znacznie bliższa więź. — Proszę wejść do środka. Frank, chyżo! Kieliszek wina dla pana Strange’a!

— Nie! — krzyknął Strange szorstkim, obcym głosem.

Powiedział coś po włosku do gondoliera. Władał tym językiem znacznie sprawniej niż doktor Greysteel, więc lekarz nic nie zrozumiał, ale znaczenie słów maga wkrótce stało się jasne, gdyż gondolier zaczął odbijać od brzegu.

— Nie mogę wejść do środka — powiedział Strange. — Niech pan nie nalega.

— Dobrze, ale proszę powiedzieć, co zaszło.

— Jestem przeklęty!

— Przeklęty?! Nie! Niech pan tak nie mówi.

— To prawda. Myliłem się od początku do końca. Powiedziałem temu człowiekowi, żeby trochę odwiosłował. Nie powinienem przebywać zbyt blisko pańskiego domu, to niebezpieczne. Doktorze! Proszę odesłać córkę.

— Florę? Czemu?

— Jest tu ktoś, kto pragnie ją skrzywdzić!

— Dobry Boże!

— Ktoś chce zamienić jej życie w nie kończące się tortury! — Strange szeroko otworzył oczy. — Będzie niewolnicą dzikiego ducha! W starym więzieniu, zbudowanym nie tylko z kamienia i ziemi, lecz również z zaklęć. Co za niegodziwiec! A może nie? Przecież tylko podąża za głosem natury. Cóż zdoła na to poradzić?

Ani doktor Greysteel, ani Frank nic z tego nie rozumieli.

— Jest pan chory — oświadczył doktor Greysteel. — Ma pan gorączkę. Proszę wejść. Napije się pan czegoś. Proszę wejść, drogi panie. — Odsunął się nieco, by zrobić miejsce Strangebwi, ale ten nie zwrócił na niego żadnej uwagi.

— Myślałem… — zaczął i nagle urwał. Cisza trwała tak długo, jakby całkiem zapomniał, co ma do powiedzenia, ale po chwili znowu przemówił: — Myślałem, że Norrell okłamał tylko mnie. Myliłem się jednak. Bardzo się myliłem. Kłamał każdemu. Okłamał nas wszystkich. — Potem powiedział coś do gondoliera i łódź odpłynęła w ciemność.

— Proszę poczekać! Poczekać! — wykrzyknął doktor Greysteel, ale było za późno.

Wpatrywał się w ciemność w nadziei, że Strange ponownie się pojawi, tak się jednak nie stało.

— Mam biec za nim? — spytał Frank.

— Nie wiemy, dokąd się udał.

— Zapewne do siebie. Mogę iść tam piechotą.

— I co mu powiesz, Frank? Nie będzie nas słuchał. Nie, wracajmy do domu. Musimy myśleć o Florze.

W domu jednak doktor Greysteel zupełnie nie wiedział, co robić. Był całkiem bezradny. Frank wziął go pod ramię i ostrożnie poprowadził po ciemnych kamiennych schodach do kuchni.

Kuchnia, która obsługiwała tyle wielkich marmurowych pokojów, była bardzo mała. Za dnia wyglądała ponuro. Było tu tylko jedno okratowane okienko, wysoko na ścianie, tuż nad wodą, co oznaczało, że większość pomieszczenia znajdowała się poniżej poziomu kanału. Ale po spotkaniu ze Strange’em kuchnia wydała się doktorowi ciepłym i przyjaznym miejscem. Frank rozpalił świecie i dorzucił drew do ognia. Następnie postawił czajnik na piecu, by zaparzyć im obu herbaty.

Doktor Greysteel usiadł na wygodnym krześle. Zatopiony w myślach, wpatrywał się w ogień.

— Gdy wspomniał o kimś, kto chce skrzywdzić Florę… — odezwał się po chwili.

Frank pokiwał głową, jakby wiedział, co za chwilę usłyszy.

— Nie mogę opędzić się od myśli, że mówił o sobie — dokończył doktor Greysteel. — Boi się, że zrobi jej krzywdę, i przybył, by mnie ostrzec.

— Tak jest, proszę pana! — przytaknął Frank. — Chciał nas ostrzec, co dowodzi, że w głębi duszy jest dobrym człowiekiem.

— O tak, jest dobrym człowiekiem — powiedział doktor Greysteel z przekonaniem. — Ale coś się stało. To ta magia, Frank. Na pewno. Niezmiernie dziwna profesja, bardzo żałuję, że Strange nie jest kimś innym — żołnierzem, duchownym! Co powiemy Florze, Frank? Nie będzie chciała wyjeżdżać, tego możesz być pewien. Nie zechce go zostawić, zwłaszcza że jest… chory. Co ja jej powiem? Powinienem jechać z nią. Ale kto zostanie w Wenecji, żeby się zająć panem Strange’em?

— Pan i ja zostaniemy tutaj. Ale proszę odesłać pannę Florę wraz z ciotką.

— Tak, Frank! Wyborny pomysł! Tak właśnie postąpimy.

— Chociaż muszę powiedzieć, że panna Flora nie potrzebuje opieki — dodał Frank. — Nie jest taka jak inne młode damy. — Frank dość długo już służył u Greysteelów, by zauważyć niesłychane możliwości panny Greysteel i jej inteligencję.

Czując, że zrobili wszystko, co w obecnej sytuacji dało się zrobić, doktor Greysteel i Frank wrócili do łóżek.

Planowanie w środku nocy jednak to jedno, a realizacja owych planów w jasnym świetle dnia to drugie. Jak przewidział doktor Greysteel, Flora bardzo stanowczo oprotestowała wyjazd z Wenecji i rozstanie z Jonathanem Strange’em. Nie rozumiała, dlaczego musi jechać.

Bo Strange jest chory, wyjaśnił doktor Greysteel. Oświadczyła, że tym bardziej powinna zostać. Będzie mu potrzebna opieka.