Przyniesiono płaszcz pana Norrella i mag wsiadł do karety. Ze zdumieniem patrzył, jak drzwi się otwierają i z jednej strony wskakuje pan Drawlight, z drugiej zaś pan Lascelles. Coś mi się zdaje, że pan Norrell wcale nie życzył sobie towarzystwa obu dżentelmenów w drodze na Brunswick Square.
Lascelles zwalił się do karety, ze śmiechem powtarzając, że nigdy w życiu nie słyszał nic równie niepoważnego. Porównał ich komfortową przejażdżkę londyńskimi ulicami do wypraw bohaterów z francuskich i włoskich baśni, którzy pływali w baliach w poszukiwaniu odbicia księżyca z dna stawu. To, rzecz jasna, obraziłoby pana Norrella, gdyby pan Norrell był w nastroju do słuchania.
Na Brunswick Square natknęli się na tłumek kłębiący się na schodach. Dwóch mężczyzn wybiegło, by złapać konie za uzdy. Światło z lampki oliwnej nad schodami padało na tuzin sług pani Wintertowne wypatrujących maga, który sprowadzi z zaświatów ich młodą panią. Człowiek jest tylko człowiekiem i zapewne kilku z nich wyszło przed dom jedynie po to, by sprawdzić, jak taki mag wygląda. Ale blade oblicza wielu wskazywały na to, że pogrążeni byli w prawdziwej żałobie. Ci ludzie czuwali na mrozie z czystego sentymentu do zmarłej, co należy uznać za szlachetną postawę.
Jeden ze służących wziął świecę i poprowadził pana Norrella i jego przyjaciół do wychłodzonego pogrążonego w mroku domu. Już na schodach usłyszeli głos pani Wintertowne:
— Robercie! Robercie! Czy to pan Norrell? Och, dzięki Bogu, drogi panie! — Nagle pojawiła się przed nimi w progu salonu. — Myślałam, że pan nigdy nie przybędzie! — Iz tymi słowami, ku konsternacji pana Norrella, ujęła jego ręce i mocno je ściskając, błagała, by przywrócił pannie Wintertowne życie. Pieniądze nie grały roli, mógł zażądać dowolnej zapłaty, byleby tylko zwrócił jej ukochaną pociechę. Musi obiecać, że tego dokona!
Pan Norrell odchrząknął i zapewne już miał wygłosić jedną ze swych długich i nieciekawych tyrad na temat filozofii nowoczesnej magii, kiedy nagle pan Drawlight wysunął się przed niego, ujął ręce pani Wintertowne i oderwał je od pana Norrella.
— Błagam, droga pani, o spokój! — wykrzyknął. — Pan Norrell przybył, jak pani widzi, i musimy się przekonać, co zdziała jego moc. Błaga, by więcej nie wspominać o zapłacie. Cokolwiek dziś uczyni, uczyni to w imię przyjaźni… — Tu pan Drawlight stanął na palcach i uniósł podbródek, by ponad ramieniem pani Wintertowne zerknąć na sir Waltera Pole’a, który wstał z fotela, stanął nieco z boku i przyglądał się przybyłym. W blasku świecy wydawał się blady i wymizerowany jak nigdy dotąd. Zwykła uprzejmość wymagała, by do nich podszedł i przemówił, lecz on tkwił w miejscu.
Pan Norrell zachowywał się dość osobliwie: wiercił się na progu i nie robił ani kroku w głąb domu, chciał bowiem wcześniej porozmawiać z sir Walterem.
— Muszę zamienić słowo z sir Walterem! Tylko kilka słów! Zrobię dla pana, co w mojej mocy, sir Walterze! — krzyknął. — Ponieważ młoda dama niedawno nas opuściła, sytuacja wygląda obiecująco. Tak, nad wyraz obiecująco! Pójdę teraz, sir Walterze, czynić swą powinność. Mam nadzieję, że w stosownym czasie będę miał zaszczyt oznajmić panu dobrą nowinę!
Wszystkimi zapewnieniami, o które (bezskutecznie) błagała pani Wintertowne, pan Norrell gorliwie obdarzył sir Waltera, choć ten najwyraźniej wcale ich nie pragnął. Sir Walter skinął głową ze swego kąta w salonie, a potem, gdy pan Norrell wciąż się ociągał, zawołał ochrypłym głosem:
— Dziękuję panu! Dziękuję! — Jego usta rozciągnęły się w dziwnym grymasie. Być może miał to być uśmiech.
— Z całego serca pragnąłbym zabrać pana z sobą, ale ta szczególna magia wymaga samotności — oznajmił pan Norrell. — Mam nadzieję, że zaprezentuję panu magię przy innej okazji.
Sir Walter skłonił się lekko i odwrócił.
Pani Wintertowne rozmawiała w tej chwili ze swym sługą Robertem, więc pan Drawlight skorzystał z jej nieuwagi, by odciągnąć pana Norrella na stronę i gorączkowo wyszeptać mu do ucha:
— Nie, nie, drogi panie! Proszę ich nie odsyłać. Radzę zebrać jak najwięcej obserwatorów wokół łoża. To gwarancja, że rankiem pańskie czyny będą powszechnie znane. I proszę bez obaw czynić jak najwięcej zamieszania, by olśnić sługi. Niech pan wyrecytuje kilka najlepszych zaklęć! Och! Cymbał ze mnie! Gdybym tylko wziął trochę czarnego prochu i wrzucił go do ognia! Pewnie nie ma pan przy sobie zapasiku?
Pan Norrell nie odpowiedział, zażądał tylko, by bezzwłocznie zaprowadzono go do panny Wintertowne. Choć mag wyraźnie podkreślił, że pragnie iść tam sam, jego serdeczni przyjaciele nie mogli być aż tak nieuprzejmi, by w tej przełomowej chwili pozwolić mu w pojedynkę stawić czoło trudnościom! Tak więc cała trójka ruszyła za Robertem do komnaty na drugim piętrze.
Rozdział ósmy
Dżentelmen o włosach jak puch ostu
październik 1807
Nikogo tam nie było.
Choć właściwie ktoś tam był. Na łóżku leżała przecież panna Wintertowne, tylko zagadkę ontologiczną stanowiło pytanie, czy młoda dama była teraz kimś, czy też zgoła nikim.
Ubrano ją w białą suknię, na szyi zawieszono srebrny łańcuch. Przystrojono jej piękne włosy, założono kolczyki z pereł i granatów. Wątpliwe jednak, by pannie Wintertowne zależało teraz na takich drobiazgach. Wokół płonęły świece i ogień w kominku, a w pokoju rozstawiono róże, które napełniły go słodką wonią — tylko że nawet gdyby to była najbardziej smrodliwa nora w mieście, panna Wintertowne leżałaby podobnie obojętna.
— Twierdzisz, że można było na nią patrzeć bez przykrości? — mruknął pan Lascelles.
— Nigdy jej nie widziałeś? — zdziwił się Drawlight. — Och! To była niebiańska istota. Boska. Anioł.
— Doprawdy? A teraz to obraz nędzy i rozpaczy. Poradzę wszystkim znajomym pięknościom, by nie umierały — oświadczył pan Lascelles i pochylił się nad zmarłą. — Zamknęli jej oczy — poinformował zebranych.
— Były przepiękne — powiedział Drawlight. — Jasnoszare, do tego długie, ciemne rzęsy i ciemne brwi. Wielka szkoda, że jej nigdy nie widziałeś. Z miejsca przypadłaby ci do gustu. — Drawlight obrócił się do pana Norrella. — No cóż, drogi panie, jest pan gotów?
Pan Norrell zasiadł w fotelu przy kominku. Energia, której był pełen przed wejściem do domu, zniknęła. Siedział teraz zgarbiony, wzdychając ciężko, ze wzrokiem wbitym w dywan. Panowie Lascelles i Drawlight zaś zachowywali się jak zwykle: Drawlight z szacunkiem odsunął się od łoża, by zrobić miejsce Norrellowi, wiercił się i czekał z nadzieją, a Lascelles oparł się o ścianę, skrzyżował ramiona (poza często przyjmowana przezeń w teatrze) i uśmiechał się sceptycznie.
Pan Norrell ponownie westchnął.
— Mówiłem już, że ten rodzaj magii wymaga całkowitej samotności. Muszę poprosić, by zaczekali panowie na dole.
— Ależ drogi panie! — zaprotestował Drawlight. — Chyba tak bliscy przyjaciele nie stanowią dla pana przeszkody? Najcichsze z nas stworzenia na świecie! Za chwilę pan zapomni, że w ogóle tu jesteśmy. Muszę przyznać, że uważam naszą obecność za nieodzowną. Kto jutro opowie o pańskich dokonaniach, jeśli nie my? Kto opisze niewymowną wspaniałość tej chwili, gdy pańska magia zatriumfuje i młoda kobieta powróci z zaświatów? Albo nieznośny patos chwili, w której będzie pan zmuszony przyznać się do porażki? Sam pan sobie nie poradzi. Dobrze pan o tym wie.