Выбрать главу

Wrzasnęła z bólu, a wtedy zza drzwi sąsiedniego pokoju wyskoczył mężczyzna z wycelowaną w uzurpatora dubeltówką. Ten odskoczył na bok dokładnie w momencie, w którym padł pierwszy strzał, a gorący podmuch przeszedł tuż obok jego twarzy. Sięgnął ku broni, a wtedy drugi strzał odstrzelił mu lewą rękę na wysokości ramienia.

W dźwięczącej w uszach ciszy, brocząc krwią z postrzępionego kikuta, uzurpator uniósł pistolet i wycelował między oczy mężczyzny. „Bang!” — powiedział i opuścił broń.

Zrobił dwa kroki, przeskoczył nad kanapą i przeszedł przez drzwi balkonowe, rozbijając szybę. Uderzył w barierkę balkonu, przechylił się i spadł na markizę zawieszoną nad wejściem do hotelu.

Russ, który był akurat był w połowie ulicy, uniósł głowę na dźwięk strzałów. Zobaczył, jak ktoś ześlizguje się z markizy i ciężko uderza o chodnik, po czym rusza biegiem, krwawiąc z kikuta po ręce.

Ta postać wydawała się nie mieć twarzy, jak gdyby naciągnęła sobie pończochę na głowę. Russ przetarł oczy.

Postać przebiegła po dachach sunących powoli samochodów — odbijając się od wozu jadącego na południe i ponownie od kolejnego, zmierzającego w przeciwną stronę — i wylądowała na przeciwległym chodniku, po czym przeskoczyła przez niski płotek do parku przy przystani, gdzie turyści i odpoczywające rodziny gapili się na nią z otwartymi oczami. Pobiegła jak sprinter olimpijski i dała nura przez kamienny falochron.

Nim ktokolwiek zdążył tam dobiec, na wodzie pozostały tylko kręgi. W powietrzu rozbrzmiewał dźwięk syreny.

* * *

Uzurpator schronił się na dnie portu, w cieniu tankowca, który sięgał dnem połowy głębokości wody. Włożył cały wysiłek w to, by jak najszybciej przeobrazić się w rybę: kości w chrząstki i zęby, mięśnie i jelita w prostą, zwinną figurę rekina rafowego; zakrwawione ubranie pozostawił na miejscu jako przynętę.

Ledwie ukończył metamorfozę, usłyszał, jak nurkowie skaczą do wody w miejscu, w którym się zanurzył. Wciągnął w skrzela haust ciepłej, słonej wody, mocno przyprawionej olejem napędowym — pycha! — i wygiął swój jedyny, ogromny mięsień, by popłynąć na otwartą wodę.

* * *

Helikopter zarekwirowany przez policję leciał nisko nad przystanią, lecz mimo lornetek i sonaru nie znalazł na całej głębokości wody nic z wyjątkiem zwykłego asortymentu ryb i odpadków. Zauważono kilka dużych rekinów, z których jeden najwyraźniej przestraszył się śmigłowca.

Russ nie rozpoznał w dziwnej istocie ukochanej kobiety. Nadal usiłując dociec, co właściwie zobaczył — na wzgórzach kręcono jakiś film; może filmowcy wykorzystali Aggie Grey’s do nakręcenia sceny przygodowej — wszedł do holu hotelowego niczym lunatyk.

Wszyscy ludzie siedzący w recepcji gadali jak najęci przez telefony. Dwaj policjanci z pistoletami wbiegli przez drzwi i popędzili po schodach. Gdy Russ spoglądał na nich, mężczyzna stojący obok odezwał się.

— Russell Sutton?

Był niski, przysadzisty i dziwnie pachniał. Jakby prochem.

— Kim pan jest?

Mężczyzna uniósł legitymację.

— Kenneth Swanwick, z CIA.

Russell pokręcił głową.

— Nie rozumiem.

— Rae Archer jest szpiegiem. My…

— To część filmu?

Teraz to agent był skonsternowany.

— Jakiego filmu?

— Tego, który kręcą przy wodospadzie.

Tamten wziął głęboki oddech.

— To nie film. — Jeszcze raz pokazał legitymację. — Użyliśmy loterii jako przynęty. Wiedzieliśmy, że Rae Archer jest szpiegiem, i chcieliśmy ją wziąć z zaskoczenia.

— Daj pan spokój. Kto jak kto, ale ja wiem, że nie mogłaby szpiegować. — Mimo to w umyśle Russa zaczęło się krystalizować pewne poczucie dziwności.

— Wzięliśmy ją na przesłuchanie, a ona zabiła jednego agenta, zraniła innego, i uciekła, zbijając szybę w drzwiach balkonowych.

— To nie mogła być ona. Może ktoś po prostu jest do niej podobny.

— Właśnie! — rzekł Swanwick. — I myślę, że możemy tego dowieść.

— Chwileczkę. — Russell wskazał drzwi. — TO była…?

— Nie wiemy, kto to był. Twierdziła, że jest nią. Wyglądała jak Rae Archer. Miała jej odciski palców.

— Ale?

— Ale prawdziwa Rae Acher nadal jest w Kalifornii. Rozmawialiśmy z nią. Twierdzi, że nic o tym wszystkim nie wie, i raczej jej wierzymy.

Podeszła do nich atrakcyjna kobieta, której napięta twarz była, podobnie jak włosy, popielatobiała. Zaciskała bandaż na prawej ręce.

— To pan Sutton?

— Tak — rzekł Swanwick. — Jest trochę skołowany.

— A my niby nie. — Wlepiła w Russa spojrzenie dużych, szarych oczu. Byli tego samego wzrostu. Jej źrenice pod wpływem leków zrobiły się małe jak główki szpilek. — Angela Smith.

— I jest pani szpiegiem?

— Agentem śledczym.

Wpatrywał się w jej dziwaczne oczy.

— I to nie jest film.

— Bóg mi świadkiem, wolałabym, żeby był. Moglibyśmy skasować scenę i zacząć od nowa. — Następnie zwróciła się do Swanwicka: — Musisz jechać z policją. Prawnik powinien być na posterunku, nim tam dotrzesz. — Znów obróciła się do Russella. — Znał pan Rae Acher lepiej niż ktokolwiek inny. Był pan z nią bardzo blisko.

Skinął ostrożnie głową, a potem nią pokręcił.

— Niech pani da spokój, ona nie mogła tego zrobić. To wykluczone.

— Więc może to nie była ona — wtrącił szybko Swanwick. — Ale ktokolwiek to był, jest cholernie niebezpieczny i lata sobie wolno.

— Musimy porozmawiać, ale nie może pan iść do pokoju — rzekła Angela Smith. — Gliny tam teraz pracują. — Zabandażowaną ręką wskazała bar. — Wuj Sam postawi panu piwo.

Jeden z kilku stolików w niewielkim barze był wolny. Barman podszedł i przyjął zamówienie. Przez okno wychodzące na park i przystań widać było tłum ciekawskich, utrzymywany w ryzach przez dwójkę policjantów w niepasujących do scenerii mundurach galowych.

— Niech pan spróbuje choć przez moment pomyśleć o Rae jako o szpiegu — rzekł Swanwick. — Czy kiedykolwiek miał pan wrażenie, że próbuje z pana wydobyć jakieś informacje?

Mieli denerwujący zwyczaj zmiany zdania.

— Niespecjalnie — odparł dość szorstko. — Pracujemy nad tym samym zadaniem. Bez przerwy o nim rozmawialiśmy. Podobnie jak wszyscy inni z projektu.

— Proszę się zastanowić… Au! — Wymachując ręką, kobieta uderzyła się w bolącą dłoń. — Podobno jest astronomem. Czy rzeczywiście sprawia takie wrażenie?

— Bez dwóch zdań. Musielibyście spytać doktor Dagmar, naszego głównego astronoma, by mieć absolutną pewność. Ale Rae wydaje się naprawdę znać na rzeczy. Wie znacznie więcej niż ja. Ja jestem tylko mechanikiem okrętowym, ale przez cale życie pasjonowałem się astronomią.

Swanwick skinął głową.

— Wykazywała szczególne zainteresowanie obronnymi albo militarnymi zastosowaniami tego obiektu? Artefaktu?

Zastanawiał się przez chwilę.

— Obronnymi? Jestem niemal pewien, że nie, bo osobiście zupełnie się tym nie interesuję. Zapamiętałbym, gdyby próbowała to ze mnie wydobyć.

Do baru wszedł policjant z ciężką reklamówką, w której niósł krótkolufową dubeltówkę. Swanwick wstał.