Выбрать главу

— W rzeczy samej!

Lord Wellington przebywał w Portugalii ze swoją armią, więc zasięganie jego opinii raczej nie wchodziło w grę. Traf chciał jednak, że jego małżonka mieszkała na Harley Street pod numerem jedenastym, naprzeciwko domu sir Waltera. Kiedy tego wieczoru sir Walter udawał się do siebie, najpierw zastukał do drzwi lady Wellington i spytał ją, jak jej zdaniem lord Wellington zareagowałby na ewentualną obecność maga u swego boku. Lady Wellington, drobna, nieszczęśliwa istota, której mąż nigdy nie słuchał, nie miała zielonego pojęcia.

Strange z kolei był zachwycony pomysłem. Arabella, choć nieco mniej rozentuzjazmowana, prędko wyraziła zgodę. Największą przeszkodą w wyjeździe Strange’a okazał się — a jakże — pan Norrell. Z miesiąca na miesiąc był coraz bardziej uzależniony od swego ucznia. Konsultował ze Strange’em wszystkie sprawy, z których dawniej zwierzał się Drawlightowi i Lascellesowi. Pod nieobecność Strange’a pan Norrell mówił tylko o nim, a w jego obecności tylko do niego. Nigdy wcześniej nie był do nikogo aż tak przywiązany. Nigdy wcześniej nie czuł się komfortowo w niczyim towarzystwie. Dochodziło do tego, że jeśli na jakimś przyjęciu w zatłoczonym salonie lub sali balowej Strange zdołał wymknąć się na kwadrans, pan Norrell natychmiast posyłał za nim Drawlighta, by ten sprawdził, dokąd poszedł młody mag i z kim rozmawiał.

Kiedy zatem pan Norrell odkrył istnienie planu, który miał na celu wysłanie jego jedynego ucznia i przyjaciela na wojnę, był rozgoryczony.

— Jestem zdumiony, sir Walterze, że sugeruje pan coś podobnego!

— W czasie wojny każdy człowiek musi być przygotowany na ofiary w imię dobra kraju — powiedział sir Walter nie bez irytacji. — Tysiące już się poświęciły, jak pan wie.

— Przecież to byli żołnierze! — wykrzyknął pan Norrell. — Och! Rzecz jasna, żołnierz na swój sposób jest niezwykle cenny, ale jego śmierć to pestka w porównaniu ze stratą, jaką poniesie naród, gdy coś się stanie panu Strange’owi. Jeśli dobrze rozumiem, w High Wycombe działa szkoła, gdzie każdego roku szkoli się trzystu oficerów. Dziękowałbym Bogu, gdybym miał szczęście uczyć trzystu magów! Być może wtedy sytuacja angielskiej magii przedstawiałaby się o wiele bardziej obiecująco!

Po niepowodzeniu sir Waltera lord Liverpool i książę Yorku postanowili porozmawiać z panem Norrellem na ten temat, jednak żaden z nich nie zdołał stłumić przerażenia maga na myśl o wyjeździe Strange’a.

— Czy wziął pan pod uwagę, jakim szacunkiem będzie się dzięki temu cieszyła angielska magia? — spytał Strange.

— O, być może — prychnął pan Norrell. — Ale nic nie kojarzy się bardziej z Królem Kruków i tą dziką, szkodliwą magią niż widok angielskiego maga na polu bitwy! Ludzie pomyślą, że przyzywamy elfy i naradzamy się z sowami i niedźwiedziami. Ja marzę o tym, by angielską magię uważano za szacowną profesję, taką jak…

— Drogi panie — przerwał Strange pośpiesznie, by nie wysłuchiwać po raz setny tej samej tyrady. — Nie zamierzam podróżować w towarzystwie elfich pomocników. Należy także wziąć pod uwagę inne aspekty sprawy. Często obaj lamentowaliśmy, że każe się nam rzucać w kółko te same czary. Moim zdaniem wojna sprawi, że będę miał do czynienia z magią, której wcześniej nie praktykowałem. Jak już często obaj mieliśmy okazję się przekonać, dzięki praktyce znacznie łatwiej zrozumieć teorię.

Dwaj magowie jednak zbyt różnili się charakterami, żeby osiągnąć porozumienie w tej sprawie. Strange twierdził, że należy zlekceważyć niebezpieczeństwo, by magii przysporzyć chwały. Mówił językiem naszpikowanym metaforami rodem z gier losowych i pola bitwy, przez co raczej nietrudno mu było znaleźć zrozumienie w oczach pana Norrella. Starszy mag nieustannie zapewniał Strange’a, że wojna z pewnością nie przypadnie mu do gustu.

— Na polu bitwy często jest zimno i mokro. Wbrew temu, co pan sądzi, nie spodoba się to panu.

Przez kilka tygodni stycznia i lutego 1811 roku wydawało się, że sprzeciw Norrella powstrzyma Strange’a przed wyjazdem na wojnę. Wszyscy, sir Walter, lord Liverpool, książę Yorku i Strange, popełnili poważny błąd, apelując do szlachetności, patriotyzmu i poczucia obowiązku pana Norrella. Bez wątpienia posiadał wszystkie te cnoty, ale przeważały inne pryncypia, dominujące w jego przekonaniach i zawsze oddalające myśli o wyższych wartościach.

Na szczęście wokół niego kręciło się dwóch dżentelmenów, którzy potrafili załatwiać sprawy po swojej myśli. Lascelles i Drawlight równie mocno jak inni pragnęli, by Strange wyjechał do Portugalii, i dlatego właśnie postanowili zagrać na niepokojach pana Norrella dotyczących losu biblioteki księcia Roxburghe’a.

Rzeczona biblioteka już od dawna była solą w oku maga. Jako jeden z najważniejszych prywatnych zbiorów w królestwie zbiór księcia ustępował jedynie bibliotece pana Norrella. Miał przy tym dziwną i ciekawą historię. Mniej więcej pięćdziesiąt lat temu książę Roxburghe, inteligentny, kulturalny i szacowny dżentelmen, zakochał się w siostrze królowej i poprosił jego wysokość o jej rękę. Z rozmaitych powodów, związanych z dworską etykietą, formą oraz ze względu na brak precedensu, król odmówił. Zrozpaczony książę i siostra królowej ze złamanym sercem poprzysięgli sobie kochać się aż do śmierci i za nic w świecie nie poślubiać nikogo innego. Czy siostra królowej dotrzymała obietnicy, tego nie wiem, książę jednak powrócił do swego zamku na granicy ze Szkocją i by wypełnić czymś samotne dni, zaczął kolekcjonować rzadkie księgi: kunsztownie iluminowane średniowieczne manuskrypty oraz egzemplarze pierwszych drukowanych ksiąg z warsztatów ludzi o niepospolitym talencie, takich jak William Caxton z Londynu i Valdarfer z Wenecji. Na początku wieku biblioteka księcia została okrzyknięta jednym z cudów świata. Jego wysokość lubił poezję, romanse rycerskie, historię i teologię. Nieszczególnie zajmowała go magia, ale uwielbiał wszystkie stare księgi i byłoby dziwne, gdyby do jego zbiorów nie trafiło kilka magicznych tekstów.

Pan Norrell wiele razy pisał do księcia, błagając o zgodę na przejrzenie i ewentualny zakup ksiąg magii, jeśli takowe znalazłyby się w bibliotece. Książę jednak wcale nie zamierzał zaspokajać ciekawości pana Norrella, a że był bogaczem, za nic miał jego pieniądze.

Dotrzymawszy obietnicy złożonej wiele lat wcześniej siostrze królowej, książę nie doczekał się dzieci ani bezpośredniego dziedzica. Kiedy zmarł, spora liczba jego męskich krewnych była przekonana, że to właśnie im należy się tytuł następnego księcia Roxburghe’a. Dżentelmeni ci dochodzili swych praw przed sądem parów w Izbie Lordów. Sąd po obradach wydał werdykt, że nowym księciem jest albo generał dywizji Ker, albo sir James Innes, ale który z nich — sąd nie był pewien i postanowił zająć się sprawą w późniejszym terminie. Na początku 1811 roku decyzja wciąż jeszcze nie została podjęta.

W pewien zimny, mokry wtorkowy poranek pan Norrell siedział razem z panami Lascellesem i Drawlightem w bibliotece na Hanover Square. W pomieszczeniu przebywał również Childermass, który w imieniu pana Norrella pisał listy do rozmaitych resortów rządowych. Strange wraz z małżonką pojechał odwiedzić przyjaciela w Twickenham.

Lascelles i Drawlight rozmawiali o procesie pomiędzy Kerem i Innesem. Kilka pozornie niewinnych aluzji Lascellesa do słynnej biblioteki zainteresowało pana Norrella.

— Co wiemy o tych ludziach? — spytał. — Interesuje ich praktykowanie magii?

Lascelles uśmiechnął się do niego.

— W tej materii może być pan spokojny, drogi panie. Zapewniam pana, że Innesa i Kera interesuje jedynie tytuł książęcy. Wątpię, by któryś z nich kiedykolwiek zajrzał do książki.