Выбрать главу

— Mistyczne brednie!

— Być może! Ale od kiedy przybyliśmy do Londynu, czytałem setki listów od ludzi, którym błędnie wydawało się, że potrafią czarować. Tym razem to coś innego. Tym razem to prawda. Postawiłbym na to każde pieniądze. Poza tym mam tu listy od osób, które próbowały rzucać zaklęcia, i to z powodzeniem. Nie rozumiem jednak, jak…

W tym momencie drzwi, o które opierał się Childermass, zadrżały. Coś uderzyło w nie od drugiej strony i pchnęło Childermassa na pana Norrella. W drzwiach stanął Lucas, a za nim stangret Davey.

— Och! — odezwał się zaskoczony Lucas. — Proszę o wybaczenie. Nie wiedziałem, że pan tu jest. Pan Lascelles twierdził, że drzwi się zatrzasnęły. Razem z Daveyem próbowaliśmy je otworzyć. Kareta gotowa.

— Jedźmy! — zakrzyknął Lascelles z biblioteki. — Lord Liverpool czeka.

Pan Norrell rzucił przejęte spojrzenie Childermassowi i wyszedł.

Podróż do Fife House nie przebiegała w miłej atmosferze: Lascelles był wściekły na Childermassa i nie starał się tego kryć.

— Przepraszam, że to mówię, ale może pan winić tylko siebie — oznajmił. — Czasem pozostawienie pewnej swobody inteligentnemu słudze wydaje się rozsądne, ale człowiek zawsze tego w końcu żałuje. Ten łajdak robi się coraz bardziej zuchwały. Najwyraźniej doszedł do wniosku, że wolno mu się panu sprzeciwiać i obrażać pańskich przyjaciół. Mój ojciec batożył sługi za błahsze przewinienia, znacznie błahsze, zapewniam pana. Chciałbym, ach, chciałbym… — Lascelles krzywił się i wiercił, i rzucał na poduszkach. Po chwili dodał spokojniejszym tonem: — Radzę panu zastanowić się nad tym, czy rzeczywiście potrzebuje go pan tak bardzo, jak pan sądzi. Jak wielką sympatią darzy Strange’a? Tak, to najważniejsze pytanie, czyż nie? — Zerknął przez szybkę na ponure, szare budynki. — Jesteśmy na miejscu. Proszę pamiętać, co panu powiedziałem. Nawet jeśli magia, której zażąda jego lordowska mość, będzie wymagała pokonania wielu trudności, proszę się nad nimi nie rozwodzić. Dzięki długim wyjaśnieniom trudności się nie skurczą. Pan Norrell i Lascelles zastali lorda Liverpoola w jego gabinecie. Stał przy stole, przy którym załatwiał większość spraw.

Towarzyszył mu lord Sidmouth, minister spraw wewnętrznych. Obaj popatrzyli z powagą na pana Norrella. W końcu lord Liverpool zabrał głos:

— Mam tu listy od reprezentantów korony w hrabstwach Lincoln, York, Somerset, Kornwalia, Warwick i Cumbria… — (Lascelles ledwie powstrzymał się od radosnego westchnienia na myśl o magii i sowitej zapłacie) — …wszyscy narzekają na zaklęcia, które ostatnio tam rzucono!

Pan Norrell zamrugał.

— Słucham?

— Pan Norrell nic nie wie o magii działającej w tamtych miejscach — pośpiesznie wtrącił Lascelles.

Lord Liverpool popatrzył na niego lodowato, jakby mu nie wierzył. Na stole leżał stosik dokumentów. Lord Liverpool wybrał na chybił trafił jedną kartkę.

— Cztery dni temu w mieście Stamford kwakierka i jej przyjaciółka zwierzały się sobie — zaczął. — Usłyszały hałas i odkryły, że ich młodsi bracia podsłuchują. Oburzone, pobiegły za chłopcami do ogrodu. Potem chwyciły się za ręce i wyrecytowały zaklęcie. Uszy chłopców oderwały się od ich głów i odfrunęły. Dopiero gdy chłopcy uroczyście przysięgli, że nigdy więcej nie będą podsłuchiwać, dziewczynki wywabiły ich uszy z krzaków róży, gdzie uszy się ukryły, i przekonały je do powrotu na miejsce.

Pan Norrell był zdumiony.

— Bardzo mi przykro, że te niewychowane młode kobiety studiowały magię. W ogóle jestem przeciwny temu, by płeć żeńska zajmowała się magią. Nie rozumiem jednak…

— Szanowny panie — przerwał mu lord Liverpool. — Te dziewczynki mają po trzynaście lat. Ich rodzice twierdzą stanowczo, że nigdy nie widziały nawet tekstu o magii. W Stamfordzie nie ma ani magów, ani magicznych ksiąg.

Pan Norrell otworzył usta, by coś powiedzieć. Uświadomił sobie jednak, że nie wie co, więc milczał.

— Bardzo dziwne — odezwał się Lascelles. — Czym to tłumaczą dziewczynki?

— Mówią, że spojrzały na ziemię i zobaczyły zaklęcie wypisane na ścieżce za pomocą kamyków. Twierdzą, że kamienie powiedziały im, co mają robić. Ludzie obejrzeli już tę ścieżkę, rzeczywiście leżą na niej szare kamienie, ale nie układają się w symbole ani mistyczne pismo. To zwyczajne kamyki.

— Wspominał pan też o innych przejawach magii, nie tylko w Stamfordzie… — powiedział pan Norrell.

— Wiele innych przejawów, wiele innych miejsc — zazwyczaj, choć nie tylko, na północy i niemal wszystkie zdarzyły się w ostatnich dwóch tygodniach. W hrabstwie York objawiło się siedemnaście elfich dróg. Rzecz jasna, istniały od panowania Króla Kruków, ale od wieków już donikąd nie prowadziły i całkiem zarosły. Teraz, bez żadnego ostrzeżenia, znów są przejezdne. Zniknęły chwasty, mieszkańcy hrabstwa donoszą, że na końcu tych dróg znajdują się dziwne miejsca, których nigdy wcześniej nikt nie widział.

— Czy ktoś… — pan Norrell urwał i zwilżył wargi. — Czy ktoś już wyruszył tymi drogami?

— Jeszcze nie — odparł lord Liverpool. — Ale to tylko kwestia czasu.

Lord Sidmouth już od dłużej chwili miał ochotę coś powiedzieć.

— To okropne! — wybuchnął z pasją. — Można sobie zmieniać magią Hiszpanię, ale to Anglia! Nagle graniczymy z miejscami, o których nikt nic nie wie, o których nawet nie słyszeliśmy. Nie potrafię opisać swoich uczuć! To nawet nie jest zdrada — chyba nie istnieje stosowne określenie na to, co pan zrobił!

— Ja tego nie zrobiłem! — krzyknął pan Norrell zdesperowanym tonem. — Niby dlaczego miałbym to uczynić? Nienawidzę elfich dróg! Podkreślałem to przy każdej okazji. — Popatrzył na lorda Liverpoola. — Odwołuję się do pamięci waszej lordowskiej mości. Czy kiedykolwiek dałem panu podstawy do podejrzeń, że darzę życzliwością elfy lub ich magię? Czy nie cenzurowałem i nie potępiałem jej przy każdej okazji?

Były to pierwsze słowa maga, które zdołały nieco uspokoić premiera. Lekko pochylił głowę.

— Skoro to nie pan, to kto?

Pytanie najwyraźniej trafiło w najczulszy punkt pana Norrella. Stał, zagapiony w przestrzeń, otwierając i zamykając usta, niezdolny do odpowiedzi. Lascelles jednak doskonałe nad sobą panował. Nie miał bladego pojęcia, czyja to może być magia, i nic go to nie obchodziło. Wiedział jednak, jaka odpowiedź najlepiej przysłuży się interesom jego i pana Norrella.

— Doprawdy zdumiewa mnie, że wasza lordowska mość stawia to pytanie — odezwał się chłodno. — Chyba niegodziwość rzuconych zaklęć wskazuje na jej autora? To Strange.

— Strange?! — Lord Liverpool zamrugał oczyma. — Przecież Strange jest w Wenecji!

— Pan Norrell uważa, że Strange już nie panuje nad własnymi odruchami — odparł Lascelles. — Odprawiał rozmaite rodzaje czarnej magii. Układał się ze stworzeniami, które są nieprzyjaciółmi Wielkiej Brytanii, chrześcijaństwa, ludzkiej rasy! Ta katastrofa może być jakimś jego nieudanym eksperymentem, a być może sprowadził ją na nas celowo. Uważam za stosowne przypomnieć waszej lordowskiej mości, że pan Norrell przy kilku okazjach przestrzegał rząd przed wielkim niebezpieczeństwem, jakie zagraża narodowi ze strony pana Strange’a. Wysyłaliśmy waszej lordowskiej mości pilne informacje, ale na żadną nie otrzymaliśmy odpowiedzi. Szczęśliwie dla nas wszystkich pan Norrell jest jak zawsze stanowczy, nieugięty i czujny. — Mówiąc to, Lascelles zerknął na pana Norrella, który w tej chwili wyglądał jak człowiek zatrwożony, pokonany i bezsilny.

Lord Liverpool również spojrzał na pana Norrella.