Выбрать главу

Było jasne, że obu magów różnią i poglądy, i charakter. Arabella Strange najwyraźniej doszła do wniosku, że nie ma powodu, by dżentelmeni dłużej działali sobie na nerwy, tak więc państwo Strange’owie wkrótce pożegnali się i wyszli.

Naturalnie pan Drawlight pierwszy wypowiedział się na temat nowego maga.

— No cóż! — wykrzyknął, zanim jeszcze za Strange’em zamknęły się drzwi. — Nie wiem, jaka jest pańska opinia, ale ja nigdy w życiu nie byłem bardziej zaskoczony. Kilka osób wspominało mi, że to przystojny mężczyzna. Jak pan sądzi, co mogli mieć na myśli? Ten nos i jeszcze te włosy. Rudawy brąz to taki dziwaczny kolor, do niczego nie pasuje. Do tego jestem pewien, że widziałem na jego głowie siwe włosy. A przecież ma nie więcej niż… ile?… trzydzieści lat. Może trzydzieści dwa. Za to ona jest urocza. Te brązowe loki, jak pięknie utrefione. Szkoda, że nie zapoznała się wcześniej z londyńską modą. Bardzo ładny był ten muślin we wzorki, ale należało włożyć coś bardziej szykownego — na przykład butelkowozielony jedwab obramowany czarnymi wstążkami i haftowany czarnymi paciorkami. To taka luźna uwaga, być może, kiedy ponownie ujrzę tę damę, przyjdzie mi do głowy coś całkiem innego.

— Sądzą panowie, że ludzie się nim zainteresują? — spytał pan Norrell.

— Och, z pewnością — oznajmił pan Lascelles.

— Ach. Drogi panie Lascellesie, zależy mi na pańskiej radzie. Bardzo się obawiam, że lord Mulgrave zaprosi go na spotkanie. Zapał jego lordowskiej mości do stosowania magii na wojnie — sam w sobie godny pochwały, rzecz jasna — ma ten nieszczęsny skutek uboczny, że zachęca jego lordowska mość do czytania rozmaitych ksiąg historii magii i wyrabiania sobie opinii na temat ich treści. Zasugerował przywołanie wiedźm, które by mi pomogły pokonać Francuzów. Chyba ma na myśli te na pół magiczne, na pół ludzkie istoty, wzywane przez niegodziwców chcących krzywdzić bliźnich. Innymi słowy, takie wiedźmy, jakie Szekspir opisuje w Makbecie. Prosił, bym sprowadził trzy lub cztery. Nie był zachwycony moją odmową. Nowoczesna magia może wiele zdziałać, ale sprowadzenie wiedźm na ten świat oznaczałoby kłopoty dla nas wszystkich. Obawiam się teraz, że jego lordowska mość poprosi o pomoc pana Strange’a. Myśli pan, że tak będzie, drogi panie? Pan Strange może się podjąć tego zadania, nie rozumiejąc niebezpieczeństwa. Może należałoby napisać do sir Waltera, z prośbą, by był tak dobry i szepnął do ucha jego lordowskiej mości ostrzeżenie przed panem Strange’em?

— Och, nie widzę powodu — odparł pan Lascelles. — Jeśli uważa pan, że magia pana Strange’a jest niebezpieczna, wkrótce rozejdzie się to po mieście.

Nieco później tego dnia wydawano kolację na cześć pana Norrella w domu na Great Titchfield Street, gdzie stawili się również panowie Drawlight i Lascelles. Wszyscy chcieli poznać opinię pana Norrella o magu ze Shropshire.

— Pan Strange wydaje się niezwykle miłym dżentelmenem i utalentowanym magiem — rzekł pan Norrell. — Bardzo się przyda w rozwijaniu naszej profesji, tak ostatnio zaniedbanej.

— Pan Strange ma osobliwe spojrzenie na magie — oświadczył pan Lascelles. — Nie zadał sobie trudu, by poznać nowoczesne poglądy na ten temat. Mam na myśli poglądy pana Norrella, zdumiewająco jasne i zwięzłe.

Pan Drawlight dodał, że rude włosy pana Strange’a do niczego nie pasują i że suknia pani Strange, choć niezbyt modna, uszyta została z bardzo ładnego muślinu.

Mniej więcej w tym samym czasie inne towarzystwo, w którym znaleźli się państwo Strange’owie, spożywało kolację w skromniejszym salonie w domu na Charterhouse Square. Przyjaciele państwa Strange’ów naturalnie chcieli poznać ich opinię o wielkim panu Norrellu.

— Mówi, że ma nadzieję, iż Król Kruków wkrótce zostanie zapomniany — oznajmił Strange ze zdumieniem. — Co państwo na to? Mag, który pragnie, by zapomniano Króla Kruków! Gdyby arcybiskup Canterbury potajemnie usiłował ukryć całą wiedzę o Trójcy Świętej, miałoby to dla mnie więcej sensu.

— Jest niczym muzyk, który chciałby zataić muzykę pana Haendla — powiedziała dama w turbanie, zajadając karczochy z migdałami.

— Albo jak handlarz rybami, który ma nadzieję przekonać ludzi, że morze nie istnieje — dodał jeden z dżentelmenów i nałożył sobie dużą porcję cefala w pysznym winnym sosie.

Inni zebrani podawali podobne przykłady szaleństwa, rozbawiając wszystkich prócz Strange’a, który siedział zasępiony nad talerzem.

— Myślałam, że zamierzasz prosić pana Norrella o pomoc — powiedziała Arabella.

— Jak mogę go o coś prosić, skoro od samego początku się spieramy? — odrzekł Strange. — Nie lubi mnie. Ja jego też nie lubię.

— Ależ skąd! Chociaż może faktycznie cię nie polubił. Ale kiedy tam siedzieliśmy, nie odrywał od ciebie spojrzenia, wręcz pożerał cię wzrokiem. Moim zdaniem jest samotny. Tyle lat ślęczał nad księgami i nie miał komu się zwierzyć. Bo przecież nie porozmawia szczerze z tymi niemiłymi panami — zapomniałam już, jak się nazywali. Teraz jednak, gdy cię poznał i wie, że można z tobą pogawędzić, byłoby bardzo dziwne, gdyby nie ponowił zaproszenia.

Na Great Titchfield Street pan Norrell odłożył widelec i otarł usta chusteczką.

— Rzecz jasna, musi się przyłożyć — oznajmił. — Prosiłem go o to.

Na Charterhouse Square Strange powiedział:

— Kazał mi się przyłożyć. Do czego, chciałem wiedzieć. Do czytania. Nigdy nie byłem bardziej zdumiony. Prawie spytałem, co czytać, skoro wykupił wszystkie księgi.

Następnego dnia Strange oznajmił Arabelli, że mogą wracać do Shropshire, gdy tylko sobie tego zażyczy — nic już nie trzymało ich w Londynie. Dodał również, że postanowił więcej nie myśleć o panu Norrellu. To akurat nie do końca mu się udało, gdyż przez następne kilka dni Arabella musiała wysłuchiwać długich monologów na temat wad pana Norrella, zawodowych i osobistych.

Tymczasem na Hanover Square pan Norrell nieustannie wypytywał pana Drawlighta, co robi pan Strange, kogo odwiedza i co sądzą o nim ludzie.

Panowie Lascelles i Drawlight byli nieco zaniepokojeni rozwojem sytuacji. Przez ponad rok cieszyli się niemałym wpływem na maga. Nadskakiwali im admirałowie, generałowie, politycy — słowem, każdy, kto miał do pana Norrella jakikolwiek interes. Myśl, że jakiś mag mógłby się zbliżyć do pana Norrella bardziej niż oni, że mógłby wziąć na siebie ciężar obowiązków związanych z doradzaniem mu, była wielce nieprzyjemna. Pan Drawlight oznajmił, że Norrellowi trzeba wybić z głowy maga ze Shropshire, i choć kapryśna natura pana Lascellesa nie pozwalała mu bez problemów zgadzać się z innymi, niewątpliwie w tym wypadku myślał podobnie.

Trzy lub cztery dni po wizycie pana Strange’a pan Norrell jednak powiedział:

— Przemyślałem sprawę i uważam, że należy coś zrobić dla pana Strange’a. Narzekał na brak materiałów. Cóż, wydaje mi się, że mógłbym, rzecz jasna… To znaczy… Mówiąc krótko, postanowiłem sprezentować mu książkę.

— Ależ drogi panie! — wykrzyknął pan Drawlight. — Pańskie cenne księgi! Nie wolno ich oddawać innym ludziom — zwłaszcza magom, którzy mogą z nich zrobić niewłaściwy użytek!

— Och, nie miałem na myśli własnej książki — odparł pan Norrell. — Obawiam się, że żadnej nie mogę udostępnić. Nie, zakupiłem tom u Edwarda i Skitteringa, by go podarować panu Strange’owi. Przyznaję, że wybór był trudny. Jest tyle ksiąg, których, jeśli mam być szczery, na tym etapie nie mógłbym z czystym sumieniem polecić panu Strange’owi. Nabiłby sobie głowę niewłaściwymi pomysłami. Ta księga — pan Norrell popatrzył na nią niespokojnie — ma wiele wad, obawiam się, że nawet bardzo wiele. Pan Strange nie nauczy się z niej prawdziwej magii. Sporo jednak tu napisano o pilnych studiach i niebezpieczeństwach zbyt pośpiesznego publikowania. Mam nadzieję, że pan Strange weźmie to sobie do serca.