– To Catherine – stwierdził Mark. – Co ona do cholery wyprawia? Rozwala ten cholerny wóz na kawałki!
– Tak jak powiedziałem, Mark, to nie jest Catherine, nie w tej chwili – odparł Jim. – To bestia, ta sama, która zabiła Martina Amato i zdemolowała naszą szatnię.
– Co pan opowiada”? – wykrztusiła z niedowierzaniem Sharon – Twierdzi pan, że to Catherine zabiła Martina i zniszczyła szatnię”?
Obejrzał się i zobaczył, że bestia znowu jest tuz za nimi. Z impetem uderzyła w tylny zderzak, zmuszając Jima do wykonania dzikiego zygzaku. Pędzili teraz główną alejką między przyczepami, wszędzie pałętały się dzieci i psy, ale Jim nie odważył się zwolnić, wiedział, że jeśli to zrobi, potwór wedrze się do środka przez rozbitą tylną szybę i rozedrze ich na strzępy.
– Panie Rook! – wrzasnęła nagle Sharon.
Przed mmi przez alejkę przechodziła stara Indianka wspierająca się na balkoniku. Towarzyszyła jej mała dziewczynka, może sześcioletnia. Uśmiechała się do niej, opowiadała coś z przejęciem i podsuwała jej polne kwiaty.
Osiągnęli już siedemdziesiątkę na godzinę, jechali za szybko, by zahamować na czas. Jim zdążył jedynie krzyknąć „trzymajcie się!”, skręcił z głównej alejki, roztrzaskał czyjś płot, skosił ogródek obsadzony fasolą, melonami i dymami, wpadł na beczkę z deszczówką, rozpruł kolejne ogrodzenie, cudem ominął tył kolejnej przyczepy, przejeżdżając przez linkę ze świeżo rozwieszonym praniem, i wyskoczył z powrotem na główną drogę.
Wyjechał z osiedla, niemal na dwóch kolach skręcił w prawo i nie zwalniając ani na moment poprowadził samochód z powrotem do Window Rock.
Raz jeszcze spojrzał w lusterko. Catherine już za nimi nie biegła, stała przed wjazdem do osiedla odprowadzając ich wzrokiem. Obrócił głowę i ujrzał to samo – potwór zniknął. Poczuł nagłą chęć zawrócenia po dziewczynę, chęć tak silną, że oparł jej się z najwyższym trudem. Chryste, był jej nauczycielem, poczuwał się do odpowiedzialności za nią. Nie potrafił sobie nawet wyobrazić, przez co teraz przechodziła, jakie dręczyły ją lęki. Ale jedno wiedział na pewno dopóki nie zostanie uwolniona spod wpływu Psiego Brata, będzie stanowić dla nich śmiertelne zagrożenie.
– Tak po prostu ją tam pan zostawi? – zapytał Mark.
– Nic innego mi nie pozostaje. Mężczyzna, za którego ma wyjść, rzucił na mą czar. Kiedy biegła za nami, wy widzieliście Catherine, ale ja widziałem wielką czarną bestię.
Mark odwrócił się i spojrzał na drogę za ich plecami. Ujrzał, jak Catherine rusza w stronę przyczep.
– Bestię? Trudno w to uwierzyć – mruknął z powątpiewaniem.
– Przyjrzyj się uszkodzeniom w naszej furgonetce. Gdyby nie była opętana tym czymś, cokolwiek to jest, nie byłaby w stanie nawet wgnieść karoserii.
– Daj spokój, Mark – włączyła się Sharon. – Dobrze wiesz, że pan Rook potrafi dostrzegać duchy upiory i inne takie.
– Wiem. Ale potwór, i to w środku dnia? Szkoda, że ja go nie widziałem!
– Posłuchajcie – przerwał mu Jim, a potem opowiedział im legendę o Niedźwiedziej Pannie, którą usłyszał od Johna Trzy Imiona. Przemilczał natomiast, że Indianin nie żyje oraz ze Susan również została zabita i spalona w ofierze.
Dotarli do Window Rock i zatrzymali się przed Navajo Nation Inn.
– Co teraz robimy? – zapytała Sharon.
– Spakujemy się i wyniesiemy stąd, gdzie pieprz rośnie.
– A co powie stary Catherine, kiedy wróci pan bez niej? – zapytał Mark.
– Sam nie mogę doczekać się tej chwili.
– Zaraz, zaraz. To znaczy, że on wcale nie oczekiwał jej powrotu?
– Nie sądzę, by się spodziewał, że którykolwiek z uczestników tej wycieczki wróci. Z wyjątkiem mnie, żebym mógł potwierdzić, że potwór odszedł na dobre. I wątpię, bym długo potem pożył.
– Nie kumam. Mieliśmy wszyscy zginąć?
Jim skinął głową.
– Prawdopodobnie tak. Henry Czarny Orzeł zabrał rodzinę do Kalifornii, by wymigać się od obietnicy danej Psiemu Bratu. Nie docenił jednak siły jego magii ani jej zasięgu. Po śmierci Martina i aresztowaniu Paula oraz Szarej Chmury zrozumiał, że musi dotrzymać słowa, ale chciał, by Niedźwiedzia Panna któreś z nas zabiła, co miałoby stanowić dowód na to, że jego synowie nie mogli zamordować Martina. Zresztą rzeczywiście tego nie zrobili. Tamtej nocy poszli na plażę szukać siostry, by nie zdążyła nikogo skrzywdzić.
– Czuję się okropnie, zostawiając tu w ten sposób Catherine – oświadczyła Sharon. – Nieważne, w co się teraz zmieniła, zawsze była taką wspaniałą koleżanką.
– W tej chwili niczego więcej nie możemy dla niej zrobić. Jeżeli się do niej zbliżymy, pourywa nam głowy. Zaczynam podejrzewać, że Psi Brat nie ma najmniejszego zamiaru odsyłać Niedźwiedziej Panny z powrotem do otchłani czy gdziekolwiek. Wydaje mi się, że obecna sytuacja bardzo mu odpowiada.
Jim wynajął pontiaka kombi, którym przejechali z Window Rock do Gallup, gdzie zatrzymali się na cheeseburgery, a potem ruszyli do Albuquerque. Dojechali w samą porę, by złapać bezpośredni samolot American Airlines do Los Angeles i wkrótce wystartowali wprost w słońce. Sharon i Mark przespali większą część lotu. Jim również był bardzo zmęczony, ale nie otrząsnął się jeszcze do końca z przebytego szoku i nie chciał zamykać oczu w obawie przed tym, co mógłby ujrzeć.
Wyciągnął z kieszeni srebrny gwizdek otrzymany od Henry’ego Czarnego Orła. Nie miał szczególnej ochoty w niego dmuchać, jednak zastanawiało go jego właściwe przeznaczenie. Catherine ostrzegła go, że jego użycie zwróci na nich uwagę Coyote i zdradzi ich położenie, lecz Jim nie widział w tym większego sensu. Wyrwał przecież Catherine z jej transu kiedy opadali na las Obola, choć Jim nie pojmował, jakim sposobem. Miał przygotowaną całą listę pytań dla Henry’ego Czarnego Orła i zamierzał mu je zadać zaraz po powrocie do Los Angeles
Kiedy odwiózł Marka i Sharon do domu, na dworze było już ciemno.
– Posłuchajcie, lepiej nie opowiadajcie rodzicom o tym, co się wydarzyło w Fort Defiance – powiedział. – Będą chcieli powiadomić policję, a z tym przypadkiem policja na pewno nie da sobie rady. Jeżeli wytropi Catherine, a ona wpadnie w szał, tak jak w rezerwacie Navajo cóż, resztę sami możecie sobie wyobrazić.
– W porządku. Do zobaczenia jutro w klasie, panie Rook – odparła Sharon i nieoczekiwanie pocałowała go w policzek. – Dziękujemy za wyciągnięcie nas z kłopotów.
– Przede wszystkim nie powinienem był was w nie pakować.
– Hej, co jest warte życie bez paru nerwowych chwil! – zapytał Mark – W życiu się tak nie bawiłem. To znacznie lepsze od siedzenia na tyłku przed telewizorem.
– Nie myślałeś tak, kiedy spadaliśmy na te drzewa – zauważyła Sharon.
– Przynajmniej się nie sfajdałem.
– Gdybyś to zrobił, pierwsza bym wysiadła z tego samolotu, że spadochronem czy bez.
– Słuchajcie – przerwał im Jim – jutro nie musicie pokazywać się w szkole. Chyba przydałoby się wam trochę odpoczynku.
– Niech pan spróbuje nas powstrzymać, panie Rook Niech pan spróbuje nas powstrzymać.
Rozdział VIII
Jim pojechał do domu George’a Babounsa. George siedział na ganku szarpiąc struny bouzouki.
– Już wróciłeś? – zawołał. – Co powiesz na szklankę retsiny? Musisz posłuchać piosenki, którą właśnie skomponowałem. Zatytułowałem ją: „Gdy tańczyliśmy w Aspropirgos”.
– Tytuł wpada w ucho – stwierdził Jim. – Mogę zostać u ciebie na noc? Dozorca powinien już uporządkować moje mieszkanie, ale nie jestem pewien, czy potrafię tam wrócić, nie dzisiaj.
– Oczywiście, że możesz Jesteś głodny? Zrobiłem wczoraj faszerowaną paprykę, potrzeba jej jedynie paru minut w mikrofalówce.