— Ale możemy go widzieć. Narysować na kwadracie siatkę i przyczepić kamerę.
— Transformaty Fouriera! — domyślił się Russ.
— Pestka — dodał Jack.
— Pestek nie mamy — oznajmił kelner. — Mogę podać krem z małży albo kurczaka z grzybami.
Russ zerknął na niego i doszedł do wniosku, że nie żartuje.
— Poproszę krem i pieczoną koryfenę.
— Dla mnie to samo — dodała Jan.
— Dla mnie to co zwykle — powiedział Jack.
— Cholesterol w sosie cholesterolowym — zażartowała Jan.
— I czerwone wino?
— Bin 88 — rzekli jednocześnie Jack i Russ. — I chciałbym, żeby tym razem mój befsztyk był naprawdę krwisty — dodał Jack. — Zimny w środku.
Kelner skinął głową i oddalił się.
— Sir — rzekł Russ, naśladując jego akcent — nie możemy panu zagwarantować, że przeżyje pan ten posiłek. Samoańskie bydło ma pasożyty, na które nie istnieją nazwy w zachodnich językach.
Jack uśmiechnął się i dolał białego wina do obu kieliszków.
— Merkury, a dalej Mars? Próżnia z odrobiną dwutlenku węgla. Potem Wenus i balony z gazem.
— Dobra nazwa dla kapeli rockowej — zauważył Russ.
— Tytan? — kontynuowała Jan. — Europa?
— Ma sens — przyznał Russ. — I trochę przestrzeni kosmicznej, 2,8 stopnia powyżej zera absolutnego. Prawdopodobnie nasz gość spędził wiele czasu w takim środowisku.
— Chwila — rzekła Jan, wyciągając z torebki stary komputer. Rozłożyła klawiaturę, wyciągnęła antenę i wklepała kilka słów. — Postępujmy metodycznie. Zaczynamy od środowiska merkuriańskiego. — Nim przyniesiono obiad, dotarli do połowy Układu Słonecznego. Kończyli planowanie przy sherry i serze. Zamierzali poświęcić po pięć dni na każde środowisko i jeden do czterech na ich zmianę.
Gorący Merkury, zimny Mars, piekielna Wenus, lodowata trucizna Tytana, arktyczna Europa, potem model Jowisza: płynny wodór i hel pod wysokim ciśnieniem, przepływający z szybkością około 150 metrów na sekundę, doprawiony metanem i amoniakiem.
Jan pociągnęła łyk sherry i przejrzała plan.
— Coś mnie tu niepokoi.
Jack skinął głową.
— Komora ciśnieniowa…
— Nie. Co będzie, jeśli obiekt źle nas zrozumie? Jeśli pomyśli, że go atakujemy?
Russ zaśmiał się nerwowo.
— A myślałem, że to ja mam antropomorficzną mentalność.
— Jeśli powtórzy swoją sztuczkę z zeskokiem z piedestału, gdy będziemy przy symulacji Jowisza…
— To będzie gorsze niż bomba rozpryskowa przeciw celom żywym — dokończył Jack. — Zmiecie tu wszystko. Usłyszą to nawet w Samoa Amerykańskim.
— Na Fidżi — dodał Russ. — W Honolulu.
29.
Przez kilka miesięcy uzurpator i kameleon byli w tym samym mieście, robiąc mniej więcej te same rzeczy.
Kameleon studiował na MIT budowę maszyn okrętowych. Spodobała mu się służba oficera marynarki w Korei i chciał dowiedzieć się więcej o projektowaniu okrętów wojennych.
Lubił wszystko, co miało związek z zabijaniem.
Uzurpator w 1960 roku otrzymał doktorat z antropologii. Łącząc dogłębną znajomość biologii ziemskiej z rozległą znajomością kultur rozsianych po całej planecie, utwierdził się w przekonaniu, że musi pochodzić z innego miejsca. Przyjechał więc na Harvard z idealnie sfałszowanymi referencjami (znów będąc chłopakiem z Kalifornii) i zaczął studiować astronomię i astrofizykę.
Jeśli kiedykolwiek jechali razem pociągiem Czerwonej Linii albo o tej samej porze pili piwo w pubie „Plough and Stars”, żaden z nich nie był świadom bliskości drugiego przybysza z gwiazd. Obaj szukali innych obcych i obaj byli zbyt doświadczeni, by dać się przyłapać.
Żadnego nie powołano do służby w Wietnamie. Uzurpator sfabrykował kilka wrzodów żołądka. Kameleon dokończył magisterkę i wstąpił do szkoły oficerskiej.
Tak więc, gdy kameleon mierzył z ośmiocalowego działa w niewidoczne cele w wietnamskiej dżungli, uzurpator mierzył z olbrzymich teleskopów w niewidoczne cele poza galaktyką. Głównie liczył fotony i wklepywał liczby do programu BASIC, który był czymś na kształt dyspozytora prawdy. Czasem, w odróżnieniu od profesjonalnych astronomów, uzurpator odłączał teleskop od licznika fotonów i spoglądał bezpośrednio przez niego w nocne niebo.
Fascynowały go gromady kuliste i w końcu udało mu się wyłapać wszystkie, które można było zobaczyć z Massachusetts, a było ich około setki. Ujrzał swoją ojczyznę, M22, jako kędzierzawą plamkę przestrzeloną iskrami, i powracał do niej wielokrotnie, nie wiedząc dlaczego.
W 1974 roku był już magistrem astronomii, ale czuł, że musi się dowiedzieć więcej o komputerach przed kontynuacją badań, więc na kilka lat przeniósł się na MIT i studiował elektrotechnikę oraz informatykę.
Dwaj jego profesorowie uczyli już wcześniej pewnego Obcego.
Okolica mu się spodobała, więc powrócił na Harvard, by zrobić doktorat z astrofizyki. Tam zdarzyło mu się kolejne przypadkowe spotkanie. W ramach asystentury oceniał wypracowania uczestników podstawowego kursu astrofizyki, dotyczącego atmosfer Słońca i gwiazd. Jedną z jego studentek była Jan Dagmar, którą czterdzieści lat później miał spotkać na Samoa.
Harvard hołdował tradycji wyrzucania piskląt z gniazd, więc po zrobieniu doktoratu uzurpator musiał szukać pracy gdzie indziej. Naturalną koleją rzeczy skierował swe kroki do National Radio Observatory w Green Bank w Wirginii Zachodniej, gdzie niegdyś Frank Drake rozpoczął projekt OZMA, który po dwudziestu latach ewoluował w SETI, Poszukiwania Inteligencji Pozaziemskiej.
Uzurpator pracował tam przez dwa lata, przetwarzając dane, po czym wziął bezterminowy urlop i przeszedł przez serię głębokich zwrotów w karierze. Przez pewien czas był egzotyczną tancerką i prostytutką na godziny w Baltimore, a następnie wrócił do Iowa City, by być kucharką w barze z szybkimi daniami. Jako starsza pani wróżył z ręki, objeżdżając odpusty na Środkowym Zachodzie, a potem wrócił do Kalifornii w swoim starym ciele Jimmy’ego, by na kilka sezonów zostać maniakiem surfingu.
Poświęcając połowę swojej masy, został karłem-żonglerem w cyrku Barnum Bailey, wyrabiając sobie kontakty w świecie „wybryków natury”. Poznał tam kilka interesujących osób, ale wszystkie zdawały się pochodzić z Ziemi, niezależnie od tego, co na ten temat mówiły.
Ożenił się z Brodatą Damą, powściągliwym, sardonicznym hermafrodytą, i żyli razem do 1996 roku. Potem uzurpator wyjechał bez wyjaśnienia, pozostawiając sto uncji złota, i znów został studentem.
Po wchłonięciu dwóch bezpańskich kotów powrócił do szablonu Jimmy’ego, ale tym razem zrezygnował z Kalifornii i udał się do Australii. Studiował nauki morskie na Monash University, wiedząc, że większość wiedzy, którą zdobył pół wieku wcześniej, została radykalnie zrewidowana.
Nauczył się ufać pewnym uczuciom — wspomnieniom zagrzebanym tak głęboko, że nie były już wspomnieniami — a jedno z nich żywiło specyficzne zamiłowanie do głębokich wód i do Pacyfiku.
30.
Dla ostrożności postanowili wybudować mur przeciwwybuchowy pomiędzy laboratorium a wyspą, nim zabiorą się do eksperymentu ze środowiskiem planetarnym. Gdyby symulacja Jowisza wybuchła, nadal mogła być słyszalna na Fidżi, ale przynajmniej nie zrównałaby Apii z ziemią.
Mur miał trzy metry grubości u podstawy i zwężał się do jednego metra u szczytu, a jego wysokość wynosiła dziesięć metrów. Stanowił półkole o średnicy 150 metrów, otwarte od strony morza. Wynajęto miejscowych artystów, by namalowali słoneczne malowidła od strony lądu, ale mur wciąż kłuł w oczy. Radę wioski ugłaskał autobus szkolny i dwa witraże dla kościoła metodystów.