Выбрать главу

O dziewiątej uzurpatorka włożyła uroczy czarny strój: krótką spódniczkę i przylegającą górę z obrazkiem fulerenów, połyskujących kolorami tęczy niczym skrzydła kosa. Gdy usłyszała, że agentka CIA idzie do toalety, wymknęła się po cichu.

Pod piątką żaluzje były spuszczone, ale światełko przy fotelu Russella paliło się. Wyobrażała go sobie, jak siedzi z książką i kieliszkiem wina, słuchając pobrzmiewającego cichutko dźwięku klawesynu, grającego Wariacje Goldbergowskie.

Zdjęła buty i zastukała do drzwi. Gdy otworzył, weszła do środka i łagodnie zamknęła je za sobą.

— Jestem impulsywna. A ty?

Potrwało kilka sekund, nim skinął głową.

— Przy tobie mogę być — rzeki, wpatrując się w nią.

Domek składał się z jednego dużego pomieszczenia ze ścianką działową, za którą znajdowała się „sypialnia”. Sharon poprowadziła go tam, gasząc po drodze lampkę.

— Chwila. — Zatrzymał się, by zapalić świeczkę, dokładnie tak, jak oczekiwała. W jej blasku wyśliznęła się z zapinanej na rzepy spódnicy i zdjęta fulerenową bluzkę. Pod spodem nie miała nic z wyjątkiem tatuażu z kolibrem.

Usiadła na łóżku i przyciągnęła go ku sobie, rozpinając mu koszulę, gdy on męczył się z mankietami. Nie miał jeszcze pełnej erekcji; natychmiast wzięła go w usta, by się rozkoszować zmianą tego stanu. Łagodnie drażniła go zębami — wiedziała, że to lubi — a potem wykorzystała fakt, że nie ma odruchu wymiotnego — uzurpatorka zasadniczo nie miała żadnych odruchów — i pozwoliła mu wejść głębiej, tuląc go jedną ręką i pociągając za sobą na łóżko.

To samo zrobiła z nim Rae za pierwszym razem. Czy jego mózg funkcjonował dość dobrze, by skojarzyć te dwa fakty?

Sięgnął w dół, by jej pomóc, ale już była wilgotna; oczywiście sama kontrolowała tę funkcję. Wczołgała się na łóżko i usiadła okrakiem na Russellu, pomagając mu wejść powolnymi, kolistymi ruchami, i wzdychając z autentycznej rozkoszy. Ale bycie z nim jako Sharon jej nie wystarczało.

Uśmiechnęła się, bawiąc się jego włosami, gdy on poruszał się w niej w górę i w dół.

— A teraz mała sztuczka — powiedziała po minucie, odchylając się na bok, unosząc kolano i prostując nogę, po czym powoli okręciła się, robiąc tę samą sztuczkę z drugą nogą, tak że teraz była obrócona twarzą w drugą stronę, ale ani na chwilę nie wypuściła go z siebie.

— Jesteś tam? — zapytała retorycznie.

— Jak… jak tyś to zrobiła?

— Mam podwójne stawy.

Wiedziała, że to mu się spodobało, i sama także czerpała przyjemność z różnicy anatomicznej, ale przede wszystkim chciała być przez kilka minut zwrócona twarzą w drugą stronę. Russell objął ją dłońmi, a ona w wyćwiczony sposób używała swoich, starając się kontrolować jego stan, a zarazem pracując nad swoją twarzą.

Gdy nadszedł właściwy moment, wywołała w sobie entuzjastyczny orgazm, a zaraz potem on miał desperacki, niecierpliwy wytrysk. Wyśliznęła się i przechyliła w swoją stronę, a on uniósł się i objął ją od tyłu.

Po chwili nieco ją zaskoczył.

— Rae?

Powoli obróciła się w jego ramionach, ukazując swoją nową twarz — dawną twarz.

Wpatrywał się w nią, a ona przesunęła palcem po grzbiecie jego nosa.

— Miłość przychodzi i miłość odchodzi — zacytowała.

— Masz… masz nową rękę — wybąkał głupio. — Ale w środku jesteś taka sama.

Uświadomiła sobie, że od dziewięćdziesięciu lat, ilekroć była kobietą, miała osobowość pielęgniarki Deborah.

Obmacał rękoma jej twarz, po czym opuścił dłoń na tatuaż.

— Ale oprócz twarzy…

— Nadal jestem Sharon. Zmiana ciała trwa dłużej i jest bolesna.

— Kim… czym… — Nie przestawał jej pieścić. — Czym ty jesteś?

— „Kim” jest łatwiejsze. Sharon, Rae i kilkuset innymi osobami na przestrzeni ostatniego stulecia, dodając do tego kilka zwierząt i przedmiotów. Znacznie trudniej odpowiedzieć na „czym”.

— Inna planeta?

— Nawet tego nie wiem. Twoja hipoteza, że przybywam z przyszłości, nie pasuje do moich wspomnień. Sprzed 1931 roku pamiętam mgliste strzępy. Myślę, że właśnie wtedy po raz pierwszy przybrałam ludzki kształt.

— A czym byłaś wcześniej?

— Różnymi stworzeniami. Zawsze żyłam w morzu — jako żarłacz biały, orka, cokolwiek, co znajdowało się na szczycie lokalnego łańcucha pokarmowego. Wygląda na to, że mam całkiem silny instynkt przetrwania… Być może byłam tam od czasu przybycia artefaktu, może to on mnie przywiózł. Z przyszłości, z innej gwiazdy, innego wymiaru. Czuję nieodparte przyciąganie z jego strony.

Russell pokiwał wolno głową.

— Więc uwiodłaś mnie w nadziei, że…

Pocałowała go w policzek.

— Co wcale nie oznacza, że cię nie kocham — szepnęła. — Można kogoś kochać, a jednocześnie go wykorzystywać.

Milczał przez długą chwilę. Potem odgarnął z jej czoła kosmyk włosów i uśmiechnął się.

— Wydajesz się taka kobieca. Jako Rae, jako Sharon, a teraz jako ktoś pośredni.

— Wolę być kobietą. Ale podczas drugiej wojny światowej byłam żołnierzem piechoty morskiej, a później żonglerem w cyrku. W latach 70. w męskiej postaci ukończyłam astronomię na Harvardzie, na kilka lat przed Jan. Oceniałam jej prace na zajęciach z atmosfer Słońca i gwiazd. Jaki ten świat mały…

— Czy kiedykolwiek przed projektem spotkałaś Jacka lub mnie?

— Nie. O tobie oczywiście słyszałam, po tym, jak podniosłeś Titanica. Byłam biologiem morskim.

— I służyłaś w piechocie morskiej. — Pokręcił głową, nie mogąc tego ogarnąć. — A teraz?

Wydęła wargi.

— Teraz naleję nam po kieliszku wina. — Russell chciał się podnieść, ale położyła mu rękę na ramieniu. — Wiem, gdzie jest.

Przeszła do kuchenki, czując na sobie jego wzrok. Wiedziała, jak wygląda w blasku świecy.

— Chciałam mieć więcej czasu. Chciałam, żebyś pokochał mnie jako Sharon.

— Byłaś na dobrej drodze.

W ciemnościach napełniła kryształowy kieliszek czerwonym winem. Gdyby Russell widział teraz jej twarz, przestraszyłby się: miała tęczówki wielkości dwudziestopięciocentówek.

— Ale pomyślałam, że muszę przyspieszyć bieg spraw. Z powodu jutra.

— Wiesz, co się jutro wydarzy?

— Nietrudno było zgadnąć. Przecież jako Rae — dowiedziałam się o odpowiedzi artefaktu. Postanowiliście to ogłosić. Pewnie po to, by mnie wywabić z ukrycia. — Podała mu kieliszek.

Wziął go, ale nie zaczął pić.

— Również po to, by kilka milionów innych osób mogło się pogłowić nad sekwencją. Większe komputery. — Dopiero teraz pociągnął łyk, po czym oddał jej kieliszek. — Dlaczego po prostu się nie ujawniłaś? W ciągu nanosekundy stałabyś się częścią projektu i chronilibyśmy cię przed… — Wykonał gwałtowny ruch głowy mający mówić: „ludźmi, którzy cię postrzelili”.

— Gdybyście mogli. — Wierzchem palców pogłaskała zarost na jego policzku. — Znam ludzką naturę, kochanie — Być może lepiej niż ty sam. Jestem outsiderem, który ma za sobą niemal wiek obserwacji.

— Znasz miłość.

— Zaznałam jej kilka razy. Znam też ksenofobię. Byłam Murzynem, Azjatą i Latynosem w Stanach Zjednoczonych w czasach, gdy biali mogli takiemu zrobić, co im się żywnie podobało, i mówić do niego, cokolwiek przyszło im do głowy. Byłam białym więźniem podczas Bataańskiego Marszu Śmierci. To była potężna lekcja: czuć, jak cię nienawidzą i boją się ciebie tylko dlatego, że jesteś inny. — Pociągnęła łyk i postawiła kieliszek na stoliku obok lampki. — A na tej planecie nie ma nikogo, kto byłby bardziej „inny” niż ja.