Выбрать главу

– Nie, dziadku – oświadczył Jim. – Zamierzam zostać. Indianie zawsze dużo mówią o honorze plemienia. Catherine jest moją uczennicą i należy do drugiej klasy specjalnej, która jest jakby moim plemieniem. Muszę bronić jego honoru.

Dziadek patrzył na niego przez długą chwilę, a potem pokiwał głową.

– Odważne słowa, Jim. Wygląda na to, że mogę jedynie życzyć ci szczęścia przyda ci się tutaj, a po stokroć bardziej w zaświatach.

– Do widzenia, dziadku – powiedział Jim – Nie zapomnę o tym, obiecuję.

Dziadek podszedł do otwartych drzwi balkonu i odszedł w ciemność. Jim odprowadzał go wzrokiem, gdy dziadek szedł wzdłuż balustrady. Jego postać bladła stopniowo, a kiedy dotarł do schodów, światło ulicznych lamp przechodziło przez niego na wskroś. Zatrzymał się na moment, odwrócił i obejrzał na Jima, machając mu na pożegnanie. Zanim zdążył zrobić choćby jeden krok po schodach, zniknął wśród nocy wypełnionej blaskiem lamp, warkotem samochodów i czyimś śmiechem.

– Jim – odezwała się panna Neagle – chodź do nas na piwo.

– To nie jest najlepszy pomysł, Valerie. Jestem już trochę zmęczony.

– Ale George w pojedynkę nie da rady odtańczyć tych wszystkich greckich tańców…

– No dobrze – ustąpił Jim. Uznał, że wszystko będzie lepsze od przewracania się na kanapie George’a i wsłuchiwania przez całą noc w mruczenie lodówki.

Panna Neagle objęła go.

– Zawsze byłam podejrzliwa w kontaktach z Grekami, wiesz? Ale kiedy poznałam George’a, pomyślałam sobie: „Co było dobre dla Jackie, może być dobre i dla mnie”. Nie wiesz przypadkiem, jak po grecku mówi się „Uwielbiam twoją brodę”?

Następnego ranka przed pójściem do szkoły Jim zadzwonił do brata Susan, Bruce’a, scenarzysty mieszkającego w Sherman Oaks.

– Susan zostaje jeszcze na parę dni w Arizonie – poinformował go.

– Ach tak?

– Cóż… pomyślałem, że lepiej dam ci znać, żebyś się nie niepokoił.

– A czemu miałbym się niepokoić? Jest już pełnoletnia.

– W takim razie wszystko w porządku. Po prostu pomyślałem, że dam ci znać, to wszystko.

Po chwili milczenia Bruce zapytał:

– Nie stało się nic złego, prawda?

– Co przez to rozumiesz?

– Wiesz, Susan i ja prawie ze sobą nie rozmawiamy. Zupełnie inaczej podchodzimy do życia, jeżeli rozumiesz, o co mi chodzi. Ona uważa, że jestem materialistą, a ja myślę, że powinna spróbować objechać świat dookoła używając jednej z tych swoich zabytkowych map i przekonać się, jak daleko zajedzie.

– Rozumiem… – mruknął Jim.

Kiedy jechał do szkoły, czul się dziwnie. Wszystko wokół było takie normalne i znajome. Poranny smog jeszcze się nie rozwiał i dzień opatulony był w delikatną mgiełkę, jak na obrazach impresjonistów. Jim zaparkował na parkingu dla nauczycieli, czekając na pożegnalny strzał z tłumika, który jednak nie nastąpił. Wygramolił się zza kierownicy i był już przy głównym wejściu, kiedy od strony samochodu rozległa się potężna detonacja, odbijająca się echem między budynkami.

Wszyscy obecni w pokoju nauczycielskim z niecierpliwością czekali na jego relację z wycieczki do rezerwatu, ale mówienie o tym przychodziło Jimowi z trudem. Powtarzał tylko:

– Pewnie, było wspaniale. Fascynujące miejsce. Susan była tak zachwycona, że postanowiła zostać tam jeszcze przez parę dni.

Richard Bercovici, wykładający nauki społeczne, podszedł do niego, rozsiewając wokół zapach tytoniu fajkowego.

– Zetknąłeś się może z przejawami alkoholizmu wśród Navajo? Czytałem, że pijaństwo stanowi plagę w rezerwatach.

– Myślę, Richard, że gdybyś widział to, co ja tam widziałem, też chciałbyś się czegoś napić – odparł Jim.

Kiedy nadeszła pora pierwszej lekcji, z ulgą przeszedł korytarzem do drugiej klasy specjalnej. Prawie wszyscy byli obecni, z wyjątkiem Jane Firman, która zawsze ciężko przechodziła okres, więc Jim uznał, że nawet nie wypada pytać, gdzie jest. Sue-Robin kończyła malować paznokcie na perłowy odcień różu, a Sherma szukała czegoś w wielkiej brązowej torbie na zakupy, głośno szeleszcząc.

– Sherma…? Pozwolisz nam posłuchać naszych myśli?

– Przepraszam, panie Rook, ale dzisiaj mam piec z panią Evers ciastka z musem jabłkowym i chyba zapomniałam o rodzynkach.

Mark siedział za Davidem Littwinem, blady i wyciszony – ku wielkiemu zmartwieniu swego najlepszego kumpla, Ricky!ego, który próbował rozruszać go głupimi żartami w rodzaju: „Panie doktorze, wydaje mi się, że jestem spanielem. – Proszę położyć się na kanapie. – Nie mogę, właściciel mi nie pozwala”. Sharon założyła obcisłą czarną suknię i naszyjniki z gagatu, a we włosy wplotła czarne wstążki. Kiedy tylko Jim wszedł do klasy, Sharon i Mark spojrzeli na niego.

– Pewnie ucieszy was wiadomość, że nasza wycieczka do Arizony była okropnie uciążliwa – zaczął Jim. – Niewiele straciliście, może jedynie trochę efektownych widoków i wyjątkowo ohydne jedzenie. Ale dowiedzieliśmy się wiele o legendach Navajo i bardzo jestem ciekaw, co wam udało się odkryć na miejscu. Niestety Catherine Biały Ptak postanowiła pozostać trochę dłużej w Arizonie, aby… aby odwiedzić paru znajomych, tak więc nie poznamy jej opinii na ten temat. Również pani Randall nie wróciła razem z nami, bo pragnęła… – zawahał się widząc, jak Mark i Sharon spoglądają na niego marszcząc brwi. Nie lubił kłamać, ale wiedział, że nie ma innego wyjścia, przynajmniej dopóty, dopóki Niedźwiedzia Panna nie zostanie przepędzona raz na zawsze. -…zbadać parę zabytkowych map. Sami wiecie, że ma na ich punkcie bzika.

Beattie McCordic podniosła rękę i zapytała:

– Jak wygląda sytuacja kobiet Navajo? Czy są tak samo równouprawnione jak my, w Kalifornii?

– Nikt nie jest równiejszy od ciebie, Beattie! – stwierdził Seymour Williams.

– Doskonałe nawiązanie do literatury – pochwalił go Jim. – Z czego to jest, Seymour?

– Co takiego? – zapytał zdziwiony Seymour.

– „Folwark zwierzęcy” George’a Orwella. „Wszystkie zwierzęta są równe, ale są też równiejsze”.

– Ach, racja – odparł Seymour z głupim uśmiechem, co cała klasa skwitowała gwizdami i tupaniem.

– Wracając do twojego pytania, Beattie – podjął Jim – z moich obserwacji wynika, że pozycja indiańskiej kobiety w rodzinie jest zupełnie inna. Mężczyźni Navajo nadal sądzą, że tylko ich głos się liczy. To zgodne z tradycją i historią tego ludu. Ale panuje tam takie bezrobocie, że to właśnie kobieta stanowi ogniwo spajające rodzinę… i ona codziennie musi podejmować najważniejsze decyzje.

– Może i tak – odezwał się Mark. – Ale musi pan przyznać, że trudno być wielkim wojownikiem i myśliwym, kiedy nie ma z kim się bić i na co polować. No bo co niby teraz mogą robić ich mężczyźni, rabować sklepy spożywcze?

– Na razie wróćmy do poprzedniego tematu i porozmawiajmy o historii i legendach Navajo – powiedział Jim. – Niektórzy Indianie utrzymują, że to odejście dawnej magii doprowadziło do ich obecnego katastrofalnego położenia. Czy komuś udało się zebrać informacje na temat jakiejś legendy?

– Ja znalazłam podanie o gigantycznym demonie, którego nazywano Wielkim Potworem – odparła Sue-Robin. – Był o połowę niższy od najwyższego świerku, miał odrażającą twarz w niebieskie i czarne pasy i zawsze był ubrany w zbroję z odłamków krzemienia powiązanych jelitami i ścięgnami zabitych przez niego ludzi.

– Ohyda – wzdrygnęła się Amanda.

– To tylko opowieść – uspokoił ją Jim, jednocześnie przypominając sobie, jak z rozdartego ciała Johna Trzy Imiona wnętrzności wylewały się na podłogę.