Выбрать главу

– Wielkiego Potwora dopadło w końcu dwóch dzielnych bogów Bliźniaków – ciągnęła Sue-Robin. – Próbowali podkraść się do niego, kiedy zaspokajał pragnienie całą wodą z wielkiego jeziora, lecz on dostrzegł ich odbicie w ostatnich kroplach. Wystrzelił w ich kierunku dwie olbrzymie strzały, ale oni schwycili tęczę i użyli jej jako tarczy. Wielki Potwór zaczął ich gonić, jednak kiedy prawie już do nich dobiegał, zabił go nagły piorun. Bliźniacy obcięli mu głowę i odrzucili ją na wschód. Tam wypuściła korzenie i pozostaje w tym samym miejscu aż do dzisiaj. To Cabezon Peak.

– Ja też znalazłem trochę informacji o Wielkim Potworze – oświadczył Titus podnosząc rękę. – Jest taka internetowa strona poświęcona mitom Indian. Wyczytałem tam, że piorun nie wyrządziłby Wielkiemu Potworowi żadnej krzywdy, gdyby inny demon nie obciął mu wcześniej wszystkich włosów, pozbawiając jego głowę osłony. Ten drugi demon nazywał się… mam to tu gdzieś zapisane… Coyote.

Jim poczuł nagłe mrowienie na karku, jakby spacerował po nim jakiś owad.

– Coyote, tak? Czy ktoś jeszcze ma coś na temat tego Coyote?

– Ja mam – odezwał się John Ng. – Był dla mnie jednym z najciekawszych indiańskich demonów, bo w Japonii i Wietnamie są demony bardzo do niego podobne. Był bardzo sprytny i podstępny i lubił ludzkie kobiety. Jest taka legenda Navajo… – Zaczął czytać: – „Pewnego dnia na górskiej przełęczy Coyote spotkał młodą kobietę. – Co masz w swoim tobołku? – zapytała. – Rybie jajka. – Dasz mi trochę? – Tak, jeżeli zamkniesz oczy i zadrzesz spódnicę. – Zrobiła, jak jej kazał. – Wyżej – powiedział Coyote, wyskakując ze spodni. – Nie ruszaj się – przykazał. – Nie mogę, coś pełznie między moimi nogami – odparła. – Nie martw się, to pszczoła. Złapię ją. – Kobieta opuściła spódnicę. – Nie byłeś wystarczająco szybki, użądliła mnie – powiedziała”.

– Typowy samiec – stwierdziła Beattie. – Nawet demon nie potrafi utrzymać łap przy sobie.

– Zmień płytę – burknął Ricky Herman.

– Mów dalej, John – przerwał im Jim. – Czego jeszcze dowiedziałeś się o Coyote?

– Cóż, od innych duchów różnił się tym, że posiadał władzę nad śmiercią. A to dlatego, że zakochał się w pewnej kobiecie i zgodził się dla niej umrzeć. Ale zakopał swoje płuca, serce, krew i oddech w ziemi, aby móc je na powrót odkopać. Cztery razy umierał dla tej kobiety i za każdym razem powracał do życia, i w końcu duchy świata zmarłych stwierdziły, że należy do świata żywych.

– Więc wobec tego pewnie wciąż pozostaje wśród żywych?

– Jeżeli wierzy pan w duchy, to chyba tak. Ale w „Legendach Navajo” mówi się, że po nadejściu białego człowieka udało mu się przeżyć jedynie dzięki związkowi z ludzką kobietą. W każdym nowym pokoleniu wynajduje sobie najpiękniejszą kobietę Navajo i daje jej syna. Syn jest również częścią niego, więc gdy Coyote umiera, żyje dalej. Mam nadzieję, że wyrażam się jasno? Zanim stał się półczłowiekiem, jego wygląd był tak przerażający, że okrywał się skórą kojota, i właśnie dlatego otrzymał imię Coyote. Dawniej Navajo nazywali go Pierwszym, Który Użył Słów Mocy. Teraz wyglądem przypomina zwykłego człowieka, tyle że musi nosić żółte okulary, by ludzie nie widzieli jego żółtych psich oczu.

Przed oczyma Jima pojawił się nagle Psi Brat, siedzący w swojej przyczepie. Pióra, skórzane spodnie, żółte okulary… John Trzy Imiona okłamał go, bo musiał wiedzieć, że gdyby tylko domyślił się prawdy, za żadne skarby nie zabrałby ze sobą Catherine.

Psi Brat wcale nie jest człowiekiem. A raczej jest nim tylko częściowo, pomyślał. Nie potrzebował szamana, by rzucić klątwę na Catherine. Nie musiał wzywać Coyote, bo sam był Coyote.

Zauważył nagle, że John zamilkł i spogląda na niego.

– Mów dalej, John, słucham cię uważnie.

– Coyote podobno wybiera swoje żony w ich piętnaste urodziny – podjął John. – Nacina swoją dłoń i jej dłoń, a potem mieszają swoją krew.

– Czy on nie słyszał o HIV? – zapytał Seymour.

– To tylko legenda, na miłość boską – jęknął Ray. – Legendy nie chorują.

– Superman choruje w zetknięciu z kryptonitem – zaoponował Ricky.

– Tak, ale Superman to postać z komiksu, nie legenda. Poza tym on nie złapałby HIV-a, bo nie jest gejem.

– Wygląda jak gej.

– Ty też, jednak nikt nie poświęca temu osobnej lekcji.

– Dość tego – uciął Jim. – John, dokończ swoją opowieść.

– No więc, kiedy krew Coyote krąży już w żyłach tej kobiety, może ją kontrolować, gdziekolwiek by była, nawet gdyby spróbowała od niego uciec.

– No właśnie – odezwała się Beattie. – Typowe samcze zachowanie.

Jim w zamyśleniu przeszedł powoli na tył klasy.

– Doskonale się spisałeś – pochwalił Johna. – Dotarłeś do bardzo interesujących legend. Ale jedno mnie zastanawia… chociaż Coyote nie może umrzeć, czy komuś nie udało się znaleźć sposobu przegnania go w miejsce, skąd nie mógłby uciec? Albo pozbawienia go części magicznej mocy, tak jak inny demon zrobił to z Wielkim Potworem, obcinając mu włosy?

– W „Legendach Navajo” jest napisane, że za dawnych czasów szamani przyzywali Coyote gwizdkiem i wchodzili z nim w układy, by pokonać wrogie plemiona – powiedział John i znów zaczął czytać: – „W tysiąc osiemset trzydziestym siódmym roku szaman Navajo wezwał Coyote i obiecał mu pięć dziewic w zamian za zwycięstwo w wojnie z plemieniem Hopi. Następnego dnia Navajo zaatakowali wioskę Oraibi, jedną z najstarszych osad w Ameryce, i wymordowali prawie wszystkich jej mieszkańców”. – Przebiegł palcem po stronie i dodał: – Wygląda na to, że jedynym sposobem poradzenia sobie z Coyote jest przekonanie innego ducha, by go zabił, a potem wykopanie jego serca, zanim on zdąży to zrobić, i ukrycie go tak, by nie mógł go znaleźć.

– Panie Rook… – odezwała się Beattie. – Znalazłam trochę informacji o kobiecie, która zmieniała się w jedno z tych wielkich futrzastych zwierząt mieszkających w lesie. – Beattie cierpiała na afazję nominalną i miała trudności z zapamiętywaniem nazw przedmiotów.

– Mówisz o Niedźwiedziej Pannie? – pomógł jej John. – To właśnie w niej zakochał się Coyote.

– Wydaje mi się, że starczy już tej dyskusji o legendach Navajo – stwierdził Jim. – Na ten tydzień mam ich dosyć. Ale chciałbym, żebyście napisali dziejącą się współcześnie opowieść opartą na starej indiańskiej legendzie.

– No właśnie – mruknęła Beattie. – Kiedy zaczynamy rozmawiać o żeńskich demonach, musimy przerwać.

– Wszyscy pozbierali swoje książki i zeszyty, po czym z hałasem opuścili salę. Jim wrócił do biurka, by przejrzeć rozkład zajęć na resztę miesiąca. Kiedy usiadł, podeszli do niego Mark i Sharon. Oboje mieli bardzo poważne twarze.

– Chyba wiem, co chcecie mi powiedzieć – odezwał się Jim.

– Co jest grane, panie Rook? – zapytała Sharon. – Czy pani Randall miała atak astmy, jak pan nam powiedział w Arizonie, czy też została w rezerwacie szukając starych map? A może ani jedno, ani drugie?

– Jestem wam winien przeprosiny – odparł Jim. – Wiecie, jakie jest moje stanowisko na temat kłamstw. Ale wtedy w Window Rock nie chciałem was jeszcze bardziej martwić.

– Co się stało? – zapytał Mark. – Z panią Randall wszystko w porządku, prawda?

– Muszę was poprosić, żebyście zatrzymali to dla siebie… Afera z Catherine jeszcze się nie skończyła i jeżeli nie będę miał swobody ruchów, nie potrafię jej pomóc. – Przerwał na moment, a potem powiedział: – Pani Randall miała wypadek. Obawiam się, że nie żyje.