Выбрать главу

— Mieliśmy nadzieję, że tak — wyznał Russ — ale nie spełnia pierwszego wymogu: obecności dwóch liczb pierwszych, które wyjaśniłyby nam proporcje matrycy informacyjnej.

— Zrobiliśmy rzecz oczywistą — rzekła Jan, nadal testując kandydatkę.

Uzurpator gapił się na nią.

— Założyliście, że matryca będzie takich samych rozmiarów jak wasza, lub też będzie produktem dwóch innych liczb pierwszych. Ale się nie udało.

— Niezupełnie — skorygował Russell. — W końcu doszliśmy do tego, że są to trzy liczby pierwsze przemnożone przez siebie. Co niejako podwyższa stawkę.

Jan skinęła głową i pochyliła się do przodu, opierając łokcie na stole.

— Wie pani, ta organizacja jest tylko odrobinę hierarchiczna. Russ i Jack Halliburton kierują wszystkim i decydują, co będziemy robić. Ale na poziomie wykonawczym panuje pewien chaos. I nie chcemy tego zmieniać. Nie jesteśmy jakimś przedsiębiorstwem badawczo-rozwojowym, gdzie można przypisywać obowiązki i trzymać się rozkładu zajęć. Wszyscy w pewnym sensie błądzimy w ciemnościach, kierując się intuicją.

— Nawet tacy staruszkowie jak Russ i ja wiemy, że edukacja i doświadczenie mogą przeszkodzić intuicji. Kiedy zatrudniamy ludzi na pani poziomie, dajemy do zrozumienia, że choć mnóstwo pracy będzie miało charakter rutynowy, zawsze jest miejsce na ich wkład. Kobieta, którą być może pani zastąpi, ciągle wyciągała jakieś pomysły z kapelusza i niektóre z nich okazywały się przydatne.

— Dlaczego odeszła? — zapytał uzurpator.

— Choroba w rodzinie. Córka. Być może wróci, gdy wszystko się ułoży, ale wygląda na to, że nie nastąpi to tak szybko.

— Na razie potrzebujemy kogoś takiego jak pani — rzekł Russ. — Nie sądzę, by pani… Przepraszam, to krępujące, ale kobieta, która pracowała przed tą ostatnią, musiała odejść, by urodzić dziecko. Wkrótce nasza recepcjonistka także poświęci się macierzyństwu.

— Nie mogę mieć dzieci — rzekł uzurpator. Nie dodał: „chyba że przez rozszczepienie”. Poczerwieniał i zakrył dłonią usta.

— Nie chcieliśmy być wścibscy — powiedziała Jan, rzucając Russowi ostre spojrzenie.

— Nie. Jasne, że nie. — Russ sprawiał wrażenie kogoś, kto rozpaczliwie potrzebuje jakichś papierów, by móc się w nich zagrzebać. Zamiast tego studiował wnętrze pustej filiżanki.

— Och, nie jestem aż tak wrażliwa na tym punkcie — rzekł uzurpator. — To tylko biologia. Ułatwia mi życie.

— Jeśli dostanę tę pracę, co będę musiała robić na obecnym etapie? — kontynuował. — Nie wygląda na to, by chromatografia gazowa lub spektroskopia były akurat na tapecie.

— Ani teraz, ani w przyszłości. — Russ podszedł do dzbanka z kawą i dolał sobie. — W pani CV jest mowa o kryptografii.

— Jeden kurs i trochę czytania. — W rzeczywistości znacznie więcej, w innym życiu. Kiedy studiował informatykę na MIT, wszyscy się tym pasjonowali.

Jan dwukrotnie postukała w swój notes i przestudiowała informacje na ekranie.

— Nie ma tego w pani świadectwach.

— To był fakultatywny wykład. Moja doradczyni zawetowała go jako błahostkę. Zabiłaby mnie, gdyby wiedziała, że wybrałam to, zamiast rozwiązywać równania różniczkowe.

— Skądś to znam — mruknęła Jan.

— Może to był dobry wybór — rzekł Russ. — Bo to właśnie będzie pani zapewne robić przez jakiś czas. Jeśli chodzi o ten spędzający nam z powiek strumień danych z artefaktu, dzielimy się na dwie grupy. Jedna, do której pani dołączy, będzie próbowała rozszyfrować wiadomość. Druga będzie zamęczać artefakt serią bardziej złożonych wiadomości, zawierających linijki pierwszej. To będzie grupa Jan.

— Trzymacie to wszystko w tajemnicy? Rząd nic nie wie?

— Jasne, że nie. Jesteśmy korporacją dochodową, a w tym, co ta rzecz ma do powiedzenia, mogą tkwić niebotyczne zyski. I lepiej, żeby tkwiły, bo tylko to może usprawiedliwić wydatki Jacka.

— Gdybyśmy byli w Stanach — dodała Jan — rząd mógłby wkroczyć, powołując się na bezpieczeństwo narodowe, ale tu niewiele mogą zrobić. Jack ma nawet obywatelstwo samoańskie.

— Ale macie tu ekipę z NASA — zauważył uzurpator.

— Ja jestem jej częścią — rzekła Jan. — Używaliśmy też skafandrów kosmicznych NASA, a nasi towarzysze namówili nas do użycia lasera wojskowego, który kilka miesięcy temu tak urozmaicił wszystkim życie. Ale umowa między nimi a nami jest szczegółowo opracowana, a umowy z poszczególnymi pracownikami są, hm, dość wyrachowane.

— Wszyscy mają udział w zyskach, jeśli będą się odpowiednio zachowywać — wyjaśnił Russ — a jeśli ktokolwiek coś wypapla, nikt nic nie dostaje. Nie wspominając o stadzie prawników, którzy przyfruną, by zedrzeć z niego skórę i porachować kości.

— Coś w tym stylu znajdzie pani w swojej klauzuli poufności. Jack jest sprawiedliwy, jak sądzę, ale nieugięty. — Jan znów postukała w swój notes. — Rzecz jasna, zakładam, że jest pani przyjęta. Jack musi to zaakceptować, ale parę godzin temu padł z wyczerpania i do jutrzejszego ranka raczej nie podejmie żadnej decyzji. Tak naprawdę jednak wszystkich techników i pracowników administracyjnych zatrudnia nasza dwójka i Naomi.

— Więc mam czekać przy telefonie?

Russ pokręcił głową.

— Ta wyspa nie jest aż taka wielka. Znajdziemy panią.

— Może pani uciekać, ale nie zdoła się skryć — rzekła z uśmiechem Naomi.

37.

Apia, Samoa, czerwiec 2021

Próby złamania szyfru artefaktu były najciekawszą rzeczą, jaką kiedykolwiek robił. Gdyby mógł po prostu zamknąć się w jakimś pomieszczeniu z serią zer i jedynek oraz dostępem do danych z zewnątrz, mógłby sam to wszystko rozszyfrować. Czy zabrałoby to tydzień, rok czy tysiąc lat, nie wiedział i nie robiło mu to wielkiej różnicy.

Ale pozostali toczyli wojnę z czasem. Jack chciał, żeby szyfr został złamany, póki artefakt znajduje się na pierwszych stronach gazet, więc jeśli nic by się wcześniej nie wydało, ogłosiliby jednego dnia nawiązanie kontaktu, a następnego tłumaczenie.

By ułatwić dochowanie tajemnicy, podwyższył stawkę: osoba lub ekipa, która złamie szyfr, otrzyma milion dolarów premii pod warunkiem, że jego istnienie pozostanie tajemnicą. W przeciwnym razie premia spadała do stu dolarów.

Uzurpator zastanawiał się, jaka logika kieruje Jackiem i czy to w ogóle ma coś wspólnego z logiką. Skąd czerpał pewność, że na tym można się wzbogacić? Gdyby obiekt powiedział po prostu: „Cześć, macie tu parę fajnych obrazków w rewanżu” i nie dał im nic bardziej rewolucyjnego niż to, co oni mu dali — a tego właśnie spodziewał się uzurpator i większość jego współpracowników — jakim cudem Poseidon miał zarobić na tym choć dziesięć centów? Wyprodukować koszulki i figurki?

Gdy Rae zadała to pytanie Naomi, ta zmarszczyła brwi i przytknęła palec do ust.

— To nie nasza sprawa — szepnęła.

Liczba jedynek i zer wynosiła 31 433, co było wynikiem przemnożenia liczby pierwszej przez kwadrat innej: 17x43x43. Mogło to więc być siedemnaście kwadratów, każde po czterdzieści trzy kropki i kreski na jednym boku, albo czterdzieści trzy prostokąty, siedemnaście na czterdzieści trzy, ułożone na różne sposoby. Albo po prostu jedna linia złożona z 31 433 znaków.

Komputery potrafiły zbudować niezwykle potężne narzędzia deszyfrujące, a rząd z pewnością miał jeszcze lepszy sprzęt, który niechybnie poszedłby w ruch, gdyby federalni położyli łapy na znalezisku. Badacze musieli jednak zakładać, że wiadomość nie została zaszyfrowana, a w każdym razie nie celowo.