Выбрать главу

Przez następne trzy dni pan Norrell prawie nie wychodził z biblioteki. Kiedy widział Lascellesa, mógł być pewien, że zaraz usłyszy nową skargę na Childermassa. Tymczasem Childermass wciąż zawracał mu głowę, żeby poszukał za pomocą czarów listu Drawlighta. Dlatego pan Norrell doszedł w końcu do wniosku, że najlepiej będzie unikać ich obu.Nie wyznał też żadnemu z nich, że odkrył coś, co bardzo go zmartwiło. Od rozstania ze Strange’em nabrał zwyczaju wywoływania wizji, by sprawdzić, co też porabia jego dawny uczeń. Nigdy mu się to jednak nie udało. Pewnej nocy, mniej więcej cztery tygodnie wcześniej, nie mógł zasnąć. Wobec tego wstał i zajął się czarowaniem. Wizje nie były bardzo wyraźne, ale ujrzał w ciemności człowieka rzucającego zaklęcia. Pogratulował sobie, że w końcu zdołał pokonać kontrzaklęcia Strange’a; dopiero później uświadomił sobie, że patrzy na siebie, we własnej bibliotece. Spróbował ponownie. Zmienił zaklęcie. Nazywał Strange’a różnymi imionami, ale na nic się to zdało. Musiał w końcu przyznać, że angielska magia nie widzi już różnicy między nim a Strange’em.

Nadeszły listy od lorda Liverpoola i ministrów, zawierające pełen złości opis kolejnych przejawów magii, której źródeł nikt nie umiał wyjaśnić. Pan Norrell odpowiedział na listy, obiecując dopatrzyć tych spraw po zwycięstwie nad Strange’em.

Trzeciego wieczoru po przyjeździe pan Norrell, Lascelles i Childermass zebrali się w salonie. Lascelles jadł pomarańczę, którą obierał nożykiem do owoców o wyszczerbionym ostrzu i rączce z masy perłowej. Childermass wyłożył na stoliku karty i czytał z nich już od dwóch godzin. Najwyraźniej pan Norrell musiał być bardzo przejęty obecną sytuacją, gdyż w ogóle nie protestował. Lascellesa z kolei karty doprowadzały do szału. Był pewien, że niektóre pytania zadawane przez Childermassa dotyczyły właśnie jego. I miał absolutną rację.

— Jak ja nie cierpię próżniactwa! — odezwał się nagle. — Jak pan sądzi, na co czeka? Nawet nie mamy pewności, czy się zjawi.

— Zjawi się — powiedział Childermass.

— Niby skąd pan to wie? — spytał Lascelles. — Bo pan mu kazał?

Childermass nie odpowiedział, skupił się na kartach. Jego spojrzenie krążyło nad nimi.

W pewnej chwili zerwał się od stolika i powiedział do Lascellesa:

— Ma pan dla mnie wiadomość.

— Ja? — spytał Lascelles zaskoczony.

— Tak, proszę pana.

— Co pan ma na myśli?

— To, że ktoś ostatnio przekazał panu wiadomość dla mnie. Karty tak twierdzą. Byłbym wdzięczny, gdyby mi pan ją dostarczył.

Lascelles prychnął z pogardą.

— Nie jestem niczyim posłańcem, a już na pewno nie pańskim.

Childermass zignorował te słowa.

— Od kogo jest ta wiadomość? — spytał. Lascelles milczał. Ponownie skoncentrował się na nożyku i pomarańczy.

— Doskonale — powiedział Childermass. Usiadł i raz jeszcze rozłożył karty.

Pan Norrell, bardzo zaniepokojony, patrzył na nich uważnie. Jego ręka powędrowała do sznura od dzwonka, jednak po chwili zastanowienia zmienił zdanie i osobiście udał się na poszukiwanie służącego. Lucas był w jadalni, nakrywał do stołu. Pan Norrell opowiedział mu, co przed chwilą zaszło.

— Czy dałoby się ich rozdzielić? — spytał. — Mogliby ochłonąć. Nie ma żadnej wiadomości dla pana Lascellesa? Może zajmiesz czymś Childermassa? Wymyśl coś. Co z kolacją, gotowa?

Lucas pokręcił głową.

— Nie ma żadnej wiadomości. Pan Childermass zrobi, co uzna za stosowne, jak zawsze. Poza tym życzył pan sobie kolację na wpół do dziesiątej. Przecież pan wie.

— Szkoda, że nie ma tu pana Strange’a — westchnął pan Norrell bezradnie. — On by wiedział, co im powiedzieć. Wiedziałby, co robić.

Lucas dotknął ramienia swego pana, jakby usiłował go obudzić.

— Proszę pana? Usiłujemy nie dopuścić do przyjazdu pana Strange’a. Pamięta pan o tym?

Pan Norrell popatrzył na niego poirytowany.

— Tak, tak! Przecież wiem! Mimo wszystko…

Pan Norrell i Lucas razem wrócili do salonu. Childermass właśnie odwracał ostatnią kartę. Lascelles z wielkim wysiłkiem usiłował skupić się na gazecie.

— Co mówią karty? — zapytał pan Norrell. Mimo że to mag zadał pytanie, Childermass zwrócił się do Lascellesa:

— Mówią, że jest pan kłamcą i złodziejem. Mówią, że chodzi nie tylko o wiadomość. Dostał pan jakiś przedmiot o wielkiej wartości. Jest przeznaczony dla mnie, a pan go zatrzymał.

Zapadła krótka cisza.

— Jak długo będzie pan pozwalał, by mnie tu obrażano? — Lascelles spytał zimno pana Norrella.

— Proszę pana po raz ostatni, panie Lascellesie — oświadczył Childermass. — Odda mi pan moją własność?

— Jak śmiesz zwracać się w ten sposób do dżentelmena?! — wrzasnął Lascelles.

— Czy dżentelmen ukradłby coś, co należy do mnie? — odpowiedział Childermass pytaniem.

Lascelles pobladł jak kreda.

— Przeproś! — wysyczał. — Przeproś mnie, bękarcie, bo przysięgam, ty szumowino z najgorszych rynsztoków, że nauczę cię dobrych manier!

Childermass wzruszył ramionami.

— Lepiej być bękartem niż złodziejem.

Z okrzykiem wściekłości Lascelles złapał go i cisnął nim o ścianę tak mocno, że na chwilę nogi Childermassa oderwały się od podłogi. Lascelles potrząsnął dysponentem, a obrazy na ścianie zadrżały.

O dziwo, Childermass wydawał się całkiem bezbronny. Jego ręce w niewiadomy sposób zostały unieruchomione przez Lascellesa i choć bardzo się starał, nie mógł ich oswobodzić. Po chwili było już po wszystkim. Childermass lekko skinął głową, jakby chciał powiedzieć, że Lascelles zwyciężył.

Lascelles jednak go nie puścił. Przywarł mocno do Childermassa, przygniatając go do ściany, potem sięgnął po nożyk z perłową rączką. Niespiesznie przejechał ostrzem po twarzy Childermassa, rozcinając ją od oka do ust.

Lucas krzyknął, ale Childermass nic nie powiedział. Zdołał uwolnić lewą rękę i uniósł ją. Dłoń była zaciśnięta w pięść. Trwali tak przez chwilę niczym żywy obraz, po czym Childermass opuścił rękę.

Lascelles uśmiechnął się szeroko. Puścił dysponenta i odwrócił się do pana Norrella.

— Nie oczekuję przeprosin od tej osoby — powiedział spokojnym, opanowanym głosem.

— Zostałem obrażony. Gdyby ten człowiek wywodził się z wyższych sfer, z pewnością wyzwałbym go na pojedynek. On dobrze o tym wie. Nikczemne pochodzenie go chroni. Jeśli mam pozostać w tym domu, jeśli nadal mam być pańskim przyjacielem i doradcą, ten człowiek natychmiast musi odejść! Od dzisiaj nigdy nie chcę słyszeć jego nazwiska ani z pańskich ust, ani z ust służby — pod groźbą zwolnienia. Mam nadzieję, że to jasne?

Lucas skorzystał z okazji, by ukradkiem wręczyć Childermassowi serwetkę.

— No cóż, proszę pana — powiedział Childermass do pana Norrella, ocierając krew z twarzy. — Który z nas?