— Może zrobiłabym makroekonomię. Gospodarka regionu Oceanu Spokojnego… Ale bardziej myślałam o oceanografii. Mogłabym zrobić licencjat w ciągu roku, może trzech semestrów. — Uśmiechnęła się. — A potem przyjechać tu i pracować dla ciebie.
— Nie z licencjatem — rzeki z powagą. ~ Poświęć parę lat i zrób doktorat. Artefakt raczej się nigdzie nie wybiera.
— Tego nie wiesz — odparła. — Może postanowi wrócić do Alfa Centauri.
Przyniesiono kanapki. Russell zrzucił górną warstwę, po czym starannie pociął resztę na paski calowej szerokości, a następnie obrócił talerz o 90 stopni i przeciął paski na trzy. Uzurpatorka uśmiechnęła się. Pamiętała ten zwyczaj.
— Oszczędzam sto kalorii — rzekł. — Wszystkie media twierdzą, że ten obiekt przybył z innego układu gwiezdnego. To najprostsze wyjaśnienie. My staramy się wykombinować coś mniej oczywistego.
— Na przykład? Tajny projekt rządowy?
— Albo że obiekt leżał tam od zawsze. Wiesz, jakie piekło zgotował fizykom i chemikom.
— Wyobrażam sobie.
Ugryzł kanapkę, po czym, jak przewidywała jego towarzyszka, posolił całość.
— Nie ma znaczenia, czy to coś pochodzi stąd, czy z innej galaktyki. Tak czy owak, jego istnienie oznacza, że istnieją jakieś fundamentalne prawa dotyczące… charakteru materii… których nie rozumiemy. — Nadział na widelec kawałek kanapki i pomachał nim. — To chaos. Nic, co wiemy, nie jest już prawdziwe.
— Czy naprawdę możesz to powiedzieć? — zapytała, dzieląc swoją kanapkę na ćwiartki. — W szkole nas uczono, że fizyka Galileusza położyła podwaliny pod Newtonowską, Newton został połknięty przez Einsteina, a Einstein przez Hollinga.
— Najpierw Hawkinga, a potem Hollinga, technicznie rzecz biorąc. Ale to co innego. To tak, jakby wszystko idealnie działało, aż do ósmego miejsca po przecinku, a tu nagle ktoś mówi: „Chwila. Zapomnieliście o magii”. Tym właśnie jest ten przeklęty obiekt. — Zaśmiał się. — Kocham go! Ale ja w końcu nie jestem fizykiem…
— Oni pewnie świrują. — Wzięła ćwiartkę chleba i ugryzła odrobinę.
— Powinnaś zobaczyć moją pocztę. Właściwie to ja powinienem ją zobaczyć. Ta nieoceniona kobieta, Michelle, wyrzuca dziewięćdziesiąt procent e-maili, nim zdążę przyjść do pracy.
— Zna się na fizyce?
— Mniej więcej tak jak ty. Jest księgową i porobiła pewne kursy z różnych nauk. Ale czyta wszystko, co jej wpadnie w ręce, i jej ogólne pojęcie o sprawach naukowych jest lepsze niż moje.
— Oczywiście tak naprawdę wcale ich nie wyrzuca? — zapytała. — Zerkasz na nie?
— Hm, owszem. Przynajmniej na te, które mają jakąś wartość rozrywkową. Mówimy na nie „archiwum X”. Co piątek przeglądam je razem z Jan, naszym kosmologiem. Naprawdę są zabawne. — Nadział kolejny kwadracik chleba. — Czyste szaleństwo.
— Znajdujecie czasem coś przydatnego?
— Na razie nic. — Spoważniał. — Ale niedługo wszystko się zmieni. Zamierzamy ujawnić… pewien aspekt, który dotąd trzymaliśmy w tajemnicy. Szkoda, że nie mogę ci powiedzieć nic więcej.
Ona osobiście była z tego zadowolona. To, że wiedziała o reakcji artefaktu, zwiększało jej szanse na objęcie stanowiska po Michelle. Ukończyła zaawansowane kursy z matematyki, statystyki…
— Och, nie bądź taki. Powiedz!
Uśmiechnął się.
— Twoje kobiece sztuczki nic tu nie dadzą. Ale powiem ci w poniedziałek, jeśli pozwolisz znowu zaprosić się na obiad.
— OK. Mogę przyprowadzić kolegę z „Weekly World News”?
— Pewnie będzie już siedział w biurze. Oświadczenie zaplanowano na dziewiątą.
— I naprawdę sądzisz, że po tym wszystkim będziesz mógł wyrwać się na obiad?
— Za wiele ci mówię. — Rozejrzał się na prawo i na lewo. — Dlatego wybraliśmy poniedziałek. Żadnych planów aż do wtorkowego poranka. Co daje nam pewną kontrolę nad relacjami w mediach.
Sprawiał wrażenie lekko zaniepokojonego. Uzurpatorka wyciągnęła rękę i poklepała go po dłoni.
— Ani mru-mru.
— Ani mru-mru? — Zaśmiał się. — Nie słyszałem tego od dzieciństwa.
O, kurczę.
— Moja mama tak mówiła. Ciekawe, skąd się wzięło to powiedzonko.
— Diabli wiedzą, skąd one się biorą. — Rozluźnił się. — A jak tam w banku?
— Ludzie w porządku — powiedziała szybko. — Ale praca nie jest zbytnim wyzwaniem. Kilka razy dziennie muszę zagadać w jakimś języku, żeby uspokoić klienta, pomóc mu wypełnić dokument albo zrozumieć jakieś wyliczenia. W opisie mojej pracy było napisane „kontakty międzynarodowe”. Cóż, technicznie to chyba zgodne z prawdą.
— Apia jest mniejsza, niż myślałaś?
Wzruszyła ramionami.
— Trochę o niej czytałam, więc nie jestem specjalnie zdziwiona… chyba że wami. Oczekiwałam czegoś wielkiego.
— Cóż, jest nas tylko pięćdziesięcioro. Do niedawna siedzieliśmy jak mysz pod miotłą. Dopiero kilka tygodni temu coś się zmieniło.
— Kosmita. W Honolulu był na pierwszych stronach gazet. Znaleźliście go? — Zamknęła oczy i pokręciła głową. — Przepraszam. To nie moja sprawa.
— Chciałbym, żebyśmy go znaleźli. Brukowce byłyby zachwycone.
— Nie wierzysz, że spoczywa w tajnym skrzydle szpitala lotnictwa wojskowego w Pago Pago?
— Nie, jest zamknięty w Roswell, w Nowym Meksyku. — Zaśmiał się. — Leżał tam, kiedy jeszcze nie było cię na świecie.
Była tam dwa razy. Raz — jako żonglujący karzeł, innym razem — jako student antropologii.
A zatem w poniedziałek mieli ujawnić zakodowaną odpowiedź artefaktu, a przynajmniej jej istnienie. Uzurpatorka zastanawiała się, jak to wpłynie na jej sytuację i co może zrobić zawczasu, by zwiększyć swoje szanse na pracę.
Russell dał jej sposobność.
— Pracujesz jutro?
— Nie, wszyscy idą do kościoła. Wszyscy oprócz mnie.
— Ja też mam wolne. Może wybierzemy się gdzieś na rowerach?
— Rany, nie siedziałam na rowerze od czasu studiów. Ale mogę spróbować. Chyba można gdzieś jakiś wypożyczyć.
— Mam drugi. — Podrapał się po brodzie. — W niedziele zwykle jeżdżę do Fatumes Pool albo Fagaloa Bay, ale to trochę za daleko, jeśli nie masz wprawy. Możemy się trochę pokręcić po okolicy, zobaczyć kilka widoków, a zakończyć piknikiem albo kąpielą w Palolo lub przy projekcie.
— Rafa ciągnie się aż tak daleko?
— Nie, tam jest zwykła plaża z białym piaskiem. Miejscowe dzieciaki często się przy niej kąpią. W zeszłym tygodniu zbudowaliśmy nawet barierę przeciw rekinom.
— Dużo ich tu?
— Wystarczy jeden. Wielki rekin młot zaatakował łódź na płyciźnie i zrobił wielką dziurę w kadłubie, więc rodzina, aiga, która jest właścicielem terenu, poprosiła nas o pomoc przy budowie bariery, która ochroni pływaków. To zwykła siatka druciana z dużymi okami. — Nakreślił palcami sześciocalowy kwadrat. — Na te naprawdę wielkie ryby. Kupiliśmy ją, a oni zapewnili siłę roboczą.
Ciekawe wyzwanie, pomyślała. Młot mógłby udać delfina i przeskoczyć nad siatką.
— Brzmi nieźle. Mają tam stoły piknikowe i tak dalej?
Skinął głową.
— Plus grill. Bądźmy amerykańscy: znam miejsce z dość przekonującymi hot dogami. Kupię kilka dziś po południu i wstawię do lodówki w biurze.
Ustalili, że spotkają się rano przy Vaiala Beach Cottages, ze strojami kąpielowymi. Następnie Sharon wróciła do klimatyzowanego banku.
Pedałując w stronę sklepu rzeźniczego, Russell rozmyślał o tym, w co się pakuje. Nie mógł sobie pozwolić na to, żeby naprawdę się z kimś związać — musiał być „dostępny” dla Obcego-Rae na wypadek jego powrotu. To był jeden z elementów ich planu schwytania kosmity, było bowiem prawdopodobne, że po powrocie ten ponownie zastosuje tę samą strategię i spróbuje uwieść Russella. Albo może Jacka lub Jan. Każda nowa osoba wkraczająca w ich życie musiała przejść badanie DNA.