Выбрать главу

Drawlight dumał nad tym przez chwilę.

— Zapewne masz rację — przyznał w końcu. — Ale to bez znaczenia, wszak wszyscy wiedzieli, że panna Wintertowne jest chora. Tylko starsza pani uważała córkę za doskonałość. A cóż to za doskonałość o słabym zdrowiu? Doskonałość trzeba podziwiać. Doskonałość musi dobrze wyjść za mąż. Stara nie dopuściła do siebie myśli, że doskonałość może chorować, nie pozwalała nawet o tym wspominać. Mimo wszystkich ataków kaszlu i omdleń panny Wintertowne oraz jej polegiwania na sofie, nie słyszałem, by badał ją jakikolwiek medyk.

— Sir Walter powinien był lepiej o nią zadbać — oznajmił Lascelles, strzepując gazetę, zanim znowu zaczął ją czytać. — Różne rzeczy można mówić o politykach, ale Pole to rozsądny człowiek. Szkoda, że nie dożyła czwartku.

— Ależ drogi panie, pan zbladł — zwrócił się Drawlight do pana Norrella. — Jak widzę, jest pan wstrząśnięty tym nagłym kresem młodego niewinnego życia. Uczucia te przynoszą panu chwałę. I ja jestem zaskoczony! Takie młode istnienie zmiażdżone niczym delikatny kwiat butem! Och, panie, serce mi krwawi, ledwie mogę o tym myśleć. Ale była bardzo chora, prędzej czy później musiała umrzeć. Zresztą sam pan twierdził, że nie potraktowała go zbyt życzliwie. Wiem, że to nieodpowiednia chwila, by o tym wspominać, jestem jednak niestrudzonym orędownikiem okazywania szacunku starszym uczonym, takim jak pan. Zuchwalstwa i impertynencji z całego serca nie znoszę.

Pan Norrell najwyraźniej nie słyszał współczujących słów przyjaciela. Kiedy w końcu otworzył usta, zwrócił się chyba sam do siebie:

— Nigdy nie sądziłem, że tak się tutaj nie poważa magii. — Umilkł, a po chwili dodał pospiesznie, ściszonym głosem: — Bardzo niebezpiecznie jest sprowadzać kogoś z krainy umarłych. Nie robiono tego od trzystu lat. Nie mógłbym ryzykować!

Panowie Drawlight i Lascelles popatrzyli ze zdumieniem na przyjaciela.

— W rzeczy samej, drogi panie — zgodził się Drawlight. — Nikt pana o to nie prosi.

— Oczywiście, znam procedurę — ciągnął pan Norrell, jakby nie słyszał tych słów. — Ale to dokładnie taka magia, jakiej się sprzeciwiam! — Tak wiele zależy od… Dość powiedzieć, że rezultat może być całkiem nieoczekiwany… I mag nie jest w stanie go przewidzieć. Nie! Nie spróbuję, nawet nie będę o tym myślał.

Zapadła cisza. Mimo prób zapomnienia o niebezpiecznej magii, pan Norrell kręcił się w fotelu, zaciskał palce, oddychał pospiesznie i wykazywał inne oznaki nerwowego napięcia.

— Drogi panie — powiedział pan Drawlight powoli. — Chyba zaczynam pojmować, o co panu chodzi. I muszę przyznać, że to wyborny pomysł! Myśli pan o wielkim magicznym uczynku, świadectwie swych niezwykłych umiejętności! Ależ panie! Jeśli się powiedzie, wszyscy Wintertowne’owie i Pole’owie zjawią się na pana progu, zabiegając o znajomość ze wspaniałym panem Norrellem!

— A jeśli się nie powiedzie, wszyscy w Anglii będą zatrzaskiwali drzwi przed nosem okrytego niesławą pana Norrella — zauważył z przekąsem pan Lascelles.

— Mój drogi! — wykrzyknął Drawlight. — Cóż za nonsens! Daję słowo, bardzo łatwo usprawiedliwić porażkę! W końcu może się przytrafić każdemu z nas.

Pan Lascelles oświadczył, że nie rozumie tej pokrętnej logiki, i już obaj dżentelmeni zaczynali się spierać, gdy z ust pana Norrella wydobył się pełen udręki jęk.

— Mój Boże! Co począć? Co począć? Miesiącami pracowałem na to, by ludzie obdarzyli szacunkiem moją profesję, ale mną gardzą! Drogi panie Lascellesie, pan zna świat, proszę mi powiedzieć…

— Przykro mi, szanowny panie — przerwał mu pośpiesznie pan Lascelles. — Z zasady nigdy nie udzielam rad. — I natychmiast wrócił do lektury.

— Drogi panie — odezwał się Drawlight (który nigdy nie czekał, aż spytają go o zdanie). — Taka okazja może się już więcej nie nadarzyć. — (Trafny argument, pan Norrell głęboko westchnął). — Muszę przyznać, że chyba nigdy bym sobie nie wybaczył, gdybym pozwolił panu przepuścić taką okazję. Za jednym zamachem zwróci nam pan tę słodką młodą istotę, której śmierć głęboko poruszyła wszystkich, oraz zapewni fortunę sir Walterowi. Poza tym na wiele pokoleń odbuduje pan wiarę w potęgę magii! Gdy udowodni pan już wartość swoich umiejętności, ich przydatność itepe, kto będzie mógł odmówić magom zasłużonej czci i pochwał? Magowie będą podziwiani niczym admirałowie, arcybiskupi, a nawet ministrowie sprawiedliwości! Wcale się nie zdziwię, jeśli Jego Wysokość natychmiast stworzy odpowiednie stanowiska: nadworny mag, mag kanonik, mag honorowy… Listę można ciągnąć w nieskończoność. A pan, drogi panie, będzie arcymagiem! I to wszystko za jednym zamachem! Za jednym zamachem!

Drawlight był zachwycony swą przemową, a Lascelles z irytacją szeleścił gazetą — chyba żałował swojego oświadczenia, że nie udziela rad, bo pozbawił się w ten sposób możliwości polemiki.

— Ale żadna forma magii nie jest równie niebezpieczna! — powiedział pan Norrell pełnym przerażenia szeptem. — Niebezpieczna dla maga i drugiej osoby.

— Cóż, szanowny panie, myślę, że tylko pan może najlepiej ocenić zagrażające mu niebezpieczeństwa, ale co do drugiej osoby… Hm, ona nie żyje — zauważył trzeźwo pan Drawlight. — Co gorszego może ją spotkać?

Gdy pan Norrell nie odpowiedział, Drawlight oświadczył:

— Zadzwonię po karetę. — Jak powiedział, tak zrobił. — Natychmiast wyruszam na Brunswick Square. Bez obaw, drogi panie, nasze propozycje spotkają się z akceptacją. Wrócę, nim minie godzina!

Gdy Drawlight odjechał w pośpiechu, pan Norrell siedział przez kwadrans w milczeniu, patrząc przed siebie. Choć Lascelles nie wierzył w magię, którą pan Norrell zamierzał zaprezentować (ani w niebezpieczeństwo z nią związane, na które się rzekomo narażał), cieszył się, że nie widzi tego, co najwyraźniej widział mag. Nagle pan Norrell się podźwignął, w pośpiechu zdjął z regału pięć lub sześć ksiąg i otworzył je, zapewne w poszukiwaniu ustępów pełnych rad dla magów, którzy pragną ożywić martwe damy. Po trzech kwadransach za drzwiami biblioteki rozległ się rwetes. Najpierw usłyszeli głos pana Drawlighta, a po chwili zobaczyli jego właściciela.

— …największą przysługę na świecie! Tak bardzo panu zobowiązani… — Pan Drawlight tańczył w drzwiach biblioteki, szeroko się uśmiechając. — Wybornie, drogi panie! Początkowo sir Walter miał nieco zastrzeżeń, ale wszystko znakomicie się ułożyło! Prosił mnie o przekazanie panu wyrazów wdzięczności za troskę, wątpił jednak, czy pańska propozycja na coś się zda. Oświadczyłem, że jeśli myśli, iż rzecz wymknie się spod kontroli i będzie powszechnie komentowana, nie musi się tego obawiać, nie zamierzamy go stawiać w kłopotliwym położeniu. Pan Norrell marzy tylko, by na coś się przydać sir Walterowi, a Lascelles i ja to chodząca dyskrecja. Sir Walter oznajmił, że ludzie zawsze się natrząsają z ministrów, wolałby jednak, by pannę Wintertowne pozostawić w spokoju, z szacunku dla jej obecnej sytuacji. Drogi panie! — wykrzyknąłem — jak może pan tak mówić? Chyba nie oczekuje pan, że bogata i piękna młoda dama chętnie odejdzie z tego świata w przeddzień swego ślubu z panem? Och, sir Walterze — dodałem — może pan nie wierzyć w magię pana Norrella, ale nie zaszkodzi spróbować. Stara dama natychmiast pojęła słuszność mojego rozumowania i sama dorzuciła nowe argumenty. Ponoć wybitny mag, którego znała w dzieciństwie, oddany przyjaciel rodziny, przedłużył życie jej siostry o kilka lat. Proszę mi wierzyć, żadne słowa nie opiszą wdzięczności pani Wintertowne. Błagała, bym skłonił pana do natychmiastowego przybycia. Również sir Walter uważa, że nie ma sensu tego odkładać, wobec czego kazałem Daveyowi czekać pod drzwiami i nie oddalać się pod żadnym pozorem. Och, mój drogi! To będzie wieczór pojednania! Wszelkie nieporozumienia, wszelkie niefortunne interpretacje kilku źle dobranych słów — wszystko minie, całkiem jak w sztuce Szekspira!