— Rozumiem, że lady Pole opowiadała pani rozmaite dziwne historie — powiedział ze smutkiem.
Arabella skinęła głową.
— To panią przygnębiło. Bardzo mi przykro.
— Ależ nie, skąd. Lady Pole mówiła o… o nieco dziwnych sprawach, ale zupełnie mi to nie przeszkadzało. Ani trochę! Poczułam się nieco słabo, bardzo proszę jednak nie łączyć tych dwóch rzeczy! Moje samopoczucie nie ma nic wspólnego z pańską małżonką! Niemądrze wyobraziłam sobie, że widzę coś w rodzaju zwierciadła, a w nim dziwne krajobrazy… Czułam, że zapadam się w tym zwierciadle. Chyba byłam bliska omdlenia, ale pańskie wejście mu zapobiegło. Bardzo dziwne. Do tej pory nic takiego mnie nie spotkało.
— Przyprowadzę pana Strange’a.
— Proszę bardzo, jeśli pan sobie tego życzy, ale zapewniam pana, że będzie znacznie mniej przejęty niż pan. — Arabella zaśmiała się serdecznie. — Pana Strange’a nie interesują niedyspozycje innych. Jego własne to całkiem inna sprawa. Nie ma potrzeby po nikogo posyłać. Widzi pan, doszłam do siebie. Nic mi nie jest. Zapadła cisza.
— Lady Pole… — zaczęła nagle Arabella, ale urwała, nie wiedząc, co powiedzieć.
— Moja małżonka zazwyczaj jest spokojna — zapewnił ją sir Walter. — Może niezbyt pogodna, ale spokojna. Te rzadkie okazje jednak, gdy w naszym domu pojawia się nowy gość, zawsze poruszają ją do tego stopnia, że wygłasza dziwaczne mowy. Liczę na pani wyrozumiałość i mam nadzieję, że nie będzie pani powtarzać historyjek zasłyszanych od mojej żony.
— Och! Oczywiście. Będę milczeć jak grób.
— Bardzo pani życzliwa.
— Czy mogłabym… czy mogłabym jeszcze ją odwiedzić? Lady Pole chyba bardzo sobie tego życzyła, a i mnie by to uszczęśliwiło.
Sir Walter bardzo długo rozważał tę prośbę. W końcu skinął głową, po czym płynnie zmienił to skinienie w ukłon.
— Oboje będziemy zobowiązani — oznajmił. — Dziękuję.
Wkrótce Strange i Arabella opuścili dom na Harley Street. Strange był niezwykle zadowolony.
— Wiem już, co robić — powiedział do żony. — Bułka z masłem. Szkoda, że muszę czekać na opinię Norrella, zanim zacznę, bez tego problem zostałby rozwiązany w pół godziny. Moim zdaniem najważniejsze są dwie rzeczy. Pierwsza… O co chodzi?
Z okrzykiem „och!” Arabella nagle przystanęła. Uświadomiła sobie, że złożyła dwie całkiem sprzeczne obietnice: najpierw przyrzekła lady Pole, że opowie Strange’owi o dżentelmenie z hrabstwa York, który nabył dywan, a potem obiecała sir Walterowi, że nie powtórzy nikomu słów jego małżonki.
— Nic takiego — odparła.
— Którą z rozlicznych propozycji sir Waltera wybrałaś, by zabić czas?
— Żadną. Poznałam lady Pole i… i trochę porozmawiałyśmy. To wszystko.
— Naprawdę? Szkoda, że nie było mnie z tobą. Chętnie poznałbym kobietę, która zawdzięcza życie magii Norrella. Ale nie powiedziałem ci, co mnie się przydarzyło. Pamiętasz, jak nagle wszedł ten czarnoskóry służący? Przez chwilę miałem niejasne wrażenie, że stoi przede mną wysoki czarny król w srebrnym diademie, z błyszczącym srebrnym berłem i jabłkiem. Kiedy jednak spojrzałem na niego ponownie, dostrzegłem tylko sługę sir Waltera. Absurd, nieprawdaż? — Zaśmiał się.
Strange tak długo plotkował z sir Walterem, że był niemal godzinę spóźniony na spotkanie z panem Norrellem, czym go bardzo zdenerwował. Później tego dnia Strange wysłał do admiralicji wiadomość, że on i pan Norrell rozpatrzyli problem zaginionych francuskich okrętów. Doszli do wniosku, że okręty zapewne znajdują się na Atlantyku, w drodze do Indii Zachodnich, gdzie Francuzi planują jakąś niegodziwość. Ponadto obaj magowie zgodzili się co do tego, że admirał Armingcroft trafnie odgadł zamiary wroga i popłynął za nimi. Za radą panów Strange’a i Norrella admiralicja nakazała kapitanowi Lightwoodowi płynąć na zachód, śladem admirała. Wkrótce niektóre francuskie okręty zdobyto, a te, których nie dało się przechwycić, uciekły do francuskich portów.
Arabellę dręczyło sumienie z powodu dwóch sprzecznych obietnic. Opowiedziała o kłopocie kilku matronom, swoim przyjaciółkom, których rozumowi i sprawiedliwości bezgranicznie ufała. Oczywiście przedstawiła problem czysto teoretycznie, nie wymieniając nikogo z nazwiska ani nie opisując szczegółowo okoliczności. Niestety, przez to jej dylemat był całkowicie niezrozumiały, a mądre matrony nie potrafiły jej pomóc. Przygnębiało ją, że nie może się zwierzyć Strange’owi, bo to oznaczałoby złamanie obietnicy danej sir Walterowi. Przemyślała sprawę i w końcu uznała, że przyrzeczenie złożone osobie przy zdrowych zmysłach bardziej zobowiązuje niż przyrzeczenie złożone osobie, której zmysły się pomieszały. Po co w ogóle miałaby powtarzać nonsensy wygadywane przez nieszczęsną wariatkę? Wobec tego ani słowem nie wspomniała mężowi o opowieściach lady Pole.
Kilka dni później państwo Strange’owie udali się na koncert włoskiej muzyki w domu na Bedford Square. Arabella bardzo dobrze się bawiła, jednak salon, w którym siedzieli słuchacze, był wychłodzony. Podczas krótkiej przerwy między zmianą śpiewaczek bezszelestnie wyśliznęła się do sąsiedniego pokoju po szal. Gdy tylko się nim otuliła, usłyszała szmer za plecami. Odwróciła się i ujrzała Drawlighta, który błyskawicznie przytruchtał ku niej.
— Pani Strange! — wykrzyknął. — Jakże miło panią widzieć! Jak się miewa droga lady Pole? Podobno pani ją widziała?
Arabella przytaknęła niechętnie. Drawlight otoczył ją ramieniem, jakby pragnął powstrzymać ją od ucieczki, i rzekł:
— Nie uwierzyłaby pani, jak bardzo się starałem, by zdobyć zaproszenie do ich domu! I wszystko na nic. Sir Walter zbywa mnie jedną marną wymówką po drugiej! Ciągle to samo — jego małżonka źle się czuje albo czuje się nieco lepiej, ale nigdy na tyle dobrze, by przyjmować gości.
— Cóż, wydaje mi się… — zaczęła Arabella.
— Oczywiście! — przerwał Drawlight. — Jeśli jest chora, naturalnie należy trzymać pospólstwo z dala od niej. Nie ma jednak powodu wykluczać mnie. Oglądałem jej zwłoki! O tak! Nic pani o tym nie wiedziała, prawda? Tej nocy, gdy pan Norrell sprowadził ją ze świata umarłych, wpierw przyszedł do mnie i błagał, bym mu towarzyszył. Powiedział, co następuje: „Proszę jechać ze mną, drogi panie, wątpię, bym mógł znieść widok damy, młodej, pięknej i niewinnej, zabranej z tego świata u progu dorosłości”. A teraz lady Pole siedzi w domu i nikogo nie widuje. Niektórzy uważają, że po zmartwychwstaniu stała się zbyt dumna, by zadawać się ze zwykłymi śmiertelnikami. Myślę jednak, że prawda jest całkiem inna. Sądzę, że śmierć i zmartwychwstanie obudziły w niej apetyt na dziwaczne doznania. Zgodzi się pani ze mną? Wydaje mi się całkiem możliwe, że przyjmuje jakiś środek, który zsyła na nią koszmary. Nie dostrzegła pani dowodów na takie postępowanie? Nie popijała przypadkiem płynu w dziwnym kolorze? Nie kryła pośpiesznie zwiniętej kartki, gdy weszła pani do pokoju? Kartki, na której mogła leżeć szczypta proszku? Nie? Opium zazwyczaj trzyma się w szklanych niebieskich fiolkach o długości od pięciu do siedmiu centymetrów. W wypadku uzależnienia rodzina skrzętnie skrywa fakty, przeważnie jednak na próżno. Prawda zawsze wychodzi na jaw. — Roześmiał się afektowanie. — Już moja w tym głowa!
Arabella delikatnie uwolniła się z jego uścisku. Było jej przykro, ale niestety nie mogła dostarczyć mu żadnych informacji. Nie wiedziała nic a nic o fiolkach ani proszkach.