– Wystarczy mi na razie coś do picia – odparł Jim.
George wprowadził go do środka. Trzeba przyznać, że od ostatniej wizyty Jima trochę posprzątał. Złote rybki nadal pływały w ciemnoturkusowym mroku, za kanapę wciśnięte były stare skarpetki, lecz wyrzucił większą część makulatury i puste puszki po piwie, a na stole pojawiła się nawet misa z pomarańczami.
– Czyżbyś się zakochał? – zdziwił się Jim
– No niezupełnie – mruknął zmieszany George – Ale mam przyjaciółkę i jak na razie jest nam ze sobą całkiem dobrze. Chyba ją nawet znasz, a przynajmniej powinieneś ją znać. Mieszka w twoim domu.
– Kto to? – zapytał Jim podejrzliwym głosem, stawiając torbę na podłogę.
– Zostawiłeś mój numer swojemu dozorcy, na wypadek gdyby miał jakieś pytania, no nie? Więc kiedy zadzwonił i powiedział, że nie może znaleźć dokładnie takich samych drzwi do szafek kuchennych i czy te drugie byłyby w porządku, zajrzałem tam. Były w porządku, to znaczy te drzwi. Zupełnie jak dawne, tyle że lepszej jakości. I przy okazji poznałem twoją sąsiadkę z dołu, tę kobietę.
– Masz na myśli pannę Neagle?
– Właśnie, Valerię. I coś ci powiem, Jim, żadna para nie rozumie się lepiej od nas. Ta spontaniczność! To takie wspaniałe! I do tego szaleje za grecką muzyką kawiarnianą!
– Cóż, George, nie bardzo wiem, co powiedzieć. Ale bardzo się cieszę z waszego szczęścia.
– Wybieram się do niej dziś wieczorem. Może byś pojechał ze mną? Mógłbyś obejrzeć swoje mieszkanie.
– Sam nie wiem. Nie chcę wam przeszkadzać.
George otworzył lodówkę i wyjął z niej dwie puszki pabsta.
– Nie będziesz. A jak było na czerwonej ziemi? Udało ci się wszystko uporządkować?
– Prawdę mówiąc, nie. Kompletne fiasko
– Jak to możliwe? Myślałem, że cieszysz się na ten wyjazd. Jim Rook w roli indiańskiego doradcy małżeńskiego. Fajki pokoju, tańce wokół plemiennych totemów i te sprawy.
– Henry Czarny Orzeł okłamywał mnie od samego początku. Wcale nie chodziło mu o zerwanie zaręczyn Catherine. Chciał jedynie, żebym odegrał rolę przyzwoitki, upewnił się, że bezpiecznie dojedzie na miejsce i wyjdzie za tamtego faceta. Zawarł pakt z diabłem, George, a potem przekonał się, że nie może się z niego wycofać.
– Co masz na myśli?
– Właśnie diabła Demona, złego ducha, nazwij go jak chcesz. Człowiek, za którego ma wyjść Catherine, potrafi przywołać najgorszego z nich, zwanego Coyote. To Psi Brat. Potrafi zamieniać ludzi w potwory.
– Potrafi zamieniać ludzi w potwory? – powtórzył George, unosząc czarną krzaczastą brew.
– Wiem, że nie brzmi to szczególnie wiarygodnie, ale we wszystkich kręgach kulturowych znane są opowieści o demonach zamieniających ludzi w zwierzęta. W Irlandii znany był ponoć zazdrosny duch, który zamieniał ludzi w psy. W Afryce żyje demon, który przeobraża kobiety w małpy. Nie wiem, czy któryś z tych mitów znajduje potwierdzenie w faktach, ale tu, w Ameryce, mamy ducha potrafiącego zamienić młodą dziewczynę taką jak Catherine w wielką czarną istotę podobną do niedźwiedzia. To właśnie ona zdemolowała nasze szatnie. To ona obróciła w perzynę moje mieszkanie i zamordowała Martina Amato. Co gorsza, zabiła jeszcze dwoje ludzi.
– Zaczynam się trochę gubić – mruknął George. – Kogo?
– Johna Trzy Imiona, indiańskiego przewodnika, który zawiózł nas do przyszłego małżonka Catherine. Rozdarła go na strzępy A drugą ofiarą była – urwał i po chwili dokończył z trudem – Susan. Susan Randall.
– Susan? Żartujesz sobie chyba?
W oczach Jima pojawiły się łzy. Po raz pierwszy od chwili śmierci Susan pozwolił sobie na okazanie uczuć.
– Ten potwór po prostu rzucił się na nią, George. Oderwał jej głowę. Rozpruł jej ciało Krzyczałem, chciałem ją ostrzec, ale byłem bezsilny.
– I jak gdzie to się stało?
– W Window Rock na tyłach naszego motelu. Spaliliśmy jej ciało w ognisku.
George przycisnął swoją puszkę pabsta do czoła.
– Catherine zamieniła się w potwora i zabiła Susan, a ty spaliłeś jej ciało w ognisku?
– Przysięgam na rany Chrystusa, George, że to prawda. Wszystko to jest prawda – odparł Jim.
– A co z tym Johnem Trzy Imiona?
– Zabiła go w przyczepie Psiego Brata. Próbowałem ją stamtąd wyprowadzić, ale wtedy w jednej sekundzie przemieniła się ze ślicznej dziewczyny w rozwścieczone czarne stworzenie, zdolne wybijać dziury w stali.
– Jezu Chryste, Jim. Co zamierzasz zrobić?
– Mogę zrobić tylko jedno. Jestem odpowiedzialny wobec Catherine za to, co zrobiłem, za to, że zabrałem ją z powrotem do rezerwatu. Co prawda wprowadzono mnie w błąd, nie wiedziałem, w co ją pakuję, ale ona nie jest niczemu winna, George, a ja przyczyniłem się do tego, że znalazła się na powrót w świecie, którego nie chce, i z mężczyzną, którego nie kocha.
– Ale zabiła Susan.
– Nie ona, George. Zrobiła to Niedźwiedzia Panna, ten potwór. To on zabił Susan.
– Co zamierzasz powiedzieć Ehrlichmanowi i rodzinie Susan? Myślisz, że ci uwierzą? Ja cię znam i mam do ciebie zaufanie, ale nawet ja nie jestem pewien, czy ci wierzę.
– To, co zamierzam powiedzieć innym, będzie musiało zaczekać. Teraz pozostaje mi już tylko oddanie sprawiedliwości cieniowi Susan i uratowanie Catherine przed życiem w rezerwacie z tym Psim Bratem – przez poddanie jej egzorcyzmom czy cholera wie czemu, co się robi z kimś opętanym przez dziesięciostopowe stworzenie z pazurami jak szable.
– Jesteś zdenerwowany – stwierdził George. – Myślę, że jutro powinieneś jeszcze raz to wszystko sobie przemyśleć.
– Nie mogę przestać o tym myśleć nawet teraz.
– Może więc przejedźmy się do Valerie i przekonajmy się, czy widok twojego odnowionego mieszkania pomoże ci się od tego oderwać.
Jim złapał George’a za rękę i ścisnął ją tak mocno, że George skrzywił się z bólu.
– Wiesz co, George? Nigdy przedtem czegoś takiego nie widziałem. Widywałem duchy, cienie zmarłych, widziałem człowieka porzucającego swoje ciało i spacerującego po mieście i samochody przejeżdżające przez niego, jakby go wcale nie było. Ale to coś innego. To moc pochodząca z powietrza, którym oddychamy, z ziemi, po której stąpamy. To prawdziwa indiańska magia.
George klepnął go w plecy.
– Jedno muszę ci przyznać, Jim. Niczego nie robisz połowicznie. Kiedy ci odbija, odbija ci na całego. Próbowałeś już prozacu?
– Nie wydaje ci się, że przeżyłem już wystarczająco wiele wstrząsów?
– Pewnie tak – przyznał George.
– Pozwól więc, że cię o coś spytam. Nawet jeśli nie wierzysz w ani jedno moje słowo, chyba wiesz, że mam dobre chęci?
– Jasne
– W takim razie pomóż mi. Nawet jeśli uważasz, że brakuje mi piątej klepki.
George objął go ramionami i uścisnął mocno. Miał olbrzymi brzuch, drapiącą brodę i pachniało od mego kebabem i dezodorantem Sure.
– Nie martw się, Jim. Bez względu na to, jakie bzdury byś wygadywał, George zawsze będzie stał u twego boku.
Pojechali na Electric Avenue starym pikapem Silverado George’a. Jim czuł się bardzo dziwnie wracając w to miejsce po śmierci swojej kotki i zniszczeniu mieszkania. Miał wrażenie, że to nie jest już jego dom i nigdy już nim w pełni nie będzie. Po włamaniu i zdemolowaniu żaden dom nie sprawia już wrażenia bezpiecznego, a kolejne zamki w drzwiach tylko pogarszają sytuację.
– Idź, popatrz sobie na swoje mieszkanie, a potem zejdź do nas – powiedział George. – Odwalają tam kawał solidnej roboty. Spodoba ci się.
Jim wszedł po schodach na podest drugiego piętra i przeszedł do swoich drzwi. Żaluzja w oknie po drugiej stronie poruszyła się i wiedział, że Myrlin znowu go szpieguje, upewniając się, że on nie szpieguje jego. Po chwili wahania włożył klucz do zamka. Wewnątrz pachniało świeżą farbą i nowymi dywanami. Zapalił światło i zobaczył, że ściany odmalowano na bladopiaskowy kolor, wszystkie dziury w gipsie załatano i wygładzono, a drzwiczki szafek kuchennych zastąpiono nowymi.