– Jane Darlington Bonner! Chodź tu natychmiast!
Jane gwałtownie podniosła głowę. Usłyszała go przez cienką chusteczkę. Więc jakoś się dostał do środka. Wyjęła zatyczki z uszu. Zastanawiała się, jak to zrobił. Bez wątpienia dokonał tego w spektakularny sposób; nie zniżyłby się do czegoś tak prostackiego jak wybicie szyby. Mimo złości, była z niego dumna.
Wstała, zdjęła okulary i pomyślała, że mogłaby zabarykadować się w swoim pokoju. Nigdy nie lubiła konfliktów i nie umiała sobie radzić w takich sytuacjach – weźmy na przykład jej żałosne rozmowy z Jerrym Milesem. Może tym razem nie dąży do uniknięcia konfrontacji, bo jej przeciwnikiem będzie Cal. Przez całe życie starała się być miła, uprzejma, nikogo nie urazić. Przy Calu jest inaczej – Cala drażnią uprzejmości, godność nie robi na nim wrażenia, urazy spływają po nim jak po psie. Przy nim nie musi uważać na każde słowo, może być sobą. Wychodząc z pokoju czuła, jak krew zaczyna szybciej krążyć w jej żyłach. Czuła, że żyje i rozkoszowała się tym wrażeniem.
Cal obserwował z dołu, jak schodzi, kołysząc tyłeczkiem. Zielona koszulka podkreślała piersi tak małe, że nie pojmował, czemu w ogóle zwraca na nie uwagę. Włosy, spięte spinkami jak u licealistki, podobały mu się tak samo jak kuszące usta.
Patrzyła na niego z góry. Nie bała się, chociaż powinna; nie, mógłby za to przysiąc, że w jej oczach błysnęła psotna iskierka.
– Czyżby ktoś się zdenerwował? – zapytała zadziornie.
– Ty… – oparł dłonie na biodrach. – Zapłacisz mi za to.
– A co mi zrobisz? Spuścisz lanie?
Nabrzmiał, ot tak, od razu. Cholera! Dlaczego mu to robi? I co to za słowa w ustach szanownej pani profesor?
Nie wiadomo kiedy stanęła mu przed oczami wizja jej tyłeczka w jego dłoniach. Zacisnął zęby, zmrużył oczy i posłał jej wyjątkowo wredne spojrzenie; aż miał do siebie pretensję, że starszy nim biedną, bezbronną ciężarną kobietę.
– Może właśnie tego ci trzeba.
– Doprawdy? – Zamiast zemdleć ze strachu, jak zrobiłaby każda rozsądna kobieta, spojrzała na niego badawczo. – Może to i dobry pomysł. Muszę to przemyśleć.
Z tymi słowami najzwyczajniej w świecie obróciła się na pięcie i wyszła, a on jak głupi został u stóp schodów. Zabrakło mu słów. Jakim cudem to uchodzi jej na sucho? Musi to przemyśleć? O co jej chodzi, u licha?
Przypomniał sobie, że na środku podjazdu stoi jej sfatygowany escort, i ruszył za nią. Nie skończył z nią jeszcze, o nie!
Jane słyszała jego kroki. Wstydziła się dreszczu emocji, który ją przeszedł na myśl o dalszej walce. Do niedawna nie zdawała sobie sprawy, jak wielkim ciężarem może się okazać zachowanie godności. Ale Calowi godność zdałaby się jak psu rajstopy.
Wpadł jak burza do jej pokoju, wymachując groźnie palcem wskazującym.
– Wyjaśnimy sobie pewne rzeczy teraz, w tej chwili. Jestem głową tej rodziny i oczekuję szacunku! Ani słowa więcej! Rozumiemy się?
Nie wątpiła, że taki sposób rozwiązywania konfliktów sprawdza się doskonale w przypadku mężczyzn, jednak ogarnęło ją współczucie dla biednych młodziutkich dziewczynek, z którymi zwykł się spotykać. Nieszczęsne istotki pewnie umierały ze strachu.
Jednak jakoś nie potrafiła sobie wyobrazić, że Cal wrzeszczy na bezbronną dwudziestolatkę, i szybko zrozumiała dlaczego. Nie zrobiłby tego. Cal nie okazałby gniewu wobec osoby, którą uważał za słabszą od siebie. Poczuła, że jest z niego dumna.
– Warga ci krwawi – powiedziała. – Chodźmy do łazienki, opatrzę cię.
– Nigdzie nie pójdę, póki tego nie skończymy.
– Bardzo, bardzo proszę. Zawsze sobie wyobrażałam, że leczę obrażenia rannego wojownika.
Zamyślił się nad tymi słowami. W jego oczach pojawił się ten niebezpieczny błysk, który sprawiał, że uginały się pod nią nogi. Cal to dziewięćdziesiąt kilogramów dynamitu z zapalonym lontem. Dlaczego się go nie boi?
Wsadził dłonie do kieszeni dżinsów.
– Dobrze, ale pod jednym warunkiem.
– Czyli?
– Kiedy skończysz mnie łatać, będziesz siedziała cicho, czyli nie zaczniesz wrzeszczeć. Ja tymczasem zajmę się tobą.
– W porządku.
– W porządku?! – Myślała, że pękną jej bębenki, tak głośno ryknął. -Tyle masz mi do powiedzenia? Kobieto, chyba nie wiesz, co mam na myśli, w innym wypadku nie mówiłabyś, że to w porządku!
Uśmiechnęła się wiedząc, że to zdenerwuje go jeszcze bardziej.
– Moim zdaniem umiejętność komunikacji międzyludzkiej to kluczowa kwestia w małżeństwie.
– Nie rozmawiamy o komunikacji międzyludzkiej, tylko o tym, że cię spiorę na kwaśne jabłko. – Zawiesił głos i wysunął podbródek do przodu. -Przyłożę ci na goły tyłek.
– Wszystko jedno. – Machnęła lekceważąco ręką i poszła do łazienki.
Prawie mu współczuła. Silnie rozwinięty kodeks moralny nie pozwalał mu uderzyć kobiety, przez co satysfakcjonująca potyczka z przedstawicielką płci przeciwnej była dla niego niemal nie do pomyślenia. Dopiero teraz zrozumiała, czemu Cal tak kocha sport. Połączenie siły fizycznej i przemocy ze sztywnymi zasadami to coś dla niego.
Co zarazem oznaczało, że po prostu nie mógł uniknąć problemów z kobietami.
Przeszła przez ponurą łazienkę, otworzyła apteczkę.
– Mam nadzieję, że znajdę tu coś piekącego.
Nie odpowiedział. Odwróciła się. Głośno przełknęła ślinę, widząc, że ściąga koszule przez głowę. Pod opaloną skórą zagrały mięśnie.
– Co ty robisz?
Cisnął koszulkę na bok, rozpiął guzik w dżinsach.
– A jak myślisz? Biorę prysznic. Zapomniałaś już, że wylałaś mi na głowę dzbanek piwa, a potem zamknęła drzwi przed nosem w środku ulewy? Aha, jeśli jutro brama nie będzie działała normalnie, wystawię ci słony rachunek. – Rozpiął rozporek.
Odwróciła się, starając się zrobić to tak nonszalancko jak tylko umiała. Na szczęście w łazience było tyle luster, że wystarczyło lekko przechylić głowę i wszystko widziała. Niestety, stał tyłem. Mimo wszystko widok był imponujący. Szerokie ramiona przechodziły w wąskie biodra i jędrne, twarde pośladki. Koło kręgosłupa widniał siniak – pamiątka po walce z Kevinem. Zmarszczyła brwi patrząc na liczne blizny, pokrywające ciało wojownika.
Otworzył drzwiczki cylindrycznej kabiny prysznicowej, wyglądającej jakby pochodziła z wyposażenia statku kosmicznego „Enterprise", i wszedł do środka. Niestety, matowe szkło zasłoniło jej widok.
– Przesadzasz z tą ulewą! – starała się przekrzyczeć szum wody. – Dopiero co zaczęło padać.
– Zanim przelazłem przez poręcz.
– A, tak się dostałeś? – Była pod wrażeniem.
– Tylko dlatego, że miałaś o mnie na tyle niskie mniemanie, by nie zablokować drzwi na piętrze.
Uśmiechnęła się pod nosem, słysząc obrażony ton.
– Przepraszam, nie pomyślałam o tym.
– Najwyraźniej. – Wsadził głowę pod ciepły strumień. – Może do mnie dołączysz?
Miała na to wielką ochotę, ale jedwabista nuta w jego głosie przywodziła na myśl podstępnego węża na drzewie dobrego i złego, więc udała, że nie słyszy. Zajęła się przetrząsaniem apteczki.
Znalazła pastę do zębów Crest i buteleczkę dezodorantu. Czarny grzebień Cala miał wszystkie zęby i był czysty. Znalazła także nić dentystyczną, cążki do paznokci, krem do golenia, maszynkę, tabletki przeciwbólowe, rozgrzewającą maść Ben Gay i prezerwatywy. Bardzo dużo prezerwatyw, całe pudełko. Na myśl, że będzie ich używał z inną kobietą niż ona, zrobiło jej się zimno.
Nie chciała się nad tym zastanawiać. Uklękła i zajrzała do szafki pod umywalką. Kolejne tuby Ben Gay, sól kąpielowa, maść z antybiotykiem. Ucichł szum wody. Pa chwili drzwi kabiny się rozsunęły.