Jeszcze dziwniejsze było oddanie pana Lascellesa dla sprawy przywrócenia angielskiej magii, ale dawało się je całkiem łatwo wytłumaczyć. Lascelles należał do ludzi, którzy nienawidzą każdego stałego zajęcia. Doskonale świadom swych niezwykłych możliwości intelektualnych, nigdy nie zadał sobie trudu, by opanować jakąś gałąź wiedzy lub jakiekolwiek umiejętności, i tak doszedł do wieku trzydziestu dziewięciu lat, nie nadając się na żadną posadę i do żadnej pracy. Gdy rozglądał się dookoła i widział tych, którzy w młodości harowali, by zdobyć władzę i wpływy, bez wątpienia czuł zazdrość. Dlatego bardzo mu odpowiadało stanowisko głównego doradcy największego maga epoki oraz fakt, że ministrowie pełnym szacunku tonem zadawali mu pytania. Wprawdzie sceptycyzm i obojętność nie schodziły z jego twarzy, ale w rzeczywistości był niezwykle zadowolony ze swojej nowej pozycji. Pewnego wieczoru w Bedford Lascelles i Drawlight zawarli przymierze nad butelką porto. Uznali, że tak spokojnemu dżentelmenowi jak pan Norrell wystarczą dwaj przyjaciele. Zamierzali strzec nawzajem swoich interesów i nie dopuścić, by ktoś trzeci zbliżył się do maga.
To właśnie pan Lascelles pierwszy podsunął Norrellowi myśl o publikacji. Biedny pan Norrell czuł się nieustannie znieważany przez rozpowszechniane mylne poglądy na temat magii i bez przerwy ubolewał nad ludzką ignorancją.
— Proszą mnie, żebym im pokazywał duszki — utyskiwał — jednorożce, mantikory. Zupełnie nie rozumieją użyteczności magii. Interesuje ich tylko najbardziej niepoważny jej rodzaj.
— Magiczne sztuczki rozsławią pańskie imię, ale nie pomogą zrozumieć pańskich poglądów — zauważył Lascelles. — W tym celu musi pan publikować.
— O tak! — przytaknął pan Norrell z zapałem. — Mam szczery zamiar napisać książkę. Obawiam się jednak, że miną lata, nim znajdę czas, by podjąć się tego zadania.
— Och! Książka rzeczywiście oznacza mnóstwo pracy — wycedził pan Lascelles. — Ale nie miałem na myśli książki. Chodziło mi o dwa bądź trzy artykuły. Śmiem twierdzić, że każda gazeta w Londynie i Edynburgu opublikuje z zachwytem wszystko, co zechciałby pan przysłać. Ma pan wolną rękę w wyborze periodyków, radziłbym jednak, szanowny panie, zdecydować się na „Edinburgh Review”. Nie ma chyba w kraju domu z pretensjami do szlachectwa, w którym by go nie czytano. To najlepszy sposób na szybkie rozpowszechnienie swoich poglądów.
Pan Lascelles był tak przekonujący i roztaczał tak atrakcyjne wizje, że pan Norrell oczyma duszy widział już swoje artykuły na każdym stoliku, słyszał dyskusje o nich w każdym salonie. Gdyby nie wielka niechęć, jaką żywił do „Edinburgh Review”, od razu zasiadłby do pisania. Niestety, pismo to było znane z radykalnych opinii, krytyki rządu i sprzeciwu wobec wojny, a tego pan Norrell nie pochwalał.
— Poza tym — dodał — nie mam chęci recenzować ksiąg innych autorów. Nowoczesne publikacje o magii są bardzo mało wiarygodne. Pełne nieprawdziwych informacji i mylnych opinii.
— Może pan zatem o tym napisać. Im bardziej bezceremonialnie, tym większy zachwyt pan wzbudzi.
— Ależ ja pragnę rozpowszechnić własne opinie, nie cudze.
— Jednakże, szanowny panie, jeśli będzie pan oceniał prace innych autorów i piętnował ich błędy, czytelnicy lepiej poznają pańskie opinie. To najprostsza rzecz w świecie, wykorzystać recenzję do swoich celów. Wystarczy tylko raz czy dwa wspomnieć o książce, a przez resztę artykułu rozwijać temat zgodnie z własnym upodobaniem. Zapewniam pana, że wszyscy tak postępują.
— Hm — mruknął pan Norrell. — Może i ma pan rację. Ale w ten sposób wspierałbym coś, co w ogóle nie powinno było trafić do druku.
I w tej kwestii pan Norrell pozostał nieugięty.
Lascelles był rozczarowany. „Edinburgh Review” przewyższało konkurencję błyskotliwością i dowcipem. Artykuły czytali wszyscy w królestwie, od najskromniejszego wikariusza po premiera. W porównaniu z tymi publikacjami inne wydawały się nudne.
Lascelles już miał o wszystkim zapomnieć, kiedy pewnego dnia otrzymał list od młodego księgarza o nazwisku Murray. Pan Murray z należnym szacunkiem pytał, czy panowie Lascelles oraz Drawlight uczynią mu honor i pozwolą złożyć sobie wizytę w wybranym przez nich czasie. Twierdził, że ma propozycję związaną z osobą pana Norrella.
Kilka dni później Lascelles i Drawlight przywitali księgarza w domu pana Lascellesa na Bruton Street. Pan Murray był bardzo energiczny i rzeczowy — natychmiast przedstawił swoje stanowisko.
— Panowie, jak każdy mieszkaniec tych wysp, jestem zdumiony i zachwycony niezwykłym odrodzeniem angielskiej magii. Równie głęboko oszałamia mnie entuzjazm, z jakim brytyjskie społeczeństwo powitało powrót sztuki od dawna uważanej za martwą. Jestem przekonany, że periodyk poświęcony magii zyskałby sobie wielką popularność. Literatura, polityka, religia i podróże są wielce pożyteczne. Zawsze będą się cieszyły popularnością, ale magia! Prawdziwa, użytkowa magia, taka jak pana Norrella, ma pewną przewagę, gdyż jest zupełną nowością. Zastanawiałem się, panowie, czy waszym zdaniem pan Norrell odniesie się przychylnie do mojej propozycji. Słyszałem, że ma dużo do powiedzenia na temat magii. I że jego opinie bywają zdumiewające! Rzecz jasna, wszyscy znamy ze szkolnej ławy nieco historii i teorii magii, ale od dawna nie praktykowano jej na tych wyspach i śmiem twierdzić, że to, czego nas uczono, pełne jest błędów i wypaczeń.
— Ach! — wykrzyknął pan Drawlight. — Cóż za wnikliwie spostrzeżenie, szanowny panie! Jakże ucieszyłoby pana Norrella! Błędy i wypaczenia, otóż to! Gdy będzie miał pan zaszczyt porozmawiać z panem Norrellem, co ja czynię przy każdej nadarzającej się okazji, zobaczy pan, że tak właśnie przedstawia się sytuacja!
— Od dawna największym pragnieniem pana Norrella było przybliżenie szerszemu audytorium współczesnej magii — dodał pan Lascelles. — Niestety, publiczne obowiązki często kolidują z prywatnymi życzeniami, a admiralicja i ministerstwo wojny nie dają mu odpocząć.
Pan Murray odparł uprzejmie, że naturalnie kwestię wojny zawsze należy stawiać na pierwszym miejscu, a pan Norrell to skarb narodowy.
— Mam jednak nadzieję, że uda się wszystko rozplanować w taki sposób, by pan Norrell nie był zbytnio przeciążony obowiązkami. Zatrudnimy redaktora, który będzie opracowywał każdy numer, zabiegał o artykuły i recenzje, wprowadzał zmiany. Wszystko pod nadzorem pana Norrella, naturalnie.
— No tak — powiedział Lascelles. — Oczywiście. Wszystko pod nadzorem pana Norrella. Na to będziemy nalegali.
Spotkanie zakończono w bardzo serdecznej atmosferze, a Lascelles i Drawlight obiecali natychmiast przedyskutować sprawę z panem Norrellem.
Drawlight popatrzył za odchodzącym panem Murrayem.
— Szkot — powiedział, gdy tylko za gościem zamknęły się drzwi.
— O, bez wątpienia — przytaknął Lascelles. — Ale to mi nie przeszkadza. Szkoci mają smykałkę do interesów. Myślę, że coś mogłoby z tego wyjść.